Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O POLSCE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O POLSCE. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 października 2008

Polska broń w Czeczenii

23-10-2008, ostatnia aktualizacja 23-10-2008 03:27

Dziennik „Izwiestia” twierdzi, że Czeczeni strzelali do Rosjan z polskich rakiet Grom. – To propaganda lub prowokacja – mówią eksperci

Rakieta Grom
autor zdjęcia: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
Rakieta Grom

Według prokremlowskiego dziennika Rosjanie znaleźli dwa zestawy Grom ukryte w schowku w czeczeńskiej górskiej wsi Childecharoj w pobliżu granicy gruzińskiej. Jeden z nich był już odpalony, drugi – gotowy do użycia.

„Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że do Czeczenii trafiły one z Gruzji, która zakupiła je w Polsce za pośrednictwem Ukrainy. Cały ten łańcuszek prawdopodobnie był kontrolowany przez służby specjalne Stanów Zjednoczonych” – stwierdził dziennik. Jak podkreślił, „przeciwlotnicze zestawy rakietowe nie mogły trafić z Polski na Kaukaz bez zgody USA. Wszak sprzedaż tej tak śmiercionośnej broni odbywa się pod ścisłą kontrolą”.

Polskie MSZ przyznało, że Warszawa „dokonała bezpośredniej sprzedaży 100 pocisków typu Grom na potrzeby Ministerstwa Obrony Gruzji”. „MSZ ma powody przypuszczać, że odnalezione w Czeczenii polskie zestawy rakietowe mogą pochodzić z zasobów uzbrojenia przejętych przez oddziały rosyjskie lub osetyjskie w ramach operacji wojskowej na terytorium Gruzji w sierpniu bieżącego roku” – napisał resort we wczorajszym oświadczeniu, reagując na rewelacje rosyjskiej gazety.

– Do sprzedaży gromów Gruzji doszło dwa lata temu zgodnie z wszystkimi procedurami. Gruzja nie znajduje się na żadnej liście państw, którym nie wolno sprzedawać broni. Wobec Polski nie można mieć więc w tej sprawie żadnych zarzutów – przekonuje „Rz” poseł Janusz Zemke (Lewica), przewodniczący Sejmowej Komisji Obrony Narodowej.

Zdaniem znanego rosyjskiego komentatora wojskowego Pawła Felgengauera doniesienia „Izwiestii” to typowa propaganda. – „Izwiestia” już nieraz pisały o zamachach sterowanych z Gruzji. Twierdziły nawet, że Gruzini zamierzają strzelać do mieszkańców Moskwy przed samym Kremlem, na placu Czerwonym. A obecnie mamy do czynienia z publikacją, w której zebrano w jednym miejscu, chyba nieprzypadkowo, największych wrogów Rosji: Polskę, Ukrainę, Gruzję i Stany Zjednoczone – zauważa w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Felgengauer.

Jeden z byłych polskich wiceministrów obrony sugeruje w rozmowie z „Rz”, zastrzegając anonimowość, że „znalezienie” gromów może być rosyjską prowokacją. – Wiadomo, że Rosjanie przejęli gromy podczas wojny w Gruzji, ale o tym, co dalej z nimi zrobili, już się nie dowiedzieliśmy. Być może mamy teraz jakiś trop w tej sprawie – mówi.

Zestaw Grom, obsługiwany przez jednego żołnierza, składa się z pocisku rakietowego w jednorazowej wyrzutni rurowej, mechanizmu startowego oraz źródła zasilania. Ważąca 16,5 kg broń jest przeznaczona do zwalczania nisko lecących samolotów i śmigłowców. Według relacji „Izwiestii” 14 sierpnia rosyjscy piloci patrolujący obszar powietrzny nad Czeczenią dostrzegli, że w stronę ich samolotu została wystrzelona rakieta ziemia-powietrze. Nie trafiła maszyny lecącej na dużej wysokości i wybuchła w powietrzu. Rosjanie zainteresowali się sprawą, bo w ostatnich trzech latach – jak podał dziennik „Izwiestia” – „przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych (...) czeczeńscy bojownicy nie posiadali”. Rozpoczęto poszukiwania i tak, według gazety, znaleziono gromy w Childecharoj.

Tekst rosyjski dziennik opatrzył zdjęciem rakiet. A na swojej stronie internetowej (www.izvestia.ru) zamieścił materiał filmowy z Czeczenii.

Publikacja „Izwiestii” zbiegła się w czasie z wizytą polskiego wicepremiera i ministra gospodarki Waldemara Pawlaka w Moskwie.

Polskie MSZ przypuszcza, że rakiety trafiły do Czeczenii z arsenałów broni przejętych przez oddziały rosyjskie lub osetyjskie na terytorium Gruzji

masz pytanie, wyślij e-mail do autorów:

t.serwetnyk@rp.pl, m.szymaniak@rp.pl

Rzeczpospolita

środa, 8 października 2008

CNN nie chce Krakowa nawet za darmo

Rafał Romanowski
2008-10-07, ostatnia aktualizacja 13 minut temu

Zobacz powiększenie
Nagłówek artykułu o Polsce na stronie internetowej CNN
Fot. cnn.com

Nawet za darmo nie pokażą Krakowa w CNN International. W ostatniej chwili amerykańska telewizja zrezygnowała z puszczania podczas "Polskiego tygodnia" nawet krótkich migawek z kościoła Mariackiego. Miejsce naszego miasta zajęły Sopot i Hel, a na dokładkę... Poznań

Informacje z Krakowa. Polecamy: Pokój za darmo wynajmę. Czyli za seks



- Materiału z Krakowa nie będzie. Po prostu wypadł z emisji. Na to miejsce ekipy CNN International dokręciły w ostatniej chwili sporo migawek z Wielkopolski - tak tłumaczy decyzję marketingowców nadającej dla 140-milionowej widowni na całym świecie telewizji Ola Głuchowska z agencji First PR reprezentującej Amerykanów w Polsce.

O sprawie pisaliśmy w "Gazecie" przed 10 dniami. Zbulwersowało nas, że Kraków jako jedyne z dużych polskich miast, którym zaproponowano ekskluzywną kampanię na antenie CNN International, nie zdecydował się na jej wykupienie i wyprodukowanie okolicznościowej reklamówki za okazyjną kwotę około 900 tys. zł. A gra była warta świeczki - taka sama kampania reklamowa w nadającej dla kilkaset razy mniejszej (i tylko polskiej) widowni telewizji kablowej TVN24 kosztuje... więcej, a i okazja do promowania się w CNN jest doskonała, bowiem stacja właśnie teraz, w drugim tygodniu października, nadaje program bezpośrednio z Warszawy w ramach cyklu "Eye on Poland" (liczne wywiady, reportaże, rozmowy, analizy - wszystko na temat Polski w kontekście tarczy antyrakietowej, sojuszu z USA, ruchu turystycznego, sytuacji politycznej, silnego złotego, lepszych wskaźników polskiej gospodarki od amerykańskiej).

Na mocne reklamowanie się w CNN postawiły władze Warszawy, Łodzi i Gdańska. Kosztem niecałego miliona złotych obecne są teraz na antenie CNN International z kręconymi tam reportażami, profesjonalnymi klipami i reklamowymi banerami w internecie (aż 530 tys. wyświetleń na odwiedzanym przez miliony internautów z całego świata informacyjnym portalu Cnn.com). - Taka promocja to strzał w dziesiątkę. Za stosunkowo małe pieniądze mamy zagwarantowaną oglądalność Gdańska na całym globie. I to w newralgicznym okresie wyborów Obama - McCain - cieszy się Grażyna Adamska z wydziału promocji gdańskiego magistratu. Podkreśla, że zgodnie z umową wiele z elementów kampanii zostanie na antenie stacji nawet do Bożego Narodzenia.



Kraków kampanii w CNN International nie ma, bo... zabrakło mu na nią pieniędzy w budżecie, a ponadto wynajęta krakowska agencja Epoka przekonała biuro promocji miasta, że wspomniany wabik dla widzów stacji w postaci wyborów w USA spowoduje, że reklamy Krakowa rzekomo "utoną" wśród innych informacji. - Pogratulować Krakowowi takich fachowców, którzy nie rozróżniają najprostszej rzeczy, czyli CNN International, gdzie tematy z USA są podawane równorzędnie z innymi, od CNN amerykańskiego, gdzie to Ameryka gra główną rolę - ironizuje Katarzyna Sławińska, przez kilka lat korespondentka TVN w Stanach Zjednoczonych.

Z ponadtygodniowym opóźnieniem władze Krakowa reagują na artykuł "Gazety" i w przesłanym nam liście tłumaczą, co spowodowało odwołanie kampanii teraz i ewentualne przesunięcie jej na... zimę 2009 roku. "Biorąc pod uwagę realnie małe możliwości zbudowania zasięgu i estymując ograniczony stopień skutecznego dotarcia z reklamą do uwagi przedstawicieli interesującej nas grupy potencjalnych odwiedzających, nasza rekomendacja była jednoznaczna - przesunąć emisję na okres, w którym widzowie będą bardziej podatni na komunikaty spoza merytoryki" - pisze Filip Szatanik z biura prasowego urzędu miasta. W innym fragmencie listu urzędnicy zawile przekonują, że jakoby już na początku sierpnia wiedzieli, co w październiku będzie przykuwać najmocniej uwagę widzów CNN International ("poważny kryzys ekonomiczny dotykający jeden z najważniejszych rynków na świecie"). Przypomnijmy: światowe media o kryzysie w USA zaczęły mocno informować dopiero w połowie września...

Co gorsze, po kompromitacji z niemożnością wysupłania niecałego miliona złotych dla CNN (przy prawie trzech milionach wydanych na obchody victorii wiedeńskiej króla Sobieskiego) oraz propozycjach oprowadzania ekip CNN po Warszawie przez... dziennikarzy z Krakowa z portalu Cracow-life.com, nasze miasto będzie musiało przełknąć jeszcze kilka gorzkich pigułek - wspomniany na wstępie nieoczekiwany darmowy splendor dla Helu, Sopotu i Poznania. Jak się dowiadujemy, miejsce obiecanych Krakowowi tak czy owak darmowych migawek z Rynku Głównego czy Kazimierza zajmą teraz m.in. materiały nakręcone w... siedzibie producenta autobusów Solaris z podpoznańskiego Bolechowa oraz wielkopolskiej bazy lotniczej w Krzesinach, gdzie stacjonują myśliwce F-16.

Sorry, CNN, Krakowa nie stać na kampanię. Przeczytaj więcej informacji z Krakowa



Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków

wtorek, 7 października 2008

Telewizja CNN kpi z Tuska i podziwia Dodę

CNN zaczyna reklamować Polskę za granicą

Ekipa amerykańskiej stacji CNN przez tydzień będzie nadawać na żywo z kilku miast Polski i opowiadać o naszej polityce, historii, kulturze i gospodarce - pisze DZIENNIK. "Przyjechałem tu, żeby sprawdzić wiarygodność Donalda Tuska, który obiecał cięcia wszystkiego, co niepotrzebne. Jakoś nie widzę tych cięć maczugą" - żartuje Robin Oakley z CNN, który ma promować nasz kraj. A wśród największych Polaków wymienia Lecha Wałęsę i... Dodę.

CNN International, pierwsza i największa na świecie stacja nadająca program informacyjny całą dobę, rozpoczęła wczoraj emisję cyklu "Eye on Poland". To wyjątkowe wydarzenie, bo amerykańska telewizja jest niesłychanie popularna i prestiżowa. Program dociera do 1,5 mld ludzi w 212 państwach. Gratka jest tym większa, że CNN jest bardzo wybredna, jeśli chodzi o dobór tematów: muszą one być wystarczająco ekscytujące, by zainteresować widzów na świecie. Ale jeśli już jakieś państwo znajdzie się w tej telewizji, ma najlepszą promocję, jaką tylko można sobie wyobrazić.

Cykl "Eye on..." realizowany jest co kwartał, do tej pory poświęcono go m.in. Chinom, Francji, Brazylii czy Rosji. Decyzja, że teraz czas na Polskę, zapadła na początku roku. Wybór poprzedzony został bardzo starannym rekonesansem. "Wybieramy kraje, w których zachodzą najbardziej dynamiczne zmiany. Polska jest takim krajem" - mówi Mike McCarthy, wiceprezydent CNN International. Komentator polityczny CNN Robin Oakley, który nasz kraj nazywa "rzecznikiem i przewodnikiem dla tych, którzy chcą się uwolnić spod dominacji Moskwy", dodaje: "Męczyłem Mike’a od miesięcy, żebyśmy tu przyjechali".

Programem CNN zainteresował się prezydent Lech Kaczyński, który uznał pomysł za znakomity. Obawiał się jednak sposobu prezentacji. "W żadnym wypadku nie powinno się promować Polski za pomocą strojów ludowych. Polska powinna być przedstawiona jako kraj nowoczesny i już nie biedny" - mówił prezydent. Po pierwszym dniu widać, że obawy Lecha Kaczyńskiego były niepotrzebne.

Wczoraj widzowie mogli zobaczyć sukces polskiej firmy Solaris produkującej autobusy dla całej Europy i dowiedzieć się, że Polacy kochają uliczne, nielegalne wyścigi samochodowe. Widzieli też ministra sportu Mirosława Drzewieckiego, który oprowadzał reporterów po stadionie budowanym na Euro 2012. Po chwili widzowie już z relacji na żywo dowiedzieli się, że Polska może stracić Euro 2012 przez konflikt rządu z władzami PZPN.

Reporterzy zrobili wywiad z byłym prezydentem Lechem Wałęsą, ale też z piosenkarką Natalią Kukulską i tenisistką Agnieszką Radwańską. CNN przygotował również ranking najbardziej znaczących i wpływowych Polaków. Obok Kopernika, Chopina, Jana Pawła II, Wałęsy, Wajdy i Polańskiego znaleźli się w nim Robert Kubica, a także Doda i Joanna Krupa, polska modelka uznana za jedną z najbardziej seksownych kobiet świata.

Dziś ekipa CNN będzie nadawać na żywo z warszawskiej giełdy, w kolejnych dniach również z Pałacu Prezydenckiego. Gwiazdy tej stacji Fionnuala Sweeney i Robin Oakley doskonale orientują się w polskim życiu politycznym. "Przyjechałem tu, żeby sprawdzić wiarygodność Donalda Tuska, który obiecał cięcia wszystkiego, co niepotrzebne. Jakoś nie widzę tych cięć maczugą" - ironizuje Oakley. Z podobną swobodą opowiada o wicepremierze Waldemarze Pawlaku i ministrze spraw zagranicznych Radosławie Sikorskim, o którym mówi, wspominając niedawne negocjacje w sprawie tarczy antyrakietowej, że w pokera by z nim nie zagrał.

"Eye on Poland" zobaczą widzowie CNN International - międzynarodowej odnogi CNN. Jej siedzibą jest Londyn. I to głównie ekipa ze stolicy Wielkiej Brytanii przyjechała na tydzień do Polski. Fionnuala Sweeney do piątku będzie prowadzić poranny program z Warszawy. Jej wejścia można oglądać o 8, 9, 10 i 12.


CNN rzuca okiem na Polskę

mig
2008-10-06, ostatnia aktualizacja 2008-10-06 19:07
Zobacz powiększenie
Dziennikarka CNN w Warszawie na rynku Starego Miasta
Fot. Albert Zawada / AG Fot.

Polacy piją wódkę do śniadania, obiadu i kolacji, a po ulicach polskich miast biegają niedźwiedzie polarne? Telewizja CNN postanowiła zadać kłam obiegowym opiniom na temat Polski i wydobyć na światło dzienne to, co w naszym kraju jest szczególnie warte uwagi.

Zobacz powiekszenie
Fot. edition.cnn.com
''Polska jest największym z ''niewielkich''krajów Europy'' - rozpoczyna się artykuł w CNN o Krakowie
Zobacz powiekszenie
Fot. edition.cnn.com
Artykuł o sławnych Polakach
Zobacz powiekszenie
Fot. edition.cnn.com
Na stronie internetowej CNN pojawił się cykl artykułów poświęconych Polsce. Na zdjęciu artykuł o życiu po obaleniu komunizmu
ZOBACZ TAKŻE

Kopernik obok Dody - najsłynniejsi Polacy wg. CNN Czytaj



W cyklicznym programie "The Eye on Poland" (Rzut oka na Polskę), reporterzy CNN będą przedstawiać różne aspekty życia w naszym kraju - od biznesu, przez politykę, po kulturę popularną, starając się udowodnić, że Polska to kraj pełen barw i kontrastów.



Polska to kraj o dumnej przeszłości i świetlanej przyszłości. To jedno z najszybciej rozwijających się państw Europy, którego znaczenie na arenie międzynarodowej stale rośnie - przekonuje CNN. Dzięki wykwalifikowanej sile roboczej Polska rozszerza wpływy daleko poza swoje granice, a dzięki sprawnie działającej gospodarce przyciąga rzesze zagranicznych inwestorów. Nie ma wątpliwości - twierdzą reporterzy CNN - nastała nowa era dla Polski.

Euro 2012 - wciąż jeszcze polskie

"Patrząc na Stadion X-lecia w Warszawie, trudno wyobrazić sobie, że ma on być głównym obiektem sportowym piłkarskich mistrzostw Euro 2012. Na razie to tylko olbrzymia dziura w ziemi otoczona górą piachu" - komentuje reporter CNN Phil Black. Czy Polska zdąży z organizacją Euro i nie zaprzepaści swojej szansy? Minister sportu Mirosław Drzewiecki przekonuje amerykańską stację, że Polska, mimo groźby odebrania jej organizacji imprezy, podoła zadaniu, a przeżytek ery komunizmu, jakim jest Stadion X-lecia stanie się wkrótce obiektem klasy światowej.

"Ale Stadion Narodowy to nie jedyna inwestycja, która musi zostać ukończona w ciągu zaledwie 4 lat" - zauważa reporter. Podobne obiekty powstają (lub powstały) też w innych polskich miastach, takich jak Poznań, Gdańsk, Wrocław, Łódź i Kraków.

"Przez 40 lat komunizmu i 19 lat demokracji w Polsce zaniedbano nie tylko sport. Zatrważający jest również stan polskich dróg" - opowiada Black, a kamera robi najazd na podziurawione ulice w centrum Warszawy. Zaraz potem słychać narzekania warszawiaków, o tym, że jazda samochodem w Polsce to prawdziwy koszmar, i że brakuje autostrad. "Czasu jest niedużo, a trzeba będzie zbudować 3000 km dróg, lotniska, stacje kolejowe, hotele" - wylicza reporter. To inwestycja warta w sumie 140 mld dolarów. Ale pieniądze, zdaniem Blacka, to nie główny problem. Polska uzyska bowiem środki z Unii. Znacznie gorzej jest z siłą roboczą. Reporter przypomina o tym, że większość wykwalifikowanych robotników wyjechało z Polski, głównie do Wielkiej Brytanii, w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy.

Jak przekonuje amerykański reporter, Polacy sami nie dowierzają w sukces przedsięwzięcia i krytykują władze za opieszałość przy organizacji Euro 2012. "To się skończy wielką katastrofą i wstydem. Odbiorą nam Euro i tyle" - komentują Polacy. "Byłoby szkoda - ocenia reporter - bo dla Polski Euro to szansa, nie tylko żeby wypromować rodzimy futbol, ale żeby dzięki inwestycjom dogonić Europę Zachodnią i podnieść poziom życia".

Polski autobus na obce drogi

Polska ma coraz więcej do zaoferowania - przekonuje reporterka CNN Diana Magney, podczas wizyty w polskiej fabryce autobusów Solaris pod Poznaniem. "Te wyjątkowe hybrydowe pojazdy kupuje od Polaków cała Europa" - zachwala Solarisy Magney, a kamera pokazuje różnokolorowe, eleganckie autobusy: czerwono-żółty dla Warszawy, zielono-żółty dla Poznania, szaro-żółty dla Berlina. Chciało by się rzec: "do wyboru, do koloru". "Zagraniczni konkurenci mogą się tylko od nas uczyć" - mówi CNN jeden z pracowników firmy.

Reporterka opowiada też historię rodziny Olszewskich, właścicieli Solarisa, na tle przemian zachodzących w Polsce. Pojawia się wątek "Solidarności", stanu wojennego, emigracji, wreszcie gospodarki wolnorynkowej, która pozwoliła na zbudowanie firmy obecnej na arenie międzynarodowej.

"Do tej pory Polska kojarzyła się głównie z tanimi surowcami, tanią siłą roboczą i tanimi produktami, autobus Solaris jest dowodem na to, że dziś "Made in Poland" oznacza nie tylko niską cenę, ale również wysoką jakość" - podsumowuje reporterka.

Polaków pasja do samochodów


"W komunistycznej Polsce samochód był towarem luksusowym, na który długo się czekało i długo oszczędzało" - opowiada reporter Phil Black. "Ale czasy się zmieniły - rośnie nie tylko grono szczęśliwych posiadaczy samochodów, ale i wielbicieli wyścigów samochodowych" - przekonuje amerykański reporter.

Zdaniem CNN, jedną z atrakcji w Polsce są nielegalne wyścigi samochodowe. Nocą Polacy mkną ulicami miast w podrasowanych autach, testując swoje umiejętności i możliwości swoich pojazdów. W Łodzi wyścigi stały się tak powszechne, że policja, zamiast z nimi walczyć, włączyła się w ich organizację. "Dajemy im się wyszaleć podczas oficjalnych zawodów, żeby nie organizowali wyścigów na dziko" - opowiada CNN Krzysztof Szymański z łódzkiej drogówki.

"Rodzice rajdowców-amatorów mogli tylko pomarzyć o tym, żeby mieć choć namiastkę samochodu, jakim ścigają się dziś ich dzieci. To właśnie takie auta odzwierciedlają nową ekonomiczną rzeczywistość Polski" - podsumowuje Black.

New York Times: Wyścigi - nowe hobby Polaków



Skłodowska-Curie była Polką

Oprócz reportaży dotyczących życia w Polsce, CNN prezentuje też sylwetki znanych Polaków. Widzowie mogą się z nich m.in. dowiedzieć, że Maria Skłodowska-Curie nie była Francuzką, papież Jan Paweł II naprawdę nazywał się Karol Wojtyła, a Kopernik był pierwszym, który "ruszył Ziemię i wstrzymał niebo".

komentarze na Forum

poniedziałek, 6 października 2008

Dziennikarz CNN: Polska to najciekawszy kraj Europy

Robin Oakley, fot. CNN

- Jeśli niestrudzony w produkowaniu medialnych czołówek Nicholas Sarkozy, francuski prezydent, jest obecnie najbardziej interesującym politykiem w Europie, to szybko ewoluująca Polska błyskawicznie staje się najbardziej interesującym krajem Europy, biorąc udział w niemal każdej ważniejszej batalii politycznej - pisze na swoim blogu Robin Oakley, jeden z najważniejszych politycznych dziennikarzy stacji CNN. Dziś w tej stacji rusza seria filmów dokumentalnych o naszym kraju "Oko na Polskę".
- Polska była bardzo istotnym punktem programu powiększania Unii Europejskiej, jej wejście poprawiło wewnętrzne nastroje Unii w niepewnych czasach. I Polska łatwo dowiodła, że może zrobić więcej niż tylko zademonstrować swoje znaczenie w dyplomacji - pisze Oakley. - Współuczestnicząc w wysiłkach zbliżenia Ukrainy i Gruzji do NATO i Unii Europejskiej Polska stała się nieoficjalnym cheerleaderem dla tych, którzy chwialiby uwolnić się spod moskiewskiej dominacji - dodaje.

Weź udział w filmowym konkursie CNN i Onet.pl

- Nie było więc niespodzianką, że badania ARCO Insight wykazały w ubiegłym miesiącu, że decydenci w Brukseli uznali Polskę za kraj najbardziej skuteczny we wpływie na politykę Unii spośród dwunastu jej najnowszych członków - ocenia dziennikarz CNN. Bardzo chwali postawę polskiego rządu podczas negocjacji ws. tarczy antyrakietowej. - Nie chcielibyście zagrać w pokera z Radkiem Sikorskim - komentuje. Zdaniem Oakleya, "Polska nauczyła się dużo lepiej układać się ze swoim potężnym sąsiadem – Niemcami, utworzyła także użyteczny, praktyczny alians ze Szwecją dla propagowania interesów regionu bałtyckiego oraz zaprzestała blokowania członkostwa Rosji w różnych dyplomatycznych klubach".

Jako główne problemy naszego kraju, dziennikarz CNN wymienia opóźnienia w budowie infrastruktury i "biurokrację lat komunizmu". - Ale to, co Polska ma, to energia ludzi, populację o stosunkowo wysokim poziomie edukacji technicznej i determinacji do walki o lepsze i niezależne życie, po obcych wojskach okupujących kraj przez osiemdziesiąt procent ostatnich 200 lat. To jest kraj w biegu - podsumowuje optymistycznie Oakley.

Robin Oakley jest politycznym dziennikarzem CNN. Pracujący na co dzień w Londynie Oakley, jest jednym z głównych komentatorów politycznych na świecie.

Z ponad 40-letnim doświadczeniem w dziennikarstwie politycznym, Oakley przybliża widzom CNN zagadnienia związane z wydarzeniami politycznymi dotyczącymi państw europejskich, grupy G8, Unii Europejskiej i NATO Specjalizuje się również w komentowaniu referendów i wyborów oraz analizowaniu długofalowych następstw decyzji politycznych.

poniedziałek, 14 lipca 2008

Prasa zagraniczna o Geremku

mig, PAP
2008-07-14, ostatnia aktualizacja 2008-07-14 13:35

Śmierć prof. Bronisława Geremka odbiła się głośnym echem w zagranicznych mediach. Prasa światowa wyraża ból po starcie jednego z czołowych mężów stanu demokratycznej ery, wspomina Geremka jako człowieka prawego, przyjaciela Europy, sędziego historii i architekta zakotwiczenia Polski w Europie.

Zobacz powiekszenie
Artykuł o Bronisławie Geremku w internetowym wydaniu gazety "The New York Times"
Zobacz powiekszenie
Artykuł o Bronisławie Geremku w internetowym wydaniu gazety "Wriemia Nowostiej"
Zobacz powiekszenie
Artykuł o Bronisławie Geremku w internetowym wydaniu gazety "Le Figaro"
Zobacz powiekszenie
Fot. Jerzy Gumowski / AG
Profesor Bronisław Geremek miał 76 lat
Zobacz powiekszenie
Artykuł o Bronisławie Geremku w internetowym wydaniu gazety "Sueddeutsche Zeitung"
Przeczytaj, jak Bronisława Geremka wspomina dziennik The New York Times

Niemiecka prasa: Odszedł "obywatel świata" i "przyjaciel Europy"

"Moralnie niezłomny", obywatel świata i marzyciel", "przyjaciel Europy" - w ten sposób niemiecka prasa wspomina Bronisława Geremka.
"Uosabiał on jako jeden z nielicznych w swym pokoleniu typ niedopasowanego intelektualisty: z uniwersalnym wykształceniem, zaangażowanego politycznie i moralnie niezłomnego" - pisze o Geremku "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

Dziennik zamieścił obszerną sylwetkę zmarłego, w której przypomina m.in. o jego działalności w opozycji demokratycznej w Polsce.

Gazeta ocenia także, że "nawet jako polityk, który zręcznie i wytrwale prowadził negocjacje w sprawie wejścia Polski do NATO, zawsze pozostał profesorem odrzucającym ostry ton, a za duszę polityki uważającym kompromis".

Przypominając konflikt Geremka z PiS, "FAZ" pisze, że w zeszłym roku szef tej partii Jarosław Kaczyński jeszcze raz "wystawił na próbę niezłomność Geremka". "Ten odmówił poddania się ponownej lustracji, którą Kaczyński chciał przeprowadzić także wobec eurodeputowanych" - dodaje "FAZ".

"Sueddeutsche Zeitung" pisze, że Geremek był "obywatelem świata i marzycielem". "O Europie marzyłem zawsze. Wielkim politycznym projektom muszą towarzyszyć marzenia, bo one pobudzają wolę do działania" - cytuje dziennik słowa Geremka, które wypowiedział na ceremonii wręczenia mu nagrody im. Karola Wielkiego w 1998 r.

"SZ" podkreśla, że do końca jako eurodeputowany realizował swoje marzenie: "Chciał, by Polska, która wiele razy padała ofiarą wielkich mocarstw, znów uzyskała głos w chórze wspólnoty narodów".

Tygodnik "Die Zeit" pisze, że śmierć Bronisława Geremka "wstrząsnęła nie tylko Polską, ale zasmuciła całą Europę". Przypomina, że "zawsze walczył on o ideę Unii Europejskiej".

"Polska straciła jednego z najznamienitszych przyjaciół Europy, polityka i historyka. Jako poseł Parlamentu Europejskiego Geremek do końca włączał się w polską politykę" - podkreśla dziennik "Die Welt".

Przypomina, że jeszcze na początku lipca profesor skrytykował decyzję prezydenta Lecha Kaczyńskiego o wstrzymaniu się z podpisaniem Traktatu Lizbońskiego, a w maju protestował przeciwko publikacji książki historyków IPN na temat Lecha Wałęsy.

"Le Figaro": Śmierć wielkiego Europejczyka

Wielkim Europejczykiem, erudytą, a jednocześnie człowiekiem czynu określa Bronisława Geremka francuski dziennik "Le Figaro".

Gazeta przypomina, że Geremek, będący "frankofonem i frankofilem przyczynił się do upadku żelaznej kurtyny i zjednoczenia Europy".

Polski polityk i historyk był "apostołem pojednania polsko- niemieckiego, zwolennikiem porozumienia z Rosją i zadeklarowanym Europejczykiem" - uważa "Le Figaro", zaznaczając, że "przede wszystkim Bronisław Geremek był polskim patriotą, znaczącym uczestnikiem batalii swojego kraju o wolność".

"Jednocześnie człowiek intelektu i czynu, erudyta i działacz wykraczał poza swoje czasy będąc w awangardzie walki o wolność, najpierw jako bohater epopei 'Solidarności' w Polsce, a potem budowniczy naszej nowej Europy" - ocenia "Le Figaro".

Dziennik przypomina też obszernie sylwetkę profesora i nazywa go "jednym z największych architektów zakotwiczenia" Polski w Europie.

Popołudniówka "Le Monde", która jeszcze w niedzielę zamieściła informację o śmierci Bronisława Geremka i jego sylwetkę, odnotowuje, że jego "odejście wywołało wielkie poruszenie w całej Europie", a przede wszystkim w Polsce. Dziennik przytacza wypowiedzi i wspomnienia polityków, m.in. szefa Komisji Europejskiej Jose Barroso, prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego, szefa niemieckiego MSZ Franka-Waltera Steinmeiera, a także marszałka Senatu Bogdana Borusewicza.

"Wriemia Nowostiej": Odszedł sędzia historii

'Historyk? Nie, sędzia historii" - tak tytułuje artykuł upamiętniający Bronisława Geremka rosyjski dziennik "Wriemia Nowostiej". "Geremek był jednym z ostatnich Mohikanów polskiej inteligencji i siła napędowa polskiej opozycji. Jego działalność doprowadziła do demokratycznych przemian w Europie Wschodniej" - pisze gazeta. Dziennik przypomina, że w ZSRR Geremek, razem z Jackiem Kuroniem i Adamem Michnikiem, był uważany za kontrrewolucjonistę. "W rzeczywistości jednak Geremek był serdecznie nastawiony do Rosji i Rosjan" - piszą "Wriemia Nowostiej" i wspominają spotkanie z polskim politykiem u siebie w redakcji podczas jego oficjalnej wizyty w Rosji. "W stosunkach polsko-rosyjskich trzeba zastosować podejście matematyczne: z jednej strony dodać to, co się ma, z drugiej to, co trzeba udowodnić" - cytuje Geremka gazeta.

"Ceske Noviny": Ból po śmierci Geremka

Dziennik "Ceske Noviny" pisze o bólu po odejściu Geremka, cytując czołowych czeskich polityków. "Śmierć Bronisława Geremka głęboko mnie dotknęła. Ceniłem go, bo był niezwykle rozsądnym i dobrym człowiekiem, łagodnym i wyrozumiałym. Jego śmierć to nie tylko starta dla Polski, ale dla wszystkich, którzy walczą o wolność i przyzwoitość na świecie - mówi na łamach gazety Vaclav Havel. Geremka ciepło wspomina również Jiri Dienstbier, pierwszy minister spraw zagranicznych postkomunistycznej Czechosłowacji. "Geremek był wielką osobowością, wiedział, co Polska powinna zrobić, żeby zrzucić ciężar swojej przeszłości i stać się aktywnym członkiem europejskiej rodziny" - cytuje Dienstbiera gazeta.

Belgijska prasa żegna Geremka

Belgijska prasa żegna "wielkiego Polaka i wielkiego Europejczyka".

"Polska straciła wielkiego Polaka; Europa - wielkiego Europejczyka, demokracja - jednego ze swych obrońców; kultura - zaangażowanego intelektualistę; nauka - wybitnego historyka; liczni przyjaciele ze wszystkich stron świata - wyjątkową osobę, pełną ciepła, lojalną, na której można było polegać" - pisze w dzienniku "Le Soir" Pol Mathil (właśc. Leopold Unger).

"Polska w szoku na wiadomość o śmierci Geremka" - podkreśla z kolei w korespondencji z Warszawy "La Libre Belgique".

"Historyk, znawca francuskiego średniowiecza, frankofil i przekonany Europejczyk, w znaczny sposób przyczynił się do upadku komunizmu w Polsce i Europie Wschodniej. Walczył o ponowne zjednoczenie Europy" - dodaje dziennik.

Obie gazety piszą, że w ostatnich latach Geremek nieco wycofał się z polityki krajowej. Podkreślają jednak jego krytykę pod adresem rządów PiS i zeszłoroczny spór, który odbił się szerokim echem w Brukseli, wokół ponownego złożenia przez Geremka oświadczenia lustracyjnego, by zachować mandat eurodeputowanego. Trybunał Konstytucyjny przyznał rację Geremkowi - podkreślają dzienniki.

Włoska prasa oddaje hołd Geremkowi

"Walczył o Polskę, pracował dla Europy" - tak Bronisława Geremka żegna największa włoska gazeta "Corriere della Sera".

W obszernych artykułach wspomnieniowych dziennik nazywa go "człowiekiem dialogu" i podkreśla, że hołd byłemu szefowi polskiej dyplomacji oddaje cała Europa.

Mediolański dziennik pisze, że profesor Geremek, którego pasją były średniowieczne herezje, sam wiódł życie "heretyka" i był "zawsze w opozycji"; niegdyś przeciwko komunizmowi, ostatnio przeciwko braciom Kaczyńskim, chociaż - stwierdza gazeta - mimo krytyki pod adresem polityki PiS bronił legalności demokratycznie wybranego rządu.

Gazeta zwraca uwagę na "doskonałe porozumienie", jakie łączyło go w momencie narodzin "Solidarności" z Lechem Wałęsą. To Geremek - przypomina - był "mózgiem" związku. Po wprowadzeniu stanu wojennego - dodaje - został internowany i nigdy nie zaakceptował teorii "mniejszego zła", jaką było według generała Jaruzelskiego wprowadzenie stanu wojennego.

"Wielka strata" - tak o śmierci Geremka mówi cytowany w dzienniku wybitny historyk Jacques Le Goff.

"Corriere della Sera" pisze o wstrząsie, z jakim przyjęto w Polsce wiadomość o tragicznym wypadku i o smutku w całej Europie. Przytacza słowa prezydenta Włoch Giorgio Napolitano, który w depeszy kondolencyjnej napisał: "Tracę drogiego przyjaciela".

Piotr Nowina Konopka w zamieszczonym na łamach dziennika wywiadzie powiedział, że na pierwszym zjeździe "Solidarności" profesor Geremek zapewniał, choć nikt mu wtedy nie wierzył, że "koszmar" komunizmu wkrótce się skończy. Poinformował też, że razem z profesorem pracował nad projektem powołania wspólnoty młodych europejskich naukowców we Florencji.

Z kolei włoski dziennik "La Repubblica" pisze, że po śmierci Bronisława Geremka zapanowała "wielka żałoba w liberalnych elitach na całym świecie". Eurodeputowanego, byłego szefa MSZ rzymska gazeta nazywa "historycznym przywódcą demokratycznej polskiej opozycji" i "ojcem założycielem demokracji". Przypomina, że to jego dziełem był "powrót Polski do Europy, boom ekonomiczny i przystąpienie do UE i NATO".

"Wraz z nim UE i ruch światowej opinii na rzecz demokracji i praw człowieka tracą jednego ze swych ojców założycieli" - podkreśla dziennik w artykule, w którego tytule Geremka nazywa się "duszą Solidarności".

"Był głosem mądrości całego kraju, w pełni zimnej wojny ery Breżniewa" - wspomina autor publikacji Andrea Tarquini, który znał od dawna Bronisława Geremka i dla włoskiej prasy relacjonował wydarzenia w Polsce od początku lat 80-tych.

Tarquini dodaje następnie: "On, naukowiec z Sorbony, stał się najtęższą głową opozycji", "pomysłodawcą pokojowej transformacji ku demokracji".

"Do końca nie spoczął na laurach, walczył" - stwierdza "La Repubblica". Przypomina jego niedawną walkę z "narodowym populizmem braci Kaczyńskich", obronę praw Tybetańczyków i mieszkańców Zimbabwe oraz Białorusi, "każdej ofiary represji".

"Bronek pozostał wierny szczeremu powołaniu wojownika o wolność. On to był on, nikogo takiego już nie będzie" - pisze "La Repubblica".

Publikuje również wspomnienie pióra Adama Michnika, który nazywa Geremka "jednym z najbardziej znakomitych synów swej ojczyzny".

Węgierska prasa: Zmarł wieczny opozycjonista

Bronisław Geremek należał do tych nielicznych ludzi, o których z dumą można powiedzieć, że żyło się z nimi w tych samych czasach - pisze w artykule "Na śmierć wiecznego opozycjonisty" znany politolog węgierski Laszlo Lengyel.

Także tygodnik "HVG" podkreśla, że Geremek należał do wielkiego pokolenia polityków zmiany ustrojowej.

"Jego śmierć (...) oddala od nas te lata, gdy można było z wyprostowanym kręgosłupem i podniesioną głową patrzeć władzy prosto w twarz, mówiąc tylko i wyłącznie prawdę" - pisze Lengyel w dzienniku "Nepszabadsag".

Podkreśla, że "bezsensowna i głupia śmierć" Geremka po raz kolejny pokazuje, jak niewielu prawdziwych opozycjonistów z lat 70- tych i 80-tych pozostało przy życiu.

"Bycie opozycjonistą jest trudnym powołaniem - pisze Lengyel. - Nie wystarczy wytrwać w obliczu represyjnej władzy, a często także obojętnego, a nawet wrogiego społeczeństwa przez 20 czy 25 lat. Potem następuje jeszcze przedłużenie wyroku zwane zmianą ustrojową. Chciałeś tego, ale wcale nie tego! To twój ustrój, a jednak nie twój! Zwala się na ciebie cała wściekłość niezadowolonych, a przy tym sam jesteś niezadowolony".

Politolog pisze, że gdy bracia Kaczyńscy wystąpili z ustawą lustracyjną, "to właśnie autorytet jego i Trybunału Konstytucyjnego powstrzymał tę szaloną kampanię". "Geremek musiał też stawić w Brukseli i Strasburgu czoło temu, że z powodu Kaczyńskich spada międzynarodowy prestiż Polski. Ale ten obwołany zdrajcą człowiek uczynił wszystko, by obronić polską cywilizację i europejską Polskę".

"Nepszabadsag" przypomina natomiast, że podczas seminarium w wąskim gronie w Castel Gandolfo doszło do niecodziennego wydarzenia. "Klaskał mu sam papież. Do tego na stojąco. Coś takiego nie spotkało nigdy żyjącego polityka, nawet polskiego za czasów 'polskiego papieża' Jana Pawła II" - czytamy.

niedziela, 22 czerwca 2008

"NYT": Terrorystów Al-Kaidy przetrzymywano w Polsce

jg, PAP
2008-06-22, ostatnia aktualizacja 2008-06-22 19:11
Zobacz powiększenie
Port lotniczy Szymany
Fot. Jerzy Gumowski / AG

Nie ma żadnej wątpliwości, że to w Polsce, w tajnym więzieniu w Szymanach CIA przetrzymywała najgroźniejszych terrorystów Al-Kaidy, w tym architekta ataku na USA we wrześniu 2001 roku Chalida Szejka Mohammeda - twierdzi "New York Times" w niedzielnym wydaniu.

ZOBACZ TAKŻE
"W prowizorycznym więzieniu na północy Polski, organizator masowego morderstwa z Al-Kaidy był przesłuchiwany przez śledczego z Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA)" - tak zaczyna się na czołówce gazety obszerny artykuł o tym, jak śledczemu o nazwisku Deuce Martinez udało się wydobyć zeznania z Mohammeda bez stosowania tortur.

Mohammed został schwytany w marcu 2002 roku w Karaczi w Pakistanie, w kilka dni potem przewieziono go do Kabulu w Afganistanie, a stamtąd, znowu po kilku dniach, do Polski - pisze "NYT", opierając się na relacjach anonimowych przedstawicieli wywiadu USA.

Innym czołowym terrorystą, który znalazł się jakoby w Polsce, był Abu Zubajda, szef logistyki w Al-Kaidzie. Także aresztowany w Pakistanie w marcu 2002 roku, został najpierw przetransportowany do pierwszego tajnego więzienia CIA w Tajlandii, a "w wiele miesięcy później" do Polski - utrzymuje "NYT".

Nowojorski dziennik twierdzi, że w Polsce, w pobliżu lotniska w Szymanach, około 160 km od Warszawy "założono najważniejsze z tajnych więzień CIA ("czarnych miejsc CIA")" i przesłuchiwano tam podejrzanych przy użyciu brutalnych metod.

"Polskę wybrano, ponieważ nie było tam żadnych miejscowych kulturalnych ani religijnych więzi z Al-Kaidą, co czyniło nieprawdopodobnym infiltrację lub atak ze strony jej sympatyków" - pisze gazeta, powołując się na "pewnego funkcjonariusza CIA".

"Co najważniejsze, funkcjonariusze polskiego wywiadu bardzo pragnęli współpracować" - czytamy w "NYT".

Dziennik przywołuje wypowiedź byłego dyrektora tajnych operacji w CIA Jamesa L.Pavitta, który miał określić Polskę mianem 51. stanu USA.

- Polska to 51. stan - powiedział jeden były funkcjonariusz CIA, wspominając słowa Jamesa L.Pavitta, wówczas dyrektora tajnych operacji w agencji - pisze "NYT".

Oskarżenia Polski o to, że na jej terenie znajdowało się tajne więzienie CIA, wysunięto po raz pierwszy w grudniu 2005 roku, gdy ujawnił je artykuł w "Washington Post".

Organizacje obrony praw człowieka, jak Human Rights Watch, pisały o nich w tonie pewności, ale nie przedstawiły niezbitych dowodów. Po ujawnieniu więzienia miało ono zostać zlikwidowane, a przetrzymywani w nim terroryści wywiezieni do amerykańskiej bazy wojskowej Guantanamo na Kubie.

Sprawę badała przez kilka lat m.in. specjalna komisja Unii Europejskiej i także nie znalazła stuprocentowych dowodów na istnienie więzienia CIA w Polsce.

Władze RP - kolejne rządy i prezydenci - zaprzeczają, jakoby więzienie kiedykolwiek istniało.

piątek, 7 grudnia 2007

Polski kłopot Holendrów

Jacek Pawlicki
2007-12-07, ostatnia aktualizacja 2007-12-07 00:07

Zobacz powiększenie
Holandia - plantacje tulipanów nieopodal Amsterdamu
Fot. Yann Arthus-Bertrand

Holenderskie gminy skrzyknęły się, by wspólnymi siłami poradzić sobie z problemami polskiej imigracji zarobkowej, bez której żyć się nie da, ale z którą żyć im coraz trudniej

SONDAŻ
Czy Holendrzy przesadzają z ?polskimi problemami??

Nie, rzeczywiście nasi rodacy potrafią zaszokować mieszkańców innych krajów
Tak, przecież większe problemy mają z imigrantami z innych krajów np. Afryki
Trudno powiedzieć, Holandia to w końcu bardzo ustabilizowany kraj

Piją, źle parkują, imprezują nocami, nie mówią po niderlandzku! Ale bez nich nie byłoby komu zrywać pomidorów, budować domów czy kopać cebulek tulipanów - tak mniej więcej przeciętny Holender patrzy na 120 tys. Polaków, którzy w ciągu ostatnich przyjechali do pracy w Niderlandach.

Choć dzięki polskiej taniej sile roboczej utrzymują się tysiące firm, to w holenderskich mediach jest coraz więcej o kłopotach z Polakami. Jacek Biegała z ambasady w Hadze przekonuje jednak, że nie można mówić o "nagonce na Polaków".

- Holandia ma kłopoty z Polakami, bo nie jest przygotowana do przyjęcia tak wielkiej liczby pracowników - tłumaczy Małgorzata Bos-Karczewska, dziennikarka, która redaguje polonijny portal Polonia.nl. Po zupełnym otwarciu tamtejszego rynku w maju br. okazało się, że ciasne i przeludnione Niderlandy zaczynają pękać w szwach.

Turek i Polen Top

Największy ciężar polskiej imigracji spadł na holenderskie gminy i aglomeracje takie jak Rotterdam, Haga czy Utrecht. Dlatego w środę 12 grudnia ponad 100 holenderskich gmin spotyka się w Rotterdamie na specjalnym szczycie poświęconym problemom z imigrantami z nowych krajów UE.

Holenderska prasa okrzyknęła tę oddolną inicjatywę "Polen Top", czyli szczyt o Polakach, bo choć będzie mowa też o Rumunach i Bułgarach, to Polaków jest najwięcej. Uczestnicy spotkania chcą spisać listę wyzwań związanych z nową imigracją i zaapelować do rządu o pomoc w sprawie szkół dla Polaków, mieszkań, kursów języka.

W krajach starej Unii to rzecz bez precedensu. Takich szczytów nie było ani w Irlandii, ani w Wielkiej Brytanii.

Jednym z inicjatorów "Polen Top" jest lewicowy radny pochodzenia tureckiego Hamit Karakus. W polskiej społeczności zasłynął zgłoszoną niedawno propozycją, by zakazać Polakom osiedlania się w "kłopotliwych" dzielnicach Rotterdamu. Z "Gazetą" nie chciał rozmawiać, ale wiemy, że przeciw jego propozycji protestowała polska ambasada w Hadze.

Szczyt nie odpowie jednak na pytanie jak zintegrować tych Polaków, którzy zostaną na stałe w Holandii. A część Holendrów obawia się, że zamkną się oni w gettach jak Marokańczycy czy Surinamczycy i będą żyli z holenderskiej opieki społecznej. Profesor Jean Tillie, szef Instytutu Migracji i Studiów Etnicznych Uniwerstetu w Amsterdamie, nie ma wątpliwości, że integracja Polaków jest wyzwaniem, którego rząd jeszcze nie dostrzega. A szkoda, bo można by np. pomyśleć o bezpłatnych kursach niderlandzkiego czy też szerzej - życia w Holandii, w wersji dla obywateli nowych krajów UE.

Niestety, zdaniem profesora, Polacy trafili na nie najlepszy klimat polityczny. Model społeczeństwa wielokulturowego właściwie się zawalił. Rosną wpływy populistycznych partii prawicowych niechętnych imigracji - opowiada Tillie.

Lepszy seksklub niż Polacy

Skąd się biorą "polskie strachy" Holendrów? Oto nagle do małego, liczącego kilkaset mieszkańców miasteczka w gminie Westland przyjeżdża nagle 100 Polaków do pracy w okolicznych szklarniach. Wystarczy, że któryś z nich źle zaparkuje auto albo zatacza się pijany na ulicy w sobotnią noc, a holenderski światek przewraca się do góry nogami.

Potem w jednej z lokalnych telewizji starsza pani z rozrzewnieniem wspomina czasy, kiedy w domu po sąsiedzku znajdował się "cichy" seksklub. Niedawno zamieniono go na lokum dla Polaków i "nie da się już tu mieszkać".

Albo pomyślmy, co dzieje się, kiedy we wrześniu do małej szkółki we Fryzji przychodzi nagle 20 polskich dzieci. Nie znają ni w ząb niderlandzkiego, nauczycielka nie może się z nimi dogadać, podobnie zresztą jak i z rodzicami. Szkoła nie ma pieniędzy na dodatkowe kursy języka.

Takich i tym podobnych problemów jest coraz więcej.

Najbardziej nagłośniony w mediach dotyczy mieszkalnictwa. Polacy masowo wprowadzają się do tanich dzielnic, gdzie od lat żyją starzy imigranci - Marokańczycy czy Surinamczycy. Holendrzy mówią o nich "kłopotliwe", bo z powodu politycznej poprawności przez gardło nie przejdzie im słowo "getto". W miarę jak zasiedlają je Polacy, "kłopotliwe" dzielnice stają się jeszcze bardziej kłopotliwe. Zdarzają się nocne awantury i bójki.

Ale to nie wszystko. Polacy wpadają w szpony kamieniczników-spekulantów zwanych w Holandii "huisjesmelker" (czyli dosłownie ten, który doi domy). - Biorą oni od łebka po 50 euro tygodniowo i robią złoty interes - opowiada Małgorzata Bos-Karczewska. Zdarza się, że mieszkanie przystosowane dla 4 osób wynajmuje się dla 8-10.

Kiedy do "kłopotliwych" dzielnic wchodzą inspekcje mieszkalnictwa, okazuje się, że Polacy łamią holenderskie przepisy mówiące ile dokładnie metrów kwadratowych przypada na jednego mieszkańca. I jak tłumaczy Bos-Karczewska, "co tydzień w Hadze na bruk wyrzucanych jest kilku Polaków".

I tu pojawiają się kolejny problem - tzw. polscy bezdomni. Tak zwani, bo żeby w Holandii być bezdomnym, który może posilić się i ogrzać np. w Armii Zbawienia, trzeba mieć dowód dawnego meldunku. Bezdomny z Hagi musi udowodnić, że kiedyś mieszkał w Hadze. Ponieważ jednak "huisjesmelkerzy" nie rejestrują Polaków, nasi "bezdomni" mają kłopoty z uzyskaniem pomocy - opowiada Bos-Karczewska.

Polacy pijacy

Problemem jest też alkoholizm. Stereotyp Polaka pijaka coraz bardziej się rozpowszechnia w Niderlandach, a nasi rodacy nie są bez winy. We wrześniu jedna z agencji zatrudnienia kazała w poniedziałek rano dmuchać w balonik zatrudnionym przez siebie 170 Polakom. Zbyt wielu wcześniej przychodziło do pracy na rauszu.

Ksiądz Bartłomiej Małys z polskiej parafii Św. Faustyny w Meterik uważa, że to przesada. - To antypolskie fobie - mówi. - Kiedy słyszę "Polacy pijacy", odpowiadam "Holendrzy narkomani".

Holenderskie gminy chcą walczyć i z tym problemem i planują ściągnąć z Polski terapeutów od uzależnień alkoholowych. To dowód na to, że mimo wszystko zależy im na Polakach.

Źródło: Gazeta Wyborcza

środa, 3 października 2007

Polska jednak zaprosiła OBWE

Bartosz Węglarczyk, jap
2007-10-02, ostatnia aktualizacja 30 minut temu

Zobacz powiększenie
Obserwatorów nie chciano wpuścić do Polski ponieważ szefowa MSZ Anna Fotyga poczuła się urażona tonem noty, w której OBWE prosiło o przyspieszenie przygotowań do przyjęcia misji
Fot. Wojciech Surdziel /AG

Zaproszenie międzynarodowych obserwatorów na wybory 21 października trafiło we wtorek późnym wieczorem do warszawskiego biura OBWE - dowiedziała się "Gazeta".

SERWISY
Polski rząd ustąpił i zakończył skandal dyplomatyczny, który sam dziesięć dni temu wywołał. Nasz MSZ oświadczył wówczas, że nie wpuści obserwatorów OBWE na wybory, mimo że w ostatnich latach misje tej organizacji obserwowały wybory m.in. we Francji, w USA i na Białorusi. Szefowa MSZ Anna Fotyga poczuła się bowiem urażona tonem noty, w której OBWE prosiło o przyspieszenie przygotowań do przyjęcia misji. Organizacja niepokoiła się milczeniem MSZ, bo zaproszenie misji na wybory to obowiązek każdego jej członka.

Decyzja Polski wywołała powszechne potępienie. Wielu ekspertów twierdziło, że polski precedens zachęci takie kraje jak Białoruś czy Kirgizja do odmowy przyjęcia misji OBWE.W Kongresie USA leży już nawet projekt uchwały potępiającej Polskę za ten krok. Gdyby Kongres ją przyjął, byłoby to pierwsze od 1989 r. potępienie Polski przez USA za łamanie demokracji.

Przekazujemy tekst wspólnego oświadczenia Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie i MSZ RP w sprawie zaproszenia OBWE do obserwacji październikowych wyborów parlamentarnych w naszym kraju.

"W wyniku spotkania Minister Spraw Zagranicznych Anny Fotygi z Dyrektorem Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE (OSCE/ODHIR) Ambasadorem Christianem Strohalem, w dniu 2 października zostało wystosowane zaproszenie OBWE do obserwacji przedterminowych wyborów parlamentarnych w dniu 21 października 2007. Podczas spotkania Minister Spraw Zagranicznych poinformowała Dyrektora Strohala o systemie demokratycznym w Polsce i jego osiągnięciach oraz o sytuacji politycznej w regionie OBWE a także współpracy z OSCE/ODHIR.

Dyrektor Strohal podziękował Polsce, krajowi o stabilnej demokracji, za zaproszenie do obserwacji wyborów, co odzwierciedla zdecydowaną wolę realizacji zobowiązań OBWE w sferze demokracji i praw człowieka. Tym samym, nota dyplomatyczna OSCE/ODHIR stała się zbędna, gdyż została zastąpiona listem Dyrektora Strohala do Minister Fotygi z 2 października w sprawie dalszych kroków OBWE.

Dyrektor Strohal wyraził żal, że kwestia zaproszenia OBWE na wybory stała się przedmiotem debaty w kampanii wyborczej w Polsce, zwłaszcza po wystosowania przez OSCE/ODHIR noty dyplomatycznej we wrześniu. Ambasador Strohal wyraził wdzięczność za nieustające poparcie ze strony Polski, państwa goszczącego OSCE/ODHIR, o czym świadczy m.in. regularne wysyłanie przez Polskę obserwatorów wyborów w ramach misji OBWE.

Wobec zbliżającego się szybko terminu wyborów, obie strony podkreśliły potrzebę ściślejszej współpracy i pomocy w ułatwieniu niezbędnych spotkań przygotowujących ewentualną działalność obserwacyjną OBWE, która mogłaby dostarczyć informacji na temat praktyk wyborczych w Polsce oraz zobowiązań wyborczych w ramach OBWE".

sobota, 22 września 2007

"Kontrowersyjne" zachowanie Kwaśniewskiego na Ukrainie

jg, cheko, IAR
2007-09-22, ostatnia aktualizacja 18 minut temu

"Wiadomości" TVP oraz Fakty TVN wyemitowały nagranie z wykładu Aleksandra Kwaśniewskiego na Ukrainie. Były prezydent może na nim sprawiać wrażenie osoby pod wpływem alkoholu albo zmęczonej. Kwaśniewski oświadczył "Faktom", że może wypił jeden kieliszek wina, może dziesięć, ale to nie powinno nikogo obchodzić, bo jest wolnym człowiekiem.

Zobacz powiekszenie
Fot. PETER ANDREWS REUTERS
Aleksander Kwaśniewski
Według "Wiadomości" zachowanie Kwaśniewskiego i jego wypowiedzi wzbudziły wśród ukraińskich komentatorów "wiele kontrowersji".

Aleksander Kwaśniewski występował przed studentami jednej z kijowskich uczelni. Swój wykład poświęcił politycznej działalności w latach '90. Sala była wypełniona po brzegi. Dziennikarz Polskiego Radia relacjonował, że Kwaśniewski wchodzi na trybunę lekko chwiejnym krokiem. Później jednak bez większych problemów wygłasza wykład po angielsku i rosyjsku. Następnie, w rozmowie z dziennikarzami w tym ostatnim języku, Kwaśniewski mówił o powołaniu na Ukrainie szerokiej koalicji. Według dziennikarza Polskiego Radia wypowiedź była sprawna i nie widać na niej, aby był on nietrzeźwy.

W nagraniu pokazanym przez "Fakty" TVN Kwaśniewski bardziej przypomina osobę będącą pod wpływem alkoholu.

Fragment "Waidomości" TVP 1:



Kalisz: Nie komentuję

- Wyszło szydło z worka nie pierwszy raz - skomentował w TVN 24 wicemarszałek Senatu z PiS Krzysztof Putra. - To zachowanie niegodne głowy państwa.

Waldemar Dubaniowski, były szef kancelarii prezydenta Kwaśniewskiego powiedział portalowi Gazeta.pl, że sam nie widział pokazanych przez TVP1 i TVN filmów, ale dzień wcześniej Kwaśniewski wrócił z USA i mógł mieć kłopoty spowodowane różnicą czasów.

Ryszard Kalisz., jeden z liderów SLD odmówił nam komentarza w tej sprawie.

Poseł Jerzy Wenderlich dla TVN 24: - Nie jestem rzecznikiem Aleksandra Kwaśniewskiego. O ile wiem, Aleksander Kwaśniewski złożył w tej sprawie oświadczenie. Nie mam żadnych podstaw, żeby to zachowanie określać.

- Jestem poruszony - skomentował z kolei były poseł SLD Józef Oleksy. - Kwaśniewski mówił co prawda poprawnie po rosyjsku, ale nie rozumiem takiego incydentu. Z przyjaciółmi pije się jednak tak, by potem nie było tego widać, szczególnie w wystąpieniach publicznych. Myślę, że to forma odreagowania, może stresu. Niepotrzebny incydent, kolejny. To nie służy formacji, której Kwaśniewski lideruje, ale jak sam powiedział - może robić co chce. Poza wrażeniem, nie padły treści , które byłyby wynikiem takiej sytuacji.

Medialne wpadki Kwaśniewskiego

To drugi pokazany przez media film na którym widać Kwaśniewskiego wyglądającego na osobę będącą pod wpływem alkoholu. W 1999 roku pokazano jak chwiał się na nogach nad grobami polskich żołnierzy w Charkowie. Pierwotnie tłumaczył, że miał kłopoty z golenią, potem przyznał jednak, że pił w czasie tej wizyty alkohol.

Kilkanaście dni temu Kwaśniewski był atakowany za wywiad, którego udzielił niemieckiemu tygodnikowi "Vanity Fair". Sugerował w nim, że jeżeli Lech i Jarosław Kaczyńscy wygrają najbliższe wybory i będą kontynuowali dotychczasową politykę, wtedy Berlin powinien przemyśleć swoją powściągliwość wobec Polski i "reagować inaczej" na te ataki. Potem za wypowiedź przeprosił.

środa, 5 września 2007

Premier: Michnik i Geremek szkodzą Polsce

ulast, PAP, jas
2007-09-05, ostatnia aktualizacja 2007-09-05 14:11
Zobacz powiększenie
Bronisław Geremek i Adam Michnik
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG

- Szkodzą Polsce ludzie, którzy opowiadają bajkę o państwie, w którym zagrożona jest demokracja - powiedział w środę premier Jarosław Kaczyński. Do takich ludzi zaliczył Adama Michnika i prof. Bronisława Geremka. Była to reakcja na wypowiedź b. prezydenta Czech Vaclava Havla, który uważa, że w Polsce powinny odbyć się jak najszybciej wolne wybory. Havel mówił też, że "w interesie wszystkich obywateli Polski" byłoby, gdyby przyjechali na nie międzynarodowi obserwatorzy.

Zobacz powiekszenie
Fot. Dominik Sadowski / AG
Premier Jarosław Kaczyński
Według Jarosława Kaczyńskiego "smutne jest to, że w Polsce są ludzie o bardzo znanych nazwiskach, którzy potrafią doprowadzić tego rzeczywiście powszechnie znanego w świecie polityka, do takiego poziomu niepoinformowania".

- Szkodzą Polsce w sposób straszny. Michnik szkodzi Polsce, Geremek szkodzi Polsce. Ci wszyscy, którzy opowiadają tę bajkę o państwie, w którym zagrożona jest demokracja - stwierdził premier w radiowych Sygnałach Dnia. Dodał, że jeżeli "w Polsce są jakieś elementy zagrożenia demokracji, no to ze strony właśnie tych panów". - Jeżeli Michnik wzywa do tego, żeby pewnych polityków eliminować z wyborów, to jest zagrożenie dla demokracji - bo w końcu mówi to ktoś, kto ma duże wpływy - przekonywał . Jarosław Kaczyński wyraził tez ubolewanie, iż "w Polsce są ludzie o bardzo znanych nazwiskach, którzy potrafią doprowadzić tego rzeczywiście powszechnie znanego w świecie polityka, do takiego poziomu niepoinformowania".



Havel o wyborach

W poniedziałek, podczas promocji swej nowej książki w Krakowie, Vaclav Havel powiedział, że w Polsce powinny się odbyć jak najszybciej wolne wybory. - Uważam, że byłoby w interesie wszystkich obywateli Polski, gdyby na te wybory zostali zaproszeni międzynarodowi obserwatorzy - powiedział podczas poniedziałkowego spotkania z dziennikarzami na Wawelu. Dodał też, że przedterminowe wybory to żaden wstyd dla demokracji i nie jest hańbą zaproszenie na nie obserwatorów z UE, OBWE czy innych organizacji.

W publikowanym dziś przez ''Gazetę Wyborczą'' wywiadzie, były prezydent odpowiedział na sugestie premiera Kaczyńskiego. - Adama Michnika i kilka innych osób, które znam z czasów dysydenckich już od 30 lat, uważam za swoich przyjaciół, ich poglądy rzeczywiście mnie interesują i często są zbliżone do moich. Jest jednak absurdem uważanie nas wzajemnie za podszeptywaczy: że Michnik podpowiada mi, kogo mam popierać w Polsce, albo ja Michnikowi, kogo się wystrzegać w Republice Czeskiej - mówił Havel.

Dodał, że Czechy zawsze zapraszają na wybory obserwatorów. - Wydaje mi się, że w demokracji jest czymś zupełnie oczywistym, iż nawzajem się kontrolujemy. Gdyby tak nie było, to każdy rząd mógłby się obrazić, że istnieje Najwyższa Izba Kontroli.

- Jeśli moją marginesową uwagę ktoś zrozumiał jako atak na polską demokrację czy jako jej kwestionowanie albo wręcz obrazę Polaków, to naturalnie mnie to martwi i bardzo za to przepraszam - odparł na pytanie o oburzenie, jakie wywołała jego wypowiedź wielu polskich polityków wywiadzie były prezydent.

Vaclav Havel: My zawsze zapraszamy obserwatorów

Rozmawiał Andrzej Jagodziński
2007-09-05, ostatnia aktualizacja 2007-09-04 21:23


- W demokracji nawzajem się kontrolujemy - mówi były prezydent Czech Vaclav Havel

Zobacz powiekszenie
Fot. Anna Biała / AG
Vaclav Havel: W Polsce jak najszybciej powinny się odbyć wolne wybory
SERWISY
Panie prezydencie, w poniedziałek w Krakowie zaprezentowana została pańska nowa książka "Tylko krótko, proszę". Podczas konferencji prasowej, odpowiadając na pytanie dotyczące oceny aktualnej sytuacji w Polsce, mówił pan o potrzebie przedterminowych wyborów: "To żaden wstyd dla demokracji. I nie jest też hańbą zaproszenie na nie obserwatorów z UE, OBWE czy innych organizacji"...

- Myślę, że do dobrych międzynarodowych zwyczajów należy wzajemne wysyłanie obserwatorów międzynarodowych na wybory. W większości przypadków państwa uważają to nawet za zaszczyt. Na przykład Republika Czeska zawsze zaprasza na swoje wybory obserwatorów. Pamiętam, że kiedy byli u nas na wyborach, bardzo mnie cieszyły ich dobre oceny, informacje i wrażenia, które mi przekazywali. Wydaje mi się, że w demokracji jest czymś zupełnie oczywistym, że nawzajem się kontrolujemy. Gdyby tak nie było, to każdy rząd mógłby się obrazić, że istnieje Najwyższa Izba Kontroli. Wszystkie poważne firmy uznają za zaszczyt i oczywistość zamówienie niezależnego audytu i płacą za to duże pieniądze. Dobre wyniki kontroli leżą w interesie kontrolowanego, a nawet uważam, że w jego interesie leży, żeby warunki były jak najbardziej surowe.

Jednak pańskie słowa oburzyły wielu naszych polityków oraz prorządowych komentatorów.

- Jeśli moją marginesową uwagę ktoś zrozumiał jako atak na polską demokrację czy jako jej kwestionowanie albo wręcz obrazę Polaków, to naturalnie mnie to martwi i bardzo za to przepraszam. Myślę jednak, że naprawdę nie ma dwóch rodzajów demokracji: jedne niedoskonałe, które potrzebują obserwatorów, i drugie doskonałe, które ich nie potrzebują, a wręcz uważają pomysł jakiejś kontroli za obrazę. Tak nie jest. Każda wzajemna kontrola, jeśli tylko jest solidna, pozbawiona złych zamiarów i apriorycznych, z góry założonych wniosków, leży w naszym wspólnym interesie.

Ale pan podobno nie zna sytuacji w naszym kraju i całą wiedzę opiera na podszeptach "Michnika i tym podobnych Geremków". Stworzyliście jakąś sieć?

- Adama Michnika i kilka innych osób, które znam z czasów dysydenckich już od 30 lat, uważam za swoich przyjaciół, ich poglądy rzeczywiście mnie interesują i często są zbliżone do moich. Jest jednak absurdem uważanie nas wzajemnie za podszeptywaczy: że Michnik podpowiada mi, kogo mam popierać w Polsce, albo ja Michnikowi, kogo się wystrzegać w Republice Czeskiej. Jesteśmy dorośli. Oczywiście nie uważam się za eksperta od sytuacji w Polsce, ale przebywam tu od pewnego czasu, śledzę media, czytam prasę i tworzę sobie własny obraz. Zapewniam pana, że wspomniałem o obserwatorach bez konsultacji z żadnym polskim przyjacielem.

W szumie medialnym zagubił się rzeczywisty cel pańskiego pobytu w Polsce.

- Jestem tu z trzech powodów. Pierwszy to prezentacja mojej książki "Tylko krótko, proszę". Przyjemnie mnie zaskakuje jej dobre przyjęcie w Polsce. Właśnie tej książce była poświęcona długa debata w Krakowie. Następny powód to Forum Ekonomiczne w Krynicy, gdzie mam wziąć udział w kilku panelach. Wreszcie trzeci powód mojego dziesięciodniowego pobytu to pomysł, żeby w krynickim uzdrowisku zadbać trochę o moje zdrowie.



Havel: Na wybory w Polsce powinni przyjechać obserwatorzy
2007-09-03, ostatnia aktualizacja 2007-09-03 15:39

Były prezydent Czech Vaclav Havel powiedział w Krakowie, że w Polsce powinny się odbyć jak najszybciej wolne wybory, na które powinni być zaproszeni międzynarodowi obserwatorzy.

Vaclav Havel: W Polsce jak najszybciej powinny się odbyć wolne wybory
Havel przyjechał do Krakowa w związku z wydaniem po polsku jego wspomnień "Tylko krótko, proszę", które ukazały się nakładem krakowskiego wydawnictwa "Znak".

- Odnoszę takie wrażenie, że (w Polsce) jak najwcześniej powinny się odbyć wolne wybory. Uważam, że byłoby w interesie wszystkich obywateli Polski, gdyby na te wybory zostali zaproszeni międzynarodowi obserwatorzy" - powiedział Havel podczas spotkania z dziennikarzami na Wawelu.

Były prezydent Czech dodał, że przedterminowe wybory, to żaden wstyd dla demokracji i nie jest też hańbą zaproszenie na nie obserwatorów z UE, OBWE czy innych organizacji.