poniedziałek, 15 października 2007

Hurwicz nie ma stopnia naukowego z ekonomii


Wiadomości


(PAP, tm/15.10.2007, godz. 16:39)
Leonid Hurwicz, Eric S. Maskin i Roger B. Myerson otrzymali w poniedziałek nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii. Zostali oni nagrodzeni za prace nad teorią określaną jako "mechanism design theory", dotyczącą funkcjonowania rynków oraz ich niedoskonałości.


"Pomogła ona określić ekonomistom skuteczne mechanizmy rynkowe, schematy regulacji i procedury wyborów. Dziś +mechanism design theory+ odgrywa główną rolę w wielu dziedzinach ekonomii oraz w naukach politycznych" - napisała w komunikacie Szwedzka Akademia Nauk w Sztokholmie.

Ekonomiści zajmujący się "mechanism design theory", będącą jedną z pochodnych teorii gier, zajęli się niedoskonałościami rynku. Chodzi o to, że klasyczne teorie ekonomiczne są tworzone przy założeniu "idealnego świata", w którym rynek funkcjonuje w pełni efektywnie. Jednak w rzeczywistości ani konkurencja nie jest całkowicie wolna, ani wszyscy konsumenci nie mają pełnej informacji.

Leonid Hurwicz, najstarszy z dotychczasowych laureatów nagrody Nobla, jest emerytowanym profesorem University of Minnesota w Minneapolis. Urodził się w 1917 r. w Moskwie. Jego rodzice byli Polakami. W 1938 r. ukończył studia prawnicze w Warszawie. Następnie studiował m.in. w London School of Economics, w Institut des Hautes Etudes Internationales w Genewie, na Harvardzie i na University of Chicago. W 1994 r. przyznano mu doktorat honoris causa Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Eric S. Maskin i Roger B.Ryerson (obaj urodzeni w USA) rozwijali "mechanism design theory". Maskin, urodzony w 1950 r., pracuje w Institute for Advanced Study w Princeton, a Ryerson, urodzony w 1951 r., na University of Chicago. Maskin zajmował się m.in. teorią gier, teorią aukcji, a także porównywaniem ordynacji wyborczych. Ryerson także pracuje nad teorią gier, również modelami decyzji ekonomicznych.

Hurwicz powiedział agencji Reuters, że nie spodziewał się nagrody. "Przeciwnie, myślałem, że mój czas może już minął". Najstarszy laureat Nobla nigdy nie uzyskał stopnia naukowego z ekonomii. "Całą wiedzę ekonomiczną zdobyłem słuchając i ucząc się" - podkreślił.

Maskin mówił natomiast dziennikarzom, że odczuł ulgę, gdy dowiedział się, że Hurwicz jest jednym z laureatów. "Hurwicz był kandydatem od wielu lat" - podkreślił.

Prof. Maria Podgórska, dyrektor Instytutu Ekonometrii SGH powiedziała PAP, że prof. Hurwicz ma bardzo szerokie zainteresowania. "Ekonometria w każdym sensie, również ekonomia matematyczna. W latach 90-tych, kiedy w Europie Środkowej zaczęły się przemiany, bardzo interesował się modelowaniem transformacji" - podkreśliła.

"W ekonometrii za pomocą metod matematycznych, statystycznych, staramy się modelować zjawiska i procesy ekonomiczne. Nie mówimy opisowo - tak jak ekonomiści - o tym, co widać, ale staramy się budować formalne modele, które służą nam do bardziej szczegółowego wyjaśnienia istoty powiązań, części składowych określonych zjawisk. Potem możemy na tej podstawie wyznaczać prognozy, przeprowadzać symulacje. To wszystko sprowadza się do zaprzęgnięcia metod ilościowych, typu matematyka, statystyka do tego, żeby lepiej opisywać i lepiej rozumieć to, co się dzieje w gospodarce - zarówno w skali mikro, jak i w skali makro" - dodała.

Członek Komitetu Noblowskiego Per Krusell powiedział szwedzkiej stacji telewizyjnej TV4, że teoria, którymi zajmowali się nagrodzeni, ma zastosowanie właściwie wszędzie; np. służy do zrozumienia, jak działa rynek w internecie.

Ekonomiczny Nobel jest przyznawany od 1969 r. Tej nagrody nie przewidywał testament Alfreda Nobla. Została ufundowana w 1968 r. przez Bank Centralny Szwecji, gdy obchodził on 300. rocznicę swego istnienia. Komitet Noblowski wyraził zgodę na tę inicjatywę. Laureaci ekonomicznego Nobla otrzymują nagrodę tak jak laureaci z innych dziedzin - z rąk króla Szwecji, podczas wspólnej uroczystości, która odbywa się zawsze 10 grudnia, w rocznicę śmierci Nobla.

Włoskie gazety publikują zdjęcia ognia w kształcie sylwetki Jana Pawła II

kt, PAP
2007-10-15, ostatnia aktualizacja 2007-10-15 12:21

Zdjęcia ognia, który przybrał kształt ludzkiej postaci z wyciągniętą ręką niczym w geście błogosławieństwa, opublikowały w poniedziałek włoskie dzienniki "Corriere della Sera" i "La Repubblica". Gazety podkreślają, że zarys postaci przypomina sylwetkę Jana Pawła II.

Zobacz powiekszenie
Fotografie - jak informują gazety - zostały wykonane niedaleko Wadowic 2 kwietnia tego roku podczas wieczornego czuwania modlitewnego przy ognisku w drugą rocznicę śmierci papieża. Autorem zdjęć jest fotograf-amator.

"Corriere della Sera" zauważa, że zdjęcia pokazują płomienie, które stopniowo przybierają zarys sylwetki polskiego papieża. "La Repubblica" zaś dodaje, że "mówi się o cudzie".

niedziela, 14 października 2007

Przemiany „Rzeczpospolitej”, czyli historia wędrówki orzełka

Małgorzata Subotić, Renata Wróbel 14-10-2007, ostatnia aktualizacja 14-10-2007 18:34

„Rzeczpospolita” po 18 latach od zmiany formuły zmienia format. Do jej czytania nie będzie już niezbędne ogromne dębowe biurko

Nowożytna historia „Rzeczpospolitej” rozpoczęła się, gdy Polska straciła przydomek Ludowa. To wówczas Tadeusz Mazowiecki, pierwszy niekomunistyczny premier, 15 października 1989 roku mianował Dariusza Fikusa redaktorem naczelnym.

Do tego czasu gazeta była po prostu wielkim i brzydkim biuletynem rządowym. Dzisiaj wydaje się to niewyobrażalne, ale redaktor naczelny ogólnopolskiego dziennika uczestniczył w posiedzeniach Rady Ministrów. Wracał do gazety i pisał sążnistą relację, która musiała koniecznie znaleźć się na pierwszej stronie.

Niektórzy z redaktorów nie potrafili przystosować się do nowej sytuacji. Do dziś się wspomina, jak na zwołanym przez kierownictwo zebraniu ze starym zespołem redakcyjny spec od wojskowości uzależnił pozostanie w gazecie od przyznawania mu całej kolumny na każde święto narodowe, a poza tym obszernego miejsca w święta pograniczników, wojsk lądowych itp. Gdy czytał ten kalendarz, nowym szefom redakcji oczy się robiły coraz bardziej okrągłe. Następnego dnia spec od wojskowości już nie pracował.Formalnie od rządowego gorsetu „Rzeczpospolita” trochę się uwolniła, gdy w 1991 roku powstała spółka, której udziałowcem był francuski koncern Roberta Hersanta. Ale i tak do połowy lat 90. polski rząd miał w niej 51 proc. udziałów. A do pisma przylgnęła etykieta, bo nawet wożący redakcyjnych dziennikarzy taksówkarze twierdzili, że „przecież rząd musi mieć swoją gazetę”.

Kolejne gabinety próbowały, raczej z miernym skutkiem, utrzymać swoje wpływy w gazecie. Chciały też majstrować przy zmianach własnościowych. „Rzeczpospolita”, nie zważając na te zabiegi, unowocześniała się. Dzięki Francuzom mieliśmy dobrej klasy maszyny drukarskie, nasze czarno-białe zdjęcia były najlepsze na rynku. Znakiem firmowym gazety stały się zajmujące pół pierwszej strony fotografie. „Rzeczpospolita” jako ostatnia na rynku wprowadziła wreszcie kolor w 1999 roku. I właściwie zdecydowano się na to tylko dlatego, że reklamodawcy chcieli, aby ich reklamy były kolorowe.

Co ciekawe czytelnicy – sądząc po listach do redakcji – każdą nowinkę w gazecie krytykowali. Dopiero z czasem się do niej przyzwyczajali. Widać mają – tak jak gazeta – konserwatywną naturę. Ten konserwatyzm i niezależność były ogromnym atutem na przykład w okresie rządów Leszka Millera. Byliśmy wówczas jedyną gazetą na rynku, która dawała czytelnikom wiedzę o wielu aferach, którymi nie zajmowały się inne media. Pojawiały się jednak nowe tytuły. By sprostać konkurencji, „Rzeczpospolita” zaczęła pięknieć.

Momentem przełomowym w tym nabieraniu urody było wprowadzenie w 2005 roku nowego stałego układu kompozycyjnego publikacji, tak zwanego layoutu, i radykalna zmiana winiety. Czytelnicy pamiętają zapewne wędrującego w kolejnych numerach orła. Ze środka przemieścił się na lewą stronę i stał się mniej drapieżny. Dzięki zmianom zaprojektowanym przez Marka Knapa gazeta stała się bardziej przyjazna czytelnikowi. Jeszcze w tym samym roku wraz z brytyjskim „The Guardian” zostaliśmy uznani przez światowe stowarzyszenie prasy (Society for New Designe) najlepiej zaprojektowanym dziennikiem na świecie.

Kolejne rozdziały w życiu gazety określali jej kolejni naczelni: Dariusz Fikus, Piotr Aleksandrowicz, Maciej Łukasiewicz, Grzegorz Gauden i obecny – Paweł Lisicki. Przez lata „Rzeczpospolita” miała opinię gazety poważnej, obiektywnej, solidnej.

Ale też postrzegano ją jako trochę sztywną i nudną. Od kilkunastu miesięcy staramy się, nie tracąc rzetelności, oderwać tę doprawioną nam gębę nadmiernej powagi. Z jakim skutkiem – oceniają już sami czytelnicy.

Źródło : Rzeczpospolita