poniedziałek, 12 maja 2008

Serbia: 38,75 proc. dla demokratów

2008-05-12 17:23
Zmącona radość
Po raz kolejny cały cywilizowany świat odetchnął z ulgą - w serbskich wyborach parlamentarnych zwyciężyły siły proeuropejskie. Czy to jednak oznacza, że Belgrad wejdzie na tzw. szybką ścieżkę do członkostwa w Unii? Nie byłabym taką optymistką, bo do tanga trzeba dwojga.
Proeuropejska koalicja skupiona wokół Partii Demokratycznej (DS) prezydenta Serbii Borisa Tadicia zwyciężyła w niedzielnych wyborach parlamentarnych uzyskując 38,75 proc. - poinformowała komisja wyborcza po przeliczeniu 98 proc. głosów.

Główna rywalka demokratów, skrajnie nacjonalistyczna Serbska Partia Radykalna (SRS) Tomislava Nikolicia otrzymała 29,2 proc. Trzecie miejsce przypadło narodowo-konserwatywnej Demokratycznej Partii Serbii (DSS) byłego premiera Vojislava Kosztunicy, która zdobyła 11,3 proc. głosów.

Zdaniem eksperta Ośrodka Studiów Wschodnich Adama Balcera skala zwycięstwa koalicji "O europejską Serbię" jest niespodzianką w porównaniu z sondażami.

W ocenie Balcera "największym zwycięzcą" tych wyborów jest Socjalistyczna Partia Serbii, założona jeszcze przez byłego prezydenta Jugosławii Slobodana Miloszevicia, która uzyskała 7,6 proc. głosów. "Ona jest teraz języczkiem u wagi. To o jej względy muszą się starać radykałowie i demokraci. Bez niej nie da się utworzyć rządu" - podkreślił.

Liberalna Partia Demokratyczna (LDP), jedyna w Serbii uznająca niepodległość Kosowa, otrzymała 5,3 proc.

Według eksperta OSW rezultat serbskich wyborów jest przede wszystkim efektem demobilizacji zwolenników Partii Radykalnej. Jego zdaniem mogła się do tego przyczynić "dominacja tematyki europejskiej w kampanii wyborczej".

Politolodzy ostrzegają jednak, że zwycięstwo Tadicia może okazać się pyrrusowe, ponieważ przed nim teraz trudne rozmowy koalicyjne. Nie może on liczyć na DSS, ponieważ Kosztunica zastrzegł od razu, że ze względu na zasadnicze różnice, szczególnie co do przyszłego członkostwa w UE, koalicja z demokratami Tadicia nie wchodzi w rachubę.

W tej sytuacji Nikolić zapowiedział, że ma zamiar rozmawiać o stworzeniu ewentualnej koalicji właśnie z Kosztunicą i socjalistami. Ostrzegł, że jeśli nie dojdzie między nimi do porozumienia, Serbia będzie miała kolejne wybory parlamentarne.

Aby utworzyć rząd, demokraci Tadicia muszą w rezultacie rozmawiać z socjalistami, którzy jeszcze przed wyborami nie odżegnywali się od tej współpracy. Szef SPS Ivica Daczić zastrzegł jednak, że jego partia "popiera integrację Serbii z UE, lecz wraz ze wszczęciem rozmów w sprawie Kosowa". Tadić może też szukać sojuszników w małej Liberalnej Partii Demokratycznej i partiach mniejszości.

Zwycięstwo sił demokratycznych przyjęły z zadowoleniem, ale i ostrożnie władze Kosowa, mając nadzieję na poprawę współpracy ich nowego państwa z Serbią, która jednak odmawia uznania niepodległości swej dawnej prowincji.

"Utworzenie rządu demokratycznego w Serbii ułatwi w znaczny sposób współpracę w regionie, w tym z Kosowem" - ocenił wicepremier Kosowa Hajredin Kuci, choć Tadić, ogłaszając zwycięstwo swej koalicji, z góry zapowiedział, że "Serbia nigdy nie uzna niepodległości Kosowa".

Amerykańska gazeta "New York Times" przewiduje, że wygrana Tadicia nie złagodzi sprzeciwu Belgradu wobec niepodległości Kosowa, choć pomoże wzmocnić związki Serbii z UE i USA.

Komisarz ds. rozszerzenia UE Olli Rehn z zadowoleniem przyjął "sukces sił reformatorskich, które podzielają wartości europejskie". Wiele stolic europejskich, m.in. Rzym, Paryż i Berlin, przyłączyły się do gratulacji.

Szef unijnej dyplomacji Javier Solana wyraził przekonanie, że nowy rząd w Belgradzie "powinien być utworzony szybko, by zaangażować się mocno w reformy i realizację warunków koniecznych do wstąpienia Serbii do UE".

"Serbia dokonała europejskiego wyboru" - ocenili szef MSZ Francji Bernard Kouchner i sekretarz stanu ds. europejskich Jean-Pierre Jouyet. "Wynik wyborów jasno pokazuje, że większość obywatelek i obywateli Serbii chce zbliżenia z Europą" - głosi komunikat szefa niemieckiej dyplomacji Franka-Waltera Steinmeiera.

Zgodnie z serbską konstytucją Tadić ma 90 dni na stworzenie rządu. Jeśli to się nie uda, szansę otrzyma druga triumfująca partia, w tym przypadku radykałowie Nikolicia.

Przedterminowe wybory w Serbii postrzegane były jako referendum za lub przeciw UE. By wesprzeć siły proeuropejskie, pod koniec kwietnia Unia podpisała z Serbią warunkowo umowę o stowarzyszeniu i współpracy, będącą pierwszym krokiem na drodze ku członkostwu w UE. ab, ss, pap

Zubkow pierwszym zastępcą Putina

2008-05-12 17:27
Dotychczasowy premier Rosji Wiktor Zubkow został pierwszym wicepremierem w gabinecie Władimira Putina.

Komentarz audioPosłuchaj: Rosja
Premier Władimir Putin ogłosił w poniedziałek strukturę i skład swojego rządu. Większość członków poprzedniego gabinetu, w tym szefowie resortów spraw zagranicznych i obrony, Siergiej Ławrow i Anatolij Sierdiukow, zachowała teki.

Wśród nowych wicepremierów i ministrów są najbliżsi współpracownicy byłego prezydenta z kremlowskiej administracji (kancelarii). Do rządu Putina weszło również kilku bliskich współpracowników prezydenta Dmitrija Miedwiediewa.

Sam Miedwiediew powołał w poniedziałek dotychczasowego wicepremiera i szefa kancelarii rządu Siergieja Naryszkina na szefa swej administracji. Z kolei na sekretarza wpływowej Rady Bezpieczeństwa (Narodowego) wyznaczył dotychczasowego dyrektora Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) Nikołaja Patruszewa.

Natomiast nowym szefem FSB został generał armii Aleksandr Bortnikow, który dotychczas był w resorcie na Łubiance wicedyrektorem i szefem departamentu odpowiedzialnego za bezpieczeństwo ekonomiczne. Wcześniej kierował delegaturą FSB w Petersburgu.

Bortnikow był w 2007 roku jednym z głównych negatywnych bohaterów serii artykułów w opozycyjnym tygodniku "New Times" ("Nowoje Wriemia"), poświęconych praniu brudnych pieniędzy przez wysokich urzędników państwowych. Ich autorkę, młodą dziennikarkę pochodzącą z Mołdawii Natalię Morar, uznano później za osobę niepożądaną w Rosji.


Komentarz audioPosłuchaj: Rząd zatwierdzony
Pierwszym zastępcą Putina został dotychczasowy premier Wiktor Zubkow. Taką samą rangę w nowym gabinecie otrzymał także Igor Szuwałow, dotychczasowy doradca prezydenta ds. polityki gospodarczej i kontaktów z krajami G-8. Uchodzi on za jednego z najbliższych sojuszników Miedwiediewa.

Dotychczasowy pierwszy wicepremier Siergiej Iwanow, który był głównym rywalem Miedwiediewa w walce o kremlowski tron, w rządzie Putina będzie tylko szeregowym wicepremierem nadzorującym przemysł zbrojeniowy.

Stanowiska wicepremierów utrzymali także Aleksandr Żukow i Aleksiej Kudrin. Ten drugi będzie również nadal kierował resortem finansów. Z kolei Żukow ma odpowiadać za politykę społeczną i nadzorować przygotowania do Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi w 2014 roku.

Nowymi wicepremierami zostali dotychczasowi szefowie kancelarii i sekretariatu prezydenta - Siergiej Sobianin oraz Igor Sieczin. Ten pierwszy będzie też kierował kancelarią rządu. Z kolei Sieczin, uważany za przywódcę kremlowskich "jastrzębi", ma odpowiadać za politykę przemysłową i ochronę środowiska.

Wśród dotychczasowych ministrów posady stracili jedynie szefowie resortów sprawiedliwości (Władimir Ustinow), łączności (Leonid Rejman) i kultury (Aleksandr Sokołow).

Nowym ministrem sprawiedliwości został protegowany Miedwiediewa - Aleksandr Konowałow, dotychczasowy pełnomocny przedstawiciel prezydenta w Nadwołżańskim Okręgu Federalnym, a wcześniej prokurator Baszkirii. W przeszłości był on studentem Miedwiediewa, gdy ten wykładał prawo na Uniwersytecie w Petersburgu.

Natomiast na czele resortu kultury stanął zawodowy dyplomata, dotychczasowy rosyjski ambasador w Paryżu Aleksandr Awdiejew, były wiceminister spraw zagranicznych Rosji, a wcześniej - ZSRR.

Putin dokonał też zmian w strukturze rządu, m.in. podzielił na dwa resorty Ministerstwo Przemysłu i Energetyki. Dotychczasowy szef tego resortu Wiktor Christienko został ministrem przemysłu i handlu. Na ministra energetyki powołano Siergieja Szmatko, dotychczasowego dyrektora Atomstrojeksportu, agencji zajmującej się budową elektrowni atomowych za granicą.

Premier utworzył także ministerstwo sportu, turystyki i polityki młodzieżowej, które powierzył Witalijowi Mutce, dotychczasowemu prezesowi Rosyjskiego Związku Piłki Nożnej.

Nową postacią w rządzie jest też Iwan Szczegoliew, były doradca prezydenta ds. protokołu, któremu Putin powierzył nowo utworzony resort łączności i środków masowego przekazu.

Zdaniem rosyjskich ekspertów w wyniku tych roszad mogą się zmniejszyć wpływy ludzi, którzy sprzeciwiali się reformom, a którzy skupili się wokół Sieczina; może natomiast wzrosnąć rola postaci o liberalnych poglądach utożsamianych z Miedwiediewem.

Oprócz Szuwałowa i Konowałowa za bliskich współpracowników nowego prezydenta uchodzą też ministrowie finansów (Aleksiej Kudrin), rozwoju regionalnego (Dmitrij Kozak), rozwoju gospodarczego (Elwira Nabiullina), zdrowia i rozwoju społecznego (Tatiana Golik) oraz oświaty i nauki (Andriej Fursenko).

ab, ss, pap

Piloci nie chcą latać rządowymi maszynami

Nie tylko politycy boją się latać rządowymi samolotami

Już nie tylko politycy boją się latać rządowymi samolotami. Stan dwóch Tu-154M i czterech jaków 40, jakimi dysponują nasze VIP-y, jest już tak katastrofalny, że za ich stery nie chcą siadać najbardziej doświadczeni piloci. "Nie jesteśmy w stanie brać odpowiedzialności za pasażerów" – mówią DZIENNIKOWI.

"Pułk jest w rozsypce" - mówi wprost o grupie pilotów, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo lotów VIP-ów jeden z pracowników BOR. "I tak w tym pułku sytuacja pod względem liczby pilotów jest lepsza niż w innych jednostkach sił powietrznych" - bagatelizuje w rozmowie z DZIENNIKIEM minister obrony Bogdan Klich.

Awaryjne lądowania, przesiadki, zmiany planów w ostatniej chwili - takich wypadków, które nie przysparzały polskim władzom powagi, pełna jest historia polskiej floty VIP-owskiej.

"Pamiętam, jak lecieliśmy z premierem Oleksym do Izraela. Dlaczego pamiętam? Bo nawaliło podwozie" - wspomina Józef Zych swoje przeloty, gdy był marszałkiem Sejmu. Piloci pocieszali go, że i tak mają szczęście, że do awarii nie doszło w powietrzu.

Ten sam Oleksy z ministrem Władysławem Bartoszewskim nie zapomną pewnej wyprawy na szczyt Unii Europejskiej. Tuż przed planowanym lotem okazało się, że ich Tu-154M się zepsuł. Skazani więc byli na podróż powolniejszym i bardziej niebezpiecznym jakiem.

Podchody pod wymianę rządowych samolotów trwają od kilkunastu lat. Po raz pierwszy próbowano w 1993 r. Fiasko. Potem sprawą nieskutecznie zajmował się rząd Włodzimierza Cimoszewicza. Kolejne przymiarki w 1998 i 2002 r. spełzły też na niczym. Ostatni przetarg na samoloty został odwołany w czerwcu ub.r. Były zarzuty, że jego warunki faworyzują brazylijską firmę Embraer, która dostarcza maszyny dla LOT-u.

Co dalej? I tu też pojawia się problem. Minister Klich deklarował, że będzie nowy przetarg. Prace rzeczywiście trwają. Ale wciąż brakuje ostatecznej decyzji politycznej. Koncepcję zakupu nowych samolotów przygotował już MON i w połowie kwietnia przekazał ministrowi Tomaszowi Arabskiemu, odpowiedzialnemu za sprawę w kancelarii premiera. "Ja swoją odpowiedź przygotuję do połowy maja" - mówi DZIENNIKOWI Arabski.

Od pytań o finał sprawy jednak ucieka. "Nie ma jeszcze odpowiedzi na pytanie, ile samolotów kupić i czy kupić nowe czy stare" - mówi szef kancelarii Tuska. On sam jest zwolennikiem zakupy trzech maszyn, MON chce przynajmniej czterech. A co na to premier? Na razie wybiera, jak może, loty rejsowe. "A to oznacza, że kładzie na nas krzyżyk i nie będzie już polskiego " - wzdycha jeden z pilotów pułku.


Pułkownik Pietrzak: Odchodzę, bo ta praca stała się ryzykowna

Izabela Leszczyńska: Podobno nie chce pan już dowodzić elitarnym pułkiem pilotów, którzy latają z najważniejszymi osobami w państwie?
Tomasz Pietrzak*: Nie chcę. Wylatałem 5200 godzin po całym świecie. Odchodzę w sierpniu i to po 23 latach służby.

Dlaczego?
Przede wszystkim z powodu braku nowych samolotów w pułku. Od lat nie są rozstrzygane przetargi ani na samoloty, ani nawet na śmigłowce. Sprzęt, który mamy, jest przestarzały. Dla nas to coraz większe ryzyko i coraz większa odpowiedzialność za najważniejsze osoby w państwie. Jednocześnie stawia się nam coraz wyższe wymagania wynikające z konieczności dostosowywania się do przepisów Unii Europejskiej.

Podobno nie jest pan jedynym pilotem z pułku, który odchodzi?
Jest cała fala odejść. W tym roku do cywila odeszło już siedem osób, sześć kolejnych złożyło wypowiedzenia. I będą je składać następne.

*płk. Tomasz Pietrzak, dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego odpowiedzialnego za przeloty VIP-ów


Krótka kronika lotów najwyższego ryzyka:

1998 - z powodu ochłodzenia nie wystartował w Wilnie Jak-40 z premierem Jerzym Buzkiem na pokładzie

1999 - przymusowe lądowanie Tu-154 w Arabii Saudyjskiej z marszałek Senatu Alicją Grześkowiak na pokładzie. Przyczyna: w samolocie zawiódł jeden z elementów kontroli lotu

2001 - postój w Norymberdze, bo w Jaku-40 premiera Leszka Millera wyciek paliwa spowodował zapłon silnika

2004 - w chińskim Kunming awarii uległ samolot, którym premier Marek Belka leciał na szczyt Azja - Europa do Wietnamu. Podczas uruchamiania silników przed startem z jednego z nich zaczęły wydobywać się kłęby dymu

maj 2007 - w samolocie Jak-40 pękła jedna z warstw przedniej szyby w kokpicie pilotów. Leciał nim do Berlina minister środowiska Jan Szyszko

maj 2007 - w rządowym samolocie "Bryza", którym wicepremier Andrzej Lepper miał wracać ze Słowacji do Polski, po starcie zepsuł się silnik

czerwiec 2007 - w Norwegii utknął rządowy Tu-154M, którym poleciała na obchody 67. rocznicy bitwy o Narwik delegacja polskich kombatantów, wiceminister obrony i biskup polowy. Tuż przed startem okazało się, że awarii uległ układ odpowiedzialny za uruchamianie klap niezbędnych do bezpiecznego startu i lądowania