poniedziałek, 16 czerwca 2008

Ameryka jest gotowa na wygranie mundialu

Marcin Harasimowicz 15-06-2008, ostatnia aktualizacja 15-06-2008 14:53

- Rzeczywiście istniała taka możliwość, aby Żurawski grał w tym sezonie w naszej drużynie. Zamiast tego wybrał jednak Grecję - mówi Alexi Lalas, jeden z najwybitniejszych amerykańskich piłkarzy wszech czasów, obecnie generalny menedżer Los Angeles Galaxy

Alexi Lalas
źródło: AP
Alexi Lalas

W ubiegłym roku rozpoczął Pan najdroższy w historii amerykańskiej piłki projekt o nazwie „David Beckham”. Jak daleko sięga Pańska wizja budowy gwiazdorskiej drużyny, czy ma już Pan w głowie nazwiska kolejnych wirtuozów, których zamierza ściągnąć do Kalifornii?

- Na razie przyglądamy się, jak jego obecność wpływa na zespół zarówno na boisku, jak i poza nim. Musimy zagwarantować, że będzie miał wokół siebie zawodników na odpowiednim poziomie. Nie zatrudnimy drugiego Beckhama, bo po pierwsze – nie stać nas na to, a po drugie – zabraniają tego przepisy MLS. Teraz najważniejszym zadaniem oraz wyzwaniem dla nas jest to, jak wykorzystamy obecność Davida w L.A. dla budowy fundamentów mocnego, zakorzenionego klubu, nie tylko z myślą o Ameryce, ale również w sensie globalnym. Rozumiemy, że to jest proces, który zajmie trochę czasu. Wysłaliśmy jednak wiadomość całemu światu – Galaxy to zespół, który podpisał kontrakt z Beckhamem, ma w składzie najlepszego piłkarza rodem z USA w osobie Landona Donovana oraz trenera z niesamowitym nazwiskiem i doświadczeniem – Ruuda Gullita. Z tego chcemy być znani. Ale to dopiero pierwszy etap. W kolejnym – chcemy zacząć wygrywać na dużą skalę i przygotować się do następnego, wielkiego transferu. Skoro mamy pewność, że David zostanie z nami na kilka lat, na pewno będziemy szukać drugiej, wielkiej gwiazdy w Europie.

Europejska prasa wymieniała nazwiska Thierry’ego Henry’ego, Ronaldinho, Ronaldo…

- Będziemy przyglądać się każdej możliwej opcji. Ludzie w Europie nie zdają sobie jednak sprawy ze specyfiki MLS i obowiązującego w niej limitu wynagrodzeń, który mocno ogranicza naszą swobodę. Jako organizacja Galaxy wiemy, że bylibyśmy w stanie wygenerować więcej pieniędzy na transfery, ale z drugiej strony rozumiemy, że polityka władz ligi pozwala utrzymać wszystkim klubom płynność i stabilność finansową.

Nie sądzi Pan jednak, że te przepisy tak naprawdę zatrzymują rozwój Major League Soccer? Przy limicie wynagrodzeń nigdy nie będziecie w stanie konkurować z największymi ligami w Europie?

- Zatrzymują rozwój niektórych zespołów, to prawda. Tutaj w Ameryce ludzie podają jednak inny przykład – w takiej Anglii Chelsea, Manchester United, Arsenal oraz Liverpool mają najwięcej pieniędzy, wydają miliony i każdego roku dzielą między sobą miejsca w czołówce ligi. Z amerykańskiego punktu widzenia ta powtarzalność jest nudna, odbiera emocje oraz element równości szans, który charakteryzuje rozgrywki w różnych dyscyplinach sportu w naszym kraju. MLS wychodzi z założenia – jesteśmy tak mocni, jak nasz teoretycznie najsłabszy zespół. Każda drużyna musi mieć dobrych zawodników. Kibice w Europie tego nie rozumieją.

Nie rozumieją jeszcze jednej rzeczy, a mianowicie, że władze ligi kontrolują rynek transferowy. To już jest socjalizm w najczystszej postaci!

- Wiem, wiem (śmiech). Z każdym rokiem ta sytuacja zmienia się jednak na korzyść. W końcu pozwolono nam przecież na podpisanie umowy z Beckhamem…

Wśród kandydatów do gry w barwach Galaxy wymieniano niedawno kapitana reprezentacji Polski Macieja Żurawskiego. Potwierdza Pan zainteresowanie tym zawodnikiem?

- Tak. Rozmawiałem z nim. Odpowiem tak – dobrym skutkiem transferu Beckhama jest to, że wzbudziliśmy zainteresowanie na całym świecie, a złym, że ludzie myślą teraz, iż w Kalifornii pieniądze rosną na palmach i możemy je w każdej chwili zerwać w dowolnych ilościach… Na świecie jest tylko jeden Beckham, piłkarze muszą myśleć realnie. Jeżeli grasz głównie dla pieniędzy – Stany Zjednoczone nie są najlepszym miejscem dla kontynuowania kariery. Jeżeli natomiast chcesz przeżyć przygodę, samodzielnie albo z rodziną, w młodym albo starszym wieku, mieć fajne życie, zdobyć nowe doświadczenia, to zapraszamy. Los Angeles oferuję niepowtarzalny styl życia, okazję poznania różnych kultur, wzbogacenia osobowości. Z drugiej strony – kariera zawodowego piłkarza jest krótka, więc wcale mnie nie dziwi chęć zgromadzenia oszczędności, ustawienia się na całe życie. Ja to naprawdę rozumiem.

Rozmawialiście z innymi polskimi piłkarzami?

- Nie, interesował nas tylko Żurawski. Rzeczywiście istniała taka możliwość, aby grał w tym sezonie w naszej drużynie. Zamiast tego wybrał jednak Grecję. Proszę mi powiedzieć – czy grecka ekstraklasa jest rzeczywiście taka wspaniała?

Nie sądzę.

- No widzi pan… Ale tam zapłacili mu więcej pieniędzy.

Żurawskiemu chodziło jednak również o dobre przygotowanie do finałów mistrzostw Europy.

- Być może. Ale czy David nie gra cały czas w reprezentacji Anglii? Właśnie puszczamy go pod koniec maja na kolejne zgrupowanie.

Jak ocenia Pan dotychczasowe efekty pobytu Beckhama w Los Angeles?

- Na solidną czwórkę (w oryginale: „solid B”, w Ameryce obowiązuje inna skala ocen). Poprzedni sezon był trudny, ponieważ każdy chciał obejrzeć Beckhama, a tymczasem on leczył uraz za urazem. Takie są jednak realia sportu – zawodnicy czasem, po prostu, chorują. David kreuje wokół siebie tak olbrzymie zainteresowanie, że nierzadko stwarza to olbrzymią presję, która spada również na innych zawodników, nieprzywykłych to takiego zamieszania wokół drużyny. To jest dla nich także zupełnie nowe doświadczenie. Na szczęście teraz mamy grupę piłkarzy, która dojrzała w ciągu roku. Oni już zdają sobie sprawę z sytuacji, w której się znajdują, wiedzą kto to są paparazzi, z kim należy rozmawiać i o czym, a z kim nie. Że to co powiedzą, zostanie wydrukowane w gazetach całego świata.

Czy Beckham pomaga swoim kolegom z zespołu?

- Tak. Stara się pomagać, a przy tym sam uczy się ciągle specyfiki tej ligi. Na treningach pracuje jednak bardzo ciężko, będąc przykładem dla wszystkich pozostałych. Najważniejsze jest jednak to, co robi w trakcie meczu. Wtedy widać, dlaczego jest prawdziwą gwiazdą. Potrafi sprostać tej olbrzymiej presji, skierowanym na niego oczom wszystkich kibiców i grać tak, jak potrafi najlepiej. Tym wzbudza szacunek innych zawodników.

Pan osobiście był częścią wspaniałej reprezentacji USA na mistrzostwach świata w 1994 roku, kiedy nieoczekiwanie awansowaliście do 1/8 finału i omal nie wyeliminowaliście późniejszych mistrzów, reprezentację Brazylii z Romario i Bebeto w składzie. Wtedy rozpoczęła się moda na soccer w Ameryce, powstała MLS…

- To było cudowne lato. Dla piłki nożnej w Stanach Zjednoczonych i dla mnie osobiście. Ludzie w Ameryce zobaczyli, że „soccer” może fascynować. Dzięki sukcesowi na mundialu w 1994 roku powołano do życia Major League Soccer. Wierzę zresztą, że już niebawem znów dostaniemy organizację mistrzostw świata, a wtedy zrobimy jeszcze trzy razy lepszą imprezę niż przed czternastoma laty.

Od pewnego czasu reprezentacja USA radzi sobie bardzo dobrze. Na mistrzostwach świata w 2002 roku awansowała do najlepszej ósemki, regularnie ma miejsce w pierwszej dziesiątce rankingu FIFA.

- Powszechnie mówi się, że nasza reprezentacja to ciągle zespół rozwojowy, dopiero budujący swoją siłę. Tak naprawdę nikt jednak, żaden trener, nie lubi grać przeciwko Amerykanom. Problem polega na tym, że rywale nie mają nic do wygrania. Jak nas pokonają, powszechna reakcja będzie – no tak, to tylko reprezentacja USA. A gdy przegrają – jak to, nie daliście rady Amerykanom? Prawda jest taka, że jesteśmy dużo lepsi, niż ludzie powszechnie myślą. Aby zdobyć mistrzostwo świata potrzebne są talent, doświadczenie i tradycja, co już mamy, a także czwarty czynnik – szczęście. Nieważne, czy jesteś Brazylią, czy Niemcami, potrzebujesz szczęścia, aby wygrać mundial.

Czy teraz soccer wzbudza większe zainteresowanie wśród młodzieży, ludzie w USA bardziej garną się do uprawiania tej dyscypliny sportu? Czy możecie stać się wreszcie bardziej konkurencyjni dla koszykówki, baseballa, hokeja oraz futbolu amerykańskiego?

- Absolutnie. Teraz powoli kariery rozpoczynają piłkarze z pokolenia wychowanego na sukcesie z 1994 roku. „Soccer” stał się częścią ich stylu życia. To się nie dzieje z dnia na dzień, ten proces zajmuje więcej czasu, ale efekty powoli są widoczne. Przez tych czternaście lat zrobiliśmy niewiarygodne postępy. Czy wyobraża pan sobie, co się stanie w trakcie kolejnych 14 lat?

Mistrzostwo świata dla USA?

- O tak! Mamy już dobry zespół, doświadczonych piłkarzy, a także tradycję, bo od 1990 roku nieprzerwanie bierzemy udział w mistrzostwach świata. Potrzebujemy tylko trochę szczęścia. Tego, że piłka odbije się od kolana, kostki, a nawet ucha zawodnika stojącego w murze i wpadnie do siatki w 90. minucie decydującego meczu… Tak wygrywa się wielkie turnieje. Jedna akcja, jeden strzał mogą zmienić wszystko.

Źródło : Rzeczpospolita

Porażka z Chorwacją na pożegnanie z Euro

Paweł Gawlik, pap 16-06-2008, ostatnia aktualizacja 16-06-2008 20:14

Jeden punkt ugrała reprezentacja Polski w swoim pierwszym starcie w mistrzostwach Europy. W swoim ostatnim występie przegrała 0:1 z Chorwacją. Do ćwierćfinału z grupy B oprócz Chorwatów awansowali także Niemcy, którzy wygrali z Austrią 1:0.

 Mecz Polska-Chorwacja na stadionie w Klagenfurcie
autor zdjęcia: Piotr Nowak
źródło: Fotorzepa
Mecz Polska-Chorwacja na stadionie w Klagenfurcie
 Mecz Polska-Chorwacja na stadionie w Klagenfurcie
autor zdjęcia: Piotr Nowak
źródło: Fotorzepa
Mecz Polska-Chorwacja na stadionie w Klagenfurcie
Polscy kibice wciąż wierzą w awans do ćwierćfinału
autor zdjęcia: Piotr Nowak
źródło: Fotorzepa
Polscy kibice wciąż wierzą w awans do ćwierćfinału

Polacy zaczęli bardzo odważnie. Pierwszy rzut rożny wywalczyli już w 4 minucie, jednak dośrodkowanie Krzynówka wybili chorwaccy obrońcy. trzy minuty później dośrodkowywał Łobodziński, ale Jacek Krzynówek nie sięgnął piłki. Dwóch kolejnych rzutów rożnych nie zdołali Polacy zamienić na groźne sytuacje bramkowe.

W 14. minucie pierwszą znakomitą sytuację mieli Chorwaci. Sam na sam z Arturem Borucem znalazł się Danijel Pranjic, nie trafił jednak w bramkę. Trzy minuty później dogodną okazję do strzału miał Rakitić. Zbyt mocno wypuścił sobie jednak piłkę. Boruc przed wybiciem popisał się jeszcze dryblingiem na linii pięciu metrów.

Polacy wciąż próbują atakować, ale to Chorwaci stwarzają groźniejsze sytuacje. W 27 minucie po błędzie Dudki Boruc z trudem broni uderzeni Klasnicia.

W 28 minucie kontuzji doznał Knezevic, którego zastąpił Vedran Corluka.

Najgroźniejszą sytuację drużyna z Bałkanów stworzyła w 30 minucie. Po kolejnym błędzie obrony Klasnic miał przed sobą tylko Artura Boruca. Strzelił po ziemi, polski bramkarz wyszedł z bramki i z dużym trudem wykopał piłkę przed siebie.

Po dobrym początku Polacy stanęli. Chwilę po strzale Klasnicia Boruc musiał bronić silne uderzenie z ostrego kąta Rakiticia. Strzał głową Corluki po dośrodkowaniu z rzutu minął słupek polskiej bramki.

Pod koniec pierwszej połowy Polacy poukładali grę. Jednak to Chorwaci ponownie stworzyli groźną sytuację - po raz kolejny ze starcia z bałkańskim napastnikiem zwycięsko wyszedł Boruc. Polski bramkarz rozgrywa kolejny znakomity mecz na mistrzostwach!

Druga połowa

W przerwie boisko opuścił ukarany wcześniej żółtą kartką Mariusz Lewandowski. Zastąpił go piłkarz Wisły Kraków, Adam Kokoszka.

W 52. minucie padła pierwsza bramka dla Chorwacji. Przy strzale po ziemi Klasnicia Artur Boruc był bez szans.

W 55. minucie Łobodzińskiego zmienił Euzebiusz Smolarek.

W 59. minucie po dośrodkowaniu Pranjicia Polaków uratowała poprzeczka. Trzy minuty później polscy piłkarze stworzyli pierwszą groźną sytuację. Płaskie dośrodkowanie Wawrzyniaka z pierwszej piłki doszło do Rogera. Brazylijczyk z polskim paszportem nie trafił jednak w bramkę.

W 66. minucie kolejny groźny strzał po ziemi oddał Pranjic. Boruc popisał się kolejną pewną interwencją. Chwilę później piękną akcję rozegrali Polacy - Saganowski podał piętą z pierwszej piłki do Wawrzyniaka, ten odegrał na skrzydło do Rogera. Dośrodkowanie trafiło na głowę Saganowskiego, jednak strzał napastnika Southampton z pięciu metrów w ekwilibrystyczny sposób obronił Runje. Po tej akcji Saganowski opuścił boisko; zmienił go Tomasz Zahorski.

W 81 minucie Smolarek oddał strzał sprzed pola karnego, piłka otarła się tylko o słupek. Cztery minuty później w sytuacji sam na sam z bramkarzem strzelił wysoko nad poprzeczką.

W 86 minucie najlepszą sytuację dla Polski w tym meczu zmarnował rezerwowy Zahorski. Sam na sam z bramkarzem uderzył mocno, ale prosto w jego ręce.

W poprzednich spotkaniach Polacy przegrali z Niemcami 0:2 i zremisowali z Austrią 1:1, tracąc bramkę w ostatniej minucie meczu z rzutu karnego.

Chorwacja, po zwycięstwach z Austrią (1:0) i Niemcami (2:1) zapewniła już sobie pierwsze miejsce w grupie. Na ostatni grupowy mecz wystawiła rezerwowy skład.

W polskiej drużynie od pierwszej minuty wystąpi na lewej obronie Jakub Wawrzyniak. Grający wcześniej na tej pozycji Michał Golański popełniał błędy zarówno w spotkaniu z Niemcami, jak i Austrią. W pierwszej jedenastce wybiegnie także na boisko Rafał Murawski, który zastąpi Euzebiusza Smolarka.

Austria - Niemcy 0:1, czerwone kartki dla trenerów

Polacy z uwagą obserwowali spotkanie na stadionie Ernsta Happela w Wiedniu, gdzie gospodarze mistrzostw grali z reprezentacją Niemiec. Austriacy atakowali, ale to ich rywale zdobyli jedyną bramkę meczu.

Spotkanie było bardzo nerwowe. W 26 minucie reprezentant Austrii, Aufhauser uderzył w twarz Podolskiego. Sędzia nie widział jednak dobrze tego zdarzenia i pozwolił piłkarzom kontynuować grę.

W 41 minucie napięta atmosfera na boisku udzieliła się także trenerom. Za kłótnie z sędzią technicznym zarówno Hickersberger, jak i Low otrzymali czerwone kartki i musieli udać się do szatni.

Chwilę po rozpoczęciu drugiej połowy bramkę dającą Niemcom prowadzenie zdobył z rzutu wolnego z 25 metrów Michael Ballack.

Składy:

Polska: 1-Artur Boruc - 13-Marcin Wasilewski, 14-Michał Żewłakow, 5-Dariusz Dudka, 3-Jakub Wawrzyniak - 17-Wojciech Łobodziński (55. 7-Euzebiusz Smolarek), 18-Mariusz Lewandowski (ŻK) (46. 23-Adam Kokoszka), 19-Rafał Murawski, 8-Jacek Krzynówek - 20-Roger Guerreiro - 11-Marek Saganowski (67. 21-Tomasz Zahorski).

Chorwacja: 23-Vedran Runje - 6-Hrvoje Vejic (ŻK), 2-Dario Simic, 15-Dario Knezevic (27. 5-Vedran Corluka), 22-Danijel Pranjic - 7-Ivan Rakitic, 8-Ognjen Vukojevic, 13-Nikola Pokrivac, 16-Jerko Leko - 21-Mladen Petric, 17-Ivan Klasnic.

Sędziowie: Kyros Vassaras, asystenci: Dimitris Bozatzidis i Dimitris Saraidaris (wszyscy Grecja), techniczny: Olegario Benquerenca (Portugalia)

Stadion: Woerthersee w Klagenfurcie (30 000).

Źródło : "Rz" Online

Co można zrobić po terminie reklamacji

Michał Kosiarski 14-06-2008, ostatnia aktualizacja 14-06-2008 08:16

Upływ dwóch lat od zakupu towaru nie oznacza jeszcze, że kończy się odpowiedzialność sprzedawcy wobec klienta. Kupującemu trudniej ją jednak wyegzekwować

Ustawa o niektórych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie kodeksu cywilnego (DzU z 2002 r. nr 141, poz. 1176 ze zm.) określa, na jakich zasadach mogą składać reklamacje konsumenci.

Przepisy te przewidują, że sprzedawca odpowiada wobec kupującego, jeśli towar w chwili wydania jest niezgodny z umową (np. ma wady, jest niekompletny). Art. 8 tej ustawy stanowi, że kupujący może żądać nieodpłatnej naprawy albo wymiany na nowy egzemplarz (chyba że są niemożliwe albo wymagają nadmiernych kosztów). Jeżeli naprawy albo wymiany nie można wymagać, klient może żądać obniżenia ceny albo nawet – gdy niezgodność towaru z umową jest istotna – odstąpienia od umowy.

Dwa lata na reklamację

Ważne, że sprzedawca odpowiada za niezgodność towaru z umową, jeśli stwierdzona zostanie przed upływem dwóch lat od wydania towaru konsumentowi.

Nawet po upływie dwóch lat klienci nie są bezbronni. Potwierdza to orzecznictwo Sądu Najwyższego. W wyroku z 4 stycznia 1979 r. (sygn. II CR 1/79) sędziowie odnieśli się do sytuacji kupującego, który stracił uprawnienia z tytułu rękojmi. SN uznał, że może on dochodzić od sprzedawcy naprawienia szkody spowodowanej wadą fizyczną rzeczy na ogólnych zasadach odpowiedzialności dłużnika za nienależyte wykonanie zobowiązania. W wyroku z 8 grudnia 2005 r. (sygn. II CK 291/05) SN stwierdził zaś, że nabywcy wadliwej rzeczy przysługuje wybór sposobu uzyskania rekompensaty od sprzedawcy. Nie musi korzystać z rękojmi albo uprawnień z tytułu niezgodności towaru z umową, ale może wybrać odszkodowanie na podstawie art. 471 k.c.

Sprzedawca odpowiada

SN zaznacza jednak w tym wyroku, że sprzedawca nie odpowiada wprost za wady, ale za szkody nimi spowodowane wynikłe z nienależytego wykonania umowy. Szkoda ta wyraża się różnicą między wysokością zapłaconej sprzedawcy ceny a wartością rzeczy wadliwej w chwili jej wydania kupującemu. Wyrok ten zapadł w sprawie nabywcy auta, który domagał się od sprzedawcy zwrotu kosztów wymiany wadliwych elementów.

Istotne, że z roszczenia na podstawie art. 471 k.c. można też skorzystać wcześniej, w dwóch pierwszych latach od dokonania zakupu. Często stosuje się go do dochodzenia roszczeń od usługodawców (np. wobec pralni chemicznej, która odbarwiła płaszcz, w związku z czym nie nadawał się już do użytku).

Nie oznacza to jednak, że ten tryb ma same zalety. Kupujący musi udowodnić, że poniósł szkodę, a także związek między szkodą a nienależytym wykonaniem zobowiązania.

Istnieje jednak domniemanie winy sprzedawcy, chyba że wykaże on, iż szkoda była następstwem okoliczności, za które nie odpowiada. Nie ma natomiast przywileju, który stosuje się podczas dochodzenia roszczeń na podstawie ustawy o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej. Chodzi o brak domniemania, że niezgodność towaru z umową (w wypadku roszczenia z art. 471 k.c. – wada fizyczna) istniała już w chwili wydania go kupującemu, jeśli została stwierdzona w ciągu sześciu miesięcy od przekazania rzeczy.

Masz pytanie, wyślij e-mail do autora m.kosiarski@rp.pl

Źródło : Rzeczpospolita