środa, 25 czerwca 2008

Niemcy w finale, a prasa krytykuje. Turcy odpadli, ale dumni

PAP, pk
2008-06-26, ostatnia aktualizacja 2008-06-26 11:34
Zobacz powiększenie
Na trybunach kolorowo
Fot. Daniel Roland AP

Szczęście zdecydowało w dużej mierze o zwycięstwie niemieckiej reprezentacji 3:2 w półfinale z Turcją na Euro 2008 - komentuje w czwartek niemiecka prasa. Z kolei w Turcji, mimo odpadnięcia z turnieju, nastroje są podniosłe

SERWISY
Gokhan Zan: Nie zapomnimy tego, co tu przeżyliśmy »

Choć media cieszą się z sukcesu i awansu Niemiec do finału turnieju, nie szczędzą krytyki na temat niezbyt dobrej gry jedenastki.

"Der Spiegel" ocenia, że niemiecka reprezentacja miała wiele szczęścia. - Niemcy pokazali zadziwiająco słabą grę, Ballack rozczarował, także Lahm, zanim strzelił bramkę, popełniał błąd za błędem - pisze.

- Mimo to niemiecka jedenastka zasłużyła na wejście do finału - w najważniejszych momentach za każdym razem na tych mistrzostwach wykorzystywała swoje szanse - dodaje "Spiegel" w internetowym wydaniu.

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" zauważa, że Niemcy pokonali Turków ich własną bronią, jaką jest dobry finisz.

- Dynamika i zdecydowanie, którymi drużyna trenera Joachima Loewa zaskoczyła podczas meczu z faworytami Portugalią, znikły w meczu z autsajderem Turcją, gdy były bardzo potrzebne (...) Niemieccy piłkarze długo grali tak, jakby byli przekonani, że mają w tym meczu więcej do stracenia niż do wygrania - pisze "FAZ".

"Niemcy zwyciężyły po turecku" tytułuje swoją relację "Der Tagesspiegel"; w poprzednich spotkaniach to reprezentacja Turcji wygrywała w ostatnich minutach. W środę w 89. minucie spotkania decydująca trzecią bramkę strzelili Niemcy.

"Sueddeutsche Zeitung" nazywa reprezentację Niemiec "jedenastką niespodzianek". Dziennik drwi ze słów, które często powtarzać ma trener Loew: "W następnym meczu na boisko wyjdzie zupełnie inna drużyna".

- Tak jakby wydawało mu się po dotychczasowych występach Niemców na mistrzostwach, że są dwie niemieckie reprezentacje, których gracze są niesamowicie do siebie podobni, tak samo się nazywają, ale grają zupełnie inaczej - ironizuje dziennik.

Jedna z tych drużyn - dodaje "SZ" - pewnie pokonała Polskę i Portugalię, a druga nie radzi sobie z przeciwnikiem. - Joachim Loew nigdy nie ma przed meczem pewności, którą z reprezentacji będzie miał tym razem do dyspozycji - pisze bawarska gazeta. - Tym razem na boisko wyszła ta druga, która sprawia problemy.

Turcja odpada, ale jest dumna

Turcja jest dumna ze swoich piłkarzy. Mimo porażki w Bazylei z Niemcami (2:3) w półfinale mistrzostw Europy - na ulicach tureckich miast kibice z wielką sympatią odnosili się do zawodników swego kraju.

W Stambule po meczu na ulice wyległy tysiące kibiców, z flagami narodowymi, skandujące: Turcja, Turcja". Zapełnione były lokale, w których dyskutowano o przebiegu meczu.

- Polegliśmy od własnej broni - powiedział 24-letni student, przypominając, że Niemcy zdobyli decydującą bramkę w ostatniej minucie gry.

Wcześniej Turcy awansowali do półfinału m.in. dzięki golom strzelonym pod koniec rywalizacji w meczach ze Szwajcarami, Czechami i Chorwatami. Tym razem w 90 min stracili bramkę po strzale Philippa Lahma.

- Przeznaczeniem Niemców są zwycięstwa w futbolu - dodał. Podkreślił jednak, iż piłkarze niemieccy zapewne nie wygraliby spotkania, gdyby drużyna turecka mogła skorzystać ze wszystkich swoich najlepszych graczy (z powodu kontuzji i dyskwalifikacji za kartki w ekipie tureckiej zabrakło dziewięciu piłkarzy.

- Niemcy są znani ze zdyscyplinowania, Brazylijczycy - z doskonałego wyszkolenia technicznego. Teraz Turcy będą znani z hartu ducha i woli walki - powiedział inny, 21-letni turecki student.

Trener Turków: W piłce nie ma cudów

Niemcy - Turcja 3:2. Cudu nie było, Niemcy w finale

25.06.2008, godzina 20:45

Niemcy

karne
3
2
  • 2P
  • 11P1

St. Jakob Park, Bazylea Widzów: 42500

Turcja

Bramki:Ugur Boral(21.)Semih Sentürk(86.)
Kartki:Semih Sentürk(53.)
  • Relacja
  • Na żywo
  • Replay

Analiza meczu » Relacja Z czuba »

Rafał Stec, Michał Szadkowski, Bazylea
Grać z pasją, gdy mecz już niemal się skończył, umieją tylko dwie drużyny w Europie. 86. minuta - wyrównującego gola strzelają debiutujący w półfinale Turcy. 90. minuta - zwycięskiego wbijają trzykrotni mistrzowie Europy Niemcy
Zobacz powiekszenie
Fot. Jon Super AP
Podziękowania zdobywcy bramki dla podającego. Kolejną asystę zaliczył Podolski
Magiczna ręka Loewa: Niemcy nie grają po niemiecku »

Na dreszczowiec zanosiło się od początku. Już na długo przed przerwą piłka odbiła się od niemieckiej poprzeczki raz, potem drugi raz, by wreszcie wpaść do siatki. Kiedy wturlał ją tam Ugur Boral, do Niemców chyba dotarło, że wyhodowali potwora.

Bez ich trenerskiego know-how, bez tabunu fachowców podróżujących za Bosfor, wśród których był zresztą selekcjoner Joachim Loew, reprezentacja Turcji prawdopodobnie wciąż tkwiłaby w mizerii z czasów, gdy Polacy wbijali jej worki goli. Teraz nawet guru od przygotowania kondycyjnego i dietetyka polecał im Niemiec, poprzednik Loewa Jurgen Klinsmann. I na mistrzostwach Europy po raz pierwszy w historii przebili się do strefy medalowej.

Nie uznali, że mają dość. Poprzeczkę obijał Kazim Kazim vel Colin Kazim Richards, urodzony w Londynie produkt angielskiego futbolu, a jego koledzy wnet przyłączyli się do ostrzału. Intensywna kanonada trwała non stop, jakby Turków inspirowała pewność, że golkiper Jens Lehmann wcześniej czy później musi kardynalnie się pomylić.

W 26. minucie się nie pomylił, ale niemieccy piłkarze uprawiali właśnie - co zdarzało im się w tym meczu często - futbol statyczny, stawiający na opóźnione reagowanie i ogólny bezruch. Ugur Boral skorzystał z okazji. 1:0.

Turcy poczuli się nieswojo. Oni przywykli na Euro 2008 do odrabiania strat i wychodzenia się ze skrajnej opresji, oni lubią jasne sytuacje: nie wygrywamy, trzeba zapomnieć o bożym świecie i gnać przed siebie, po gola. Naturalne nieopanowanie ich zgubiło. Nie chcieli zwolnić, zatrzymać piłki na dłużej, podejmować ciut mniejszego ryzyka. Niemcy, choć przecież to oni potrzebowali nacierać, strzelili gola z kontrataku. Wystarczyły cztery minuty, by rozochoceni przeciwnicy podarowali im piłkę w środku pola, by pofrunęła ona na lewe skrzydło do Lukasa Podolskiego, by ten ją dośrodkował, a Bastian Schweinsteiger wyrównał.



Turkom służą okoliczności, w których nie mają nic do stracenia i mogą z czystym sumieniem postawić na niepohamowaną brawurę. Powściągnąć emocji nie umieją. Gdyby zachowywali się rozważniej, gdyby zdołali z zimną krwią wykorzystać techniczną i szybkościową przewagę nad faworytami, być może jeszcze przed przerwą rozłożyliby ich na łopatkę. Uderzali na bramkę - celnie! - z lewego skrzydła i prawego, z środka pola karnego i zza niego. Zawsze potężnie, jakby chcieli rozerwać siatkę, jakby reprezentacja Turcji składała się wyłącznie z głównych ogniowych, którzy na wątłe niby-strzały czasu nie tracą.

Niemcy musieli się tego półfinału bać, bo rywale - choć dotąd na turnieju nie wypracowali przewagi nad żadnym przeciwnikiem - półfinał wyszarpali z iście niemiecką determinacją, nie kapitulując nawet wtedy, gdy sędzia podnosił gwizdek, by dmuchnąć po raz ostatni. Teraz swoim błędem wsparł ich jeszcze sędzia. Wkrótce po przerwie nie zareagował, gdy Sabri Sarioglu powalił wdzierającego się w pole karne Philippa Lahma. Powinien podyktować albo "jedenastkę", albo przynajmniej rzut wolny (Turek faulował na linii). Nie gwizdnął w ogóle.



Niemcy grali przeciętnie. Rzadko przebłyski miewał nawet Michael Ballack, przywódca drużyny i pod każdym względem "naj" - kandydat na największą gwiazdę turnieju, piłkarz najwięcej wśród Niemców biegający i najbardziej zdeterminowany. Zdeterminowany, by wreszcie wygrać międzynarodowe trofeum godne jego sportowej klasy. Przegrał finał Ligi Mistrzów z Bayerem Leverkusen, przegrał finał LM z Chelsea, z powodu żółtych kartek nie wystąpił w przegranym finale mundialu z 2002 roku, przegrał półfinał mundialu w 2006 roku. We wszystkich tamtych rozgrywkach zachwycał, wielokrotnie bywał bohaterem meczów i przesądzał o wyniku. Najcenniejszej nagrody nie dostał nigdy.

Przed półfinałem Ballack zwierzał się, że stał się w reprezentacji "więcej niż kapitanem", że dyskutuje z trenerem o taktyce, że to sam Joachim Loew pyta go opinię. Na boisku człowiekiem orkiestrą nie był. Niemcy odzyskali prowadzenie dzięki wrzutce Lahma, umiejętności gry głową Miroslava Klose oraz tradycyjnej plątaninie w tureckiej defensywie. Bramkarz Recber Rustu niepotrzebnie wybiegł z bramki, nie dosięgnął piłki i napastnik Bayernu Monachium posłał ją do siatki.



Turkom został kwadrans, a kwadrans wystarcza im - czego dowiedli w horrorze z Czechami - na strzelenie nawet trzech goli. Teraz pomógł im Lahm, który postanowił tego wieczoru być wszędzie, gdzie coś się dzieje. Zostać antybohaterem i zarazem bohaterem, raz wpędzać kibiców w euforię, a raz w czarną rozpacz. To jego w dziecinny sposób oszukał Sabri, zanim na cztery minuty przed końcem dośrodkował do Samira Senturka. Zrobiło się 2:2, Turcy po raz czwarty z rzędu na Euro 2008 czynili cuda w końcówce.

Nie z Niemcami takie numery. To oni są arcymistrzami szalonych końcówek, to oni od dziesiątek lat zapadają w pamięć dzięki zwycięskim, roztrzygniętym na sekundy przed końcem dreszczowcom. Teraz do przodu znów wyrwał Lahm. Był tak na siebie wściekły, że na pole karne wdarł się chyba siłą woli, a w piłkę kopnął z taką mocą, jakby chciał, żeby się rozpadła.

Turcy jeszcze muszą się od Niemców uczyć, choć przegrali tylko trochę. W niedzielę ponad 2,7 miliona emigrantów może pocieszać się finałowym zaciskaniem kciuków za zwycięzców. Byłoby jak podczas mundialu przed dwoma laty, gdy razem z niemieckimi sąsiadami fetowali triumfy reprezentacji Klinsmanna, powiewając tureckimi flagami.

Podolski pobije rekord Gerda Muellera? »

wtorek, 24 czerwca 2008

Samobójstwo podczas ceremonii pożegnania Sarkozy'ego w Izraelu

awe, AP, PAP
2008-06-24, ostatnia aktualizacja 2008-06-24 18:27

Izraelski policjant postrzelił się śmiertelnie w głowę w trakcie ceremonii pożegnania francuskiego prezydenta Nicolasa Sarkozy' ego na lotnisku Ben Guriona w Izraelu.

Zobacz powiekszenie
Fot. GIL COHEN MAGEN REUTERS
Ochroniarze pospiesznie ewakuowali prezydenta Francji i jego żonę Carlę Bruni-Sarkozy z lotniska
Zobacz powiekszenie
Fot. DAN BALILTY AP
Podczas wtorkowej ceremonii pożegnania prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego i jego małżonki na lotnisku Ben Guriona w Tel Awiwie zastrzelił się policjant
Zobacz powiekszenie
Fot. DAN BALILTY AP
Prezydencka para schroniła się w samolocie
Strzały wywołały panikę na lotnisku. Początkowo podejrzewano, że mógł być to zamach na życie Sarkozy'ego lub izraelskiego premiera Ehuda Olmerta. Ochrona natychmiast ewakuowała obu polityków z miejsca zdarzenia. Jeden z ochroniarzy pośpiesznie wprowadził Sarkozy'ego i jego żonę Carlę Bruni do stojącego na płycie lotniska samolotu. Olmerta i prezydenta Izraela Szymona Peresa eskortowano do samochodów. Przestraszona Pierwsza Dama Francji wbiegła do samolotu, zostawiając z tyłu swojego męża.



Rzecznik izraelskiej policji Shlomi Sagi powiedział, że jeden z policjantów ochraniających lotnisko popełnił samobójstwo dokładnie w momencie, kiedy Sarkozy wsiadał do samolotu. Huk wystrzału częściowo zagłuszyła grająca w tym czasie orkiestra wojskowa.

Przedstawiciel izraelskiej policji Micky Rosenfeld zaprzeczył, że mogła to być próba zamachu na francuskiego prezydenta. Według policji żaden z polityków nie znalazł się w niebezpieczeństwie. Dowódca oddziału policji Nissim Mor potwierdził, że badane są przyczyny wypadku. - Obecnie sprawdzamy, czy było to samobójstwo lub nieszczęśliwy wypadek - powiedział. Świadkowie zdarzenia twierdzą, że ciało mężczyzny spadło z dachu tuż po tym, jak usłyszano strzał. Jak podało izraelskie radio publiczne, funkcjonariusz stał około 100-200 metrów od samolotu. Dwie żołnierki zemdlały na widok strzelającego do siebie kolegi. Zwłoki policjanta przykryte prześcieradłem leżały na płycie lotniska.

"Państwo palestyńskie priorytetem"

Incydent zakończył trzydniową wizytę prezydenta Francji i jego żony w Izraelu. Nicolas Sarkozy zapewnił wcześniej w Betlejem, na Zachodnim Brzegu Jordanu, przywódcę palestyńskiego Mahmuda Abbasa, że utworzenie "demokratycznego, nowoczesnego" państwa palestyńskiego jest dla Francji "priorytetem".

- Powiedziałem to naszym przyjaciołom Izraelczykom, że nie poradzimy nic na niesprawiedliwość, jaka dotknęła naród żydowski, tworząc warunki do niesprawiedliwości dla narodu palestyńskiego - zaznaczył.

W tym kontekście powtórzył swój apel, który wystosował dzień wcześniej w izraelskim parlamencie, Knesecie. Po raz kolejny wezwał władze Izraela, do zaprzestania kolonizacji terytoriów palestyńskich, która utrudnia zaprowadzenie pokoju na Bliskim Wschodzie.

"Bezpieczeństwo Izraela "nie podlega negocjacjom".

Sarkozy zwrócił się też do kontrolującej Strefę Gazy radykalnej organizacji palestyńskiej Hamas, podkreślając z całą stanowczością, że zarówno Paryż, jak i cała Unia Europejska nie będą prowadzić negocjacji z "terrorystami". - Francja rozmawia z ludźmi odważnymi, którzy uprawiają politykę, a nie terroryzm. Francja rozmawia z ludźmi pokoju, a nie z tymi, którzy podkładają bomby. Nie rozmawiamy z terrorystami - oświadczył. Zaznaczył, że dla Francji bezpieczeństwo Izraela "nie podlega negocjacjom".

Mahmud Abbas podziękował Sarkozy'emu za "wspieranie procesu pokojowego". Dodał, że Autonomia Palestyńska "liczy na pomoc w stworzeniu wolnego państwa palestyńskiego, bez izraelskiej kolonizacji i okupacji". Politycy podpisali umowę w sprawie utworzenia z pomocą Francji strefy przemysłowej w Betlejem. Przed odlotem do Paryża prezydent Sarkozy z małżonką odwiedzili jeszcze Bazylikę Narodzenia Pańskiego w Betlejem.