środa, 25 czerwca 2008

Fatih Terim: Drużyna przyniosła chwałę Turcji

not. Rafał Stec, PAP, AP
2008-06-25, ostatnia aktualizacja 2008-06-26 00:07
Zobacz powiększenie
Fatih Terim gratuluje strzelcowi bramki
Fot. Murad Sezer AP

Fatih Terim po przegranym meczu z Niemcami nie krył smutku. Trener reprezentacji Turcji uważa jednak, że jego piłkarze odnieśli wielki sukces. - Drużyna przyniosła chwałę wszystkim Turkom - powiedział.

SERWISY
Czwartego cudu nie było - Niemcy w finale Euro »

Fatih Terim, trener reprezentacji Turcji:

Jestem bardzo smutny. Przegraliśmy będąc tak blisko finału, na który piłkarze zasłużyli. Niestety mamy tendencje żeby tracić bramki w prostych sytuacjach. Niemcom gratuluje zwycięstwa i życzę sukcesu w finale, ale przede wszystkim jestem dumny ze swoich piłkarzy. Przynieśliśmy chwałę wszystkim Turkom. Myślę, że piłkarze grali dobrze i jeszcze pokażą światu jak dobrą są drużyną. Byliśmy najbardziej barwną ekipą na turnieju. Było blisko finału, ale taki już jest futbol.

Nadzieję miałem nawet przy wyniku 2:3, wygoniłem obrońców do ataku, wciąż wierzyłem. Ale tym razem się nie udało, nie może się udawać zawsze. Na pewno jesteśmy najbardziej kolorową reprezentacją na Euro 2008, choć to nie zawsze mnie cieszy - np. dziś rozegraliśmy jeden z najgorszych meczów na turnieju. Teraz trzeba myśleć o przyszłości, bo nie może być tak, jak po półfinale mundialu w 2002, kiedy nie awansowaliśmy ani do następnych MŚ, ani do ME. Futbol jest zbyt ważny dla Turcji, przecież dzisiaj 70 milionów serc biło dzisiaj dla nas, dla piłkarzy walczących za cały kraj. Następnymi zadaniami zajmie się ktoś inny, ja kończę z reprezentacją i wybieram się do Europy. Ofert dostaję sporo. Ale odchodzę z nadzieją, że ten zespół będzie stale osiągał takie wyniki, jak na tym turnieju, niż takie, jakie mu się przydarzały wcześniej.

Magiczna ręka Loewa - Niemcy nie grają po niemiecku

Joachim Loew, trener reprezentacji Niemiec:

To niezwykłe uczucie wygrać taki mecz, piłkarze są wniebowzięci, przyjemność jest niewyobrażalna. Tyle było dzisiaj dramatu, tyle szaleństwa, wszystkiego, czego moglibyście chcieć od futbolu. Nie mogę uwierzyć, że w takiej końcówce zdołaliśmy jeszcze przeprowadzać sensowne akcje. Ten mecz długo nam nie wychodził. Turcy byli tak szybcy, że nie mogliśmy im odebrać piłki, było naprawdę ciężko nad nimi nadążyć. Choć po przerwie poprawiliśmy naszą grę, to generalnie cała nasza pomoc bardzo się męczyła. Traciliśmy piłkę w głupi sposób, rywale wytrącili nas z rytmu, zaczęliśmy grać długimi podaniami. My mieliśmy luki w obronie, a oni z piłką wyczyniali wspaniałe kombinacje w środku boiska. Na szczęście pokazaliśmy, że mamy to, co każda niemiecka reprezentacja - mentalność zwycięzców, którzy nie umieją się poddać w żadnych okolicznościach. A ja nie potrzebowałem Euro 2008, by wiedzieć, że Turków nie wolno streślać nigdy. Pracowałem u nich i zbyt dobrze ich poznałem, by poczuć komfort przy prowadzeniu w końcówce. Nawet gdybym nie widział tego niesamowitego turnieju, wciąż bym się bał.

Franz Beckenbauer

Inaczej sobie wyobrażałem ten mecz. Daliśmy Turkom grać, a to mogło się źle dla nas skończyć. To, że podopieczni Terima są dobrymi piłkarzami wiadomo od dawna, ale to, że potrafią również strzelać bramki jest nowością. Dzięki Bogu mieliśmy w składzie Lahma, który potrafił strzelić decydującego gola. W finale musimy pokazać taką postawę, jak w meczu z Polską, czy Portugalią, jeśli jednak zagramy tak, jak w półfinale, o sukcesie w niedzielę możemy zapomnieć.

Niemcy w finale, a prasa krytykuje. Turcy odpadli, ale dumni

PAP, pk
2008-06-26, ostatnia aktualizacja 2008-06-26 11:34
Zobacz powiększenie
Na trybunach kolorowo
Fot. Daniel Roland AP

Szczęście zdecydowało w dużej mierze o zwycięstwie niemieckiej reprezentacji 3:2 w półfinale z Turcją na Euro 2008 - komentuje w czwartek niemiecka prasa. Z kolei w Turcji, mimo odpadnięcia z turnieju, nastroje są podniosłe

SERWISY
Gokhan Zan: Nie zapomnimy tego, co tu przeżyliśmy »

Choć media cieszą się z sukcesu i awansu Niemiec do finału turnieju, nie szczędzą krytyki na temat niezbyt dobrej gry jedenastki.

"Der Spiegel" ocenia, że niemiecka reprezentacja miała wiele szczęścia. - Niemcy pokazali zadziwiająco słabą grę, Ballack rozczarował, także Lahm, zanim strzelił bramkę, popełniał błąd za błędem - pisze.

- Mimo to niemiecka jedenastka zasłużyła na wejście do finału - w najważniejszych momentach za każdym razem na tych mistrzostwach wykorzystywała swoje szanse - dodaje "Spiegel" w internetowym wydaniu.

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" zauważa, że Niemcy pokonali Turków ich własną bronią, jaką jest dobry finisz.

- Dynamika i zdecydowanie, którymi drużyna trenera Joachima Loewa zaskoczyła podczas meczu z faworytami Portugalią, znikły w meczu z autsajderem Turcją, gdy były bardzo potrzebne (...) Niemieccy piłkarze długo grali tak, jakby byli przekonani, że mają w tym meczu więcej do stracenia niż do wygrania - pisze "FAZ".

"Niemcy zwyciężyły po turecku" tytułuje swoją relację "Der Tagesspiegel"; w poprzednich spotkaniach to reprezentacja Turcji wygrywała w ostatnich minutach. W środę w 89. minucie spotkania decydująca trzecią bramkę strzelili Niemcy.

"Sueddeutsche Zeitung" nazywa reprezentację Niemiec "jedenastką niespodzianek". Dziennik drwi ze słów, które często powtarzać ma trener Loew: "W następnym meczu na boisko wyjdzie zupełnie inna drużyna".

- Tak jakby wydawało mu się po dotychczasowych występach Niemców na mistrzostwach, że są dwie niemieckie reprezentacje, których gracze są niesamowicie do siebie podobni, tak samo się nazywają, ale grają zupełnie inaczej - ironizuje dziennik.

Jedna z tych drużyn - dodaje "SZ" - pewnie pokonała Polskę i Portugalię, a druga nie radzi sobie z przeciwnikiem. - Joachim Loew nigdy nie ma przed meczem pewności, którą z reprezentacji będzie miał tym razem do dyspozycji - pisze bawarska gazeta. - Tym razem na boisko wyszła ta druga, która sprawia problemy.

Turcja odpada, ale jest dumna

Turcja jest dumna ze swoich piłkarzy. Mimo porażki w Bazylei z Niemcami (2:3) w półfinale mistrzostw Europy - na ulicach tureckich miast kibice z wielką sympatią odnosili się do zawodników swego kraju.

W Stambule po meczu na ulice wyległy tysiące kibiców, z flagami narodowymi, skandujące: Turcja, Turcja". Zapełnione były lokale, w których dyskutowano o przebiegu meczu.

- Polegliśmy od własnej broni - powiedział 24-letni student, przypominając, że Niemcy zdobyli decydującą bramkę w ostatniej minucie gry.

Wcześniej Turcy awansowali do półfinału m.in. dzięki golom strzelonym pod koniec rywalizacji w meczach ze Szwajcarami, Czechami i Chorwatami. Tym razem w 90 min stracili bramkę po strzale Philippa Lahma.

- Przeznaczeniem Niemców są zwycięstwa w futbolu - dodał. Podkreślił jednak, iż piłkarze niemieccy zapewne nie wygraliby spotkania, gdyby drużyna turecka mogła skorzystać ze wszystkich swoich najlepszych graczy (z powodu kontuzji i dyskwalifikacji za kartki w ekipie tureckiej zabrakło dziewięciu piłkarzy.

- Niemcy są znani ze zdyscyplinowania, Brazylijczycy - z doskonałego wyszkolenia technicznego. Teraz Turcy będą znani z hartu ducha i woli walki - powiedział inny, 21-letni turecki student.

Trener Turków: W piłce nie ma cudów

Niemcy - Turcja 3:2. Cudu nie było, Niemcy w finale

25.06.2008, godzina 20:45

Niemcy

karne
3
2
  • 2P
  • 11P1

St. Jakob Park, Bazylea Widzów: 42500

Turcja

Bramki:Ugur Boral(21.)Semih Sentürk(86.)
Kartki:Semih Sentürk(53.)
  • Relacja
  • Na żywo
  • Replay

Analiza meczu » Relacja Z czuba »

Rafał Stec, Michał Szadkowski, Bazylea
Grać z pasją, gdy mecz już niemal się skończył, umieją tylko dwie drużyny w Europie. 86. minuta - wyrównującego gola strzelają debiutujący w półfinale Turcy. 90. minuta - zwycięskiego wbijają trzykrotni mistrzowie Europy Niemcy
Zobacz powiekszenie
Fot. Jon Super AP
Podziękowania zdobywcy bramki dla podającego. Kolejną asystę zaliczył Podolski
Magiczna ręka Loewa: Niemcy nie grają po niemiecku »

Na dreszczowiec zanosiło się od początku. Już na długo przed przerwą piłka odbiła się od niemieckiej poprzeczki raz, potem drugi raz, by wreszcie wpaść do siatki. Kiedy wturlał ją tam Ugur Boral, do Niemców chyba dotarło, że wyhodowali potwora.

Bez ich trenerskiego know-how, bez tabunu fachowców podróżujących za Bosfor, wśród których był zresztą selekcjoner Joachim Loew, reprezentacja Turcji prawdopodobnie wciąż tkwiłaby w mizerii z czasów, gdy Polacy wbijali jej worki goli. Teraz nawet guru od przygotowania kondycyjnego i dietetyka polecał im Niemiec, poprzednik Loewa Jurgen Klinsmann. I na mistrzostwach Europy po raz pierwszy w historii przebili się do strefy medalowej.

Nie uznali, że mają dość. Poprzeczkę obijał Kazim Kazim vel Colin Kazim Richards, urodzony w Londynie produkt angielskiego futbolu, a jego koledzy wnet przyłączyli się do ostrzału. Intensywna kanonada trwała non stop, jakby Turków inspirowała pewność, że golkiper Jens Lehmann wcześniej czy później musi kardynalnie się pomylić.

W 26. minucie się nie pomylił, ale niemieccy piłkarze uprawiali właśnie - co zdarzało im się w tym meczu często - futbol statyczny, stawiający na opóźnione reagowanie i ogólny bezruch. Ugur Boral skorzystał z okazji. 1:0.

Turcy poczuli się nieswojo. Oni przywykli na Euro 2008 do odrabiania strat i wychodzenia się ze skrajnej opresji, oni lubią jasne sytuacje: nie wygrywamy, trzeba zapomnieć o bożym świecie i gnać przed siebie, po gola. Naturalne nieopanowanie ich zgubiło. Nie chcieli zwolnić, zatrzymać piłki na dłużej, podejmować ciut mniejszego ryzyka. Niemcy, choć przecież to oni potrzebowali nacierać, strzelili gola z kontrataku. Wystarczyły cztery minuty, by rozochoceni przeciwnicy podarowali im piłkę w środku pola, by pofrunęła ona na lewe skrzydło do Lukasa Podolskiego, by ten ją dośrodkował, a Bastian Schweinsteiger wyrównał.



Turkom służą okoliczności, w których nie mają nic do stracenia i mogą z czystym sumieniem postawić na niepohamowaną brawurę. Powściągnąć emocji nie umieją. Gdyby zachowywali się rozważniej, gdyby zdołali z zimną krwią wykorzystać techniczną i szybkościową przewagę nad faworytami, być może jeszcze przed przerwą rozłożyliby ich na łopatkę. Uderzali na bramkę - celnie! - z lewego skrzydła i prawego, z środka pola karnego i zza niego. Zawsze potężnie, jakby chcieli rozerwać siatkę, jakby reprezentacja Turcji składała się wyłącznie z głównych ogniowych, którzy na wątłe niby-strzały czasu nie tracą.

Niemcy musieli się tego półfinału bać, bo rywale - choć dotąd na turnieju nie wypracowali przewagi nad żadnym przeciwnikiem - półfinał wyszarpali z iście niemiecką determinacją, nie kapitulując nawet wtedy, gdy sędzia podnosił gwizdek, by dmuchnąć po raz ostatni. Teraz swoim błędem wsparł ich jeszcze sędzia. Wkrótce po przerwie nie zareagował, gdy Sabri Sarioglu powalił wdzierającego się w pole karne Philippa Lahma. Powinien podyktować albo "jedenastkę", albo przynajmniej rzut wolny (Turek faulował na linii). Nie gwizdnął w ogóle.



Niemcy grali przeciętnie. Rzadko przebłyski miewał nawet Michael Ballack, przywódca drużyny i pod każdym względem "naj" - kandydat na największą gwiazdę turnieju, piłkarz najwięcej wśród Niemców biegający i najbardziej zdeterminowany. Zdeterminowany, by wreszcie wygrać międzynarodowe trofeum godne jego sportowej klasy. Przegrał finał Ligi Mistrzów z Bayerem Leverkusen, przegrał finał LM z Chelsea, z powodu żółtych kartek nie wystąpił w przegranym finale mundialu z 2002 roku, przegrał półfinał mundialu w 2006 roku. We wszystkich tamtych rozgrywkach zachwycał, wielokrotnie bywał bohaterem meczów i przesądzał o wyniku. Najcenniejszej nagrody nie dostał nigdy.

Przed półfinałem Ballack zwierzał się, że stał się w reprezentacji "więcej niż kapitanem", że dyskutuje z trenerem o taktyce, że to sam Joachim Loew pyta go opinię. Na boisku człowiekiem orkiestrą nie był. Niemcy odzyskali prowadzenie dzięki wrzutce Lahma, umiejętności gry głową Miroslava Klose oraz tradycyjnej plątaninie w tureckiej defensywie. Bramkarz Recber Rustu niepotrzebnie wybiegł z bramki, nie dosięgnął piłki i napastnik Bayernu Monachium posłał ją do siatki.



Turkom został kwadrans, a kwadrans wystarcza im - czego dowiedli w horrorze z Czechami - na strzelenie nawet trzech goli. Teraz pomógł im Lahm, który postanowił tego wieczoru być wszędzie, gdzie coś się dzieje. Zostać antybohaterem i zarazem bohaterem, raz wpędzać kibiców w euforię, a raz w czarną rozpacz. To jego w dziecinny sposób oszukał Sabri, zanim na cztery minuty przed końcem dośrodkował do Samira Senturka. Zrobiło się 2:2, Turcy po raz czwarty z rzędu na Euro 2008 czynili cuda w końcówce.

Nie z Niemcami takie numery. To oni są arcymistrzami szalonych końcówek, to oni od dziesiątek lat zapadają w pamięć dzięki zwycięskim, roztrzygniętym na sekundy przed końcem dreszczowcom. Teraz do przodu znów wyrwał Lahm. Był tak na siebie wściekły, że na pole karne wdarł się chyba siłą woli, a w piłkę kopnął z taką mocą, jakby chciał, żeby się rozpadła.

Turcy jeszcze muszą się od Niemców uczyć, choć przegrali tylko trochę. W niedzielę ponad 2,7 miliona emigrantów może pocieszać się finałowym zaciskaniem kciuków za zwycięzców. Byłoby jak podczas mundialu przed dwoma laty, gdy razem z niemieckimi sąsiadami fetowali triumfy reprezentacji Klinsmanna, powiewając tureckimi flagami.

Podolski pobije rekord Gerda Muellera? »