piątek, 8 sierpnia 2008

The fab five to watch in Beijing

Yahoo! Sports

BEIJING – The Summer Olympics begin here on Aug. 8 – 8-8-08. Team USA is expected to be extremely strong, China is using the event as a national coming-out party and everyone wants to know how pollution and potential political unrest could affect the games.

As a primer, here are five athletes who should dominate the headlines and television time over the three weeks of competition.

Photo Michael Phelps
(Jonathan Ferrey/Getty Images)

1. MICHAEL PHELPS

The Baltimore native won eight medals, six of them gold, four years ago in Athens and returns better than ever.

At last year’s world championships, the 6-foot-4, 195-pounder won seven gold medals and broke five world records. He is scheduled to compete in eight events (relays included) in Beijing, giving him the chance to match or exceed American Mark Spitz’s record seven golds at the 1972 Munich Olympics.

Just 23, Phelps is already a major commercial pitchman and the face of these games for NBC, which plans on making swimming the signature event.

Photo Kobe Bryant
(MN Chan/Getty Images)

2. KOBE BRYANT

Bryant – the acknowledged best basketball player in the world who spent much of his youth living abroad in Italy – is taking to the Olympic stage for the first time. His goal is simple: return the gold medal to the United States, which fell to bronze medal status in 2004.

USA Basketball is a collection of star players – LeBron James, Dwyane Wade, Chris Paul – but it is Bryant who is expected to star in the crunch-time moments. His game is built for international basketball and his tenacity and skill at both ends of the court made his inclusion on the team so important.

As talented as Bryant is, he hasn’t endeared himself to non-Los Angeles Lakers fans the way previous stars such as Michael Jordan and Magic Johnson did. Leading Team USA to victory provides him a chance to make people forget past on- and off-court controversies.

The 6-6 suburban Philadelphia native will turn 30 on Aug. 23, one day before the gold medal game.

Photo Dara Torres
(Jamie Squire/Getty Images)

3. DARA TORRES

At age 41, the mother of one coming off of two major surgeries stunned the swimming world with some incredible performances at July’s U.S. trials. In the 50-meter freestyle, she beat out previous gold medal favorite Natalie Coughlin, who is merely 16 years her junior.

While Torres has won nine Olympic medals, including four golds, her post-birth success took many by surprise. While many fans are inspired by a middle-aged mom potentially securing gold in such a demanding sport, others are highly skeptical of performance-enhancing drug use.

Torres has not tested positive, but not even the U.S. Anti-Doping Agency’s enhanced program is considered fool-proof. Moreover, she is posting faster times now than any time in her career.

She very well may be clean, but suspicions will undoubtedly continue to swirl throughout the games, making the Los Angeles native a conversation point for believers and cynics.

Photo Shawn Johnson
(Nick Laham/Getty Images)

4. SHAWN JOHNSON

Just 16 years old and standing a mere 4-9, this West Des Moines, Iowa, resident is America’s best chance at all-around gold in women’s gymnastics. Despite her diminutiveness, Johnson is extremely strong, relying on her power as much as her grace and flexibility.

Johnson hopes to follow in the footsteps of Carly Patterson, who four years ago became the first American woman to win all-around gold in a non-boycott year. She also wants to lead the U.S. to a team gold, duplicating the accomplishment of the 1996 Magnificent Seven squad made famous by Kerri Strug’s final vault on a sprained ankle.

Team USA’s expected chief competition? The Chinese.

Photo Liu Xiang
(Kazuhiro Nogi/AFP/Getty Images)

5. LIU XIANG

The People’s Republic of China has poured considerable resources to build up its sports system in an effort to compete on the international level. China finished third in total medals and second in golds.

Xiang, who won gold in Athens in the 110-meter hurdles, is the nation’s most beloved and famous athlete and the epitome of this movement. At 6-2, he is a formidable competitor whom the Chinese see as proof that their athletes can compete in any competition.

He will be spurred on by sold-out crowds and the hopes of a nation that goes 1.3 billion strong and make the usually anonymous 110 hurdles possibly the most watched event of these Olympics.

Dan Wetzel is Yahoo! Sports' national columnist. Send Dan a question or comment for potential use in a future column or webcast.

Jak politycy bojkot igrzysk zbojkotowali

Martyna Majchrzak, Gazeta.pl
2008-08-07, ostatnia aktualizacja 2008-08-08 07:32
Zobacz powiększenie
Pekin tuż przed uroczystym otwarciem igrzysk olimpijskich
Fot. Robert F. Bukaty AP

- Nasi chińscy przyjaciele muszą zrozumieć międzynarodowe zaniepokojenie sprawą Tybetu - mówił prezydent Francji Nicolas Sarkozy, krótko po tym, jak w Lhasie polała się krew. Był jednym z pierwszych przywódców, który publicznie rozważał zbojkotowanie otwarcia igrzysk olimpijskich. I jednym z pierwszych, który się z tego wycofał. Także dzięki niemu, trybuny dla VIP-ów będą dziś zapełnione.

Zobacz powiekszenie
Fot. Guang Niu AP
Hu Jintao wita prezydencką parę z USA
Zobacz powiekszenie
Fot. Jason Lee AP
Hu Jintao i premier Rosji Władimir Putin
Zobacz powiekszenie
Fot. Adrian Bradshaw AP
Prezydent Brazylii, który liczy, że Chiny poprą starania Brazylii o zorganizowanie igrzysk w 2016 roku. Na zdjęciu z prezydentem Chin Hu Jintao
Zobacz powiekszenie
Fot. Adrian Bradshaw AP
Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka i prezydent Chin Hu Jintao
Zobacz powiekszenie
Fot. Minoru Iwasaki AP
Hu Jintao
Zobacz powiekszenie
Fot. HO REUTERS
Transparenty z napisami 'One World, One Dream: Free Tibet' zawieszone przy stadionie
Zobacz powiekszenie
Fot. STRINGER/INDIA REUTERS
Demonstracja poparcia dla Tybetu
SERWISY
SONDAŻ
Czy przywódcy państw powinni zbojkotować otrwarcie igrzysk?

Tak. Udział w otwarciu oznacza poparcie dla polityki Chin
Nie. Nie mieszajmy olimpiady z polityką
Nie mam zdania

Kto będzie uczestniczyć w otwarciu igrzysk? - lista gości



- Obawy, iż Chiny wycofają się z interesów w krajach, które zbojkotują igrzyska olimpijskie przeważyły nad rozważaniami natury moralnej - pisze agencja AP. I publikuje listę gości, którzy zasiądą na trybunach stadionu olimpijskiego w Pekinie. Spośród 100 zaproszonych przywódców, swoje przybycie potwierdziło około osiemdziesięciu - twierdzą zachodni dyplomaci przebywający w Pekinie. Tylko trzech przywódców państw G-8 nie pojedzie na otwarcie igrzysk - podkreśla amerykański tygodnik "Time" w artykule pt. "Dlaczego nikt nie bojkotuje Pekinu?". Przypomnijmy, jak rozpoczął się wielki bojkot, z którego nic nie wyszło.
Francja bojkotuje...

10 marca. Chińska policja brutalnie spacyfikowała protesty Tybetańczyków, którzy domagali się respektowania ich praw. ''Tybet powstał przeciw Chinom'', "Tybetańczycy walczą o wolność", "Lhasa płonie" - pisały dzienniki na całym świecie. Zdjęcia i relacje, które co jakiś czas docierały do światowej opinii publicznej, pokazywały jedno: Tybetańczycy wołają o pomoc.

- Nie wykluczam bojkotu - zapowiadał Sarkozy. - To interesujący pomysł - wtórował prezydentowi francuski minister spraw zagranicznych Nestor Kouchner. A "International Herald Tribune" ogłosił: "Francja proponuje zbojkotowanie otwarcia igrzysk olimpijskich z powodu Tybetu". Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać.

Donald Tusk jako pierwszy szef rządu unijnego państwa zadeklarował, że nie pojawi się w Pekinie. - Obecność polityków na inauguracji olimpiady wydaje mi się niestosowna - mówił. Jego wypowiedź cytowały światowe media. A inni przywódcy chętnie deklarowali solidarność z Tybetem. Byli wśród nich: prezydent Lech Kaczyński, prezydent Czech Vaclav Klaus i przewodniczący Parlamentu Europejskiego, który rozważał nawet wezwanie do szerszego bojkotu igrzysk w obrębie Unii Europejskiej. W podobnym tonie wypowiadali się politycy amerykańscy.

- Prezydent George W. Bush rozważa bojkot otwarcia igrzysk z powodu łamania praw człowieka - zasugerowała na początku kwietnia Nancy Pelosi, rzeczniczka Izby Reprezentantów.

Pomysł poparli najważniejsi kandydaci w amerykańskim wyścigu do Białego Domu. Hillary Clinton, Barack Obama i republikański senator John McCain przekonywali: na miejscu Busha, nie pojechalibyśmy do Pekinu. Ale - jak zauważył tygodnik "Time" - urzędującym przywódcom dużo trudniej podjąć taką decyzję. Bo konflikt z Chinami - choć z pewnością przysparza politycznej popularności - oznacza także straty finansowe. Bardzo szybko przekonał się o tym Nicolas Sarkozy.

... i zmienia zdanie

Kwiecień. Podczas, gdy Francuzi wyrażali poparcie dla decyzji swojego prezydenta, Chińczycy ogłosili bojkot... Carrefoura. Francuzów oskarżyli o spiskowanie z Dalajlamą i wspieranie "separatystów" podczas paryskiego odcinka sztafety, na którym ugaszono ogień olimpijski. W Pekinie, Wuhanie, Hefei, Kunming oraz Qingdao Chińczycy zorganizowali antyfrancuskie wystąpienia. Deklarowali, że przestaną kupować francuskie produkty. Najwyraźniej poskutkował, bo francuscy politycy o bojkocie igrzysk mówili już coraz rzadziej.

Lipiec. Jeśli ktokolwiek liczył, że prezydent Bush posłucha apelu Obamy i McCaina, zawiódł się. Biały Dom ogłosił: George W. Bush 8 sierpnia pojawi się na uroczystościach w Pekinie, gdyż jego nieobecność byłaby "obrazą Chin". - Myślę, że upokorzenie Chin nie jest najlepszym sposobem na obronę praw człowieka - mówił kilka dni później prezydent Francji. Podczas szczytu G-8 oficjalnie ogłosił swoją decyzję. - Jadąc do Pekinu, Sarkozy zdradził samego siebie i chińskich dysydentów - tak słowa prezydenta Francji komentowali Reporterzy bez Granic. - To skandal! - powtarzali przedstawiciele grupy Zielonych w Parlamencie Europejskim, podkreślając, że Sarkozy ze względu na francuską prezydencję będzie w Pekinie reprezentował całą UE.

- To tak, jakby kontynuowano chińską tradycję, zgodnie z którą przywódcy z całego świata przyjeżdżają, by oddać Chinom hołd - mówił w rozmowie z agencją AP Xu Youyu, emerytowany profesor filozofii i krytyk chińskiego rządu. - Te igrzyska pokażą także Chińczykom, że reszta świata uznaje i wspiera ich rząd - uważa. Ale Sarkozy drugi raz zdania nie zmienił.

Na liście obecności odhaczyli się m.in.: prezydent Słowacji Ivan Gasparovic, premier Rosji Władimir Putin, premier Japonii Yasuo Fukuda, prezydent Izraela Szimon Peres i prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva, który liczy, że Chiny poprą starania jego kraju o zorganizowanie igrzysk olimpijskich w 2016 roku.

Nie zabraknie też australijskiego premiera Kevina Rudda. Polityk w prawdzie naraził się Chinom w marcu - sugerując, by bardziej zaangażowały się w rozmowy z Dalajlamą. Jednak wkrótce po tym stwierdził, że nie wierzy w skuteczność bojkotu i do Pekinu pojedzie.

Lista wielkich nieobecnych

Kto przystąpił do bojkotu?

Tygodnik "Time" - pisząc o trzech przywódcach państw G-8, którzy nie pojawią się na inauguracji - miał na myśli: kanclerz Niemiec Angelę Merkel, premiera Wielkiej Brytanii Gordona Browna i premiera Kanady Stephena Harpera. Jednak każdy z wymienionych przywódców sumiennie usprawiedliwił swoją nieobecność. W ich wyjaśnieniach nie ma mowy o bojkocie, Tybecie i prawach człowieka.

Gordon Brown zapewnił, że nie może pojawić się w Pekinie 8 sierpnia, ale na pewno będzie uczestniczył w uroczystości zakończenia igrzysk. W końcu musi oficjalnie odebrać od Chin olimpijski ogień - za 4 lata to Brytyjczycy będą gospodarzami igrzysk. Z kolei Angela Merkel tłumaczyła, że już dawno zaplanowała w tym terminie urlop, a niemiecki prezydent Horst Koehler jedzie w tym czasie paraolimpiadę

Na liście wielkich nieobecnych znajduje się także czwarty przywódca z grupy G-8 - Silvio Berlusconi. Premier Włoch także o Tybetańczykach nie wspomina. Zaznacza, że nie pojawi się w Pekinie z powodu... pogody. - Powiedzieli mi, że w Pekinie jest bardzo gorąco, 50 stopni i jest wielka wilgotność - wyznał. Zastąpić go ma włoski minister spraw zagranicznych Franco Frattini.

Polscy przywódcy od momentu zamieszek w Tybecie zgodnie deklarują, że do Pekinu nie pojadą. - Ja nie zawsze się zgadzam z przewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Tu zgadzam się z nim całkowicie - podkreślił prezydent Lech Kaczyński.

Jechać, czy nie jechać...

- Każdy polityk świadomy swojej odpowiedzialności powinien zadać sobie pytanie, czy uczestniczyć w ceremonii otwarcia igrzysk, jeśli władze Chin nie będą dążyły do dialogu z Tybetańczykami - mówił w marcu Hans Gert Poettering. Jak podsumowuje Douglas Paal, specjalista ds. Chin w zespole analityków "Carnegie Endowment for International Peace": - W tym wyborze względy ekonomiczne i polityczne okazały się priorytetem. Mając świadomość tego, że Chiny będą wyciągać konsekwencje, bardzo niewielu polityków pozwoliło sobie na nieobecność w Pekinie.

Czytaj także blog Prosto z Pekinu

czwartek, 7 sierpnia 2008

Nieznana historia: ucieczka "Orła"

Nieznana historia brawurowej ucieczki Orła

DZIENNIK dotarł do unikatowego nagrania, w którym dowódca okrętu podwodnego ORP "Orzeł” kapitan Jan Grudziński trzy miesiące po brawurowej ucieczce z Tallina opowiada sekcji polskiej BBC o tej eskapadzie. Rozmowa została nagrana w grudniu 1939 roku.

czytaj dalej...
REKLAMA

Wydarzenia, które tworzą kontekst historyczny tej niezwykłej rozmowy, zaczynają się 14 września około godz. 21.30, kiedy "Orzeł” wpłynął do portu w stolicy neutralnej wówczas Estonii po dwóch tygodniach patrolowania Bałtyku. Decyzję o zawinięciu do portu podjął ówczesny dowódca okrętu komandor Henryk Kłoczkowski - narzekał na swoje zdrowie i chciał zostać zbadany przez lekarza, a okręt wymagał naprawy po tym, jak w pierwszych dniach września uszkodziły go niemieckie bomby. Mimo zapewnień władz estońskiej marynarki, że "Orzeł” będzie mógł opuścić Tallin, okręt został internowany. Polscy marynarze z nowym dowódcą kpt. Janem Grudzińskim na czele podjęli decyzję o ucieczce.

Dokładnie trzy miesiące później, 18 grudnia 1939 roku podczas pobytu w Wielkiej Brytanii kapitan Grudziński opowiedział o brawurowym wyczynie, który rozsławił polski okręt w całej Europie, niezidentyfikowanemu dziś dziennikarzowi sekcji polskiej BBC. Niedługo potem na przełomie maja i czerwca 1940 roku zatonął na pokładzie "Orła” podczas patrolowania Morza Północnego w rejonie południowo-zachodnich wybrzeży Norwegii.

Publikowany przez DZIENNIK wywiad zawiera zagadkę. Prowadzący go dziennikarz przedstawia Jana Grudzińskiego jako porucznika. Według Radia Wolna Europa, które wykorzystało fragment wywiadu w audycji wyemitowanej w 1964 r., rozmówcą BBC nie był kapitan Jan Grudziński, lecz mechanik "Orła” podporucznik Stanisław Pierzchlewski. Jak dotąd historykom nie udało się wyjaśnić tej nieścisłości.

Zagadkowe okoliczności tego zdarzenia i miejsce spoczynku wraku próbują ustalić teraz członkowie wyprawy badawczej związani z gdyńską Morską Agencją Poszukiwawczą. Wyprawa zakończy się jutro, niestety na razie nie przyniosła efektów.

* * *

Pragnęlibyśmy, żeby pan porucznik zechciał podzielić się z nami swymi wrażeniami z momentu sławetnej ucieczki z Tallina. W jakich okolicznościach zapadła decyzja o ucieczce?
Jan Grudziński:
Weszliśmy do Tallina w nocy 14 września. Chodziło nam o naprawienie sprężarki, przede wszystkim zaś o oddanie do szpitala chorego dowódcy. Wiedzieliśmy, że zgodnie z prawem międzynarodowym przysługuje nam możność 24-godzinnego postoju i z całym zaufaniem przyjęliśmy zapewnienie estońskich oficerów, że otrzymamy całkowite zaopatrzenie i naprawią nam uszkodzone urządzenia. Zmęczony całonocną wachtą, świadom bezpieczeństwa w neutralnym porcie, ułożyłem się do snu. Przebudzenie było jednak bardziej niż przykre. Dowiedziałem się, że w międzyczasie przycumowano okręt w porcie wojennym, zabrano nie tylko dowódcę, lecz także zamki od dział. Byliśmy internowani wbrew prawu międzynarodowemu, pod tajemniczym naciskiem nieznanych nam czynników na lądzie. Koledzy pilnie niszczyli szyfry i dokumenty. Okręt był przycumowany do nabrzeża w basenie wewnętrznym, przy trapie stał estoński wartownik. Początkowo myśleliśmy o ucieczce indywidualnej, ponieważ z tej pozycji wyprowadzenie okrętu bez pomocy holowników było niemożliwe. Nazajutrz Estończycy obrócili okręt, żeby sięgnąć kranem [dźwigiem portowym - red.] po nasze torpedy. Tegoż wieczora zaszedł wypadek, który nasunął nam myśl o ucieczce wraz z okrętem. Gdy siedzieliśmy wieczorem w mesie, nagle zgasło światło wskutek krótkiego spięcia gdzieś w porcie. Te parę minut ciemności nasunęło nam pomysł spowodowania krótkiego spięcia z okrętu i wymknięcia się w ciemności. Ale to z drugiej strony spowodowałoby alarm w całym porcie. Postanowiliśmy więc przeciąć tylko kable lamp oświetlających z nabrzeża okręt. W ciągu następnego dnia przecięliśmy cumy pod pokładem i przygotowaliśmy je do szybkiego zrzucenia. Podstępem uchroniliśmy przed wyładowaniem kilka torped. Rozumieliśmy, że żegluga bez map będzie ogromnie trudna, ale zdobyć ich nie mogliśmy – estońskie posterunki nie wypuszczały nas nawet na molo. Sygnałem akcji miało być przecięcie kabla do oświetlenia z brzegu. O drugiej w nocy zaproszono wartownika estońskiego na pokład na papierosa. Dalej wszystko odbyło się w ciągu jednej minuty. Gdy zgasło światło, obaj wartownicy zostali bez hałasu obezwładnieni, podcięte zawczasu cumy spadły do wody, z hałasem runął trap i „Orzeł” powoli ruszył w kierunku wyjścia.

Czy szybko spostrzeżono ucieczkę okrętu, panie poruczniku?
Niestety, prawie natychmiast. Nie zdążyliśmy dojść do mola, gdy padł strzał alarmowy z pokładu estońskiego okrętu wojennego. Poszły w ruch reflektory. Nie mogliśmy wykręcić się w ciasnym basenie i wpadliśmy dziobem na kamienie przy falochronie. Żeby ściągnąć się, musieliśmy uruchomić mocno hałasujące diesle. Trwało to kilka minut i wystarczyło, aby Estończycy otworzyli na nas ogień karabinowy z molo. Na szczęście nie mogli strzelać z armat, bo bali się w ciemnościach trafić we własne okręty stojące w porcie. Nareszcie minęła dość przykra chwila ścigania się i ruszyliśmy naprzód, na morze.

Czy na otwartym morzu ścigano panów również?
Tutaj właśnie czekało na nas największe niebezpieczeństwo. Natychmiast wyszły w pościg estońskie okręty wojenne i poszły w ruch prożektory [reflektory - red.]. Z fortu na wyspie zaczęły padać pociski ciężkiego kalibru. Gdy tylko sonda wykazała, że mieliśmy dość wody pod sobą, natychmiast zanurzyliśmy się. Ale i wtedy Estończycy nie dali za wygraną. Słyszeliśmy jedną po drugiej detonacje bomb głębinowych. Ale czuliśmy się już stosunkowo bezpieczni. Mieliśmy dość wody pod sobą i nad sobą i kierowaliśmy się do wyjścia z Zatoki Fińskiej.

I długo jeszcze panowie przebywali na Bałtyku?
Jeszcze przez trzy tygodnie. Trudno mi byłoby nawet pokrótce opowiedzieć nasze dzieje w tym okresie. Gdy wreszcie dotarliśmy do Anglii, zupełnie nie mieliśmy na pokładzie słodkiej wody. Mało brakowało, a zginęlibyśmy pod wodą z pragnienia.

Stenogram wywiadu został wykonany na podstawie nagrania sekcji polskiej BBC przechowywanego w Narodowym Archiwum Cyfrowym.