poniedziałek, 6 października 2008

Dziennikarz CNN: Polska to najciekawszy kraj Europy

Robin Oakley, fot. CNN

- Jeśli niestrudzony w produkowaniu medialnych czołówek Nicholas Sarkozy, francuski prezydent, jest obecnie najbardziej interesującym politykiem w Europie, to szybko ewoluująca Polska błyskawicznie staje się najbardziej interesującym krajem Europy, biorąc udział w niemal każdej ważniejszej batalii politycznej - pisze na swoim blogu Robin Oakley, jeden z najważniejszych politycznych dziennikarzy stacji CNN. Dziś w tej stacji rusza seria filmów dokumentalnych o naszym kraju "Oko na Polskę".
- Polska była bardzo istotnym punktem programu powiększania Unii Europejskiej, jej wejście poprawiło wewnętrzne nastroje Unii w niepewnych czasach. I Polska łatwo dowiodła, że może zrobić więcej niż tylko zademonstrować swoje znaczenie w dyplomacji - pisze Oakley. - Współuczestnicząc w wysiłkach zbliżenia Ukrainy i Gruzji do NATO i Unii Europejskiej Polska stała się nieoficjalnym cheerleaderem dla tych, którzy chwialiby uwolnić się spod moskiewskiej dominacji - dodaje.

Weź udział w filmowym konkursie CNN i Onet.pl

- Nie było więc niespodzianką, że badania ARCO Insight wykazały w ubiegłym miesiącu, że decydenci w Brukseli uznali Polskę za kraj najbardziej skuteczny we wpływie na politykę Unii spośród dwunastu jej najnowszych członków - ocenia dziennikarz CNN. Bardzo chwali postawę polskiego rządu podczas negocjacji ws. tarczy antyrakietowej. - Nie chcielibyście zagrać w pokera z Radkiem Sikorskim - komentuje. Zdaniem Oakleya, "Polska nauczyła się dużo lepiej układać się ze swoim potężnym sąsiadem – Niemcami, utworzyła także użyteczny, praktyczny alians ze Szwecją dla propagowania interesów regionu bałtyckiego oraz zaprzestała blokowania członkostwa Rosji w różnych dyplomatycznych klubach".

Jako główne problemy naszego kraju, dziennikarz CNN wymienia opóźnienia w budowie infrastruktury i "biurokrację lat komunizmu". - Ale to, co Polska ma, to energia ludzi, populację o stosunkowo wysokim poziomie edukacji technicznej i determinacji do walki o lepsze i niezależne życie, po obcych wojskach okupujących kraj przez osiemdziesiąt procent ostatnich 200 lat. To jest kraj w biegu - podsumowuje optymistycznie Oakley.

Robin Oakley jest politycznym dziennikarzem CNN. Pracujący na co dzień w Londynie Oakley, jest jednym z głównych komentatorów politycznych na świecie.

Z ponad 40-letnim doświadczeniem w dziennikarstwie politycznym, Oakley przybliża widzom CNN zagadnienia związane z wydarzeniami politycznymi dotyczącymi państw europejskich, grupy G8, Unii Europejskiej i NATO Specjalizuje się również w komentowaniu referendów i wyborów oraz analizowaniu długofalowych następstw decyzji politycznych.

FIFA cofa ultimatum, kurator wychodzi z PZPN. "Wielka porażka rządu"

qm, kris
2008-10-06, ostatnia aktualizacja 2008-10-06 18:46
Zobacz powiększenie
Michał Listkiewicz i Sepp Blatter
Fot. PETER ANDREWS REUTERS

Kolejna wielka wojna futbolowa kończy się, pod presją FIFA, faktyczną kapitulacją polskiego rządu w sporze z PZPN. Minister sportu wycofuje kuratora z PZPN. FIFA w zamian nie zawiesi polskiej federacji. - Zdzisław Kręcina na fotelu prezesa PZPN, z Listkiewiczem na tylnym siedzeniu. To już teraz pewne - komentują dziennikarze "Gazety Wyborczej".

Jak rząd wycofał z wielkich planów naprawiania polskiej piłki - relacja Z czuba »

- To wszystko wygląda na wielkie ustępstwo i porażkę polskiego rządu, ministra Drzewieckiego i premiera Tuska - komentował na gorąco dziennikarz Gazety Wyborczej i Sport.pl Jacek Sarzało.

A przecież jeszcze w piątek premier Donald Tusk ogłosił zaostrzenie stanowiska rządu. Zapowiedział, że rząd się nie ugnie pod naciskami Blattera, Platiniego i reszty możnych piłkarskiego świata.

Premier Donald Tusk idzie na wojnę z FIFA »



W samo południe miało się rozstrzygnąć

Deadline ustalono na poniedziałek na godzinę 12.00. Do tego czasu minister miał spełnić ultimatum FIFA: Albo wycofujecie kuratora z PZPN, albo wasza reprezentacja i kluby nie wystąpią w żadnych międzynarodowych rozgrywkach.

Dziś w samo południe FIFA zawiesi Polskę? »

Przed upłynięciem deadline'u międzynarodowe władze wzmocniły presję. - Oni muszą zrozumieć, że igrają z Euro 2012. Jak możemy zaufać rządowi, który nie może dojść do porozumienia z FIFA. Jeżeli nie zdążą z terminem, to nie będziemy w stanie razem iść dalej - powiedział o Polakach tuż przed południem rzecznik UEFA William Gaillard.



Informacje zmroziły krew w żyłach nie tylko piłkarskich kibiców, lecz również ministra Drzewieckiego, który odesłał delegację Chińczyków czekających na audiencję i w zaciszu gabinetu, odcięty od dziennikarzy wziął się za analizowanie propozycji kompromisu autorstwa PZPN.

UEFA odbierze nam Euro jeśli rząd nie ustąpi? »

Robiło się coraz bardziej gorąco. Stanowisko rzecznika Trybunału Arbitrażowego straciła w między czasie Romana Troicka-Sosińska za stwierdzenie, że trybunał powołał kuratora bezprawnie. Jej rolę przejął prezes Zygfryd Siwik, według którego powołanie kuratora odbyło się w sposób zgodny z prawem.

Jednak to tylko poboczny element gorącego przedpołudnia. Po ostrym, porannym wstrząsie, równo z godziną "0" wody w usta nabrała UEFA.

Jest przełom

To właśnie wtedy pojawiła się pierwsza oznaka przełomu. Wypowiedź prof. Michała Kleibera, przedstawiciela prezydenta RP. Okazało się, że od kilku dni to on był tajnym negocjatorem między polskim rządem a władzami FIFA i UEFA.

- Scenariusz wydarzeń przewiduje, że PZPN w większości uzna uchybienia, jakie wykazała w raporcie ministerialna komisja i w piśmie do ministra sportu miał się zobowiązać do jak najszybszego ich usunięcia. Nad tym procesem ma czuwać kierowana przeze mnie komisja. W jej składzie są również przedstawiciele ministerstwa, UEFA oraz FIFA - wyjaśnił Kleiber. Dodał też, że kibice mogą ze spokojem myśleć o najbliższych meczach reprezentacji w eliminacjach mistrzostw świata z Czechami i Słowacją. Ci, którzy obawiali się, że stracimy szansę awansu do mundialu 2010, mogli odetchnąć z ulgą.

Ale ci, którym chodziło o zreformowanie PZPN - zaczęli się bać, że polski rząd kapituluje przed FIFA.

Kleiber zdradza tajny plan »

W kolejnych kilkudziesięciu minutach okazało się, że rzeczywiście minister Drzewiecki zaakceptował kompromisową propozycję PZPN i co tchu popędził na spotkanie z czekającymi na niego od kilku godzin Chińczykami, żywo zainteresowanymi inwestycjami w Polsce przed Euro 2012.

Rząd się poddaje, ultimatum wycofane

Około godz. 15 Sepp Blatter wreszcie wydał komunikat. - FIFA nie wykluczy ze swoich struktur polskiej federacji, jeśli do wtorku kurator zostanie wycofany ze związku - ogłosił prezydent FIFA. Tym samym zaakceptował porozumienie między rządem, a PZPN w ramach którego sytuację w PZPN ma uregulować Niezależna Komisja Wyborcza kierowana przez prof. Michała Kleibera.

Taką wersję potwierdziło też Ministerstwo Sportu. - Kurator zostanie wycofany jak tylko komisja zacznie działać - zapewnił minister Drzewiecki w specjalnym oświadczeniu.

- Jeśli porozumienie wejdzie w życie, najbliższe mecze eliminacji mistrzostw świata oraz mistrzostwa Europy w 2012 roku w Polsce odbędą się - zapewnił Blatter.

Ta informacja ucieszyła także prezydenta UEFA. - Mój kolega Michel Platini miał czerwone uszy, gdy usłyszał, że nie było porozumienia między polską federacją, a rządem - powiedział Blatter.

Drzewiecki akceptuje porozumienie: Wycofamy kuratora, jak tylko... »

Co to oznacza?

Po wycofaniu kuratora, zawieszone przed tygodniem władze PZPN znów będą pełnić swoje obowiązki. Niezależna Komisja Wyborcza z przedstawicielami UEFA i FIFA będzie nadzorować wybory na nowego prezesa związku. Odbędą się one - tak jak w środę ogłosił zawieszony wówczas zarząd - 30 października. Kandydatów na następcę Michała Listkiewicza jest czterech: Zbigniew Boniek, Tomasz Jagodziński, Zdzisław Kręcina i Grzegorz Lato.

Obóz białej flagi, czyli jak minister sportu uciekł z podwiniętym ogonem - blog Radosława Leniarskiego »

A może by tak wszystkich działaczy posłać na Białoruś? »

Komentuje Mirosław Maciorowski ("Gazeta Wyborcza"):

Efekty kilkudniowego zamieszania z kuratorem są trzy:

1. Kompromitacja polskiego rządu na arenie międzynarodowej. Bo to chyba pierwszy przypadek w Europie i na świecie, gdy władze dużego demokratycznego państwa same wpakowały się w sytuację, w efekcie której oficjalnie musiały uznać, że nie potrafią poradzić sobie z organizacją mają cechy mafii.

2. Świadomość, że szantaż jako element rozwiązywania sporów, to nie tylko norma w świecie europejskiego futbolu, ale też skuteczny sposób na rządy dużych krajów Unii Europejskiej.

3. Umocnienie PZPN-owskiego betonu, który odtąd wie, że może więcej niż mógł dotąd. Kręcina na fotelu szefa PZPN z Listkiewiczem na tylnym siedzeniu, to właściwie już więcej niż pewne.

A ministrowi Mirosławowi Drzewieckiemu i jego kolegom z rządu dedykuję historię o tym, jak stary wilk młodego do życia radą przygotowywał: Nie zaczynaj gryźć, jeśli nie możesz zagryźć - mówił. - Bo jak nie zagryziesz, to sam zginiesz. A jak uda ci się jakoś zwiać, to się tylko ośmieszysz.

niedziela, 5 października 2008

Wolszczan kandydatem do Nobla

Aleksandra Stanisławska , ceg 05-10-2008, ostatnia aktualizacja 06-10-2008 05:39

Nagroda w dziedzinie fizyki. Ma na nią duże szanse polski odkrywca pierwszego pozasłonecznego układu planetarnego – donoszą szwedzkie media

autor zdjęcia: Robert Gardziński
źródło: Fotorzepa

Prof. Aleksander Wolszczan został wymieniony wśród kandydatów do najbardziej prestiżowej nagrody naukowej przez sztokholmski dziennik "Dagens Nyheter", jedną z największych gazet w Szwecji.

Prof. Wolszczan jest autorem odkrycia, które stało się jednym z przełomów w astronomii: zlokalizował pierwsze planety poza Układem Słonecznym. Były to ciała niebieskie krążące wokół pulsara PSR B1257+12 w konstelacji Panny. Dostrzegł je, prowadząc obserwacje poprzez radioteleskop w Portoryko. Urządzenie akurat miało awarię, dlatego naukowcy, którzy wykupili do niego dostęp, zrobili sobie przerwę.

– Ja znałem ten radioteleskop na wylot, więc zabrałem się do pracy pełną parą – opowiada prof. Wolszczan. – Miałem mnóstwo czasu na poszukiwanie gwiazd neutronowych nazywanych pulsarami.

Emitują one impulsy radiowe, które w normalnych warunkach są niesłychanie stabilne – tykanie pulsarowych zegarów jest porównywalne z precyzją zegarów atomowych. Jeśli więc taki zegar działa nie tak jak powinien, natychmiast rodzi się pytanie: dlaczego? Właśnie tak zachowywał się jeden z pulsarów w konstelacji Panny. Po długich analizach okazało się, że te regularne zakłócenia wywołuje obecność planety. – Cieszyłem się jak dziecko. Potem odkryłem jeszcze trzy planety w tym układzie – mówi prof. Wolszczan.

W uznaniu jego pracy prestiżowe pismo naukowe "Nature" wymieniło go jako autora jednego z 15 fundamentalnych odkryć w dziedzinie fizyki opublikowanych przez to wydawnictwo. Na tym nie koniec sukcesów Wolszczana. W maju 2007 r. znalazł się on w zespole polskich astronomów kierowanym przez Andrzeja Niedzielskiego, który odkrył planetę HD 17092 b krążącą wokół gwiazdy HD 17092.

Obecnie Wolszczan pracuje jako profesor astronomii i astrofizyki na Penn State University w USA. Ściśle współpracuje też z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu. Oprócz tego zaangażował się w projekt budowy orbitalnego teleskopu pod nazwą Space Interferometry Mission, który ma poszukiwać małych planet podobnych do Ziemi.

Wśród kandydatów do tegorocznej Nagrody Nobla wymienia się również innego Polaka – chemika prof. Krzysztofa Matyjaszewskiego pracującego w Carnegie Mellon University w USA oraz w Centrum Badań Molekularnych i Makromolekularnych PAN. Ciesząca się dużą wiarygodnością sekcja naukowa Thomson Reuters typuje go do wyróżnienia za opisaną w 1995 r. tzw. metodę kontrolowanej polimeryzacji rodnikowej z przeniesieniem atomu. Pod skomplikowaną nazwą kryje się technologia chętnie wykorzystywana w przemyśle.

Na kogo donosił TW "Lange"

Sprawę współpracy Aleksandra Wolszczana z SB ujawniła trzy tygodnie temu "Gazeta Polska". Astronom został zarejestrowany jako tajny współpracownik (pseudonim Lange) w 1973 roku. Starał się wtedy o wyjazd do Bonn. Podpisał zobowiązanie do współpracy z kontrwywiadem. Wolszczan pisał raporty poświęcone głównie naukowcom, zarówno polskim, jak i zagranicznym. Wśród donosów znalazła się jednak też informacja o elektrykach, którzy wbrew prawu PRL przewozili dewizy przez granicę.

"Jest prawdą, że na początku lat 70., gdy zacząłem wyjeżdżać za granicę, zgodziłem się nieopatrznie na kontakty z SB i na podpisywanie się pseudonimem. Jeśli nie liczyć groteskowości tej sytuacji, nie widziałem w tym wtedy nic szczególnego" – bronił się astronom w oświadczeniu po publikacji "GP".

Rzeczpospolita