piątek, 12 czerwca 2009

Żaden piłkarz nie jest wart takiej fortuny

94 miliony za Cristiano Ronaldo

94 miliony za Cristiano Ronaldo

Kolejna granica absurdu została przekroczona. Real Madryt kupi sobie pracownika za 93 mln euro - kogoś, kto będzie przychodził na trening cztery razy w tygodniu, aby sobie potruchtać, a dwa razy w tygodniu przebiegnie nieco ponad 10 km w ciągu 90 minut.

W tym czasie kilkadziesiąt razy poprawi sobie fryzurę, kilkadziesiąt razy poda, kilka razy strzeli, a na koniec się uśmiechnie do kamery, opowiadając, że „Real to najlepszy klub świata”. Niedorzeczne, prawda? Nawet jeśli ten ktoś nazywa się Cristiano Ronaldo i jest naprawdę świetnym piłkarzem.

„Na prośbę Cristiano - który po raz kolejny wyraził chęć odejścia - i po dyskusji z przedstawicielami piłkarza United dał Realowi pozwolenie na rozmowy z Ronaldo” - czytamy w oświadczeniu Manchesteru. „Wszystkie szczegóły mają zostać uzgodnione do 30 czerwca”.

Ronaldo spełni „marzenie swojego dzieciństwa”, bo Manchester United otrzymał ofertę z gatunku tych nie do odrzucenia - 93 mln euro za piłkarza, który osiągnął w swoim dotychczasowym klubie absolutnie wszystko i który coraz bardziej przebiera nogami, aby się wyprowadzić gdzieś, gdzie będzie cieplej i milej - na przykład do Hiszpanii.

Portugalczyk w ostatnich miesiącach coraz bardziej ostentacyjnie dawał do zrozumienia, że coraz mniej mu się chce. Nie biegał tak jak kiedyś, nie czarował tak często, za to denerwował się coraz bardziej, gdy Alex Ferguson zdejmował go z boiska. Menedżer Manchesteru powiedział pół żartem, pół serio kilka miesięcy temu, po meczu z Gamba Osaka w klubowych mistrzostwach świata: „Jezu Chryste! Przecież nie sprzedam Realowi wirusa”.

Ale Manchester zrobił na tym „wirusie” interes życia. Ronaldo w 2003 roku kosztował ich 17,5 mln euro. W ciągu sześciu lat zdobył dla swojego klubu trzy mistrzostwa Anglii i Puchar Europy, stał się najlepszym piłkarzem świata. Jednak prawdopodobnie już nigdy nie będzie grać tak dobrze, jak grał.

>>>Ronaldo do Realu za 93 miliony euro

Obecnie wraz z rodziną i przyjaciółmi bawi się w Los Angeles na wakacjach. Pewnie za kilka dni wyciekną zdjęcia, jak baluje w dyskotece albo skupia się na jakiejś modelce. To właśnie taki tryb życia połączony z nieustannym poczuciem własnej wielkości miał źle wpłynąć na formę Portugalczyka. O dziwo nie wpłynął na jego absurdalnie zawyżoną cenę.

Gdzie była ta granica absurdu? Gdzie kończył się piłkarski biznes, a zaczynało się transferowe szaleństwo? Czasami mówi się, że ktoś tam „wart jest każdych pieniędzy”. Ale rzadko kto bierze to na poważnie. Wydawało się, że jakieś 50 mln euro za piłkarza to już gruba przesada. Bo tak na zdrowy rozum nikt, kto kopie futbolówkę, nie jest tyle wart. Czyli Real (a raczej prezes klubu Florentino Perez), kupując kilka dni temu Kakę za 65 mln euro, sobie zaszalał. Oferując Manchesterowi 30 mln więcej - już najnormalniej w świecie stracił kontakt z rzeczywistością.

Oczywiście, kto bogatemu zabroni? Jeśli Real bardzo chce jakiegoś piłkarza, to niech sobie płaci za niego i 200 mln euro. Prezes Barcelony Joan Laporta powiedział niedawno, że takie działania Realu zwyczajnie psują rynek - piłkarzy znów, jak kilka lat temu, bardzo się przecenia. Ale z drugiej strony, według starej zasady, im więcej milionów na rynku, tym futbol generalnie jest bogatszy. Tak więc cieszyć się z tego transferu czy nie? Na miejscu fanów Manchesteru byśmy się cieszyli. Na miejscu kibiców Realu zresztą też - ale pod warunkiem że Królewskim wystarczy pieniędzy na Davida Villę.


czwartek, 11 czerwca 2009

Ronaldo do Realu za 93 mln euro! To rekord

Najwyższy transfer w historii piłki

Ronaldo sprzedany do Realu za 93 mln euro
Manchester United zgodził się sprzedać Realowi Madryt Cristiano Ronaldo za ponad 93 mln euro. Uczyniłoby go to najdroższym piłkarzem wszech czasów - informują angielskie media. Real Madryt już pozyskał Brazylijczyka Kakę, ściągnięcie do Madrytu Cristiano Ronaldo byłoby kolejnym wielkim sukcesem.

"Na żądanie Cristiano, który ponownie wyraził chęć odejścia, a także po dyskusji z przedstawicielami piłkarza, United zgodził się dać Realowi Madryt zgodę na rozmowy z graczem" - napisano na oficjalnej stronie internetowej Manchesteru.

Sparwa transferu powinna się rozstrzygnąć do 30 czerwca. W Realu na razie wszyscy wstrzymują się od jakichkolwiek komentarzy. "Na razie z nim nie rozmawiałem, ale będę. W najbliższych dniach" powiedział Perez.

W poniedziałek Real dokonał już jednego "galaktycznego" transferu - z Milanu wykupił Kakę za 65 mln euro. Po sfinalizowaniu zakupu Kaki prezydent Realu Florentino Perez zapowiedział we wtorek, że udaje się do Manchesteru, aby przekonać United do pozwolenia Cristiano Ronaldo na przejście do Madrytu.

Najwyższe transfery w historii futbolu:

1. Zinedine Zidane (Francja) - z Juventusu Turyn do Realu Madryt (2001) - 75,1 mln euro
2. Kaka (Brazylia) - z AC Milan do Realu Madryt (2009) - 65 mln euro
3. Luis Figo (Portugalia) - z FC Barcelona do Realu Madryt (2000) - 61,7 mln euro
4. Hernan Crespo (Argentyna) - z AC Parma do Lazio Rzym (2000) - 56,5 mln euro
5. Gaizka Mendieta (Hiszpania) - z Valencii do Lazio Rzym (2001) - 48 mln euro
6. Rio Ferdinand (Anglia) - z Leeds United do Manchester United (2002) - 46,8 mln euro
7. Juan Sebastian Veron (Argentyna) - z Lazio do Manchester United (2001) - 46,3 mln euro
8. Andrij Szewczenko (Ukraina) - z AC Milan do Chelsea Londyn (2006) - 46 mln euro
9. Ronaldo (Brazylia) - z Interu Mediolan do Realu Madryt (2002) - 45 mln euro
10. Rui Costa (Portugalia) - z Fiorentiny do AC Milan (2001) - 43,7 mln euro
11. Christian Vieri (Włochy) - z Lazio Rzym do Interu Mediolan (1999) - 42,6 mln euro
12. Filippo Inzaghi (Włochy) - z Juventusu Turyn do AC Milan (2001) - 41,2 mln euro
13. Robinho (Brazylia) - z Realu Madryt do Manchesteru City (2008) - 40,0 mln euro
14. Gianluigi Buffon (Włochy) - z AC Parma do Juventusu Turyn (2001) - 38,3 mln euro
15. Michael Essien (Ghana) - z Olympique Lyon do Chelsea Londyn (2005) - 38 mln euro



wtorek, 9 czerwca 2009

Dlaczego nie można zapisać domu w testamencie

Leszek Zabielski 09-06-2009, ostatnia aktualizacja 09-06-2009 16:00
Notariusz Leszek Zabielski, członek Krajowej Rady Notarialnej
źródło: Archiwum
Notariusz Leszek Zabielski, członek Krajowej Rady Notarialnej

Obywatele, którzy zasięgają porad prawnych przy okazji sporządzania testamentu, nie są w stanie pojąć, że ich wola ma się ograniczyć do wskazania ułamkowej części spadku, która przypadnie danemu spadkobiercy, zaś zapisanie w testamencie konkretnej rzeczy konkretnej osobie nie oznacza, że owa rzecz stanie się własnością tej osoby. I zupełnie nie mogą się pogodzić z myślą, że ich wyobrażenie co do sposobu podziału majątku spadkowego jest – z prawnego punktu widzenia – zupełnie obojętne.

Przez setki lat wola spadkodawcy wyrażona w testamencie była przesądzająca. Testator mógł w sposób drobiazgowy „rozpisać” swój majątek na rzecz ściśle oznaczonych zapisobierców, a ci stawali się – z dniem śmierci testatora – właścicielami oznaczonych rzeczy i praw.

Takie „życiowe” podejście do kwestii rozporządzania własnym majątkiem przewidywał Kodeks cywilny Napoleona: „rozporządzać majątkiem swoim pod tytułem darmym można tylko przez darowiznę między żyjącymi lub przez testament(...)” (art. 893). Art. 1014 kodeksu wskazywał jeszcze dosadniej, że „każdy zapis prosty i bezwarunkowy nadaje zapisobiercy od dnia śmierci testatora prawo do rzeczy zapisanej, prawo, które może przejść na jego spadkobierców lub następców”.

Trudno jednoznacznie ustalić, czy to dzięki obowiązywaniu Kodeksu Napoleona przez niemal 140 lat w niezmienionej formie, czy dlatego, że zaproponowane przez niego rozwiązania prawne odpowiadały społecznemu poczuciu sprawiedliwości, niemniej jednak 90 % obywateli RP jest przekonanych, że nadal spadkodawca ma prawo rozpisać swój majątek na poszczególnych spadkobierców. Innymi słowy – zdecydować komu przypadnie dom, komu mieszkanie, a komu samochód.

Tej stronie patronuje
[link=http://www.krn.org.pl]KRN[/link />

Niewątpliwie przytoczone przepisy Kodeksu Napoleona kontrastują z rozwiązaniami obowiązującego obecnie kodeksu cywilnego. Najbardziej niezrozumiały dla obywateli naszego Państwa jest przepis art. 1037 k.c., zgodnie z którym „dział spadku może nastąpić bądź na mocy umowy między wszystkimi spadkobiercami, bądź na mocy orzeczenia sądu na żądanie któregokolwiek ze spadkobierców”. Oznacza to, że sami spadkobiercy lub - jeśli nie dojdą do porozumienia - sąd, decydują komu przypadnie konkretna rzecz z majątku po zmarłym. Spadkodawca ma prawo jedynie wskazać w testamencie, w jakich udziałach wymienione osoby będą dziedziczyć majątek po nim. Można tylko poprzez tzw. zapis testamentowy zobowiązać spadkobierców, by przenieśli własność konkretnej rzeczy na konkretną osobę.

Obowiązujące dziś prawo spadkowe zostało stworzone z myślą o spadkach niewielkich i mało skomplikowanych. Tymczasem od wielu już lat spadki, które zostawiają po sobie obywatele polscy, obejmują znacznie więcej i znacznie droższych składników majątkowych: nieruchomości, papierów wartościowych, udziałów w spółkach, drogocennych kolekcji. Przede wszystkim jednak przepisy, które ograniczają wolność testowania są sprzeczne z zasadą ochrony własności i prawa dziedziczenia, zapisaną w art. 21 ust 1 i art. 64 Konstytucji RP.

Nieprzypadkowo (choć jest to sprzeczne z obecną systematyką prawa cywilnego) kodeks cywilny Napoleona mówił w jednym przepisie i o darowiźnie i o testamencie. Myśl ta powinna być wytyczną dla współczesnego ustawodawcy. Nie wolno ograniczać się tylko do zmian w prawie spadkowym. Prawo musi zatem przewidywać rozwiązania, które zaspokoją różne oczekiwania i stworzą możliwość szerokiego wyboru środków dla potencjalnych spadkodawców i darczyńców.

Chodzi tu o dwie niby bliskie sobie, a przecież zupełnie odmienne instytucje: zapis o skutku rzeczowym (legatum per vindicationem) i darowiznę na wypadek śmierci (donatio mortis causa). Pojawiają się nawet głosy, że legat (zapis) rzeczowy, a w jeszcze większym stopniu tzw. testament działowy, który – na wzór kodeksu Napoleona – spowoduje przejście własności rzeczy od razu na rzecz zapisobiercy, pozwolą osiągnąć te same cele, które realizuje darowizna na wypadek śmierci. Nie można takich głosów traktować poważnie – z powodu fundamentalnych, ustrojowych różnic między tymi instytucjami.

Darowizna na wypadek śmierci ma stanowić część systemu prawa zobowiązań. To oznacza, że będą miały do niej zastosowanie wszystkie przepisy ogólne księgi trzeciej k.c., w tym przepis art. 353, który stanowi, iż „zobowiązanie polega na tym, że wierzyciel może żądać od dłużnika świadczenia, a dłużnik powinien świadczenie spełnić”. Taka darowizna będzie umową zawierającą oświadczenie woli dwóch stron: darczyńcy i obdarowanego. Jej zawarcie oznacza powstanie stosunku obligacyjnego, ze wszystkimi tego skutkami. Jeżeli zatem swojemu dziecku podarowałem na wypadek śmierci nieruchomość, oznacza to, że wprawdzie nadal pozostaję jej właścicielem, ale jednocześnie nie mogę podjąć żadnych działań, które byłyby sprzeczne z istotą mojego zobowiązania. Nie mogę przede wszystkim na mocy jednostronnego oświadczenia woli zmienić już zawartej umowy – zupełnie tak samo, jak nie mogę na mocy jednostronnego oświadczenia rozwiązać umowy przedwstępnej.

Wprawdzie skutek rzeczowy (tzn. samo przeniesienie własności) jest odsunięty w czasie aż do dnia śmierci darczyńcy, ale nie oznacza to, że strony nie są związane węzłem prawnym; są, i to tak mocnym, jak tylko jest to możliwe na gruncie kodeksu cywilnego. Właśnie dlatego właściciel (darczyńca) nie będzie mógł swoją rzeczą rozporządzać niwelując przez to uprawnienia obdarowanego. Ten zakaz rozporządzenia własną rzeczą nie jest jednak sprzeczny z Konstytucją, gdyż jego źródłem nie jest norma prawa publicznego, a wola darczyńcy, który sam rezygnuje z części uprawnień przysługujących mu jako właścicielowi.Tymczasem instytucja zapisu o skutku rzeczowym to część prawa spadkowego. Istotą tego prawa jest nieograniczona zdolność testowania, która wyraża się między innymi w możliwości odwołania w każdej chwili zarówno całego testamentu, jak i jego poszczególnych postanowień. Testament jest zatem jednostronnym aktem woli danej osoby. Nie powstaje tu żaden stosunek prawny, spadkobiercy (nie mówiąc już o zapisobiercy) nie przysługuje względem spadkodawcy żadne roszczenie.

Jeżeli zatem nieruchomość z naszego przykładu zapiszę swojemu dziecku w testamencie (mówimy tu o proponowanej dopiero instytucji zapisu o skutku rzeczowym), to sytuacja jest diametralnie inna, choć zamiar podobny: dziecko ma stać się właścicielem z chwilą mojej śmierci. Taki zapis mogę bowiem w każdej chwili zmienić – nie tylko nie wskazując powodów takiej zmiany, ale nawet nie informując dziecka o zmianie swojej decyzji.

Jak zatem widać, skutki prawne są zupełnie inne niż przy darowiźnie na wypadek śmierci. Nie sposób przesądzić, która z instytucji mogłaby lepiej realizować zamiary osób chcących rozporządzić swoimi majątkami w obliczu śmierci, ponieważ żadna z nich nie jest lepsza od drugiej – są inne. Nie sposób ich porównywać, gdyż należą do dwóch zupełnie odmiennych porządków prawnych. Można oczywiście podnosić wady każdej z nich.

Darowiźnie na wypadek śmierci zarzuca się przykładowo możliwość pokrzywdzenia wierzycieli spadku. Jest to jednak argument tylko teoretyczny. Jeżeli uświadomimy sobie bowiem, że poprzez szereg zwykłych darowizn dokonanych na przysłowiowe pół godziny przed śmiercią darczyńca może spowodować, że w masie spadkowej nie pozostaną żadne aktywa, to musimy stwierdzić, że obecny k.c. zupełnie nie chroni wierzycieli spadku. Nietrafione są także zarzuty obejścia przepisów o dziedziczeniu – wystarczy wszak zapisać w nowelizacji, wzorem przedwojennego kodeksu zobowiązań, że przedmiotem darowizny na wypadek śmierci nie może być zbycie całości lub części majątku przyszłego.

Moim zdaniem należy dążyć do wprowadzenia do polskiego systemu prawa prywatnego obu tych instytucji. Dzięki swoim odrębnościom mogą się doskonale uzupełniać, przez co oddadzą w ręce obywateli klucze otwierające drzwi tych sfer prawa prywatnego, które mimo upływu dwudziestu lat od zmiany systemu politycznego w naszym kraju pozostają zamknięte.

not. Leszek Zabielski

Testament – oświadczenie woli o rozporządzeniu własnym majątkiem na wypadek śmierci

Testator – osoba sporządzająca testament

Zapis – testamentowe oświadczenie woli, na mocy którego testator zobowiązuje spadkobiercę do spełnienia określonego świadczenia majątkowego na rzecz konkretnej osoby – zapisobiercy. Zapis może być uczyniony pod warunkiem lub z zastrzeżeniem terminu.

Zapisobierca – osoba, na rzecz której ma być spełniony zapis. Z chwilą śmierci testatora zapisobierca uzyskuje prawo do żądania od spadkobiercy wykonania zapisu

ROL