czwartek, 20 sierpnia 2009

Berlin 2009: Płciowy skandal na mistrzostwach świata

qm, sport.pl
2009-08-20, ostatnia aktualizacja 2009-08-20 12:58
Fot. Michael Probst AP

Potwierdziły się wczorajsze pogłoski o tym, że IAAF postanowił sprawdzić płeć Caster Semenyi, która w środę w wielkim stylu zdobyła złoto na 800 metrów, ale zwróciła na siebie uwagę męską posturą, sposobem biegania i zarostem. Na wyniki badań możemy czekać do kilku tygodni, ale jak twierdzi trener Caster, wystarczy zapytać jej berlińskich współlokatorów.


Fot. DOMINIC EBENBICHLER REUTERS
Fot. TOBIAS SCHWARZ REUTERS


IS SHE a he - to jedno z najczęściej zadawanych dziś pytań przez dziennikarzy relacjonujących mistrzostwa świata w lekkiej atletyce. Sprawę płci rewelacyjnej, acz wyglądającej dość atletycznie, biegaczki postanowiła nawet sprawdzić IAAF. A sprawa jest delikatna, bo dotyczy świetnej niespełna dziewiętnastoletniej biegaczki, która zdeklasowała w środowy wieczór rywalki, mimo że jeszcze rok wcześniej nikt o niej nie słyszał. -

Normalne w takich przypadkach są podejrzenia o doping, ze względu jednak na, ekhm, oryginalną urodę Afrykanki, dochodzenia IAAF skupiło się na jej płci, o czym możesz przeczytać również Na Z czuba.pl »

Decyzja lekkoatletycznych władz wywołała burzę i to nie tylko w jej rodzinnej Republice Południowej Afryki. Jak się okazuje, bowiem wystarczy odbiegać urodą od ogólnie przyjętych standardów (wyznaczyła je lalka Barbie), by być podejrzanym o "męskość".

Cytowany przez Z czuba.pl rzecznik IAAF Nick Davies, który przed finałem 800 metrów powiedział, że nie ma żadnych powodów, żeby zabronić startu Caster, teraz dyplomatycznie wyjaśnia, że nie chodzi tu o wygląd a o... zdrowie. - Ona nic złego nie zrobiła - przekonuje Davis. - Po prostu musimy pilnować aby przestrzegane były przepisy. Podchodzimy do niej z troską, nie chcemy żeby było to coś upokarzającego.

Co innego twierdzą eksperci, zawodnicy i kibice. Pierwszy głos w obronie płci Sameny zabrał Michael Same, jej trener. - Ludzie mają prawo zadawać takie pytania kiedy mają wątpliwości. Ale mogę wam dać numery telefonów do jej współlokatorek w Berlinie. Były z nią pod prysznicem i widziały, że nie ma nic do ukrycia - przekonuje.

O jej "kobiecości" zapewnia też matka mistrzyni. Dorcus Semenya - Nie martwię się o rezultaty badania - powiedziała brytyjskiemu Telegraph - Wiem kim jest moja córka i nikt tego nie zmieni.

Ona też relacjonuje South Africa's Times rozmowę z córką, która załamana mówiła o upokarzających zarzutach i o tym jak trudne chwile przeżywa młoda mistrzyni. - Ludzie muszą przestać ją upokarzać I nazywać mężczyzną. My jesteśmy z niej dumni - dodaje dla Telegraph siostra złotej medalistki z Berlina, Nkele.

Mistrzostwa też na twitterze Leniarskiego »

Jak skończy się ten spektakl? Nikt nie chce przesądzać. Komentatorzy są jednak zgodni. Gdyby okazało się, że Semenya jest, jedynie "męskiej urody", kobietą znów rozgorzeje dyskusja nad tym gdzie są granice prywatności sportowców. A jeśli podejrzenia okażą się prawdą wybuchnie skandal. Zresztą nie pierwszy i nie ostatni.

Pierwszy miał miejsce już w 1932 podczas Igrzysk Olimpijski w Los Angeles i to z udziałem Polaka. Wówczas to Stella Walsh (ur. Stanisław Walasiewicz) zdobyła złoto na 100 m. Prawda wyszła na jaw po tym jak "zawodniczka" została zabita w

w centrum handlowym w Cleveland. Kolejne w 1936 roku w Berlinie, gdy to Niemiec Hermann Ratjen przebrany za kobietę, Dorę Ratjen, startował w skoku wzwyż.

Możliwość sprawdzania płci została wprowadzona w 1968 r. Dzięki temu ujawniono kilka przypadków "zmiany płci". W 2003 roku komisja zezwoliła na start zawodnikom i zawodniczkom, którzy dokonali operacji "przeistoczenia" przed osiągnięciem dojrzałości.

O zarzutach wobec zawodniczki - czytaj tutaj »

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Nie żyje samozwańczy prezydent Polski

jagor
2009-08-26, ostatnia aktualizacja 2009-08-26 21:00
Juliusz Nowina-Sokolnicki, samozwaniec przedstawiający się jako prezydent wolnej Polski na wychodźstwie, zmarł 17 sierpnia w Colchester w Wielkiej Brytanii
Juliusz Nowina-Sokolnicki, samozwaniec przedstawiający się jako prezydent wolnej Polski na wychodźstwie, zmarł 17 sierpnia w Colchester w Wielkiej Brytanii
fot. Przemyslaw Kozlowski / AG

Juliusz Nowina-Sokolnicki, samozwaniec przedstawiający się jako prezydent wolnej Polski na wychodźstwie, zmarł 17 sierpnia w Colchester w Wielkiej Brytanii - informuje portal tvp.info. Miał 89 lat.

Juliusz Nowina-Sokolnicki, samozwaniec przedstawiający się jako prezydent wolnej Polski na wychodźstwie, zmarł 17 sierpnia w Colchester w Wielkiej Brytanii
fot. Przemyslaw Kozlowski / AG
Juliusz Nowina-Sokolnicki, samozwaniec przedstawiający się jako prezydent...
Juliusz Nowina-Sokolnicki, samozwaniec przedstawiający się jako prezydent wolnej Polski na wychodźstwie, zmarł 17 sierpnia w Colchester w Wielkiej Brytanii
fot. Przemyslaw Kozlowski / AG
Juliusz Nowina-Sokolnicki, samozwaniec przedstawiający się jako prezydent...
ZOBACZ TAKŻE
Czytaj więcej o samozwańczym prezydencie Polski w Dużym Formacie

Juliusz Nowina-Sokolnicki po śmierci w 1972 roku prezydenta RP na uchodźstwie Augusta Zaleskiego ogłosił, że został przez zmarłego wskazany na swojego następcę. Kazał się jednak tytułować prezydentem na wychodźstwie, a nie na uchodźstwie - przypomina tvp.info. W 1990 roku oficjalnie przekazał insygnia władzy prezydenckiej Lechowi Wałęsie.

W tym samym roku ogłosił się Wielkim Mistrzem Orderu Świętego Stanisława (orderu rycerskiego istniejącego w XVIII i XIX wieku) i zajął się nadawaniem go w Polsce i zagranicą. W związku z tą sprawą w 2006 roku senator PiS Dorota Arciszewska-Mielewczyk powiadomiła prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa podszywania się pod funkcjonariusza publicznego. Śledztwo jednak umorzono - podaje tvp.info.

Przed śmiercią Nowina-Sokolnicki wskazał na swojego następcę Jana Zbigniewa Potockiego, polskiego biznesmena zamieszkałego w Niemczech.

Czytaj więcej na portalu tvp.info.

wtorek, 11 sierpnia 2009

Zaginiony w Afganistanie kapitan nie żyje

asz, tan, IAR, PAP, Gazeta.pl
2009-08-11, ostatnia aktualizacja 2009-08-11 11:23

- Około 2 w nocy (naszego czasu - przyp. red.)odnaleźliśmy ciało żołnierza, który, niestety, zginął wskutek odniesionych podczas wczorajszych walk ran postrzałowych - powiedział TOK FM ppłk Dariusz Kacperczyk, rzecznik Dowództwa Operacyjnego. Zabity kapitan, Daniel Ambroziński, to już dziesiąta polska ofiara wojny w Afganistanie.

Sierpień 2007, minuta ciszy upamiętniająca śmierć pierwszego polskiego żołnierza w Afganistanie - Łukasza Kurowskiego
Fot. Damian Kramski / AG
Sierpień 2007, minuta ciszy upamiętniająca śmierć pierwszego polskiego...
GALERIA ZDJĘĆ
"Odnaleźliśmy polskiego żołnierza" | wideo


- Jego ciało odnaleziono po bardzo intensywnej akcji poszukiwawczej. Całą noc prowadzili ją żołnierze polscy, afgańscy i amerykańscy - powiedział Kacperczyk.

Polscy żołnierze wraz z Afgańczykami wyruszyli z pobliskiej bazy, by sprawdzić bezpieczeństwo w regionie. W czasie wykonywania zadania zostali ostrzelani przez nieznanych sprawców. Czterech żołnierzy zostało rannych, a piąty został uznany za zaginionego.

Kapitan Daniel Ambroziński to najwyższy rangą polski żołnierz, który zginął w Afganistanie. Jest dziesiątą polską ofiarą wojny. Wcześniej zginęli: por. Łukasz Kurowski, st. kpr. Szymon Słowik, st. szer. Hubert Kowalewski, kpr. Grzegorz Politowski, por. Robert Marczewski, plut. Waldemar Sujdak, kpr. Paweł Brodzikowski, kpr. Paweł Szwed i st. chor. szt. Andrzej Rozmiarek.

Dowództwo Operacyjne poinformowało, że kapitan Ambroziński w Afganistanie pełnił obowiązki specjalisty w Zespole Doradczo-Łącznikowym. Na co dzień służył w 1. batalionie Kawalerii Powietrznej w Leźnicy Wielkiej, miał 32 lata. Pozostawił żonę i córkę.

Dzisiaj w bazie Ghazni zaplanowano uroczystości pożegnalne, następnie poległy żołnierz zostanie przetransportowany do bazy Bagram.

Polko: Ustalić, jakie błędy popełniło nasze wojsko

- Liczyłem na to ze dla terrorystów żołnierz stał się kartą przetargową. Teraz jest czas żeby ustalić w jaki sposób żołnierz zginął. Żeby ustalić jakie błędy popełniło nasze wojsko. Czy typowy wojskowy system body - system wzajemnej asekuracji, w którym żołnierz odpowiada za drugiego - mówił w TVN24 generał Roman Polko. - Proszę pamiętać, ze oficer powinien być w szczególny sposób chroniony - podkreślił.

"To normalna sytuacja w czasie wojny partyzanckiej"