niedziela, 13 września 2009

Ujawniono zapiski, które Jackson sporządził tuż przed śmiercią

News of the World, JG/10:44

Michael Jackson

Michael Jackson tuż przed śmiercią sporządzał krótkie notki, które potem przyklejał do lustra w łazience. Wyłania się z nich obraz stanu psychiki króla popu. O sprawie pisze brytyjski "News of the World".
Napisy były sporządzone na samoprzylepnych karteczkach. Ich treść wskazuje na to, że gwiazdor dzięki nim chciał sobie pomóc w powrocie na scenę w Londynie.

Pogrzeb króla popu - zobacz zdjęcia z ceremonii

- Te notatki pokazują, że Michael był do końca pozytywnie nastawiony, ale też i bałagan, jaki miał w umyśle, gdy walczył, aby utrzymać to wszystko do końca - powiedział dla "News of the World" jeden z przyjaciół tragicznie zmarłego gwiazdora.

Przeistoczył się z czarnoskórego chłopca w nienaturalnie białego mężczyznę - przeczytaj koniecznie (tylko w Onet.pl)

Wielki muzyk czy wielki ekscentryk?

Pierwsza z notek głosi: "Jestem bardzo wdzięczny, że jestem magnesem dla cudów". To sformułowanie - jak sądzą bliscy - może wskazywać na fakt, iż Michael Jackson zaczynał szukać pomocy dla siebie, aby wydobyć się z uzależnienia od leków przeciwbólowych.

Dodatkowo słowa "magnes dla cudów" są w terapii używane przez osoby leczące się z alkoholizmu, mają one też na celu podniesienie samooceny. Frazę tę ukuła dr Joan Hangarter, autorka "The Miracle Makers Club" (Klub Twórców Cudów), która wskazuje, że im częściej ktoś sobie mówi te słowa, tym większe ma szanse na wyleczenie.

Kolejny zapisek głosi: "Miłość, nigdy więcej przemocy!". Na karteczce znajduje się też dopisek: "Pamiętaj o obietnicy pięknego jutra".

Także w łazience znajdowała się wizytówka doktora Tohme Tohme, menadżera Jacksona. Miała ona mu przypominać nr telefonu do niego.

Jak mówi źródło gazety, "przecież Michael miał numer do dr. Tohme w swoim telefonie". - Więc po co mu była potrzebna wizytówka?". - To niepokojące, że musiał zapisywać sobie przypomnienia o rzeczach tak oczywistych jak te, kiedy przygotowywał się do trasy koncertowej - mówi źródło tabloidu. Jak wskazuje, "narkotyki, które zażywał, miały oczywiście ogromny wpływ na jego umysł i pamięć".

Dalej - komentując te słowa o przyszłości - przyjaciel Jacko mówi, że pokazują one jak "słodką naturę" miał król popu, gdyż dostrzegał w ludziach dobro.

Jak dodaje źródło "NotW", słowa te są wyjątkowo smutne, bo pokazują, że Jacko do swoich ostatnich dni miał ogromną nadzieję na sukces koncertów i szczęśliwe życie.

Obdarowany talentem, dręczony chorobami - czytaj więcej

Więcej o królu popu w specjalnym serwisie Muzyki

Kolejny zapisek to "Do We Are The World in show" - to bezpośrednie nawiązanie do tytułu piosenki nagranej wraz z Lionelem Ritchie w roku 1985. Singiel ten był hymnem nawołującym do pomocy i nie ustawania w działaniach charytatywnych. Jackosn przypomina sobie zatem, że ma ten utwór wykonać podczas koncertu.

Inna karta zawiera dwa słowa: "Zadzwoń do Tempertona". Rod Temperton jest 62-letnim przyjacielem Michaela Jacksona i współautorem jego największych hitów, np. "Thriller" i "Rock With You".

Wpisz się do Księgi Kondolencyjnej

Dołącz do klubu fanów króla popu

Michael Jackson zmarł 25 czerwca w Los Angeles prawdopodobnie w rezultacie zastrzyku śmiertelnej dawki propofolu - silnego leku znieczulającego. W centrum śledztwa znalazł się ostatni lekarz gwiazdora, Conrad Murray. Ciało Jacksona pochowano na cmentarzu Forest Lawn, w Glendale na przedmieściach Los Angeles.

W uroczystości uczestniczyło ok. 200 wybranych gości, w tym 77-letnia aktorka Elizabeth Taylor oraz piosenkarki Aretha Franklin i Diana Ross czy aktorka Brooke Shields. Nie zabrakło też obojga rodziców, rodzeństwa oraz trojga dzieci króla muzyki pop: 12-letniego Prince'a Michaela, 10-letniej Paris Michael i siedmioletniego Prince'a Michaela II, znanego jako Blanket. Nie wyjaśniono powodu opóźnienia.

Wspomnienia blogerów Onet.pl o królu popu

US Open: Clijsters i Woźniacki w finale

mk, PAP
2009-09-13, ostatnia aktualizacja 2009-09-13 11:22

Powracająca do tenisa Kim Clijsters pokonała obrończynię tytułu, Serenę Williams i awansowała do finału US Open. Mecz zakończył się po tym, jak niezadowolona z decyzji arbitra Amerykanka obraziła sędziego, który odebrał jej za to decydujący punkt. - Klnę się na boga że wezmę tę piłkę i wepchnę ci ją do gardła, słyszysz? - miała powiedzieć tenisistka.

Serena Williams krzyczy na sędziego
Fot. ANDREW SCHWARTZ REUTERS
Serena Williams krzyczy na sędziego
Serena Williams krzyczy na sędziego
Fot. ANDREW SCHWARTZ REUTERS
Serena Williams krzyczy na sędziego
SERWISY
Belgijka Kim Clijsters pokonała obrończynię tytułu Serenę Williams 6:4, 7:5 i awansowała do finału wielkoszlemowego turnieju tenisowego US Open (z pulą nagród 21,6 mln dolarów). Rywalką zwyciężczyni nowojorskiej imprezy z 2005 roku będzie 19-letnia Dunka Carolina Wozniacki, która pokonała Belgijkę Yaninę Wickmayer 6:3, 6:3.

Zakończenie spotkania miało sensacyjny przebieg. Przy stanie 15:30 i 5:6 w drugim secie Williams popełniła błąd przy pierwszym serwisie. Chwilę później sędziowie orzekli, że przekroczyła linię przy drugiej próbie i Clijsters stanęła przed dwoma piłkami meczowymi. Wtedy zdenerwowana Amerykanka obraziła arbitra liniowego. W efekcie sędzia główny odebrał jej punkt i tym samym zakończył mecz.

- Klnę się na boga że wezmę tę piłkę i wepchnę ci ją do gardła, słyszysz? Klnę się na boga - miała powiedzieć Williams.

Po tym, jak arbiter liniowy zgłosił incydent, Amerykanka dodała: - Nigdy nie powiedziałam, że cię zabiję, żartujesz sobie?

Już wcześniej Williams otrzymała ostrzeżenie za niesportowe zachowanie, gdy połamała rakietę po przegranym pierwszym secie. Po ogłoszeniu decyzji sędziego Amerykanka podeszła do wyraźnie zaskoczonej Belgijki i pogratulowała jej zwycięstwa.

Jak powiedziała finalistka, mimo wszystko żałuje, że mecz, w którym grała tak dobrze, musiał zakończyć się w ten kontrowersyjny sposób.

Dla Clijsters występ w US Open to dopiero trzeci turniej od czasu przerwania sportowej emerytury w 2007 roku. Dzięki wygranej z trzykrotną triumfatorką tych zawodów Belgijka została pierwszą matką, która dotarła do finału wielkoszlemowego turnieju od czasu gdy Australijka Evonne Goolagong uczyniła to na Wimbledonie w 1980 roku.

Clijsters po raz drugi w karierze pokonała w jednym turnieju obie siostry Williams. W 2009 roku pokonała starszą Venus w czwartej rundzie. Poprzednio sztuka ta udała jej się w 2002 roku podczas mistrzostw WTA (Venus skreczowała w półfinale, a Serena przegrała w finale).

Rywalką zwyciężczyni US Open z 2005 roku będzie 19-letnia Dunka Carolina Wozniacki, która pokonała Belgijkę Yaninę Wickmayer 6:3, 6:3. Dla młodej zawodniczki polskiego pochodzenia będzie to pierwszy finał wielkoszlemowy w karierze.

- Awans do finału wielkiego szlema to spełnienie moich marzeń. Teraz nie mam nic do stracenia - powiedziała zawodniczka, której ojciec był piłkarzem Miedzi Legnica i Zagłębia Lubin, a matka grała w reprezentacji Polski siatkarek.

Oba spotkania zostały rozegrane kilka godzin później niż planowano z powodu opadów deszczu w Nowym Jorku. Mecze odbyły się w tym samym czasie i z tego powodu starcie Wozniacki-Wickmayer obejrzało zaledwie kilkuset widzów (kort może pomieścić 10 tysięcy).

Wyniki półfinałów:

Kim Clijsters (Belgia) - Serena Williams (USA, 2) 6:4, 7:5

Carolina Wozniacki (Dania, 9) - Yanina Wickmayer (Belgia) 6:3, 6:3.

Polsko-francuska bitwa o złoto

Agnieszka Kazimierczuk 12-09-2009, ostatnia aktualizacja 13-09-2009 00:30

Chyba nikt się nie spodziewał tak łatwego zwycięstwa. Po fantastycznym meczu polscy siatkarze gładko pokonali Bułgarów 3:0 i jutro zagrają z Francją, która odniosła sensacyjne zwycięstwo nad Rosją - 3:2.

Marcin Możdżonek i Piotr Gruszka
źródło: AFP
Marcin Możdżonek i Piotr Gruszka
źródło: AFP
źródło: AFP

Zobacz galerię zdjęć z meczu

Początek pierwszego seta to wyrównana walka obydwu zespołów, z lekką przewagą Polaków. Ten stan utrzymał się do pierwszej przerwy technicznej, na której prowadziliśmy 8:6.

Słabo serwujący Piotr Gruszka rehabilitował się atakami nie do odebrania.

Bułgarzy zlikwidowali dwupunktową przewagę dopiero przy stanie po 11, ale plas Możdżonka i atak Bąkiewicza znów zwiększyły przewagę Polaków do 2 punktów.

Po błędzie gwiazdora bułgarskiej drużyny Kazijskiego trener naszych rywali poprosił o czas. Rozmowa nie zdyscyplinowała jednak zawodników i na drugą przerwę schodziliśmy prowadząc 16:12.

Pierwszy punkt po przerwie to as serwisowy Bąkiewicza, drugi - kapitalny atak Kurka. Trzeci - jak wyżej. Trener Bułgarów poprosił o kolejny czas.

Piekielny serwis Kazijskiego tylko raz okazał się za trudny dla Polaków. Przy stanie 21:16 dla naszych sędzia nie uznał asa serwisowego dla Bułgarów. Polacy popełniali niewiele błędów i ostatecznie pierwsza partia zakończyła się ich wygraną 25:19.

W drugiej partii Polacy początkowo prowadzili, ale Bułgarzy zmobilizowali się i na pierwszą przerwę techniczną schodzili prowadząc 8:5. Pierwszy punkt po przerwie to skuteczny atak Kurka. Świetnie serwujący Bąkiewicz zdecydowanie przyczynił się do wyrównania po 9, ale każdy popełnia błędy. Jego błąd serwisowy doprowadził do wyrównania po 10. Dalsza część seta to walka punkt za punkt, ale na drugą przerwę to Bułgarzy schodzili w lepszych humorach, prowadząc jednym punktem.

Dalej aż do stanu po 25 trwała twarda, wyrównana, choć dość nerwowa walka. Przy stanie 26:25 Bułgarzy mieli pierwszą piłkę setową w wykonaniu Kazijskiego, ale Piotr Gruszka przełamał blok naszych rywali.

Przy stanie po 27 Kurek zaatakował w aut. Następny jego atak był już celny. To również Kurek zablokował atak drugiej gwiazdy Bułgarów, Nikołowa. Długą wymianę wygrali Polacy, wygrywając drugiego seta 30:28.

W trzecim secie Bułgarzy pokazali, że nie zamierzają odpuścić. Walka wciąż była wyrównana, ale to Polacy zeszli na pierwszą przerwę z dwupunktową przewagą. Po przerwie przewaga wzrosła do 3 punktów, co zmusiło trenera Bułgarów do wzięcia czasu.

Reprymenda pomogła i Bułgarzy nadrobili straty, ale kapitalna, precyzyjna gra Polaków doprowadziła do stanu 16:11.

Po drugiej przerwie technicznej nastąpiła demonstracja siły naszych zawodników. Przewaga wzrosła aż do stanu 19:12. Bułgarzy pogubili się wyraźnie, ale chwilowe odpuszczenie Polaków natychmiast zaowocowało punktem zdobytym przez Kazijskiego. Polacy grali jednak spokojnie, wygrywając aż siedmioma punktami.

W końcówce seta Polacy dostali skrzydeł, ale i Bułgarzy zerwali się do gry. Udało im się zmniejszyć przewagę do 4 punktów i trener Castellani wziął czas, by wytrącić ich z rytmu. Udało się, pierwszy punkt po przerwie zdobył nasz zespół, ale następny punkt piękną kiwką zdobył rozgrywający Bułgarów.

Przy stanie 24: 19 Polacy mieli pierwszą piłkę meczową. Bułgarzy obronili tylko jedną. Następna była nasza.

Jutro zagramy o złoty medal z Francją, która stoczyła zażarty mecz z Rosją. Francuzi wygrywali już w setach 2:0, ale w trzecim i czwartym secie posypali się zupełnie. W tie-breaku nasi jutrzejsi rywale przegrywali już 1:5 i na prawdziwy cud wygląda ich wygrana w piątym secie. Nie poddali się i walczyli do końca. Jutro okaże się, kto zostanie mistrzem.

Mecz finałowy kibice będą mogli oglądać na telebimach, które zostaną wystawione w miastach, w których odbędą się Mistrzostwa Europy siatkarek - w Warszawie (Plac Defilad od strony Al. Jerozolimskich), Krakowie (Rynek Główny), we Wrocławiu (Rynek Główny) oraz w Poznaniu (Rynek Główny). Początek imprezy zaplanowano na godzinę 16.00, kiedy to rozegrany zostanie mecz o trzecie miejsce Mistrzostw Europy. O godzinie 19.30 rozpocznie się transmisja z walki Polaków o złoto.

W poniedziałek na Placu Defilad - bez względu na wynik jutrzejszego meczu - odbędzie się też feta na cześć siatkarzy, którzy wylądują w Warszawie ok. 12.40. Kibice mile widziani :)

W turnieju w Turcji zespół Daniela Castellaniego odniósł siódme zwycięstwo. Biało-czerwonym jeszcze nigdy nie udało się zdobyć mistrzostwa Europy.

Po raz ostatni Polacy wywalczyli medal ME 26 lat temu w Niemczech - srebrny. W finale przegrali z zespołem ZSRR. Był to piąty z rzędu finał ME z udziałem tych dwóch drużyn i za każdym razem triumfowali siatkarze Związku Radzieckiego.

Pierwszy medal ME - brązowy, reprezentacja Polski zdobyła w 1967 roku w ...Turcji.

PAP

Składy: Polska: Paweł Zagumny, Michał Bąkiewicz, Daniel Pliński, Piotr Gruszka, Bartosz Kurek, Marcin Możdżonek, Piotr Gacek (libero)

Bułgaria: Andrej Żekow, Christo Cwetanow, Walentin Bratojew, Władymir Nikołow, Wiktor Josifow, Matej Kazijski, Teodor Salparow (libero)

"Rz" Online