niedziela, 27 września 2009

Hubert Wohlan: - Angela Merkel jest jak budyń

Krzysztof Ogiolda

- Przeciwnicy pani kanclerz mówią, że jej nie da się złapać za nogi i przygwoździć żadnym tematem. Bo jest jak budyń, którego gwoździem się do ściany nie przybije- mówi Hubert Wohlan, był szef sekcji polskiej Radia Deutsche Welle.

(fot. EPA/Carsten Rehder)

- W niedzielę Niemcy wybiorą posłów do Bundestagu. Jak wyglądają ostatnie dni kampanii wyborczej nad Renem?
- W powszechnej opinii kampania jest nudna. Mało jest w niej wystąpień polemicznych. Wszystko dlatego, że w Niemczech rządziła od roku 2005 wielka koalicja CDU/CSU-SPD. Nie sposób atakować politycznych przeciwników, a jednocześnie pokazywać, co się wspólnie przez cztery lata zrobiło. A zrobiono niemało. Gdyby nie kryzys finansowy, którego źródła nie leżą przecież w Niemczech, porządnie naprawiono by budżet kraju. Ostatnio wydano sporo pieniędzy na pobudzenie koniunktury i efekt tych reform jest mniej widoczny, ale wszystko było na dobrej drodze.

- Jaki wpływ na kampanię wyborczą ma kryzys?
- Decydujący. Jest to główny temat, zwłaszcza w wystąpieniach kanclerz Angeli Merkel. Ona jak nakręcona mówi wciąż o skutkach kryzysu i o tym, co trzeba będzie zrobić, jak się kryzys skończy. I to jest jedyna drobna różnica w programach CDU i SPD. Kiedy powróci koniunktura, lewica chce wracający strumień podatków wydać raczej na wzrost zapomóg społecznych. Chadecy woleliby obniżyć podatki dla najlepiej zarabiających, by ich sprowokować do reinwestowania. Różnice ideologiczne są jednak niewielkie, a w cieniu kryzysu znalazły się problemy edukacji, naprawy finansów państwa itd. Zaś o polityce zagranicznej w ogóle w kampanii się milczy.

- Faworytem są chadecy. A jak wygląda kondycja lewicy?
- To jest chyba najbardziej zajmujący Niemców problem. Tym bardziej że lewica jest niejednorodna. Składają się na nią die Linken Lafontaine'a - komunizujący, radykalni i mocno uzwiązkowieni, a także socjaldemokraci z SPD. Ci ostatni mieli fatalne notowania, ale ostatnio ich sondaże mocno się poprawiły. Lewica jest rozbita z powodów ideologicznych, bo od czasów Schrödera SPD przesunęła się ku środkowi sceny politycznej, ale także z powodu animozji personalnych między przywódcami SPD i die Linken. Głównym hasłem socjaldemokracji w tej kampanii jest sprawiedliwość społeczna. Wszystko po to, by nożyce między zarobkami robotnika i menedżera nie rozchodziły się jeszcze bardziej. By 30-letni menedżer splajtowanego banku nie dostawał odprawy rzędu miliona euro, bo to są rzeczy niezdrowe. Lewica Lafontaine'a taki bank najchętniej by upaństwowiła. Ja temu rozłamowi nie daję więcej niż 4-5 lat. Nowi liderzy partii lewicowych poszukają drogi do zjednoczenia.

- Dlaczego, przy wszystkich wysiłkach lewicy, faworytem wyborów pozostaje CDU i Angela Merkel?
- Przeciwnicy pani kanclerz mówią, że jej nie da się złapać za nogi i przygwoździć żadnym tematem. Bo jest jak budyń, którego gwoździem się do ściany nie przybije. Ucieka od polemiki. Nie sposób jej zaatakować, bo zarzuty po niej spływają. Na każdy odpowiada, że rozwiążemy ten problem spokojną ręką, że panuje nad wszystkim. Jej plakaty wyborcze sugerują, jakoby wiedziała, którędy droga. Skutek jest taki, że zdominowała kompletnie także partię CDU. Jej dawni oponenci kompletnie ucichli. Jedynym lekarstwem na całe zło kryzysu zdaje się być ona. A dane statystyczne przemawiają na jej korzyść. W Niemczech gospodarka drgnęła, wzrósł o dwa procent eksport i media to eksponują.

- CDU jest partią bardzo zróżnicowaną. Merkel zyska poparcie wszystkich frakcji?
- Ma szanse. Jest wprawdzie protestantką rodem z byłej NRD i nie zawsze ma wyczucie wszystkich symboli, które w CDU są ważne. Pośrednio dała temu ostatnio wyraz Konferencja Episkopatu Niemiec, upominając się o obecność wartości chrześcijańskich w kampanii wyborczej. Biskupi nie oczekiwali ich raczej w programie SPD. Ale Angela Merkel robi postępy. Wie, że CDU ma w sobie silne skrzydło gospodarcze, ale także silne skrzydło katolickie. Jego symbolem był przez lata Konrad Adenauer. W ubiegłym tygodniu Merkel przyjechała do Nadrenii, poszła na grób Adenauera i głośno odmówiła pacierz, co było sygnałem wysłanym właśnie do katolickiego skrzydła partii. Jak powiedziałem, wewnątrzpartyjna opozycja w CDU praktycznie nie istnieje. Na dwa dni przed wyborami jest ona zatem murowanym faworytem do ponownego objęcia funkcji kanclerza Niemiec.

- Czy to wystarczy koalicji chadeków i FDP do zwycięstwa?
- Jeszcze trzy tygodnie temu wydawało się, że mają pewną wygraną. Sondaże dawały im 52 procent poparcia. W tej chwili bliżej jest do wielkiej koalicji, czyli do powtórki tego, co było przez minione cztery lata. A w powszechnej opinii wielka koalicja nie była taka zła. I to skutecznie blokuje dynamikę kampanii wyborczej. Zjednoczona lewica nie ma szans na wygraną. Ani arytmetycznie, ani ze względów ideowych. Teoretycznie mogłaby rządzić tzw. jamajka, czyli koalicja żółtych - FDP, zielonych - Die Grünen i czerwonych - SPD, ale na to nie zgadzają się zieloni. Więc "jamajka” też się nie uda.

- Wygrają wybory chadecy?
- Sondaże dają im 35-36 procent. SPD miała już taki moment w kampanii, że sondaże dawały jej ledwo 20 procent. Jak na partię masową był to wynik katastrofalny, najgorszy w historii tej partii. Ale ostatnio SPD się podnosi, dochodzi do 28-29 procent poparcia. Przyczynił się do tego Steinmeier, który z bezbarwnego dyplomaty przekształcił się w dobrego mówcę, który potrafi pozyskiwać serca wyborców.

- Co powtórka wielkiej koalicji oznacza dla stosunków polsko-niemieckich?
- Ostatnie cztery lata dla relacji Polska - Niemcy nie były złe. Steinmeier i Sikorski zrobili dobrą robotę. Warto podkreślić, że w pierwszym garniturze niemieckich polityków nie ma osób niezainteresowanych ich rozbudową. W Niemczech stało się rutyną, że w ważnych sprawach trzeba zadzwonić także do Warszawy, uzgodnić to z Polską. To się zakotwiczyło w umysłach takich polityków jak prezydent Kohler, jak przewodniczący Bundestagu Lammert, który z marszałkiem Sejmu Komorowskim utrzymuje tak bliskie relacje jak z żadnym z szefów parlamentów w całej Unii. To jest znakomita rzecz. Relacje polsko-niemieckie nie otrzymują wprawdzie wsparcia ze strony prezydenta RP i toczą się gdzieś ponad partią PiS, ale to powoduje po niemieckiej stronie raczej zwiększenie wrażliwości i to bardzo dobrze. Newralgiczne punkty w relacjach polsko-niemieckich są dziś załatwione. Nawet budowa muzeum upamiętniającego losy wypędzonych w Berlinie przestała drażnić. Fachowcy pilnie się przyglądają, jak to ma być pokazane, i są zgodni, że to nie jest wbrew doświadczeniom historycznym, że nie zaciera prawdy. Od strony gospodarczej też współpraca Polski i Niemiec przebiega bardzo dobrze. Nie ma powodów do niepokoju.

- W Görlitz i okolicznych miastach pokazały się plakaty "Brońmy się przed Polakami”...
- … i zostały kompletnie zlekceważone przez politykę centralną. Krytykowany jest burmistrz Görlitz, że powinien zareagować mocniej i szybciej te plakaty zdjąć, ale to wszystko. Polacy ze Szczecina i okolic chętnie zaludniają niemieckie pustostany i to polityków na szczeblu komunalnym cieszy. Bo budynki nie niszczeją, a ich mieszkańcy płacą podatki. Plakaty, o których mowa, powiesiła partia NPD, w dodatku wysoko na latarniach, by trudno było je zdjąć, więc zrobiło się o nich głośno, ale to kompletny margines niemieckiej polityki.

- Jaka będzie w niedzielę frekwencja wyborcza?
- Jak na niemieckie warunki niska. Będzie bardzo dobrze, jeśli do urn pójdzie 67 procent uprawnionych, ale nie można wykluczyć także 60. To jest uboczny skutek wielkiej koalicji. Skoro rządzić będzie i tak zarówno lewica, jak prawica, to po co się wysilać. W dodatku programy wyborcze głównych partii i ich ideologie są do siebie bardzo podobne. Obywatele Niemiec nie będą wybierać między czarnym i białym, a to dodatkowo demobilizuje. Wreszcie w Niemczech ze względu na strukturę federacyjną wybory odbywają się permanentnie. Wyborca jest "wołany” do urn praktycznie co roku. Jest więc tym zmęczony. Jeśli frekwencja będzie wysoka, zyskają partie masowe CDU, SPD i CSU w Bawarii. Niska frekwencja premiuje małe, zwarte partyjki, które lepiej mobilizują swoich wyborców, typu NPD, czy też powstałe w tej kampanii: partia spirytualna - Fioletowi, partia rencistów, a nawet partia kobiet rencistów. Ale nie spodziewam się, by któraś z nich przekroczyła próg pięcioprocentowy.

Tylko Polacy witali w Czechach papieża

20:50, 26.09.2009 /PAP

BENEDYKT XVI EWANGELIZUJE CZECHÓW

Reuters, fot. EPA
Gdyby nie pielgrzymi z Polski, to pierwszy dzień wizyty papieża w Czechach mógłby wręcz być niezauważony. Tylko Polacy głośno witali Benedykta XVI, gdy jechał z praskiego lotniska do centrum miasta.
Pamięć o "cierpieniach umiłowanego narodu polskiego" i holokauście jest... czytaj więcej »
Teraz, kiedy wolność religijna została przywrócona, wzywam wszystkich obywateli republiki, by odkryli na nowo chrześcijańskie tradycje, które ukształtowały ich kulturę. Wspólnotę chrześcijańską zachęcam do tego, by dalej słychać było jej głos w momencie, gdy naród podejmuje wyzwania nowego tysiąclecia.
Benedykt XVI
We wrześniu papież Benedykt XVI odwiedzi Czechy - poinformował w sobotę... czytaj więcej »
Trzy dni pielgrzymki do Czech, to trzy dni ciężkiej pracy dla Benedykta XVI. Południowi sąsiedzi Polski są najbardziej ateistycznym krajem Europy. Pokazało to już przywitanie papieża w sobotę, gdy na ulicach czeskiej stolicy czekali na niego głównie Polacy.


Na lotnisku w Pradze na Benedykta XVI witał natomiast prezydent Czech Waclaw Klaus. Papież zwrócił się do niego: - Panie prezydencie, wiem, że pragnie pan, aby religia odgrywała większą rolę w życiu tego kraju. Po południu Benedykt XVI przybył na Hradczany na oficjalne spotkanie z głową czeskiego państwa.

Będzie ciężko

Papież, jest świadomy, że wizyty w Czechach, gdzie ponad połowa mieszkańców jest niewierzących, nie można zaliczyć do najłatwiejszych. - Poprzez swą historię, to terytorium w sercu kontynentu, na skrzyżowaniu dróg między północą i południem, wschodem i zachodem, było miejscem spotkania różnych ludzi, tradycji i kultur - stwierdził w jednym z pierwszych przemówień w Czechach.

Relacje państwo-Kościół utrudnia z kolei brak konkordatu, o którym dyskutuje się od lat, a także trwający od 1991 roku spór o dobra kościelne przejęte przez komunistów.

Jak zauważa włoski dziennik "Il Giornale", ta trudna pielgrzymka mieści się całkowicie w nurcie pontyfikatu obecnego papieża. Jego celem jest bowiem ponowna ewangelizacja zachodnich społeczeństw, które odeszły od chrześcijaństwa.

Zrehabilitować Jana Husa

Jednak Czesi mają swoje oczekiwania odnośnie wizyty papieża w ich kraju. "Niech Benedykt XVI zrehabilituje Jana Husa" - wielki transparent z takim hasłem po czesku i po łacinie zawisł na gmachu ministerstwa oświaty w Pradze w chwili, gdy papież wychodził z pobliskiego kościoła Najświętszej Maryi Panny Zwycięskiej.

Jan Hus, który żył na przełomie XIV i XV wieku był czeskim reformatorem religijnym i bohaterem narodowym. Około roku 1400 założył ruch, domagający się głębokiej reformy Kościoła i krytykował praktykę odpustów. Wezwany na sobór w Konstancji odmówił wyrzeczenia się swych poglądów, a w konsekwencji został uznany za heretyka i spalony na stosie w 1415 roku.

W 1999 roku Jan Paweł II publicznie przeprosił za prześladowanie Jana Husa i jego zwolenników. Ruch husycki jest nadal aktywny w Czechach, a należy do niego między innymi prezydent Vaclav Klaus.

nsz ram/sk

sobota, 26 września 2009

Benedykt XVI przybył do "ośrodka ateizmu"

PAP, PH/10:11Wyrównaj z obu stron

Papież Benedykt XVI, fot. PAP/EPA
PAP

Benedykt XVI wyruszył w sobotę z pielgrzymką do Czech, w trakcie której odwiedzi Pragę, Brno i miasto Brandys nad Łabą-Stara Boleslav. Ta trzydniowa podróż budzi ogromne zainteresowanie ze względu na wyzwanie, jakie stoi przed papieżem w kraju uważanym za najmniej chrześcijański w całej Europie czy wręcz za ośrodek ateizmu.
Na lotnisku Ciampino w Rzymie Benedykta XVI pożegnał premier Włoch Silvio Berlusconi, który kilkadziesiąt minut wcześniej powrócił ze szczytu G20 w Pittsburghu w USA i postanowił zaczekać, aby zobaczyć się z papieżem. Było to pierwsze spotkanie Benedykta XVI z premierem po tygodniach napięć na linii Watykan - włoski rząd.

W stolicy Czech papież spodziewany jest około godziny 11.30.

W Pradze notuje się najniższą na Starym Kontynencie frekwencję na niedzielnych mszach świętych. Uczestniczy w nich 2 procent mieszkańców czeskiej stolicy. Kościoły przerobione są zaś na sale koncertowe czy muzea, a dla potrzeb kultu otwierane są rzadko. Przed upadkiem komunizmu - przypomina się - ochrzczonych było 75 procent Czechów, obecnie - jedna trzecia, a praktykujących katolików jest około 5 procent. Relacje państwo-Kościół utrudnia z kolei brak konkordatu, o którym dyskutuje się od lat, a także trwający od 1991 roku spór o dobra kościelne przejęte przez komunistów.

Jednakże - jak zauważa włoski dziennik "Il Giornale" - ta trudna pielgrzymka mieści się całkowicie w optyce pontyfikatu obecnego papieża. Jego celem jest bowiem ponowna ewangelizacja zachodnich społeczeństw, które odeszły od chrześcijaństwa. W Czechach sytuacja jest wyjątkowa, bo nałożyły się tam na siebie dwa zjawiska: skutki walki z Kościołem za rządów komunistycznych oraz zachodnia sekularyzacja.

Ponadto odnotowuje się brak entuzjazmu w oczekiwaniu na przybycie Benedykta XVI. Tego entuzjazmu jednak nie brakowało wśród Czechów, gdy trzykrotnie odwiedzał ich Jan Paweł II. Do tej pory wszyscy przywołują szczególnie niezapomniany klimat euforii podczas pielgrzymki papieża Polaka w 1990 roku, a więc tuż po upadku komunizmu.

Teraz zaś - informuje włoska agencja Ansa - z przeprowadzonego ostatnio sondażu wynika, że nieco ponad 5 procent mieszkańców Czech cieszy się z przyjazdu Benedykta XVI.

Po przylocie do stolicy Czech przed południem i ceremonii powitania na lotnisku papież pojedzie do kościoła Najświętszej Maryi Panny Zwycięskiej, gdzie znajduje się słynna figura Dzieciątka Jezus z Pragi. Figurka ta, pochodząca z XVI wieku, ma znaczenie niezwykłe. Przy okazji papieskiej wizyty zwrócono uwagę na mało znany fakt, że to ona bezpośrednio zainspirowała Antoine de Saint-Exup,ry do stworzenia postaci "Małego Księcia".

O godzinie 16.30 Benedykt XVI zostanie przyjęty przez prezydenta Vaclava Klausa. W tym samym miejscu - Pałacu Prezydenckim spotka się następnie z przedstawicielami innych władz kraju i z korpusem dyplomatycznym. Pierwszy dzień pielgrzymki zakończą o godzinie 18.00 papieskie nieszpory w katedrze świętego Wita, Wacława i Wojciecha.

Niedzielne przedpołudnie papież spędzi w Brnie, gdzie na lotnisku odprawi mszę. Następnie, po powrocie do Pragi, w Pałacu Arcybiskupim weźmie udział w spotkaniu ekumenicznym. Wieczorem na zamku na Hradczanach spotka się z przedstawicielami świata akademickiego.

W poniedziałek papież pojedzie do miasta Brandys nad Łabą-Stara Boleslav. Odprawi tam na błoniach mszę w uroczystość świętego Wacława, patrona Czech. Stamtąd ma skierować również specjalne przesłanie do czeskiej młodzieży. Po południu Benedykt XVI wyruszy w drogę powrotną do Rzymu.