poniedziałek, 5 października 2009

Alicja Tysiąc kontra Gość Niedzielny


Drukuj
dr Małgorzata Tkacz-Janik, animatorka społecznego wsparcia dla Alicji Tysiąc
09.09.2009
Dzisiaj odbywa się trzecia rozprawa w sprawie, którą Alicja Tysiąc wytoczyła redaktorowi naczelnemu „Gościa Niedzielnego”, ks. Markowi Gancarczykowi, oraz wydawcy tego katolickiego tygodnika.

„Czy chciała Pani zabić swoje dziecko?”

Strona powodowa twierdzi, że „Gość Niedzielny” bezprawnie opublikował zdjęcie Alicji Tysiąc, a także ingerował w jej życie prywatne, sugerując, że nie chciała swojego dziecka. Za naruszenie dóbr osobistych Alicja Tysiąc domaga się przeprosin i zadośćuczynienia finansowego. Od marca br. Alicja co kwartał przyjeżdża do Katowic i wciąż od nowa musi tłumaczyć, że nigdy nie chciała zabić własnego dziecka i nieprawdą jest, jakoby nie chciała swojej najmłodszej córki. – Nie chciałam ciąży, a nie dziecka. Nie jestem hitlerowską zbrodniarką – powtarza niezmiennie.

Europejski Trybunał Praw Człowieka przyznał jej zadośćuczynienie za odmowę prawa do aborcji (Alicji Tysiąc groziła utrata wzroku wskutek ciąży i porodu, a wówczas niemal niemożliwe byłoby samotne wychowywanie trójki dzieci). Adwokat „Gościa” raz po raz w różnych wariantach powtarza pytanie: „Czy chciała Pani zabić swoje dziecko?”. Zmuszona po raz kolejny do odpowiedzi Alicja Tysiąc pochyla głowę.

Atmosfera dwóch poprzednich rozpraw nie wróży najlepiej: dyskryminujące traktowanie Alicji Tysiąc przez adwokata „Gościa” oraz pozwanego Marka Gancarczyka, obecność na drugiej rozprawie lidera Prawicy RP Marka Jurka, niezwykła żarliwość młodych kleryków z katowickiego seminarium duchownego, na kolanach modlących się przed gmachem sądu, pikiety łysych młokosów z transparentami: „Stop aborcji” i „Żyjemy dzięki Bogu i rodzicom”.

O co ten proces? Pewnie o kasę

W marcu, na rozpoczęciu procesu, ks. Gancarczyk mówił dziennikarzom, że dotyczy on problematyki aborcji – nikogo to wówczas nie oburzyło. To znamienne. W Polsce ochrona dóbr osobistych oraz prawa do godności nie przekonują szerokiej publiczności. Tzw. opinia publiczna twierdzi, że sprawa toczy się o pieniądze, linia obrony zaś, że przede wszystkim chodzi o kwestię wolności słowa. Pełnomocnik Alicji Tysiąc, mec. Marcin Górski, wyjaśnia, że proces nie dotyczy kwestii światopoglądowych, a naruszenia dóbr osobistych. Gdy nie ma jasności, o co toczy się sprawa, znakomicie ułatwia publiczne przyrównywanie Alicji Tysiąc, a w szerszym kontekście – wszystkich kobiet przerywających ciąże, do morderczyń. Tworzy to idealną płaszczyznę do dyskryminowania i manipulacji.

Seksizm i negacjonizm

Skierowanie do opinii publicznej przekazu opartego na założeniu, że kobiety, które przeszły lub zdecydowały się na zabieg aborcji, są „morderczyniami, które chcą zabić swoje dzieci”, szerzy nienawiść. Opinie tego typu są w Europie traktowane jako przejaw seksizmu, czyli poniżania człowieka ze względu na płeć. To publiczna dyskryminacja kobiet zakazana przez prawo. Jest to także jawny apel, by niezrównoważeni fanatycy „wymierzyli sprawiedliwość”. Stwierdzenia te są więc jawną zachętą do przemocy wymierzonej w kobiety.

Zabiegi retoryczne stawiające znak równości między aborcją a Shoah nie tylko obrażają żydowskie ofiary hitleryzmu, ale także szerzą zakazany w wielu krajach Europy „negacjonizm”, czyli publiczne podważanie historycznej prawdy Zagłady. Sugerują także, że głównym zagrożeniem dla płodu jest jego własna matka, która może się zdecydować na aborcję, a więc może „chcieć zabić dziecko”. Trudno doprawdy o bardziej jaskrawy seksizm, uprzedmiotowienie i pogardę dla kobiet niż postulowanie, by organy państwa albo samozwańczy „tropiciele prawdy” pilnowali płodów przed wolą matek!

W 24 krajach UE na 27 przerywanie ciąży nie jest karane. Aborcja uznawana jest za legalny medyczny środek umożliwiający kobietom wybór, czy i kiedy chcą mieć potomstwo. Polskie ustawodawstwo było przez 36 lat (1956 – 1993) zgodne z europejską normą w tej sprawie. Długi okres legalności przerywania ciąży w Polsce świadczy o tym, że, wbrew sugestiom m.in. „Gościa Niedzielnego”, prawo do aborcji było w Polsce społecznie akceptowane oraz że wiele osób nadal podziela tę opinię pomimo zmiany ustawodawstwa w 1993 roku.

niedziela, 4 października 2009

ME siatkarek. Brązowe polskie złotka. 3:0


Damian Bąbol, Jarosław Bińczyk
Reprezentacja Polski siatkarek pokonała 3:0 Niemcy w meczu o trzecie miejsce mistrzostw Europy rozgrywanych w Polsce. Miesiąc temu męska reprezentacja zdobyła mistrzostwo Europy.
Często jest tak, że drużyna, która przegra walkę o finał, wychodzi na mecz o trzecie miejsce zrezygnowana. Jednak Polska kolejny raz pokazała, że ma charakter. Widać to było już po kilku minutach. Jeszcze kibice dobrze nie usiedli, a Giovanni Guidetti, trener Niemek, musiał wziąć czas, ponieważ jego podopieczne przegrywały 1:5. Zdołały doprowadzić do remisu, lecz tylko na chwilę. I tak było w kolejnych akcjach.

Polki przede wszystkim świetnie serwowały, i to wszystkie. A kiedy piłkę miały Agnieszka Bednarek-Kasza, Joanna Kaczor, Katarzyna Gajgał czy Jagieło, po przeciwnej stronie siatki zaczynała się panika. Trener Makowski pokazywał na palcach, w która strefę posłać piłkę, a jego zawodniczki zmuszały Niemki do najwyższego wysiłku. Najpierw rozbiły Heike Beier, później Maren Brinker. Ta ostatnia miała tylko 24 proc. udanych przyjęć, jej koleżanka - 50 proc., zaś libero - 38 proc.

Zagrywka powiązana jest z blokiem, bowiem po nieudanym odbiorze łatwiej przewidzieć, gdzie będzie wystawiona piłka. Nic dziwnego więc, że nasz zespół dominował na siatce. Nawet jeśli nie udawało się zdobywać punktu, to udawało się podbić piłkę po ataku i wyprowadzić skuteczną kontrę. To był kolejny element, w którym Polski miały miażdżąca przewagę. Po dwóch setach wykorzystaliśmy 39 proc. okazji, zaś Niemcy tylko 24 proc.

W polskiej drużynie nie było słabych punktów - Kaczor bez problemu omijała podwójny blok, Barańska imponowała mocnymi zbiciami, zaś Jagieło zdobywała punkty w najtrudniejszych momentach, kiedy rywalki nas dochodziły, nie wiadomo w jaki sposób kończyła ataki. Widać było, że jeśli nie zdarzy się nic niespodziewanego, zwycięzca może być tylko jeden.

Ale w siatkówce mówi się, że przy prowadzeniu 2:0 najtrudniejszy jest trzeci set. - Wtedy gra zaczyna się od nowa - twierdzą trenerzy. I tak było w niedzielę, choć po początku nie zanosiło się na to, że możemy mieć jakiekolwiek kłopoty. Polska prowadziła bowiem 5:1.

Jednak rywalki nie rezygnowały i wyrównana walka toczyła się do samego końca. 14 tys. kibiców, a także oficjele, z Andre Meyerem, prezesem europejskiej federacji, ostatnie akcje oglądało na stojąco. Przy wyniku 23:23 klasę pokazała kapitan naszego zespołu. Barańska skończyła dwa ataki, wywołując na trybunach szaleństwo takiej, jakby Polska zdobyła złoto. Ale biorąc pod uwagę osłabienie drużyny, jest to naprawdę imponujący wynik.

Zapis relacji z meczu - Z Czuba i na żywo »

Gwiazda reprezentacji Holandii: Manon Flier (2007)

wp.pl 01.08.2007 15:28


(fot. FIVB)
Manon Flier w wieku zaledwie 23 lat ma już na koncie ponad 100 występów w reprezentacji Holandii. Od kilku sezonów jest pierwszą atakującą drużyny „Oranje” i zawodniczką w największym stopniu odpowiedzialną za wynik zespołu.

Piękna Manon urodziła się 8 lutego 1984 roku w miejscowości Nieuw Leusen. Bardzo szybko okazało się, że ma talent do siatkówki, postanowiła się więc poświęcić tej dyscyplinie sportu. Kilka lat spędziła w najlepszym holenderskim klubie – DELA Martinus Amstelveen, z którego trafiła do reprezentacji kraju (zadebiutowała kilka lat temu na turnieju Montreux Volley Masters) przed sezonem 2004/2005 trafiła do Włoch.


W bardzo silniej drużynie Asystelu Novara młoda Holenderka była zmienniczką Małgorzaty Glinki, a jako że „Maggie” grała świetnie, Manon nie dostawała wielu okazji, by wykazać się swoimi umiejętnościami. Kiedy już pojawiała się na boisku, spisywała się przeciętnie. Szefowie Asystelu po sezonie uznali, że nie tego się po Flier spodziewali i pożegnali się z nią bez wielkiego żalu.

Blondwłosa atakująca wróciła do zespołu DELA Martinus, a wcześniej wzięła udział z reprezentacją Holandii w Mistrzostwach Europy. „Oranje” liczyły na medal, ale musiały zadowolić się tylko 5. miejscem, w czym spora „zasługa” nierówno grającej Flier.

Na Mistrzostwach Świata w Japonii w 2006 roku Flier wraz z Chaine Staelens były „motorami napędowymi” holenderskiej drużyny, która największą niespodziankę na tym turnieju sprawiła pokonując 3:2 Chiny. Ostatecznie zespół trenera Avitala Sellingera zajął 8. miejsce, a Flier była siódma w klasyfikacjach najlepiej punktujących i serwujących.

Manon Flier to wciąż bardzo młoda zawodniczka, mająca wielkie możliwości w ataku ze względu na doskonałe warunki fizyczne (191 centymetrów) i duży zasięg w ataku (311 cm), ale wciąż gra zbyt nierówno. W jednym secie potrafi spisywać się fantastycznie, by w kolejnym co chwila się mylić. Jednak ta wysoka i smukła blondynka, często dość emocjonalnie reagująca na boisku, jest bardzo lubiana i ceniona przez kibiców, nie tylko z powodu jej siatkarskich umiejętności.

Jeśli Manon ma tylko wolny czas lubi czytać, zwłaszcza książki autorstwa Johna Grishama, i podróżować. Jej ulubionym sportem poza siatkówką jest tenis ziemny.

MANON FLIER


Data urodzenia 8 luty 1984


Miejsce urodzenia: Uithoorn


Wzrost/waga: 191/73


Pozycja: Atakująca


Obecny klub: DELA Martinus Amstelveen (Holandia)


Zasięg w ataku/w bloku: 311/301