czwartek, 19 listopada 2009

To już pewne. Unią rządzi premier Belgii

Brytyjska baronessa szefową dyplomacji UE

Herman van Rompuy wybrany prezydentem Unii

Poszło szybko, choć spodziewano się, że negocjacje potrwają nawet całą noc. Premier Belgii Herman Van Rompuy został wybrany na pierwszego stałego przewodniczącego Rady Europejskiej. Szefową unijnej dyplomacji została zaś Brytyjka - baronessa Catherine Ashton.

"Czy będziemy mieć wieczorem nową twarz Europy? Prawdę mówiąc, nie wiem. To może potrwać kilka godzin albo całą noc" - mówił jeszcze przed szczytem w Brukseli premier szwedzkiego przewodnictwa Fredrik Reinfeldt.

Już wczesnym wieczorem francuska gazeta "Le Monde" podała jednak nieoficjalnie, że z giełdy nazwisk wybrano to najważniejsze - Hermana Van Rompuya, szefa belgijskiego rządu. Przegrał więc Londyn, który ostro lobbował na rzecz byłego premiera Tony'ego Blaira. Nie udało się kobietom, które chciały, by prezydentem UE została była prezydent Łotwy Vaira Vike-Freiberga.

Van Rompuya od samego początku popierały mocno Niemcy i Francja. Kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Nicolas Sarkozy mieli do niego wspólnie zadzwonić już przed poprzednim szczytem 29-30 października z pytaniem, czy przyjąłby posadę.

Krytycy urzędującego dopiero rok belgijskiego szefa rządu twierdzą, że został wybrany właśnie dlatego, że... nie zdążył przysporzyć sobie w UE wrogów. Jednak jego pragmatyzm, znajomość języków obcych i przede wszystkim zdolności mediacyjne, sprawdzone w skonfliktowanej wewnętrzne Belgii, dają mu wszelkie szanse, by sprawnie koordynować liczącą 27 państw UE.

Mało kto, nawet wśród Belgów, wie, że człowiek, który stanął na czele Rady Europejskiej, jest miłośnikiem wyścigów kolarskich oraz uwielbia obserwować ptaki w naturze, zwłaszcza egzotyczne. Dużo bardziej znane są zamiłowania literackie Van Rompuya, który codziennie choć na moment oddaje się lekturze książek lub pisaniu słynnych już haiku, czyli wywodzącej się z Japonii krótkiej formy poezji.

Jeden ze swych wierszy Belg wyrecytował nawet na konferencji prasowej przy okazji ostatniego szczytu UE 29 października. Wiersz mówił o wpływających do portu Europy "trzech falach" rozszerzenia UE. Jednocześnie 62-letni Van Rompuy jest czynnym kibicem drużyny piłkarskiej Anderlecht i amatorem belgijskiego piwa.

Z wykształcenia ekonomista i filozof, Van Rompuy może o literaturze bez problemu rozmawiać nie tylko w rodzimym języku flamandzkim, lecz także po francusku, niemiecku i angielsku. Te językowe zdolności z pewnością przydadzą mu się, by szukać kompromisu między 27 krajami UE na szczytach UE.

Polscy dyplomaci milczeli i nie podawali faworytów Warszawy. Do ostatniej chwili Warszawa zabiegała o jawną i merytoryczną procedurę wyboru wysokiego przedstawiciela ds. polityki zagranicznej, który zasiądzie w Komisji Europejskiej w randze wiceszefa.

Minister Radosław Sikorski podkreślał, że Polska liczy, iż szefem unijnej dyplomacji zostanie ktoś ambitny, z silną osobowością, kto będzie godnie reprezentować Europę na świecie i "skutecznie zabiegać o nasze wspólne interesy".

Van Rompuy będzie pierwszym stałym przewodniczącym Rady Europejskiej na najbliższe dwa i pół roku, z możliwością reelekcji. Stanowisko to zostało utworzone w wchodzącym w życie 1 grudnia Traktacie z Lizbony.

Brytyjska baronessa Catherine Ashton z Partii Pracy, która jest obecnie komisarzem ds. handlu międzynarodowego, zostanie szefową unijnej dyplomacji na pięć lat w randze wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej i będzie nadzorować kilkutysięczny korpus dyplomatyczny UE.

Van Rompuy - faworyt na prezydenta UE

PAP
2009-11-09, ostatnia aktualizacja 2009-11-09 14:05

Złośliwcy mówią, że urzędujący niespełna rok, mało znany premier Belgii Herman Van Rompuy, ma największe szanse, by zostać pierwszym stałym przewodniczący Rady Europejskiej tylko dlatego, że nie zdążył przysporzyć sobie w UE wrogów.

Jednak jego pragmatyzm, znajomość języków obcych i przede wszystkim zdolności mediacyjne, sprawdzone w skonfliktowanej wewnętrzne Belgii, dają mu wszelkie szanse, być sprawnie koordynować liczącą 27 państw UE.

Belgia, choć niechętnie, powoli przyzwyczaja się do myśli, że Van Rompuy może porzucić niezakończoną misję pojednania skłóconych regionów belgijskich, by od 1 grudnia zostać przewodniczącym Rady Europejskiej. Niewykluczone, że przywódcy państw UE już w najbliższych dniach powierzą mu misję pierwszego prezydenta UE, jak na wyrost nazywa się się to utworzone w Traktacie z Lizbony stanowisko.

Unijni dyplomaci w Brukseli przyznają, że póki co żaden z krajów UE nie sprzeciwił się jego kandydaturze (wybór będzie dokonany drogą konsensusu); belgijska prasa i politycy od kilku dni szukają już nawet następcy Van Rompuya.

"W czwartek (nieoficjalnie planuje się w tym dniu szczyt UE - PAP) Europa może powierzyć mu nowe niebezpieczne wyzwanie: Van Rompuy musi sprawić, by jego nazwisko było wymawiane od Lizbony po Tallin. Zadanie nieproste, bo mało kto nawet wśród Belgów wie, że człowiek, który kieruje ich rządem, jest miłośnikiem wyścigów kolarskich oraz uwielbia kontemplować ptaki w naturze, zwłaszcza egzotyczne" - pisał w weekend dziennik "Le Soir". Dużo bardziej znane są zamiłowania literackie Van Rompuya, który nie traci żadnego dnia, by choć na moment oddać lekturze książek lub pisaniu słynnych już haiku, czyli wywodzącej się z Japonii krótkiej formy poezji. Jeden ze swych wierszy Belg wyrecytował nawet podczas konferencji prasowej przy okazji ostatniego szczytu UE 29 października. Wiersz mówił o wpływających do portu Europy "trzech falach" rozszerzenia UE... Jednocześnie 62-letni Van Rompuy jest czynnym fanem drużyny piłkarskiej Anderlecht i amatorem belgijskiego piwa.

Z wykształcenia ekonomista i filozof, Van Rompuy może o literaturze bez problemu rozmawiać nie tylko w rodzimym języku flamandzkim, ale także po francusku, niemiecku i angielsku. Jeśli zostanie przewodniczącym Rady Europejskiej te językowe zdolności z pewnością przydadzą mu się, by szukać kompromisu między 27 krajami UE.

W UE przydatne będą jednak przede wszystkim zdolności mediacyjne Van Rompuya. Choć kieruje rządem zaledwie 10 miesięcy, "metoda Van Rompuy'a", by znaleźć porozumienie miedzy pięcioma partnerami federalnej koalicji, stała się już słynna. Dzięki niej Van Rompuy zażegnał trwający od wyborów w 2007 roku permanentny kryzys polityczny, doprowadził do przyjęcia budżetu i porozumienia w niezwykłej delikatnej sprawie imigracji i azylu. Metoda Van Rompuya, jak ujawniają bliscy mu ludzie, polega na słuchaniu innych i rozmowach bilateralnych. "Testuje reakcje, następnie proponuje rozwiązanie do zaakceptowania dla wszystkich. Nie przychodzi więc już na początku z gotową formułą" - powiedział przewodniczący federacji belgijskiego biznesu (FEB) Pieter Timmermans. Van Rompuy jest ponadto bardzo cierpliwy, w przeciwieństwie do takich polityków jak francuski prezydent Nicolas Sarkozy, czy były belgijski premier Guy Verhofstadt, wymieniany wcześniej jako kandydat na "prezydenta UE".

W porównaniu z Verhofstadtem, na korzyść Van Rompuya gra też fakt, że nie jest postrzegany w UE jako federalista. "Financial Times" określił go nawet jako "atlantyckiego tradycjonalistę". Flamandzki chrześcijański demokrata "ma wielkie szanse, bo jest lubianą, mało kontrowersyjną postacią z małego, głęboko proeuropejskiego kraju" - ocenił "FT". Jest nową twarzą i nie zdążył stworzyć sobie wrogów - mówi jeden z unijnych dyplomatów.

Nieprawdą jest - przekonuje "Le Soir" - że Van Rompuy nie zna się zbytnio na Europie. "Zacząłem interesować się problemami europejskimi znacznie wcześniej niż objąłem stanowisko premiera (grudzień 2008). W 1964 roku, w wieku 16 lat zorganizowałem pierwsze seminarium europejskie w moim liceum" - przyznał w jednym z wywiadów sprzed miesięcy. Ponadto Van Rompuy zawsze podkreśla, że w UE nie ma silniejszych i słabszych krajów, co dotyczy także krajów założycielskich, wśród nich - Belgii. "Ich rola będzie zapisana w książkach historycznych i powinniśmy być z niej dumni. Ale nie powinno to dziś im dawać dodatkowej przewagi" - powiedział.

Przyjazny ludziom i bardzo rodzinny, pracowity, ale regularnie bierze urlopy i dużo podróżuje. Jest przekonany, że najlepsze decyzje nie podejmuje się wcale, pracując bez przerwy. "Można być oddanym sprawie publicznej, pozostając panem własnego życia" - powiedział w jednym z wywiadów. W ostatnim tygodniu, kiedy cała Europa mówiła tylko o nim, zaszył się ze swym wnukiem w domu na belgijskim wybrzeżu, by odpocząć.

W Brukseli oczekuje się, że szwedzkie przewodnictwo nawet już w poniedziałek, bądź we wtorek, wyznaczy datę nadzwyczajnego szczytu UE w Brukseli, najpewniej na czwartek lub piątek, w sprawie nominacji przewodniczącego Rady Europejskiej i nowego Wysokiego Przedstawiciela UE ds. polityki zagranicznej.

Niewykluczone, że do kompromisu może dojść już podczas poniedziałkowych rozmów w Berlinie, gdzie przywódcy państw UE zjadą się, by obchodzić 20. rocznicę obalenia muru berlińskiego.

środa, 18 listopada 2009

Królowa przedstawiła mowę tronową z programem ustawodawczym

awe, PAP
2009-11-18, ostatnia aktualizacja 2009-11-18 20:13

Wśród pompy i ceremoniału uświęconego tradycją wieków rząd Gordona Browna ogłosił w Izbie Lordów program ustawodawczy na resztę kadencji parlamentu, któremu do wyborów zostało już tylko 80 dni obrad. Program przedstawiła w mowie tronowej królowa Elżbieta II.

Królowa Elżbieta II przedstawiła w brytyjskim parlamencie mowę tronową
Fot. CARL DE SOUZA AP
Królowa Elżbieta II przedstawiła w brytyjskim parlamencie mowę tronową
Głównymi jego punktami są: ukrócenie działań sektora bankowego londyńskiego City wyrażających się w astronomicznych premiach za podejmowanie ryzyka spekulacyjnego i nałożenie na rząd prawnego obowiązku zmniejszenia deficytu budżetowego w okresie czterech lat.

Program obejmuje m.in. uściślenie regulacji sektora bankowego, reformę parlamentu, wprowadzenie darmowej opieki socjalnej dla najuboższej grupy emerytów liczącej tylko w Anglii ok. 400 tys. osób, co ma być sfinansowane z oszczędności w służbie zdrowia, rozszerzenie obecnie największej w świecie bazy danych DNA o nowe kategorie przestępców seksualnych.

Na międzynarodowe korporacje zostanie nałożony obowiązek przeciwdziałania korupcji. Rząd ratyfikuje międzynarodową konwencję o zakazie stosowania bomb kasetowych, zapewni Brytyjczykom powszechny dostęp do superszybkich połączeń internetowych do 2012 roku, usunie dyskryminację tzw. pracowników agencyjnych.

Priorytetem rządu będzie utrwalenie gospodarczego wzrostu i pobudzenie zatrudnienia w miarę, jak gospodarka będzie wychodzić z najgłębszej od pół wieku recesji.

Opozycja - konserwatyści i Liberalni Demokraci - uważa, że rząd nie przedstawił programu ustawodawczego, lecz manifest wyborczy. Poza tym jest zmęczony rządzeniem i nie ma świeżych pomysłów.

Według lidera liberałów Nicka Clegga, przemówienie Elżbiety II było niepotrzebne, zamiast niego Izba Gmin powinna przyjąć nadzwyczajny program reform mający na celu oczyszczenie parlamentu i przywrócenie publicznego zaufania do systemu politycznego, któremu zaszkodził skandal z refundacją wydatków poselskich. Wielu komentatorów ma wątpliwości, czy rząd zdoła zrealizować tak ambitny program do końca maja najbliższego roku, gdy spodziewane są wybory.

Lider konserwatywnej partii David Cameron nazwał rządowy program "politycznym wybiegiem" i "stratą czasu". "W mowie królowej nie chodzi o dobro państwa, lecz o próbę ratowania Partii Pracy. To legislacja dla legislacji, nie po to, by rzeczywiście czegoś dokonać" - powiedział Cameron, cytowany przez BBC. Konserwatyści prowadzą w przedwyborczych sondażach