2010.04.08 Panie Prezydencie! Staję dzisiaj po raz trzeci przed Wysoką Izbą, aby przedstawić informacje o polskiej polityce zagranicznej. Myślę, że mam powody do satysfakcji informując o kontynuacji polityki rządu Donalda Tuska przez okres ostatnich lat. W wielu dziedzinach znaleźliśmy się w pierwszym szeregu europejskich graczy, w miejscu gdzie zapadają decyzje określające kierunki polityki instytucji europejskich. Staliśmy się partnerem cenionym przez innych, krajem, o którego zdanie się pyta, którego rady się szuka. Takiej pozycji nie uzyskaliśmy przez kaprys losu. W Europie jest zapotrzebowanie na aktywny wkład naszego kraju w rozwiązywanie problemów, przed którymi stoi cały Kontynent.
Strategicznym celem Polski jest odgrywanie coraz ważniejszej roli w Unii Europejskiej i NATO. Chcemy także mieć „Zachód” – rozumiany jako dorobek osiągnięć cywilizacyjnych, wyrażony we wspólnych wartościach, normach i standardach - po obu stronach naszej granicy. Wysoka Izbo! Obejmując urząd ministra spraw zagranicznych sformułowałem kilka priorytetów na najbliższe lata: W tym właśnie upatrują dziś nasi Rodacy, a także życzliwi obserwatorzy z zewnątrz, istotę polskiej europejskości. Czerpie ona zarówno z ducha „piastowskiego” ukierunkowanego na wartości zachodnie (i chrześcijańskie korzenie integracji), jak również z ducha „jagiellońskiego”, ukierunkowanego na bliski dialog i porozumienie ze Wschodem. Wysoka Izbo! Zainspirowani wspomnianym przeze mnie przesłaniem polskiej historii oraz budującą praktyką naszego prawie 6-letniego funkcjonowania w Unii Europejskiej, powtarzamy z przekonaniem: Więcej, a nie mniej Europy. Pojmując Unię jako czynnik świadomej reorganizacji Europy, formułujemy naszą wizję modelowego kształtu struktur unijnych. Siłę Unii Europejskiej widzimy w tym, co stanowi o jej wyjątkowości Jest nią swoista etyka wewnątrzunijna, dzięki której efektywność Unii postrzegana jest przez podmioty państwowe i instytucjonalne jako wartość nadrzędna. Dlatego niepodobna wyobrazić sobie funkcjonowania Unii, gdyby nie wyrastała ona z systemu wartości i standardów cywilizacyjnych. Zależy nam na ugruntowywaniu tego fundamentalnego aspektu Unii. Dlatego sformułowany przed dwoma laty priorytet możemy dziś wzmocnić: Polska – współgospodarzem Europy. Więcej Europy, a nie mniej - takie dążenie jest zbieżne z celami innych państw. Przeważa ono nadal nad modelem Unii opartej wyłącznie na grze narodowych interesów. Powinniśmy przeciwstawiać się logice renacjonalizacji. Nie przyczyniajmy się zatem do psucia Unii Europejskiej. Nie degradujmy Unii do areny walki narodowych egoizmów. Najlepszą na nie odpowiedzią powinno być wspieranie tych mechanizmów i postaw w Unii, które wzmacniają jej wspólnotową i solidarystyczną tożsamość. Oczywiście, jesteśmy świadomi, że sytuacja w Unii nie jest odzwierciedleniem Schillerowskiej Ody do radości, która stała się motywem przewodnim hymnu unijnego. Nie jest tak, że w Unii Europejskiej „wszyscy ludzie będą braćmi”. W Unii pojawiają się trendy i procesy, które stanowią wyzwanie dla polskiej polityki zagranicznej i wewnętrznej. Od 20 lat Polska rozwija się w rytmie „rozwoju doganiającego”, podczas gdy niektóre kraje unijne głęboko już wkroczyły na szlak post-industrialny. Różnorodność ta powinna być uwzględniana przy tworzeniu strategii i prawa unijnego, a ocena skutków regulacji powinna brać poważnie pod uwagę zasady jednolitego rynku i potrzebę większej spójności ekonomicznej. Unia potrzebuje debaty o przyszłości budżetu europejskiego. Nie możemy mieć więcej Europy za mniej pieniędzy. Dlatego opowiadamy się za ambitnym budżetem Unii Europejskiej po 2013 r., który pozwoli spełnić rosnące ambicje polityczne i traktatowe wspólnoty; za budżetem, który nie będzie utrwalał podziału pomiędzy państwami członkowskimi pod względem ich zamożności, ale urzeczywistni postulat wyrównania różnic między nimi. Będziemy przeciwdziałać ograniczaniu polityk finansowanych z unijnego budżetu, a zwłaszcza polityki spójności oraz mechanizmów Wspólnej Polityki Rolnej. Europa wciąż potrzebuje inwestycji w infrastrukturę: w szerokopasmowy Internet, drogi, koleje i energetykę. O takie zapisy zabiega polska dyplomacja, a zwieńczeniem tych działań był ostatni sukces Premiera Donalda Tuska podczas Rady Europejskiej, na której omawiano strategię gospodarczą Europa 2020. Polsce udało się zrealizować wszystkie założone cele, czyli podkreślić odpowiednie znaczenie polityki spójności oraz polityki rolnej w Strategii, zaznaczyć potrzebę inwestycji infrastrukturalnych oraz uwzględnić różny poziom rozwoju krajów członkowskich przy wdrażaniu Strategii. Zabiegamy o dalsze pogłębienie rynku wewnętrznego. Szczególną rolę do odegrania ma tu Komisja Europejska, zwłaszcza w kontekście swobody świadczenia usług. To właśnie Komisja powinna być strażnikiem wolnej konkurencji i dokładać starań, aby pomoc publiczna udzielana przez państwa członkowskie nie zakłócała czterech swobód i nie osłabiła jednolitego rynku. Panie Posłanki i Panowie Posłowie! Inny krąg wyzwań wiąże się z aktywnością Unii Europejskiej w sferze polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Odnosi się to zwłaszcza do korelacji pomiędzy głównymi kierunkami – wschodnim i południowym – europejskiej polityki sąsiedztwa. Dotyczy także współzależności pomiędzy Partnerstwem Wschodnim, które stało się głównym motorem polityki sąsiedztwa na wschodzie, a budowanym poza tą polityką partnerstwem strategicznym pomiędzy Unią Europejską a Rosją. Wyzwaniem jest jednak „zmęczenie rozszerzaniem”, pojawiające się w niektórych krajach. Może ono przeobrazić się w czynnik dezorientujący i odpychający od Unii te kraje jej sąsiedztwa, które – jak Turcja czy Ukraina - aspirują do członkostwa. Dlatego nie należy porzucać idei wspierania proeuropejskich wysiłków w tych państwach, a wręcz przeciwnie w sposób pragmatyczny należy je wspierać. Fundamentalne znaczenie będzie miał dla Ukrainy, Mołdowy, a także krajów Południowego Kaukazu rozpoczęty proces negocjacji nowego typu umów stowarzyszeniowych z UE. Będą one bodźcem do intensyfikacji wysiłku modernizacyjnego w tych krajach i ich stopniowego doprowadzenia do standardów europejskich. Równie istotna jest liberalizacja ruchu osobowego. Mamy w pamięci nasze doświadczenia dotyczące ograniczeń w swobodzie podróżowania. Chcemy, aby i nasi wschodni sąsiedzi mieli możliwość podróżowania do Polski i innych krajów unijnych bez zbędnych ograniczeń. Naszym celem jest formułowanie dla krajów Partnerstwa Wschodniego, a także dla Rosji i Bałkanów Zachodnich, map drogowych dochodzenia do ruchu bezwizowego. Osiągnięcie tego celu wymaga wysiłku, także ze strony tych państw. Dla lepszej obrony naszych wspólnych interesów Traktat z Lizbony ustanowił urząd Wysokiego Przedstawiciela ds. Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa oraz Europejską Służbę Działań Zewnętrznych. Polska popiera mocną pozycję Wysokiego Przedstawiciela, a rząd zabiega o jak najsilniejszą reprezentację naszych rodaków w nowej służbie. Natomiast tym, którzy już rozdzierają szaty nad rzekomą polska porażką, należy się zimny prysznic podstawowych faktów. Nie powstała nawet jeszcze struktura organizacyjna Służby. W początkowej fazie stanowiska obejmą głównie urzędnicy już pracujący w Sekretariacie Generalnym Rady i Komisji Europejskiej. To między innymi dzięki działaniom Polski, Wysoki Przedstawiciel będzie zobowiązany co roku prezentować stan zatrudnienia w Służbie z podziałem na państwa członkowskie, który będzie oceniany przez ministrów spraw zagranicznych państw UE. Obecnie polscy kandydaci biorą udział w konkursach na szefów i zastępców szefów delegatur w 32 krajach. Tyle placówek - a nie 150, jak spekuluje prasa - jest do obsadzenia w tym roku. Zgodnie z nowymi regułami mianowano do tej pory jednego szefa placówki - ambasadora UE w Kabulu. Tegorocznej rotacji nie podlega żadna placówka unijna w WNP. Należy pamiętać, że obsada stanowisk w Europejskiej Służbie Działań Zewnętrznych to proces rozłożony na lata. Ze swojej strony MSZ utworzył bazę wysoko wykwalifikowanych pracowników dyplomacji i pracuje nad ich przygotowaniem tak, aby z sukcesem mogli ubiegać się o stanowiska w unijnej dyplomacji. Pamiętajmy też, że przechodzenie części polskich dyplomatów do służby w dyplomacji unijnej jest nie tylko korzyścią, ale i wyzwaniem. Czy Polska jednoznacznie zyskuje, gdy wysoko kwalifikowany ekspert z Centrali MSZ trafi na placówkę unijną w egzotycznym kraju, gdzie jego obowiązkiem jest promować interesy całej Unii? Wysoka Izbo! Unia Europejska to system naczyń połączonych. We wspólnocie istnieją różne konfiguracje państw, które – jak na przykład „motor niemiecko-francuski” – mają na celu udrożnienie i przyspieszenie procesu negocjacyjnego w Unii. Polska również należy do tego rodzaju konfiguracji, manifestując przy tym swój status państwa o dużym potencjale – czego wyrazem jest m.in. udział w Trójkącie Weimarskim, a zarazem kraju solidaryzującego się z państwami regionu. Polska potrafi tworzyć koalicje państw członkowskich. W debacie klimatycznej nie tylko zaproponowaliśmy lepsze rozwiązania, ale zmobilizowaliśmy koalicję kilkunastu krajów i zmodyfikowalismy pakiet zobowiązań klimatyczno-energetycznych. W zgodzie z naszym interesem, będziemy kreować także inne polityki unijne. Sprawdzianem naszej skuteczności będzie polska prezydencja w Unii w 2011 roku. Przygotowania do niej są zaawansowane. Określiliśmy już jej wstępne priorytety, do których należą: 1) zadanie wagi ciężkiej: negocjacje Wieloletnich Ram Finansowych; 2) rynek wewnętrzny – nowe sposoby na ożywienie wzrostu gospodarczego po kryzysie; 3) stosunki z państwami Europy Wschodniej; 4) polityka energetyczna i bezpieczeństwo energetyczne Unii; 5) Wspólna Polityka Bezpieczeństwa i Obrony. Pamiętajmy jednak, że chociaż Prezydencję w Unii sprawować będzie rząd, to stanowić ona będzie wyzwanie dla całego państwa polskiego. Do tego zadania przygotowujemy się i mobilizujemy korpus prezydencji we wszystkich ministerstwach. Dziękuje Wysokiej Izbie za przyznanie nam niemałych środków na ten cel. Liczymy na to, że Wysoki Sejm odegra znacząca rolę w wymiarze parlamentarnym Prezydencji. Prezydencja będzie sukcesem, który wzmocni pozycję Polski w Unii Europejskiej! Panie Marszałku! Świat staje się wielobiegunowy. W XX stuleciu na dalszy plan – szczególnie wraz z rozpadem systemu kolonialnego – schodziła pozycja Europy, rosło natomiast znaczenie Stanów Zjednoczonych, by po zwycięstwie w zimnej wojnie osiągnąć apogeum. Jakkolwiek kryzys finansowy i gospodarczy nadszarpnął pozycję Zachodu, a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, to musimy podkreślić, że nie pojawiła się żadna atrakcyjna koncepcja rozwojowa, która podważałaby fundamenty demokracji, wolnego rynku i państwa prawa. Ameryka i Europa nadal pozostaną ucieleśnieniem sukcesów dobrobytu swoich obywateli, które nie wymagają quasi-militarnej mobilizacji społeczeństw. Wspólnota wartości i demokratycznych rozwiązań nadal spajać będzie Europę i Amerykę Północną. Ku temu zmierzają debaty w NATO, ukierunkowane na wypracowanie nowej strategii Sojuszu, temu służy dialog strategiczny pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską. Jeśliby pokusić się o oddanie w kilku słowach istoty stosunku Polaków do Stanów Zjednoczonych, to można by powiedzieć: mamy nadzieję, że Stany pozostaną „europejskim mocarstwem”; jesteśmy dumni, że jako Europejczycy, wespół z Amerykanami przynależymy do obszaru wysokiego bezpieczeństwa i dobrobytu. W sprawach bezpieczeństwa euroatlantyckiego nasze poglądy są często zbieżne. Liczę, że potwierdzi to wznawiany obecnie dialog strategiczny pomiędzy Polską a USA. Zabiegamy o wzmocnienie amerykańskiej obecności w Polsce. Będzie temu służyć realizacja postanowień Deklaracji o współpracy strategicznej z 2008 r., w tym rozwój współpracy wojskowej, potwierdzonej zawarciem umowy o statusie wojsk (SOFA), która weszła w życie w ostatnich dniach. Sprzyjać temu będzie także wynegocjowane już dostosowanie umowy o bazie przeciwrakietowej do nowej architektury systemu obrony przeciwrakietowej. Widocznym znakiem będzie planowany wkrótce pobyt amerykańskiej baterii Patriot, urzeczywistniający ideę fizycznej obecności wojsk sojuszniczych w Polsce. Patrzymy realistycznie na możliwości USA w kontynuowaniu dotychczasowej polityki globalnej, w szczególności wobec naszego regionu. Zależałoby nam, żeby stosunki polsko-amerykańskie opierały się nie tylko na sprawach polityki bezpieczeństwa, lecz również na większej amerykańskiej obecności inwestycyjnej, technologicznej i intelektualnej w Polsce. Chcemy ożywić unikatowy polsko-amerykański projekt, jakim jest Wspólnota Demokracji, o której będzie jeszcze mowa. Miłym gestem byłoby odejście od dyskryminowania Polaków w polityce wizowej USA. Wysoka Izbo! Europejska polityka sąsiedztwa stawia sobie za cel budowanie przyjaznego otoczenia międzynarodowego. Granice zewnętrzne Unii nie mogą wytyczać uskoku cywilizacyjnego. W naszym rozumieniu, Unia powinna pozostawać otwarta w stosunku do dwóch wielkich obszarów sąsiedztwa: śródziemnomorskiego oraz wschodniego. Cele te zaś determinuje trafne rozróżnienie między oboma kierunkami: podczas gdy południowe obrzeże Morza Śródziemnego to sąsiedzi Europy, to na wschodzie stykamy się z europejskimi sąsiadami. Taka właśnie percepcja problemów sąsiedztwa legła u podstaw polsko-szwedzkiej inicjatywy Partnerstwa Wschodniego. Inicjatywa ta polega na wsparciu procesów transformacji zachodzących w państwach partnerskich, tak aby ich standardy zbliżały się do pułapu acquis communautaire. Oczywiście, podstawowa praca modernizacyjna musi być wykonana przez same te państwa. W kwestiach bilateralnych, widzimy możliwość podniesienia stosunków między Polską a Niemcami do poziomu intensywnego partnerstwa strategicznego. Dorobek minionych 20 lat pojednania i ścisłej współpracy, w tym aktywnego promowania przez Republikę Federalną Niemiec polskiego członkostwa w Unii i w NATO, potwierdził w naszych oczach wiarygodność Niemiec. Dziś Polacy nie boją się już Niemców. Niemcy są największym partnerem gospodarczym Polski, krajem z którym łączą nas bliskie stosunki polityczne i kulturalne. W ramach przeglądu realizacji Traktatu Polsko-Niemieckiego, szukać będziemy lepszych sposobów realizacji praw mniejszości polskiej w Niemczech i nauczania języka polskiego. Trudno nie wspomnieć o historycznej przyjaźni z Francją, czy współpracy z najbliższymi sąsiadami – z krajami Grupy Wyszehradzkiej oraz krajami regionu Morza Bałtyckiego. Dziękujemy Wielkiej Brytanii za gościnność dla naszych rodaków. Wspieramy państwa bałkańskie w staraniach o wstąpienie do Unii Europejskiej. Korzystamy z doświadczeń Hiszpanii, sprawującej obecnie prezydencję w Radzie Unii Europejskiej. Jesteśmy gotowi do takiej owocnej współpracy z kolejnymi prezydencjami: belgijską oraz węgierską. Już współpracujemy w trio Polska-Dania-Cypr. Wysoka Izbo! Mówiąc o stosunkach z Rosją, dostrzegamy, że mimo poprawy w okresie ostatnich kilkunastu miesięcy, nadal są one obciążone tragiczną materią historyczną. Uważam, że nasze – polskie i rosyjskie – podejście do 70. rocznicy zbrodni katyńskiej jest testem tego, na ile znormalizowały się nasze relacje. Wczoraj byliśmy świadkami historycznego momentu, gdy premierzy Polski i Rosji wspólnie uczcili pamięć ofiar reżimu stalinowskiego: pamięć polskich oficerów, jeńców wojennych zamordowanych przez NKWD w 1940 r., ale także pamięć Rosjan, Ukraińców, Żydów i wielu innych narodowości byłego ZSRR, które padły ofiarą czystek i innych form represji sowieckich. Jesteśmy za odpolitycznieniem problemu katyńskiego oraz innych białych i czarnych plam w historii stosunków polsko-rosyjskich. Dziękuję za pracę Grupy ds. Trudnych pod przewodnictwem profesora Adama Daniela Rotfelda i akademika Anatolija Torkunowa. Ta grupa wybitnych historyków i ekspertów przyczyniła się do ukierunkowania dyskusji historycznej na tory dialogu i poszukiwania prawdy. Taka była nasza wieloletnia droga pojednania z Niemcami, taka musi być też z Rosjanami. Mając w pamięci doniosłe wypowiedzi krytyczne pod adresem stalinizmu, wyartykułowane ostatnio przez Prezydenta Miedwiediewa i Premiera Putina, wierzę, iż kolejne gesty i czyny są możliwe. Wysoka Izbo! Ukraina właśnie zdała ważny egzamin z demokracji. Ostatnie wybory prezydenckie w tym kraju pokazały, jak szybko dojrzewa tamtejsze społeczeństwo obywatelskie. Mamy nadzieję, że ukraińska klasa polityczna skieruje Ukrainę na tory przyspieszonej modernizacji państwa i gospodarki oraz że potwierdzi swój proeuropejski wybór, podejmując się implementacji projektów Partnerstwa Wschodniego. Mamy nadzieję, że Ukraina dążąc do zinstytucjonalizowanej Europy zachowa dobre relacje i współpracę z ościennymi państwami. Jak i dotychczas, Polska pozostanie adwokatem spraw ukraińskich, jeśli Ukraina będzie sobie tego życzyć. Z uwagą i życzliwością obserwujemy krzepnięcie państwowości białoruskiej. Ale w realiach post-sowieckich, niepodległość nie może się ugruntować bez postępów demokracji. Dlatego deklarując wolę szerokiej współpracy z Republiką Białorusi, niezmiennie zachęcamy władze białoruskie do zmiany systemowej. Zmiana ta powinna obejmować – w myśl zasad demokracji i praw człowieka – prawo do swobodnego zrzeszania się, co szczególnie odnosi się do mniejszości polskiej na Białorusi, czego wymagamy. Demokratyczna Mołdowa jest ważna dla Polski i Unii Europejskiej. Wspieramy rządzącą w Kiszyniowie koalicję demokratyczną, czego dowiedliśmy zaoferowawszy jej pomoc kredytową i techniczną. Mobilizujemy również naszych partnerów w Unii na rzecz Mołdowy. Niezmiennie postulujemy integralność terytorialną Gruzji. Zachęcamy do nadania nowego impetu reformom modernizacyjnym. Nasze doświadczenie uczy, że tędy wiedzie najpewniejsza droga do członkostwa w instytucjach świata zachodniego. W usiłowaniach transformacyjnych wielką szansę dla Gruzji oraz pozostałych państw Kaukazu Południowego – Armenii i Azerbejdżanu - stwarza ich włączenie się do Partnerstwa Wschodniego. Widzimy także kluczową rolę tych krajów, a także państw Azji Centralnej, w tworzeniu alternatywnych szlaków przesyłu surowców energetycznych. Wysoka Izbo! Drugi priorytet, jaki sformułowałem dwa lata temu to: Żyjemy w czasach, w których na bezpieczeństwo Polski i Europy wpływają nie tylko klasyczne zagrożenia, ale także różnorodne wyzwania jak kryzysy energetyczne, zmiany klimatyczne, migracje, niebezpieczeństwo ataków terrorystycznych, konflikty regionalne, ataki w cyberprzestrzeni, łamanie praw człowieka, rozprzestrzenianie broni masowego rażenia i inne tego rodzaju zjawiska. Dopóki jednak na Ziemi nie zatriumfują zasady Immanuela Kanta z jego eseju o wieczystym pokoju, żaden szanujący się rząd nie może wykluczyć zagrożeń i konfliktów zbrojnych. Wojna na Kaukazie Południowym w 2008 r. uświadomiła, że użycie siły militarnej do rozstrzygania konfliktów regionalnych w Europie jest czymś realnym. Dlatego tak istotną rolę nadal odgrywa sojusznicza więź transatlantycka, spajająca cywilizację Zachodu. Udział polskiego przedstawiciela w grupie ekspertów do wypracowania nowej strategii Sojuszu, to potwierdzenie naszej pozycji w NATO. Wysoka Izbo! Jak pisał Św. Augustyn, wojna sprawiedliwa, to tylko taka, której zaniechanie może prowadzić do większego nieszczęścia niż konflikt zbrojny. Operacje wojskowe, które łączą się z dużymi kosztami oraz ryzykiem utraty zdrowia i życia żołnierzy nigdy nie są popularne. Ponieważ chcemy odgrywać coraz ważniejszą rolę w strukturach europejskich i euroatlantyckich, nie możemy być tylko beneficjentem gwarantowanego przez te struktury bezpieczeństwa. Przypomnę: do Afganistanu weszliśmy razem z NATO, ponieważ nasz sojusznik - Stany Zjednoczone - został zaatakowany. Decyzja podjęta w 2001 r. została potwierdzona w 2005 r., kiedy Polska wzmocniła swoją obecność w Afganistanie. My tę decyzje honorujemy, dodając do tego spójną strategię obecności w misjach zagranicznych. Zgodnie z tą strategią wycofujemy się z kontyngentów, na których nasza użyteczność zmalała, po to, aby wzmocnić priorytetową misję NATO w Afganistanie, od której w istotnym stopniu zależy wiarygodność Sojuszu. Dlatego Polska ma siódmy co do wielkości kontyngent na 43 kraje biorące udział w operacji ISAF. W sprawie naszego zaangażowania w Afganistanie apeluję do opozycji o odpowiedzialność i wyjęcie jej poza nawias politycznej gry. Nasza strategia w Afganistanie to nie tylko działania militarne. Aby osiągnąć sukces, kluczowa będzie pomoc w rozwoju gospodarki i przywrócenie Afgańczykom nadziei na normalne życie. Jednak bez zapewnienia chociażby elementarnego bezpieczeństwa, nadziei tej nie da się odbudować. Nie zamierzamy pozostać w tym kraju na zawsze, ale w perspektywie najbliższych lat chcemy przekazać całkowitą odpowiedzialność za jego bezpieczeństwo i rozwój władzom afgańskim. Wysoka Izbo! Drugim filarem naszego bezpieczeństwa jest Unia Europejska. Wejście w życie Traktatu z Lizbony stwarza nowe możliwości rozwoju unijnych zdolności w zakresie reagowania kryzysowego i wspólnej obrony. Wzmocnienie tej sfery współdziałania państw członkowskich jest konieczne, jeśli Europa chce zająć należne jej miejsce wśród światowych potęg. Jak już wspomniałem, chcielibyśmy uczynić rozwój Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony jednym z priorytetów naszej prezydencji. Gdy mowa o bezpiecznej Unii Europejskiej, jawi się natychmiast kwestia bezpieczeństwa energetycznego. Unia powinna posiadać instrumenty i mechanizmy, które umożliwią jej pomoc nawet dla pojedynczych państw członkowskich, którym zagrażałby dramatyczny spadek dostaw surowców energetycznych. Popieramy inicjatywy wzmacniania bezpieczeństwa i solidarności energetycznej – takie jak budowa łączników pomiędzy narodowymi sieciami gazowymi. Udzielamy wsparcia projektom o istotnym znaczeniu dla dywersyfikacji dostaw gazu do Unii, takim jak rurociąg Nabucco, i szerzej całej koncepcji Południowego Korytarza Energetycznego. Dążymy do wzmocnienia roli Komisji Europejskiej, jako strażnika wspólnego rynku energii, dążymy do wzmocnienia wspólnotowego charakteru polityki energetycznej. Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie jest wciąż potrzebna. Jako struktura, która obejmuje obszar od Vancouver po Władywostok jest predysponowana do służenia za forum debaty nad przyszłością bezpieczeństwa europejskiego. Taka debata powinna obejmować wszystkie aspekty „twardego” i „miękkiego” bezpieczeństwa i nie może abstrahować od oceny wypełniania przyjętych już zobowiązań międzynarodowych przez członków organizacji. Dotyczy to między innymi problemu rozbrojenia konwencjonalnego. Panie Posłanki, Panowie Posłowie! Kryzys światowy wymusił zmiany architektury instytucjonalnej w zakresie zarządzania międzynarodowym systemem finansowo-gospodarczym. Globalna zapaść ekonomiczna otworzyła oczy rządom i instytucjom międzynarodowym na skomplikowane zależności światowego systemu gospodarczego. Coraz więcej decyzji podejmowanych jest na globalnych forach, takich jak G20. Czując się współgospodarzem Unii Europejskiej, postulujemy, aby wspólnota, wypowiadając się w imieniu wszystkich swoich członków, przemawiała jednym głosem. Powinien on uwzględniać doświadczenia naszej części Europy, która z sukcesem dokonała przejścia od gospodarki centralnie planowanej do nowoczesnej gospodarki wolnorynkowej. Wysoki Sejmie! Po trzecie: postulowałem aby Polska wzmacniała swą markę jako kraj sukcesu, kochający wolność i umiejący się nią dzielić. Jesteśmy świadkami rywalizacji dwóch odmiennych wizji rozwoju i budowania dobrobytu: kapitalizmu demokratycznego i kapitalizmu autokratycznego. Dla nas Polaków i Europejczyków nie jest obojętne, która z tych wizji zwycięży. Z satysfakcją obserwujemy, jak projekt i inicjatywa mojego wielkiego poprzednika -- Bronisława Geremka-- Wspólnota Demokracji, obchodzi swoje dziesięciolecie. Z tej okazji będę miał zaszczyt gościć w Krakowie w dniach 2-4 lipca ministrów spraw zagranicznych krajów członkowskich Wspólnoty. Zaprosiliśmy do udziału przedstawicieli ponad 100 państw. Obecni będą aktywiści i liderzy demokratyczni z całego świata, przedstawiciele międzynarodowych organizacji pozarządowych, ludzie nauki i biznesu oraz mediów. Celem spotkania będzie odnowienie Deklaracji Warszawskiej z 2000 roku oraz program działań społeczności międzynarodowej na rzecz wspierania demokracji na najbliższe lata. Proszę Wysoki Sejm, aby – razem z Parlamentem Europejskim i Kongresem Stanów Zjednoczonych – zechciał przyjąć uchwałę popierającą Wspólnotę. My Polacy wiemy, jaka jest wartość demokracji. Dlatego cieszymy się, że Stały Sekretariat Wspólnoty, obok Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka wybrał Warszawę na swoją siedzibę. Jestem przekonany, że spotkanie w Krakowie przysłuży się dalszemu popularyzowaniu doświadczeń pokojowej transformacji demokratycznej naszego regionu. Byłbym wdzięczny Wysokiej Izbie, gdyby zechciała uchwalić ustawy, które unormowałyby działalność zarówno Stałego Sekretariatu Wspólnoty Demokracji, jak i Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka. Przypadająca w tym roku 30. rocznica powstania „Solidarności” będzie kolejną okazją do przypomnienia osiągnięć ruchów wolnościowych w krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Jest też doskonałą okazją dla wyrażenia naszej wdzięczności tym wszystkim, którzy wspierali proces przemian w Polsce i ruch Solidarnościowy. Hasło: „Nie ma wolności bez Solidarności” niesie ze sobą uniwersalne przesłanie. Chcemy, aby nasi partnerzy postrzegali Polskę jako kraj nie tylko nowoczesny, ale także zakorzeniony w dziedzictwie światowym. Muzyka dociera do ludzkich serc bez względu na pochodzenie etniczne i bariery językowe. Obchodzony na całym świecie „Rok Chopinowski” jest nie tylko spotkaniem z muzyką wielkiego kompozytora, ale także spotkaniem z kulturą jego ojczystego kraju. Na światowej wystawie EXPO w Szanghaju zaprezentujemy Polskę, jako kraj o silnej i nowoczesnej gospodarce, działającej z sukcesem w ramach europejskiego jednolitego rynku. Naszym celem pozostanie rozwój współpracy gospodarczej, inwestycyjnej i technologicznej z naszymi partnerami w Azji, w basenie Zatoki Perskiej. Zamierzamy nadal rozwijać przyjacielski dialog z Izraelem. Będziemy szukać nowych możliwości rozwoju relacji ekonomicznych z naszymi partnerami w Ameryce Łacińskiej oraz kontynuować zaangażowanie we współpracy rozwojowej z krajami Afryki. Wysoka Izbo, Współpraca rozwojowa stała się kluczowym narzędziem polityki zagranicznej. Jest to także ważny element promocji wizerunku Polski, zwłaszcza w krajach objętych Partnerstwem Wschodnim i w miejscach stacjonowania polskich kontyngentów, szczególnie w Afganistanie. Często wysiłek ten umyka zainteresowaniu mediów, a więc przypomnę: w zeszłym roku w stolicy prowincji stacjonowania naszego kontyngentu – w Ghazni – wyposażyliśmy miejscowy szpital, zbudowaliśmy drogi oraz radiostację. Zorganizowaliśmy szkolenia zawodowe dla kobiet. W tym roku budżet pomocy rozwojowej będący w dyspozycji MSZ wynosi 100 mln złotych, z czego 35 mln planujemy wydać w Afganistanie. Angażując się we współpracę rozwojową dajemy praktyczny wyraz solidarności ze społeczeństwami, które nie mogą tak jak my, cieszyć się owocami dobrobytu. Przed kilkoma miesiącami w Kijowie odwiedziłem dom dla sierot, który powstał dzięki wspólnemu wysiłkowi Polski, Niemiec i Ukrainy. To tylko jeden projekt, ale pokazuje, że to, co dawniej było nie do pomyślenia, dziś jest rzeczywistością. Jeśli chcemy, aby nasze działania w zakresie współpracy rozwojowej były docenione, jeśli chcemy być efektywni w tych działaniach, potrzebujemy nowego instrumentarium prawnego-instytucjonalnego, przystosowanego do współczesnych standardów. Jeszcze w tym roku rząd przedstawi projekt właściwej ustawy. Panie Posłanki i Panowie Posłowie, Po czwarte, Polska jako kraj wspierający swoją diasporę, silny jej dynamizmem. Razem z Polakami rozsianymi po całym świecie tworzymy 55-milionową społeczność ludzi odwołujących się do wspólnej tradycji, historii i kultury. Obecność członków tej społeczności na wszystkich kontynentach daje nam ogromny atut w postaci kontaktów z zagranicznymi partnerami. Nie zapominamy przy tym, że nasi rodacy będą silnym partnerem tylko wówczas, gdy silna będzie ich pozycja w krajach w których żyją. Pomoc naszym rodakom za granicą w kultywowaniu ich przywiązania do polskiej tradycji i kultury oraz obrona ich praw jest jednym z naszych najważniejszych zadań. Po raz pierwszy w zeszłym roku wydaliśmy „Raport o sytuacji Polonii i Polaków za granicą”. Jest to efekt współpracy z innymi instytucjami państwowymi, zwłaszcza Senatem RP, organizacjami polskimi i polonijnymi oraz organizacjami pozarządowymi. To pierwsze tak kompleksowe przedstawienie tej problematyki. Obecnie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przystąpiło do opracowania „Atlasu obecności Polonii i Polaków na świecie”. Wysoki Sejmie, Zniesienie wewnętrznych granic pomiędzy państwami strefy Schengen słusznie uznajemy za wielkie osiągnięcie integracji europejskiej, symboliczną klamrę wielowiekowego okresu wojen i podbojów, dla których usprawiedliwieniem była walka o utrzymanie i poszerzenie granic. Okres ten przyniósł śmierć milionom Europejczyków i podważył ekonomiczne fundamenty egzystencji narodów europejskich. Służba konsularna może stać się obszarem pionierskiej współpracy w wymiarze europejskim. Wymogi związane z funkcjonowaniem strefy Schengen oraz potrzeba racjonalizacji wydatków dotyczących obsługi konsularnej osób podróżujących do Europy zachęcają do poszukiwania nowatorskich rozwiązań. Przed kilkoma miesiącami podpisaliśmy ze Szwecją umowę, na mocy, której szwedzki konsul będzie wykonywał swoje obowiązki, urzędując w Konsulacie Generalnym RP w Kaliningradzie. Zamierzamy podpisać także umowy o reprezentacji wizowej, pozwalającej wydawać wizy w imieniu państwa, które nie posiada własnego przedstawicielstwa na terytorium kraju urzędowania. Wobec braku przedstawicielstw w wielu krajach Afryki i Ameryki Południowej chcemy skorzystać z rozbudowanej tam sieci placówek innych państw europejskich. Naszym partnerom oferujemy podobną pomoc w regionach, gdzie jesteśmy lepiej reprezentowani, a więc w Europie Wschodniej i Azji Środkowej. W ramach Grupy Wyszegradzkiej prowadzimy rozmowy w celu tworzenia wspólnych placówek konsularnych i wzajemnej wymiany konsulów. Pierwszym konkretnym efektem było uruchomienie Domu Wyszehradzkiego w Kapsztadzie. Panie Posłanki i Panowie Posłowie, Opieka i pomoc naszym obywatelom za granicą jest jednym z priorytetów służby zagranicznej. Praca konsulów przyciąga zainteresowanie mediów w sytuacjach kryzysowych, kiedy trzeba ewakuować ludzi lub nieść pomoc poszkodowanym rodakom. Ale niezależnie od sytuacji wyjątkowych, każdego dnia pracownicy konsulatów pomagają rozwiązywać codzienne problemy wielu tysiącom naszych obywateli oraz załatwiać sprawy cudzoziemców, którzy wybierają się do naszego kraju. Wizerunek Polski w dużym stopniu zależy od sprawności i profesjonalizmu pracy naszych konsulów, którzy dla większości cudzoziemców są pierwszymi przedstawicielami państwa polskiego, jakich spotykają. Naszą odpowiedzią na wyzwania, przed jakimi staje służba konsularna jest rewolucja techniczna i organizacyjna. Dzięki wprowadzeniu nowoczesnych systemów informatycznych poprawiliśmy efektywność pracy naszych placówek. Radykalnym ułatwieniem w przyjmowaniu i rozpatrywaniu wniosków wizowych będzie stworzenie e-konsulatów. Dzięki „mobilnym konsulatom” zmieni się natomiast sposób funkcjonowania naszych placówek: to nie interesanci będą musieli pokonywać długie odległości do najbliższych konsulatów lub tygodniami oczekiwać na załatwienie spraw pocztą, ale konsul – wyposażany w odpowiedni sprzęt – będzie wykonywał swoje obowiązki bliżej interesantów. Rozpoczęliśmy realizację konsularnego centrum telefonicznego, dzięki któremu z każdego zakątka świata będzie można łatwo i szybko uzyskać informacje, a jak trzeba, także pomoc. Wspieramy polskich pracowników migrujących, którzy podejmują niekiedy trudną decyzję o powrocie do kraju. Wysoka Izbo! Po piąte: Polska dyplomacja jako skuteczna służba. Aspirowanie do współzawodnictwa w europejskiej „lidze mistrzów” wymaga poprawy zdolności gry zespołowej, lepszej techniki i organizacji. Konsekwencją integracji europejskiej oraz zacierania się granic pomiędzy polityką zagraniczną a sprawami zagranicznymi związanymi z członkostwem w UE jest połączenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych z Urzędem Komitetu Integracji Europejskiej. Stworzyliśmy nową jakość wynikającą z połączenia dwóch organizmów o uzupełniających się doświadczeniach, kompetencjach oraz kulturach pracy. Szczególnym sprawdzianem skuteczności nowej struktury będzie prezydencja Polski w Unii Europejskiej. Będzie to wieloetapowa kampania, do której przeprowadzenia potrzebujemy służby profesjonalnej, mobilnej i zdolnej do szybkiego reagowania w wymiarze globalnym. Pomimo trudnej sytuacji budżetowej i populistycznych ataków będziemy kontynuować proces modernizacji polskiej służby zagranicznej. O bolączkach, wyzwaniach i szansach mówiłem szerzej Wysokiej Izbie w zeszłym roku, który zwłaszcza w pierwszych 6 miesiącach dotknął naszą służbę i program jej modernizacji gwałtowną deprecjacją złotówki wobec walut obcych. Dzisiaj chciałbym tylko powtórzyć, że stworzenie nowoczesnej, dobrze zmotywowanej i wykształconej kadry zajmującej się koordynacją europejską i polityką zagraniczną jest inwestycją, a nie kaprysem. Wyposażenie tej służby w nowoczesne narzędzia pracy i komunikacji jest krytycznym elementem przygotowań do podjęcia przez nią wyzwań wykraczających poza prezydencję w Unii Europejskiej. Nie zrealizujemy aspiracji godnych szóstego państwa Unii Europejskiej bez nadrobienia skutków długoletniego niedoinwestowania służby zagranicznej. Placówki zagraniczne służą całej administracji państwowej – a w części konsularnej – naszym obywatelom i emigrantom tak samo jak rozmaite urzędy krajowe. Ministerstwo Spraw Zagranicznych znajduje się w awangardzie racjonalizacji zatrudnienia i gospodarowania środkami budżetowymi. Inwestycje i reformy w dużej mierze prowadzimy dzięki poczynionym oszczędnościom. Mówiąc to, chcę przypomnieć, że w Brukseli budujemy największy obiekt Państwa Polskiego za granicą od lat 70, że na ostatnim etapie jest wykończenie nowego budynku KG we Lwowie, że rozpoczęliśmy prace nad nowymi ambasadami w Mińsku i Bagdadzie. W najbliższych tygodniach przedstawimy wieloletni plan finansowania budowy nowej ambasady RP w Berlinie, obiektu reprezentacyjnego, ale jednak o wiele oszczędniejszego, niż wynikałoby to z dawnych założeń. W Wilnie przygotowujemy nową siedzibę polskiej ambasady w historycznym Pałacu Paców. W nadchodzących miesiącach tego roku planujemy pozyskanie nowej siedziby dla konsulatu w Londynie, finalizujemy prace w nowej siedzibie Stałego Przedstawicielstwa RP przy ONZ w Nowym Jorku. W kilku miejscach świata: w Brukseli, Londynie, Sztokholmie, Madrycie czy Bukareszcie małe, ale świetnie wyposażone siedziby naszych Instytutów Kultury stają się rozpoznawalną wizytówką polskiego dobrego gustu. Wreszcie – od czego powinienem może zacząć – na niespotykaną wcześniej skalę zaczęliśmy inwestować w ludzi. Nowopowołane w MSZ Centrum Rozwoju Zawodowego uruchamia programy szkoleniowe, które od lat nie miały precedensu. Zamrażając płace na szczeblu kierowniczym doprowadziliśmy do istotnych podwyżek wynagrodzeń dla najmłodszych stażem pracowników MSZ, co od razu w widoczny sposób zwiększyło zainteresowanie podjęciem pracy w Ministerstwie. Wbrew medialnym pogłoskom, z MSZ nie odchodzą analitycy i eksperci, ale zgłaszają się do nas doświadczeni kandydaci, także tacy, którzy chcą wrócić z Zachodu, w tym z unijnych instytucji. Chciałbym ponownie prosić Panie i Panów Posłów o wsparcie wysiłków na rzecz modernizacji MSZ. Poprzez uchwalenie nowej ustawy o służbie zagranicznej musimy wygospodarować środki na wzmocnienie instytucjonalne Ministerstwa Spraw Zagranicznych a także stworzenie zachęt do pracy za granicą, zwłaszcza w placówkach trudnych i niebezpiecznych. Z jednej strony powinna ona uczynić polską dyplomację służbą w pełnym tego słowa znaczeniu, a z drugiej przynajmniej w skromnym wymiarze powinna zrekompensować jej członkom nowe wymagania i obowiązki. Wysoka Izbo, Dzieje ostatnich 300 lat możemy interpretować, jako nieustanne próby wyrwania Polski z cywilizacyjnych peryferii Europy. Na przeszkodzie, oprócz przeszkód geopolitycznych, stał niedostatek potencjału gospodarczego. Tym razem jest inaczej i to, czy nam się uda, zależy głównie od nas samych, od naszej zdolności do innowacji, naszego wysiłku i determinacji. Szansę tę daje nam integracja europejska. Uczestnictwo Polski w procesach integracyjnych w Europie widzimy jako główny sposób realizacji narodowego celu jakim jest bezpieczeństwo i modernizacja kraju. Ostatnie lata utwierdzają nas w przekonaniu, że tę wywalczoną szansę w pełni wykorzystamy, realizując testament naszych przodków oraz kładąc fundament pod lepszą przyszłość dla następnych pokoleń Polaków. Dziękuję Wysokiej Izbie za wysłuchanie tej informacji i proszę o jej przyjęcie. |
czwartek, 8 kwietnia 2010
Informacja Ministra Spraw Zagranicznych o założeniach polskiej polityki zagranicznej w 2010 roku
wtorek, 23 lutego 2010
Filozofia młodych puszczalskich
Prostytucja nieletnich zmienia swoje oblicze
Młodzi wystawiają się na sprzedaż już nie z powodu biedy, ale dla poprawienia statusu społecznego. Kiedy określa go marka posiadanego telefonu czy spodni, młodzi ludzie szybko orientują się, że nie ma nic za darmo. I że mają do zaoferowania towar, na który jest zawsze popyt – swoje ciało.
Diana stała przy trasie międzynarodowej E67 tuż za Wyszkowem. W lesie, niedaleko stacji benzynowej. Blond włosy do ramion, szczupła, dziecięca. W koszulce na ramiączkach i spódniczce mini.
![]() | ||
|
- Jeżdżę tą trasą kilka razy w tygodniu, wiozę towar spod Białegostoku do Warszawy – opowiada Jan, 40-letni kierowca zatrudniony w hurtowni. - Kiedy raz tankowałem paliwo przyszła na stację, potem podeszła do mnie i zapytała, czy bym jej nie podwiózł kawałek dalej.
Zgodził się. Poprosiła, żeby zatrzymać się w środku lasu. Jan nieco się zdziwił, bo nic tam nie było. Żadnych domów, tylko zatoczka do zaparkowania wśród drzew. Zapytał, czy idzie zbierać poziomki, czy jagody. Zaśmiała się tylko i powiedziała, że teraz młodzież nie tak zarabia na wakacje. Jan nie bardzo zrozumiał.
- A ona powiedziała, że za podwiezienie może mi zrobić loda za free – opowiada kierowca. – Wtedy to mnie wcięło. Zapytałem, ile ma lat. Odpowiedziała, że 17, ale jej nie uwierzyłem. Moja córka ma 14, a wyglądała doroślej od niej wtedy.
Nie skorzystał z "promocyjnej" okazji. Potem widywał Dianę jeszcze kilkakrotnie, gdy przemierzał trasę. Raz się zatrzymał. Pamiętała go, powiedziała wprost, że promocja się skończyła i teraz musi już normalnie zapłacić.
Diana bez oporów opowiadała mu o sobie. Chce zarobić trochę pieniędzy, w domu nędzy nie ma, ale zawsze to lepiej mieć fajny ciuch, albo móc wyskoczyć na imprezę. W przyszłości chciałaby znaleźć wspólniczkę, wynająć razem mieszkanie i dać ogłoszenie w internecie. Już nawet miała wymyślone hasło reklamowe: "dwie młode, ładne, napalone uczennice". Bo faceci lubią młode ciałka, polecą na ten tekst, chociaż Diana już skończyła szkołę średnią, fryzjerską, ale wygląda młodo. To się lepiej sprzedaje, jak się powie, że uczennica, najlepiej gimnazjalistka.
Z dobrych domów
Obraz nieletniej prostytutki zmienił się w ciągu ostatnich 10 lat. Według badań dr Małgorzaty Kowalczyk-Jamnickiej w 1999 r. większość stanowiły dzieci z patologicznych rodzin, gdzie nie było pieniędzy, za to na porządku dziennym pojawiał się alkohol. Aż 80 procent nieletnich prostytutek pochodziła z rodzin robotniczych. Dzisiaj coraz częściej to dziewczęta z przeciętnych rodzin, inteligenckich, im nie brakuje na chleb, za to potrzebują zabawić się, mieć nowy telefon czy modny ciuch. Nieletnie prostytutki zarabiają dorywczo, okazyjnie, w wakacje czy po szkole. Rzadko stoją na ulicy czy pracują w agencji. Za to chętnie szukają sponsorów.
Nie wiadomo dokładnie, ile ich jest, prostytucja nieletnich nie widnieje w statystykach. Po pierwsze prostytuowanie się nie jest przestępstwem zgodnie z polskim prawem. Ściganiu podlega jedynie seks z osobą poniżej 15. roku życia.
Jednak policjanci rzadko mają szansę wytropić pedofila, bo żadnej ze stron nie zależy na tym, by ujawniać wiążące ich relacje. Ponadto prostytuowanie się nieletnich rzadko jest ich sposobem na życie, robią to od czasu do czasu, żeby sobie "dorobić", gdy brakuje pieniędzy na imprezę, nowy ciuch, fajniejszy telefon.
- Zabawne jest to, że jak się puszczałam, to miałam lepszą opinię w szkole niż teraz – mówi Marta, 16-latka z małej miejscowości pod Warszawą.
Uczennica gimnazjum ze średnią ocen 4,0, spokojna, niewyróżniająca się niczym. Rzadko chodziła na imprezy, udzielała się w kółku muzycznym, nie miała stałego chłopaka, chociaż kilku kręciło się wokół niej i umawiała się z nimi to do kina, to do kawiarni. Na wizerunku szarej myszki zależało jej, bo często miała „sponsorów” - starszych mężczyzn, z którymi uprawiała seks w zamian za prezenty, czasem pieniądze.
- W rozmowach z koleżankami to byłam pierwsza naiwna, co to nie wie jak się całować z języczkiem – opowiada Marta.
Podobał się jej chłopak ze starszej klasy, ale nigdy nie posunęła się z nim dalej niż przeciętna nastolatka. Kiedy tylko próbował włożyć jej rękę pod bluzkę, natychmiast mówiła "stop", potrafiła nawet się obrazić, że jej "nie szanuje".
- Zabawne, że ja prawie w to wierzyłam – mówi Marta. – Psycholog powiedział, że sama przed sobą udawałam, bo to było mi potrzebne, żeby nie czuć się winną. Ale nie wiem, czy to prawda.
Według niej wytłumaczenie jest prostsze. Gdyby zaciągnęła chłopaka do łóżka albo jeszcze nie daj Boże potem by się rozeszli, to nastolatek rozgadałby wszystkim, że Marta to puszczalska. A przy jej "zawodowym" nastawieniu do seksu byłoby to niebezpieczne.
Pytam: wstydziłaś się tego, że sprzedawałaś się?
- Wtedy wydawało mi się to jakoś takie zwyczajne, nie zastanawiałam się nad tym – odpowiada Marta
Dlaczego to robiła? Żeby mieć swoje pieniądze. Rodzice jej nie dawali? Dawali, ale matka kazała oszczędzać, Marta musiała się tłumaczyć, na co wydaje kieszonkowe. Jak sama "zarobiła", to nie musiała się tłumaczyć?
- No, też, ale to co innego, jak się ma swoje – wykręca się Marta.
Jej rodzice rozwiedli się, więc matce opowiadała, że buty dostała w prezencie od ojca, który z nimi nie mieszka, a ojcu – że od matki. I nawet była dumna z tego, że jest taka sprytna i samodzielna.
Liczy się, jakiego masz faceta
Badania dra Jacka Kurzępy z Uniwersytetu Zielonogórskiego potwierdzają, że środowisko rówieśników nie piętnuje jednoznacznie prostytuujących się dziewcząt. Posiadanie sponsora przecież pozwala podwyższyć swój status w grupie. W świecie nastolatków liczy się to, jakie wrażenie na innych możesz zrobić. Nie masz nowej komórki, iPoda, nosisz ubranie marek niebędących na topie? Jesteś looser, frajer, padaka i ogólnie żenua. Do bakutilu się nadajesz jedynie. Wszystko jest lepsze niż spadnięcie tak nisko w hierarchii grupowej. Zresztą co jest złego w seksie?
- Te dziewczyny nie dopuszczają poważniejszych związków. Ważne tylko, żeby się pokazać koleżankom, zaimponować, coś z tego mieć - komentuje swoje rozmowy z gimnazjalistkami Kasia Rosłaniec, reżyserka i scenarzystka filmu „Galerianki”. - Jak powiedziałam, że ja nie mam chłopaka, to patrzyły na mnie jak na niepełnosprawną. Bo trzeba mieć.
Facet wyznacza twoją wartość. Więc dobrze, żeby był przystojny, bogaty. Jeśli on ma lepsze gadżety, lepszy samochód, to i ty jesteś bardziej wartościowa.
Bohaterki filmu wyznają taki system wartości, a nastoletnia widownia chętnie to kupuje. Bo to ich świat, bo każdy gimnazjalista zna ze swojego otoczenia przynajmniej jedną dziewczynę, która galerię handlową zamieniła w miejsce schadzek.
Trzeba się szanować
16-letnia Wiktoria (sama wybrała sobie to imię na potrzeby artykułu, bo podoba się jej zdrobnienie Wika) prawie rzuca mi się z pazurami do oczu, gdy pytam, gdzie leży granica prostytucji.
- Ja się nie k..., nie biorę za to kasy! – wydyma usta obrażona. - Wybierać sobie facetów z pieniędzmi to nie grzech – przekonuje.
Więc ona nie grzeszy. Tym łatwiej jej się do tego przyznać, że ma zasady. Żadnego seksu na parkingu, tylko jak facet zaprasza do domu, elegancko, trzeba się szanować. Nigdy bez zabezpieczenia i nie naprasza się.
- Są takie szlaufiary, które podchodzą i walą od razu, że zrobią loda za bluzkę albo jeansy – mówi Wika.
Ona nie. Facet musi się jej podobać, robić wrażenie. Przede wszystkim ubranie się liczy. Znane marki, dobrze jak jest skórzana kurtka, ale nie "no name". I buty. Po butach można poznać każdego.
A sama Wika? Całkowite przeciwieństwo nierzucającej się w oczy Marty. Włosy farbowane na głęboką czerń, umalowane oczy. Ubrana w obcisłą bluzkę podkreślającą biust rozmiarów niekojarzących się kompletnie z nastolatką i spodnie biodrówki, które przy każdym pochyleniu pokazują wyraźnie, że Wika nosi czerwone stringi. Talia lekko wylewa się nadmiarem ciała znad paska o fantazyjnej klamrze. Słowem: jeśli ktoś wyobrazi sobie archetyp małej puszczalskiej, to Wika świetnie wpasowuje się w ten obrazek. Brakuje tylko białych kozaczków na nogach.
- Coś ty, białe kozaki to wieś! - prycha lekceważąco, prezentując swoje biało-różowe Pumy. – Białych kozaków nie założy żadna szanująca się dziewczyna!
Dziwnie brzmi obawa przez zszarganiem sobie opinii z ust kogoś, kogo koledzy określają mianem puszczalskiej.
- Zwykły szlauf – stwierdza Kamil, od którego dostałem numer jej telefonu. – Co to znaczy? Lachociąg, dupodajka, lodziara. Za kasę się puszcza, co tu jeszcze tłumaczyć.
Wika ma jedno wytłumaczenie: zazdroszczą jej, bo to gówniarze są, same prawiczki. A ona nie musi czytać w kolorowych pismach, co to jest orgazm. Ona wie i czuje się dorosła.
Cola na wabia
Wika ma ulubione centrum handlowe, w którym lubi spędzać czas i szukać "okazji". Oficjalnie kierownictwo nie przyzna, że na ich terenie coś podobnego ma miejsce. Wiadomo, że współczesne świątynie konsumpcji to ulubione miejsca dzieciaków na wagarach, ale na terenie centrów Straż Miejska nie legitymuje młodzieży, która powinna być w szkole. To teren prywatny, na miejscu jest tylko firma ochroniarska wynajęta przez właścicieli.
- Na ostatnim poziomie poziomie parkingu zdarza się, że stoi samochód, gdzie jakaś małolata robi loda facetowi – wyjaśnia Bartek, ochroniarz jednego z centrów handlowych. – Nieoficjalnie szefostwo mówi, jak się zachować: nie niepokoić klienta, po prosu pokazać się z daleka i to wystarczy, żeby odjechał. Numerów nie spisujemy.
Pokazuje mi ulubione miejsca, gdzie zbierają się galerianki – przy wyjściu na zewnątrz, gdzie można palić, na poziomie restauracji.
- Łatwo poznać, bo łażą po dwie, trzy, wciąż te same twarze. Polują – mówi Bartek.
Podobno znakiem rozpoznawczym dziewczyn szukających sponsora jest butelka coli w ręce? - pytam Wikę, powołując się na jakąś "mądrość" wyczytaną w internecie.
- Może jeszcze puszka? Kto ci takich bzdur nawciskał? - kpi Wika.
Cola ważne, żeby była w kubeczku ze słomką. Numer polega na tym, by podejść do faceta i rozmawiając z nim patrzeć mu w oczy jednocześnie biorąc słomkę do ust. I już załatwiony na cacy, będzie myślał tylko o jednym, nawet jeśli rozmawiacie tylko o pogodzie, albo pytasz o godzinę.
- Lepsza z KFC, bo dają darmowe dolewki, ale w McDonaldzie tańsza – fachowo podsumowuje Wika.
Zanim zadam jej pytanie, czy nie czuje się źle z tym, co robi, już wiem, jaką dostanę odpowiedź.
- Za młoda jestem, żeby szukać męża, to się bawię, a co, ty byłeś taki cnotliwy w moim wieku? - odpowiada zgodnie z moimi przypuszczeniami.
Pogubione dzieciaki
- Te dziewczynki nie uważają, żeby robiły coś złego – przyznaje dr Elżbieta Michałowska z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego, która bada prostytuującą się młodzież. – Nawet są dumne z tej szczególnej formy aktywności. Czują się lepsze.
Przed 10 laty większość nastoletnich prostytutek pochodziła z rodzin patologicznych. Większość marzyła o cieple rodzinnym, o stabilizacji, ucieczce od beznadziei swojej egzystencji. Tylko 3 procent prostytuujących się nieletnich twierdziło, że ich zajęcie ma coś wspólnego z chęcią przeżycia przygody. Z badań dra Jacka Kurzępy wynika, że większość nieletnich prostytutek wcale nie chce porzucać "zawodu". Ponadto 76 proc. zapytanych dziewcząt stwierdziło, że ich zachowanie to coś "normalnego". Oczywiście nadal większość stwierdza, że prostytuują się z powodów ekonomicznych, ale nie pochodzą z rodzin, w których panuje bieda. Po prostu nie zawsze jest wystarczająco na nowy telefon, modny ciuch czy ciągłe imprezowanie.
- Im nie brakuje pieniędzy, brakuje im ciepła. Według naszych badań 30 procent dzieci wskazało, że w domu brak ojca, fizycznie bądź emocjonalnie – mówi dr Michałowska.
W świecie wszechobecnej konsumpcji brak wsparcia rodziców oznacza brak jednoznacznych kierunkowskazów moralnych. Jeśli dziecko nie znajduje w rodzinie odpowiedzi na palące pytania, to zwraca się do grupy rówieśniczej.
- Bohaterki mojego filmu są takie, jak dzisiejsze dzieciaki: przyjmują pozę hardych, cynicznych, ale w głębi duszy one po prostu szukają miłości, której nie dostały w domu – mówi reżyserka "Galerianek" Kasia Rosłaniec.
Marta przyznaje, że korzystała z rozwodu rodziców. Ojciec mieszkał oddzielnie, matka dużo pracowała, nie miała czasu zajmować się córką. Ojciec wpadał dwa razy w miesiącu na weekend. Marta miała wystarczająco swobody, żeby znikać popołudniami. Wpadła przypadkiem, bo matka koleżanki zobaczyła ją w towarzystwie starszego faceta. Podeszła, Marta przedstawiła sponsora jako swojego ojca, ale kobieta nie uwierzyła. Doniosła matce. Kiedy wszystko się wydało, Marta trafiła pod opiekę psychologa, który "ustawiał" jej prawidłowe relacje z mężczyznami.
Wika niechętnie mówi o swojej rodzinie. Wszyscy zdrowi, mają pracę. Z matką rozmawia często, może nie jak przyjaciółki, ale normalnie. O czym? O szkole, o tym, co robiła. A ojciec pracuje więcej, czasami coś zapyta. O co?
- No, jak tam w szkole... - Wika zacina się w sobie.
Jedno mi tylko nie pasuje do tego obrazka. Skoro Wika tak dobrze dogaduje się z rodzicami, to jakim cudem oni nie dziwią się, skąd córka ma nowy telefon, spodnie, kosmetyki?
Wika tylko wzrusza ramionami. Nie odpowie.
PS. Już po zakończeniu pisania tego artykułu jakiś kolega zadzwonił do rodziców Wiki i poinformował, czym zajmuje się ich córka. Na razie Wika ma szlaban domowy, ojciec odbiera ją ze szkoły samochodem, rodzice odmówili rozmowy z mediami. Poprosili jedynie o usunięcie z artykułu szczegółów mogących pomóc zidentyfikować Wikę, dlatego wszystkie imiona są zmienione.
Zgodził się. Poprosiła, żeby zatrzymać się w środku lasu. Jan nieco się zdziwił, bo nic tam nie było. Żadnych domów, tylko zatoczka do zaparkowania wśród drzew. Zapytał, czy idzie zbierać poziomki, czy jagody. Zaśmiała się tylko i powiedziała, że teraz młodzież nie tak zarabia na wakacje. Jan nie bardzo zrozumiał.
- A ona powiedziała, że za podwiezienie może mi zrobić loda za free – opowiada kierowca. – Wtedy to mnie wcięło. Zapytałem, ile ma lat. Odpowiedziała, że 17, ale jej nie uwierzyłem. Moja córka ma 14, a wyglądała doroślej od niej wtedy.
Nie skorzystał z "promocyjnej" okazji. Potem widywał Dianę jeszcze kilkakrotnie, gdy przemierzał trasę. Raz się zatrzymał. Pamiętała go, powiedziała wprost, że promocja się skończyła i teraz musi już normalnie zapłacić.
Diana bez oporów opowiadała mu o sobie. Chce zarobić trochę pieniędzy, w domu nędzy nie ma, ale zawsze to lepiej mieć fajny ciuch, albo móc wyskoczyć na imprezę. W przyszłości chciałaby znaleźć wspólniczkę, wynająć razem mieszkanie i dać ogłoszenie w internecie. Już nawet miała wymyślone hasło reklamowe: "dwie młode, ładne, napalone uczennice". Bo faceci lubią młode ciałka, polecą na ten tekst, chociaż Diana już skończyła szkołę średnią, fryzjerską, ale wygląda młodo. To się lepiej sprzedaje, jak się powie, że uczennica, najlepiej gimnazjalistka.
Z dobrych domów
Obraz nieletniej prostytutki zmienił się w ciągu ostatnich 10 lat. Według badań dr Małgorzaty Kowalczyk-Jamnickiej w 1999 r. większość stanowiły dzieci z patologicznych rodzin, gdzie nie było pieniędzy, za to na porządku dziennym pojawiał się alkohol. Aż 80 procent nieletnich prostytutek pochodziła z rodzin robotniczych. Dzisiaj coraz częściej to dziewczęta z przeciętnych rodzin, inteligenckich, im nie brakuje na chleb, za to potrzebują zabawić się, mieć nowy telefon czy modny ciuch. Nieletnie prostytutki zarabiają dorywczo, okazyjnie, w wakacje czy po szkole. Rzadko stoją na ulicy czy pracują w agencji. Za to chętnie szukają sponsorów.
Nie wiadomo dokładnie, ile ich jest, prostytucja nieletnich nie widnieje w statystykach. Po pierwsze prostytuowanie się nie jest przestępstwem zgodnie z polskim prawem. Ściganiu podlega jedynie seks z osobą poniżej 15. roku życia.
Jednak policjanci rzadko mają szansę wytropić pedofila, bo żadnej ze stron nie zależy na tym, by ujawniać wiążące ich relacje. Ponadto prostytuowanie się nieletnich rzadko jest ich sposobem na życie, robią to od czasu do czasu, żeby sobie "dorobić", gdy brakuje pieniędzy na imprezę, nowy ciuch, fajniejszy telefon.
- Zabawne jest to, że jak się puszczałam, to miałam lepszą opinię w szkole niż teraz – mówi Marta, 16-latka z małej miejscowości pod Warszawą.
Uczennica gimnazjum ze średnią ocen 4,0, spokojna, niewyróżniająca się niczym. Rzadko chodziła na imprezy, udzielała się w kółku muzycznym, nie miała stałego chłopaka, chociaż kilku kręciło się wokół niej i umawiała się z nimi to do kina, to do kawiarni. Na wizerunku szarej myszki zależało jej, bo często miała „sponsorów” - starszych mężczyzn, z którymi uprawiała seks w zamian za prezenty, czasem pieniądze.
- W rozmowach z koleżankami to byłam pierwsza naiwna, co to nie wie jak się całować z języczkiem – opowiada Marta.
Podobał się jej chłopak ze starszej klasy, ale nigdy nie posunęła się z nim dalej niż przeciętna nastolatka. Kiedy tylko próbował włożyć jej rękę pod bluzkę, natychmiast mówiła "stop", potrafiła nawet się obrazić, że jej "nie szanuje".
- Zabawne, że ja prawie w to wierzyłam – mówi Marta. – Psycholog powiedział, że sama przed sobą udawałam, bo to było mi potrzebne, żeby nie czuć się winną. Ale nie wiem, czy to prawda.
Według niej wytłumaczenie jest prostsze. Gdyby zaciągnęła chłopaka do łóżka albo jeszcze nie daj Boże potem by się rozeszli, to nastolatek rozgadałby wszystkim, że Marta to puszczalska. A przy jej "zawodowym" nastawieniu do seksu byłoby to niebezpieczne.
Pytam: wstydziłaś się tego, że sprzedawałaś się?
- Wtedy wydawało mi się to jakoś takie zwyczajne, nie zastanawiałam się nad tym – odpowiada Marta
Dlaczego to robiła? Żeby mieć swoje pieniądze. Rodzice jej nie dawali? Dawali, ale matka kazała oszczędzać, Marta musiała się tłumaczyć, na co wydaje kieszonkowe. Jak sama "zarobiła", to nie musiała się tłumaczyć?
- No, też, ale to co innego, jak się ma swoje – wykręca się Marta.
Jej rodzice rozwiedli się, więc matce opowiadała, że buty dostała w prezencie od ojca, który z nimi nie mieszka, a ojcu – że od matki. I nawet była dumna z tego, że jest taka sprytna i samodzielna.
Liczy się, jakiego masz faceta
Badania dra Jacka Kurzępy z Uniwersytetu Zielonogórskiego potwierdzają, że środowisko rówieśników nie piętnuje jednoznacznie prostytuujących się dziewcząt. Posiadanie sponsora przecież pozwala podwyższyć swój status w grupie. W świecie nastolatków liczy się to, jakie wrażenie na innych możesz zrobić. Nie masz nowej komórki, iPoda, nosisz ubranie marek niebędących na topie? Jesteś looser, frajer, padaka i ogólnie żenua. Do bakutilu się nadajesz jedynie. Wszystko jest lepsze niż spadnięcie tak nisko w hierarchii grupowej. Zresztą co jest złego w seksie?
- Te dziewczyny nie dopuszczają poważniejszych związków. Ważne tylko, żeby się pokazać koleżankom, zaimponować, coś z tego mieć - komentuje swoje rozmowy z gimnazjalistkami Kasia Rosłaniec, reżyserka i scenarzystka filmu „Galerianki”. - Jak powiedziałam, że ja nie mam chłopaka, to patrzyły na mnie jak na niepełnosprawną. Bo trzeba mieć.
Facet wyznacza twoją wartość. Więc dobrze, żeby był przystojny, bogaty. Jeśli on ma lepsze gadżety, lepszy samochód, to i ty jesteś bardziej wartościowa.
Bohaterki filmu wyznają taki system wartości, a nastoletnia widownia chętnie to kupuje. Bo to ich świat, bo każdy gimnazjalista zna ze swojego otoczenia przynajmniej jedną dziewczynę, która galerię handlową zamieniła w miejsce schadzek.
Trzeba się szanować
16-letnia Wiktoria (sama wybrała sobie to imię na potrzeby artykułu, bo podoba się jej zdrobnienie Wika) prawie rzuca mi się z pazurami do oczu, gdy pytam, gdzie leży granica prostytucji.
- Ja się nie k..., nie biorę za to kasy! – wydyma usta obrażona. - Wybierać sobie facetów z pieniędzmi to nie grzech – przekonuje.
Więc ona nie grzeszy. Tym łatwiej jej się do tego przyznać, że ma zasady. Żadnego seksu na parkingu, tylko jak facet zaprasza do domu, elegancko, trzeba się szanować. Nigdy bez zabezpieczenia i nie naprasza się.
- Są takie szlaufiary, które podchodzą i walą od razu, że zrobią loda za bluzkę albo jeansy – mówi Wika.
Ona nie. Facet musi się jej podobać, robić wrażenie. Przede wszystkim ubranie się liczy. Znane marki, dobrze jak jest skórzana kurtka, ale nie "no name". I buty. Po butach można poznać każdego.
A sama Wika? Całkowite przeciwieństwo nierzucającej się w oczy Marty. Włosy farbowane na głęboką czerń, umalowane oczy. Ubrana w obcisłą bluzkę podkreślającą biust rozmiarów niekojarzących się kompletnie z nastolatką i spodnie biodrówki, które przy każdym pochyleniu pokazują wyraźnie, że Wika nosi czerwone stringi. Talia lekko wylewa się nadmiarem ciała znad paska o fantazyjnej klamrze. Słowem: jeśli ktoś wyobrazi sobie archetyp małej puszczalskiej, to Wika świetnie wpasowuje się w ten obrazek. Brakuje tylko białych kozaczków na nogach.
- Coś ty, białe kozaki to wieś! - prycha lekceważąco, prezentując swoje biało-różowe Pumy. – Białych kozaków nie założy żadna szanująca się dziewczyna!
Dziwnie brzmi obawa przez zszarganiem sobie opinii z ust kogoś, kogo koledzy określają mianem puszczalskiej.
- Zwykły szlauf – stwierdza Kamil, od którego dostałem numer jej telefonu. – Co to znaczy? Lachociąg, dupodajka, lodziara. Za kasę się puszcza, co tu jeszcze tłumaczyć.
Wika ma jedno wytłumaczenie: zazdroszczą jej, bo to gówniarze są, same prawiczki. A ona nie musi czytać w kolorowych pismach, co to jest orgazm. Ona wie i czuje się dorosła.
Cola na wabia
Wika ma ulubione centrum handlowe, w którym lubi spędzać czas i szukać "okazji". Oficjalnie kierownictwo nie przyzna, że na ich terenie coś podobnego ma miejsce. Wiadomo, że współczesne świątynie konsumpcji to ulubione miejsca dzieciaków na wagarach, ale na terenie centrów Straż Miejska nie legitymuje młodzieży, która powinna być w szkole. To teren prywatny, na miejscu jest tylko firma ochroniarska wynajęta przez właścicieli.
- Na ostatnim poziomie poziomie parkingu zdarza się, że stoi samochód, gdzie jakaś małolata robi loda facetowi – wyjaśnia Bartek, ochroniarz jednego z centrów handlowych. – Nieoficjalnie szefostwo mówi, jak się zachować: nie niepokoić klienta, po prosu pokazać się z daleka i to wystarczy, żeby odjechał. Numerów nie spisujemy.
Pokazuje mi ulubione miejsca, gdzie zbierają się galerianki – przy wyjściu na zewnątrz, gdzie można palić, na poziomie restauracji.
- Łatwo poznać, bo łażą po dwie, trzy, wciąż te same twarze. Polują – mówi Bartek.
Podobno znakiem rozpoznawczym dziewczyn szukających sponsora jest butelka coli w ręce? - pytam Wikę, powołując się na jakąś "mądrość" wyczytaną w internecie.
- Może jeszcze puszka? Kto ci takich bzdur nawciskał? - kpi Wika.
Cola ważne, żeby była w kubeczku ze słomką. Numer polega na tym, by podejść do faceta i rozmawiając z nim patrzeć mu w oczy jednocześnie biorąc słomkę do ust. I już załatwiony na cacy, będzie myślał tylko o jednym, nawet jeśli rozmawiacie tylko o pogodzie, albo pytasz o godzinę.
- Lepsza z KFC, bo dają darmowe dolewki, ale w McDonaldzie tańsza – fachowo podsumowuje Wika.
Zanim zadam jej pytanie, czy nie czuje się źle z tym, co robi, już wiem, jaką dostanę odpowiedź.
- Za młoda jestem, żeby szukać męża, to się bawię, a co, ty byłeś taki cnotliwy w moim wieku? - odpowiada zgodnie z moimi przypuszczeniami.
Pogubione dzieciaki
- Te dziewczynki nie uważają, żeby robiły coś złego – przyznaje dr Elżbieta Michałowska z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego, która bada prostytuującą się młodzież. – Nawet są dumne z tej szczególnej formy aktywności. Czują się lepsze.
Przed 10 laty większość nastoletnich prostytutek pochodziła z rodzin patologicznych. Większość marzyła o cieple rodzinnym, o stabilizacji, ucieczce od beznadziei swojej egzystencji. Tylko 3 procent prostytuujących się nieletnich twierdziło, że ich zajęcie ma coś wspólnego z chęcią przeżycia przygody. Z badań dra Jacka Kurzępy wynika, że większość nieletnich prostytutek wcale nie chce porzucać "zawodu". Ponadto 76 proc. zapytanych dziewcząt stwierdziło, że ich zachowanie to coś "normalnego". Oczywiście nadal większość stwierdza, że prostytuują się z powodów ekonomicznych, ale nie pochodzą z rodzin, w których panuje bieda. Po prostu nie zawsze jest wystarczająco na nowy telefon, modny ciuch czy ciągłe imprezowanie.
- Im nie brakuje pieniędzy, brakuje im ciepła. Według naszych badań 30 procent dzieci wskazało, że w domu brak ojca, fizycznie bądź emocjonalnie – mówi dr Michałowska.
W świecie wszechobecnej konsumpcji brak wsparcia rodziców oznacza brak jednoznacznych kierunkowskazów moralnych. Jeśli dziecko nie znajduje w rodzinie odpowiedzi na palące pytania, to zwraca się do grupy rówieśniczej.
- Bohaterki mojego filmu są takie, jak dzisiejsze dzieciaki: przyjmują pozę hardych, cynicznych, ale w głębi duszy one po prostu szukają miłości, której nie dostały w domu – mówi reżyserka "Galerianek" Kasia Rosłaniec.
Marta przyznaje, że korzystała z rozwodu rodziców. Ojciec mieszkał oddzielnie, matka dużo pracowała, nie miała czasu zajmować się córką. Ojciec wpadał dwa razy w miesiącu na weekend. Marta miała wystarczająco swobody, żeby znikać popołudniami. Wpadła przypadkiem, bo matka koleżanki zobaczyła ją w towarzystwie starszego faceta. Podeszła, Marta przedstawiła sponsora jako swojego ojca, ale kobieta nie uwierzyła. Doniosła matce. Kiedy wszystko się wydało, Marta trafiła pod opiekę psychologa, który "ustawiał" jej prawidłowe relacje z mężczyznami.
Wika niechętnie mówi o swojej rodzinie. Wszyscy zdrowi, mają pracę. Z matką rozmawia często, może nie jak przyjaciółki, ale normalnie. O czym? O szkole, o tym, co robiła. A ojciec pracuje więcej, czasami coś zapyta. O co?
- No, jak tam w szkole... - Wika zacina się w sobie.
Jedno mi tylko nie pasuje do tego obrazka. Skoro Wika tak dobrze dogaduje się z rodzicami, to jakim cudem oni nie dziwią się, skąd córka ma nowy telefon, spodnie, kosmetyki?
Wika tylko wzrusza ramionami. Nie odpowie.
PS. Już po zakończeniu pisania tego artykułu jakiś kolega zadzwonił do rodziców Wiki i poinformował, czym zajmuje się ich córka. Na razie Wika ma szlaban domowy, ojciec odbiera ją ze szkoły samochodem, rodzice odmówili rozmowy z mediami. Poprosili jedynie o usunięcie z artykułu szczegółów mogących pomóc zidentyfikować Wikę, dlatego wszystkie imiona są zmienione.
poniedziałek, 22 lutego 2010
Biegi narciarskie. Dlaczego Kowalczyk nie ma złota
Robert Błoński, Jakub Ciastoń, Whistler
2010-02-21, ostatnia aktualizacja 2010-02-21 23:29
Dwukrotna mistrzyni świata i liderka Pucharu Świata nie stanęła dotąd na najwyższym podium. Niespodzianka? Justyna Kowalczyk i jej trener przekonują, że nie. Ale dali wiele powodów, by w złote medale wierzyć
ZOBACZ TAKŻE
- Roman Bondaruk: Nie chcą mnie, to odchodzę (22-02-10, 07:43)
- Vancouver 2010. Rosja w ćwierćfinale turnieju hokejowego (21-02-10, 23:45)
- Vancouver 2010 - Lepistoe: chciałbym przejść na emeryturę (22-02-10, 07:16)
- Vancouver 2010. Łukasz Rutkowski zamiast Krzysztofa Miętusa w konkursie drużynowym (21-02-10, 23:22)
- Vancouver 2010. Pettersen zamiast Hattestada w sprincie drużynowym (22-02-10, 18:32)
- Justyna Kowalczyk i astma norweskich biegaczek. "Pani Kowalczyk postąpiła nieładnie" (22-02-10, 17:11)
- Vancouver 2010. Małysz: W Zakopanem już nie będę skakać (22-02-10, 12:15)
- Vancouver 2010. Sikora i biatlonistki bez rewelacji - podsumowanie dnia dziewiątego (22-02-10, 00:05)
- Vancouver 2010. Norwegowie nie złożą wniosku o dyskwalifikację Justyny Kowalczyk (21-02-10, 18:08)
- Vancouver 2010. Vegard Ulvang broni Kowalczyk (21-02-10, 16:32)
- Vancouver 2010. Kowalczyk w gronie dziesięciu multimedalistów (20-02-10, 13:28)
- Vancouver 2010. Kowalczyk: W tym momencie czuję się sportowcem spełnionym (20-02-10, 10:35)
- Vancouver 2010. Kowalczyk: Mam dłuższe nogi. Współczuję Kristin (20-02-10, 10:19)
- Prezes PKOl zadowolony z Kowalczyk: - Ona walczy z koalicją (20-02-10, 09:59)
- Vancouver 2010. Justyna Kowalczyk: Pomogło mi nazwisko, ale bałam się potwornie (20-02-10, 09:50)
- Justyna Kowalczyk: Pomyślałam, że jest "d...". Że znów finisz i znów porażka (20-02-10, 00:25)
SERWISY
- Kto mnie słuchał, ten nie powinien być zaskoczony, że dotąd nie wywalczyłam złota. I tak jestem przeszczęśliwa, że mam medale. Czuję się sportowcem spełnionym - mówiła Kowalczyk po srebrze w sprincie i brązie w biegu łączonym na 15 km.
Czy tak może mówić najlepsza biegaczka świata ubiegłego sezonu i zdecydowana liderka narciarskich wyścigów w ostatnich miesiącach? Przecież wygrała Puchar Świata (w tym dominuje bezdyskusyjnie), prestiżowy Tour de Ski, zdobyła dwa złote medale MŚ.
1. Ale już rok temu ostrzegała: - Gdy pierwszy raz zobaczyłam olimpijskie trasy w Whistler, zachciało mi się płakać. Są za łatwe, zupełnie nie dla mnie. O medale na igrzyskach będzie bardzo trudno, będę szczęśliwa, jeśli zdobędę choć jeden - mówiła Kowalczyk. Później powtarzała to wielokrotnie i i jeszcze wychwalała pod niebiosa rywalki.
Polka od zawsze lubiła się ścigać na trasach, gdzie jest dużo podbiegów, najlepiej jak najcięższych. Tam najłatwiej zgubić rywalki. Tak było w na MŚ w Libercu i w Tour de Ski.
2. A może nie ma złota, bo jest zmęczona nieustającymi startami?
Gdy jeden z dziennikarzy zapytał ją podczas igrzysk, czy - tak jak złote medalistki: Marit Bjorgen i Charlotte Kalla - nie powinna odpuścić niektórych wyścigów, Polska biegaczka mocno się zdenerwowała, a jej trener tłumaczył: - Przyjechaliśmy tu startować, a nie odpoczywać. Gdybyśmy odpuścili starty jak Kalla, czy Bjorgen, na igrzyskach walczylibyśmy o 10. miejsca. To nie nasza metoda. Justyna trenuje ciężko od maja do listopada, potem dzięki temu ma siłę na cały sezon i nie musi robić przerw. Startami dochodzi do optymalnej formy. Nie ma jednej specjalizacji, najmocniejsza jest w klasyku, ale może walczyć o wysokie miejsca praktycznie we wszystkich konkurencjach - mówił Aleksander Wierietieleny.
System przygotowań Polki był identyczny rok temu. Nie odpuściła prawie żadnego startu, rywalki odpuszczały, a ona i tak znokautowała je na MŚ w Libercu, które były w lutym - tak jak teraz olimpiada.
3. Wierzyliśmy w złoto...
... bo rok temu trener i zawodniczka też asekurowali się, jak mogli, że nie są pewni tras, formy, a bieg na 30 km to właściwie odpuszczają, bo już niczego nie muszą. A potem wygrali go jak z nut. - Wy nie wiedzieliście, ale w światku narciarskim aż wrzało. Byłam wielką faworytką, a inne zawodniczki prosiły: "Justyna oszczędź nas" - mówiła Kowalczyk tydzień po MŚ. Podobnie było przed finałem PŚ w Falun. Wtedy też trener i Justyna zapewniali, że już są jedną nogą na wakacjach, a potem - po zwycięstwie - z uśmiecham mówili, że żartowali i przyjechali tam uzbrojeni po zęby tylko po wygraną. - Justyna od razu mi powiedziała, że odrobi straty do Petry Majdić i wygra Puchar - mówił tam Wierietielny.
Dlatego w tym sezonie, gdy Justyna wygrywała biegi PŚ, ale niezmiennie narzekała na olimpijskie trasy i wychwalała rywalki, mrugaliśmy do siebie oczami, że to kolejna asekuracja. Byliśmy raczej przekonani, że znów jest w takiej formie, że nic i nikt jej nie przeszkodzi. A pochwały dla rywalek wynikają wyłącznie z szacunku dla ich pracy.
Okazało się jednak, że nie.
4. Nikt nie umie na razie rozstrzygnąć...
... na ile zwycięstwa Marit Bjorgen czy srebrny medal Anny Haag to efekt ich perfekcyjnego przygotowania czy może też słabszej niż rok temu w Libercu formy Kowalczyk.
Polska biegaczka mówiła, że Bjorgen lepiej czuje się na tutejszych trasach, bo jest lepsza technicznie, pewniej zjeżdża, co najdobitniej było widać na finiszu sprintu. Gdyby Polka wyszła z zakrętu pierwsza, pewnie złoto by miała.
O Haag Kowalczyk powiedziała, że "w ogóle mnie nie zaskakuje, że jest tak mocna, bo świetnie finiszuje". Rafał Węgrzyn, szef serwismenów Justyny, powiedział coś zupełnie odwrotnego. Kowalczyk pilnowała Kristin Steiry, Norweżki Polki. Wyprzedziła je Szwedka.
- W trzy dni zdobyłam dwa medale olimpijskie. Dziewczyna z Polski, która dziesięć lat temu nie potrafiła nie tylko biegać, ale nawet chodzić na nartach - mówiła Kowalczyk. - Wszystkich, którzy są zawiedzeni, zapraszam na igrzyska, niech wystartują z numerem jeden i niech zdobywają złote medale.
Presja ciąży na niej gigantyczna, nigdy nie widzieliśmy jej tak drażliwej. Polski sportowiec po raz drugi w historii występuje w roli głównego faworyta na zimowych igrzyskach. W 2002 r. w Salt Lake City Adam Małysz dwukrotnie przegrał z Simonem Ammannem, raz także ze Svenem Hannawaldem. Teraz w rolę Ammanna wcieliła się Bjorgen, a w Hannawalda - Anna Haag. Na razie, bo zostało jeszcze 30 km, gdzie... Kowalczyk znów jest faworytką.
5. Znikający trener Wieretelny
Po srebrze i brązie trener znika. Niby dzień później się pojawia, chwali Justynę, mówi, że jest pięknie, ale jednak w jego rosyjskiej duszy dostrzegamy jakąś zadrę. Czy taką, że jednak czekali na złoto? Po srebrnym medalu w sprincie przyznał, że w Kanadzie zaiskrzyło między nim a Justyną. Że nie wytrzymał presji. Był szorstki, doprowadził Justynę niemal do rozpaczy - po srebrnym medalu w sprincie nie chciał z nią rozmawiać, nie odbierał od niej telefonu. Uciekł do wioski.
Ale później była sielanka - Justyna ofiarowała medal trenerowi, temu ze wzruszenia pociekły łzy po brodzie, ale medalu nie przyjął. - Spełniliśmy to, co sobie obiecaliśmy, nie wrócimy z Kanady z pustymi rękami - zgodnie mówili oboje po sprintach. Potem był bieg łączony, w którym w Libercu Justyna zdobyła złoto. W Whistler spodziewaliśmy się powtórki, o medalu brązowym zadecydował czubek buta. Trener znowu wrócił do wioski. - Jak jest źle, to przyjdę do was i się wytłumaczę. Z medali tłumaczyć się nie zamierzam. Jak już wszyscy ochłoniemy, dzień po biegu, odpowiem na każde pytanie - mówił Wierietielny.
W sobotę bieg na 30 km. Ten jedyny medal, o którym wspominała przed igrzyskami Kowalczyk, miała zdobyć właśnie na najdłuższym dystansie. To jej bieg i jej technika, ale rywalki znów będą wyborne, a na trasie nikt nie usypie podbiegów. - Złoty medal obiecuję za cztery lata w Soczi. Tam będą trasy, które mi odpowiadają. Tam też będę chciała złożyć hołd mojemu trenerowi - powiedziała Justyna przed igrzyskami w Kanadzie.
Vancouver 2010 na Sport.pl
Na portalu Sport.pl codziennie od godz. 17 relacje Z Czuba i na żywo, całą dobę relacje prosto z Kanady od naszych specjalnych korespondentów, wideo komentarze, rozmowy z naszymi gwiazdami i komplet wyników, także tych z nocy polskiego czasu. A o godz. 9 rano w Radiu TOK FM magazyn olimpijski Michała Pola - oraz stream wideo live w naszym portalu.
Zespół Sport.pl przygotowuje też "Gazetę olimpijską" - codziennie do kupienia z "Gazetą Wyborczą".
Subskrybuj:
Posty (Atom)







