niedziela, 30 maja 2010

Wpadki Komorowskiego

Pomyłek kandydata PO nikt nie pamięta

Wpadka za wpadką marszałka. I co z tego?

Wpadka za wpadką Komorowskiego. I co z tego?

Irasiad, Borubar - chyba nawet dzieci wiedzą, że to najsłynniejsze językowe lapsusy Lecha Kaczyńskiego. Przez kilka tygodni kandydat Platformy Obywatelskiej na prezydenta Bronisław Komorowski zanotował ich już chyba więcej. Tylko co z tego?

"Wydaje się, że gafa popełniona przez Lecha Kaczyńskiego miała większe znaczenie i była częściej wyśmiewana niż teraz gafy Komorowskiego, bo są osoby, które stereotypowo kojarzy się z błędami i modniej jest je obśmiewać" – mówi Tomasz Łysakowski, medioznawca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Bardziej znane są słowa Komorowskiego sprzed lat. Najbardziej te o polskim lotniku, który poleci nawet na drzwiach od stodoły. Teraz inne słowa z przeszłości są wykorzystywane jako broń politycznych przeciwników. Szczególnie tekst o kiepskim snajperze, który nie trafił w samochód prezydenta Kaczyńskiego w Gruzji w sierpniu 2008 r. Czy nazwanie duńskich kobiet "kaszalotami". Ale niemal każdego dnia marszałek Sejmu dostarcza nowej amunicji.

21 marca podczas debaty prawyborczej z Radosławem Sikorskim:

Musi być perspektywa dobrego wychowania dziecka, zanim zostanie rodzicom przyznana metoda in vitro.

9 maja w Moskwie, komentując udział Polaków w defiladzie:

Zawsze mamy gdzieś w zanadrzu polską pamięć, że 400 lat temu, w trochę innym charakterze, żołnierze polscy maszerowali po placu Czerwonym.

13 maja podczas spotkania ze studentami na Uniwersytecie Śląskim:

Mowy powinny być krótkie, a kiełbasy tylko długie.

Pytają mnie, dlaczego kobiety całuję w rękę. Odpowiadam, że od czegoś trzeba zacząć.

16 maja w Łazienkach Królewskich podczas prezentacji komitetu honorowego do premiera, który wręczył mu szalik w barwach narodowych:

Widać, że nie jesteś ani z Poznania, ani z Krakowa, ani ze Szkocji, skoro wręczasz mi tak cenny dar.

18 maja podczas wizyty na terenach dotkniętych powodzią:

Woda ma to do siebie, że się zbiera, stanowi zagrożenie, a potem spływa do Bałtyku.

20 maja, komentując odwiedziny u powodzian:

Miałem przyjemność wizytować tereny zalane.

21 maja podczas kolejnej wizyty na wałach przeciwpowodziowych:

W zeszłym roku powódź, w tym roku powódź, więc pewnie ludzie są już oswojeni, obyci z żywiołem.

27 maja przy przedstawianiu kandydatury Marka Belki, dyrektora w MFW, na prezesa NBP:

Jest to były premier, były wicepremier, minister finansów, a obecnie zastępca sekretarza generalnego ONZ.

Taka seria nie może być przypadkiem. "Jego wpadki biorą się głównie z tego, że do niedawna zupełnie nie musiał uważać na to, co mówi" – uważa Tomasz Łysakowski. Nasuwa się pytanie, dlaczego jemu taka liczba słownych wpadek uchodzi raczej płazem. "Reakcje mediów na gafy i lapsusy to moment, w którym polityk zbiera owoce swoich wcześniejszych relacji z mediami" – uważa dr Jarosław Flis, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jarosław Kaczyński w tej kampanii chyba żadnej gafy jeszcze nie popełnił. Jak tłumaczy rzeczniczka sztabu marszałka Sejmu, Komorowski ma wpadki, bo dużo robi.


Boks. Sosnowski nie dał rady Kliczce

wm
2010-05-30, ostatnia aktualizacja 2010-05-30 00:32
Witalij Kliczko po walce z  Albertem Sosnowskim
Witalij Kliczko po walce z Albertem Sosnowskim

Witalij Kliczko obronił mistrzostwo świata federacji WBC, pokonując Polaka Alberta Sosnowskiego przez nokaut. Polak padł pod naporem Ukraińca dopiero w dziesiątej rundzie. Było to 40 zwycięstwo Kliczki w zawodowym boksie.

Albert Sosnowski i Witalij Kliczko
Albert Sosnowski i Witalij Kliczko
Albert Sosnowski i  Witalij Kliczko
Albert Sosnowski i Witalij Kliczko
Albert Sosnowski i Witalij Kliczko
Albert Sosnowski i Witalij Kliczko
Albert Sosnowski i  Witalij Kliczko
Albert Sosnowski i Witalij Kliczko


Przed walką z wielkim Ukraińcem Polak był skazywany na pożarcie. Eksperci nie wierzyli, że przetrwa choćby klika pierwszych rund z renomowanym przeciwnikiem. Sam Kliczko mimo zapewnień, że poważnie traktuje rywala, przed pojedynkiem lekko kpił z Polaka. Jedno było pewne - dla Sosnowskiego to była największa szansa w karierze. Ukrainiec mówił - "Może wygrać swoje nazwisko w walce ze mną". Jak się okazało, dla Polaka były to jednak za wysokie progi.

Obaj zawodnicy wyszli na ring przy wspaniałej oprawie i ogłuszającym dopingiem kibiców w Gelsenkirchen równo o 23. Kilka minut później na Veltins Arena zabrzmiał Mazurek Dąbrowskiego i hymn Ukrainy.

Polak wyszedł na ring bardzo usztywniony. Od początku walki wysoko trzymał gardę. Kliczko, przeciwnie, z opuszczoną lewą ręką, lekko lekceważył Dragona. Pierwsze trzy rundy przebiegły w powolnym, spokojnym tempie. Ukrainiec cały czas kontrolował sytuację i cierpliwie punktował w każdej z rund.

W kolejnych rundach, mimo punktowej przewagi Ukraińca, Polak nie chciał zaryzykować szaleńczego ataku. Nadal podchodził do rywala z respektem, ciągle trzymając dystans. Mistrz świata lekko zdziwiony wytrzymałością Dragona, po każdej rundzie przyglądał się mu z coraz większym respektem. Sosnowski heroicznie bronił się przed potężnymi ciosami Ukraińca. Po potężnym prawym sierpowym w dziewiątej rundzie, lekko się zachwiał, ale nie upadł na deski.

Do dziesiątej rundy Polak trzymał się na nogach, ale z każdą minutą słabł. Kliczko chciał wygrać walkę przed czasem. Postanowił przeprowadzić skondensowany atak. Minutę przed końcem rundy zepchnął Sosnowskiego do narożnika i zakończył walkę potężnym prawym sierpowym.

Po walce szczęśliwy Witalij Kliczko w geście szacunku podniósł rękę Polaka. Sosnowski pokazał hart ducha, ale to niestety nie starczyło na wywalczenie mistrzostwa świata federacji WBC. Było to 40 zwycięstwo Kliczki w zawodowym boksie (38 nokautów).

Tak relacjonowaliśmy walkę na żywo:

Pierwsza runda:

Sosnowski wyszedł na ring bardzo zdenerwowany i usztywniony. Przez całą pierwszą rundę wysoko trzyma gardę, Kliczko z opuszczoną lewą ręką spokojnie kontroluje sytuację. Obaj bokserzy na razie nie zaryzykowali żadnych mocnych ciosów.

Druga runda:

Od początku rundy Kliczko ruszył do przodu. Nadal spięty Polak wyłapał kilka ciosów, ale również parokrotnie mocno trafił Ukraińca. Mimo, że na punkty przegrywa, to na razie niezła walka Sosnowskiego, ale musi się jednak lekko rozluźnić.

Trzecia runda:

Polak nadal wygląda na bardzo przestraszonego. Kliczko natomiast na bardzo pewnego siebie. Dragon kilkukrotnie trafił Ukraińca silnym lewym prostym, ale ten nawet nie drgnął. Pierwsze rundy bardzo nerwowe, ale najważniejsze, że przetrwane.

Czwarta runda:

Bardzo podobna runda do trzeciej. Na pewno nie jest to jednostronna walka, ale nadal widać respekt Polaka do Ukraińca. Od czasu do czasu Sosnowski nieśmiało atakuje, ale jego rywal również nie pozostaje dłużny. Polak do tej pory, niestety, wszystkie rundy przegrał.

Piąta runda:

Dragon walczy, ale wydaje się, że jest coraz słabszy. Presja zaczyna dawać mu się we znaki. Ukrainiec przeciwnie - jest bardzo spokojny.

Szósta runda:

Sosnowski musi uważać na dolne ciosy Witalija, który coraz groźniej bije. Kliczko nadal zabójczo spokojny.

Siódma runda:

W tej rundzie Sosnowski dostał kilka mocnych ciosów. Polak jest coraz bardziej zmęczony. Na pewno nie przynosi nam wstydu, ale również musi mieć świadomość, że jego przeciwnik do tej pory wygrał każdą rundę.

Ósma runda:

Ładny prawy krzyżowy Polaka, który mimo potwornego już zmęczenia, nie poddaje się. Na trybunach Veltins Arena słychać doping polskich kibiców. Czekamy na szarżę Dragona. Wydaje się, że Ukrainiec z każdą rundą nabiera szacunku do naszego boksera.

Dziewiąta runda:

Polak przyjął na twarz potężny prawy sierpowy Ukraińca, ale nie upadł. Dziewiąta runda wygrana przez Ukraińca. Na punkty Polak na pewno przegra. Wszyscy marzymy o nokaucie, ale czy to jeszcze jest możliwe?

Dziesiąta runda:

Polak nie wytrzymał naporu Kliczki. Minutę przed końcem ten zepchnął go do narożnika i potężnym prawym prostym powalił na liny. Koniec walki. Kliczko tryumfuje.

Relacja z walki Sosnowski - Kliczko na Zczuba.pl czytaj tutaj »

czwartek, 20 maja 2010

7 największych afer finansowych III RP



Katarzyna Jaworska, Portal Skarbiec.Biz
Puls Biznesu, pb.pl,19.05.2010 14:05
Czytaj komentarze (25)

Od zawsze tam, gdzie w grę wchodziły duże pieniądze dochodziło do przekrętów i afer. Przedstawiamy najgłośniejsze afery finansowe ostatnich lat, które z uwagi na skalę nadużyć i jawność działania oszustów były szeroko komentowane w mediach i uważnie obserwowane przez opinię publiczną:

1. Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego

Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego powstał w 1989 roku, a jego oficjalnym zadaniem była spłata polskiego zadłużenia zagranicznego oraz gromadzenie i gospodarowanie środkami finansowymi przeznaczonymi na ten cel. Z funduszu FOZZ, którym zarządzał Grzegorz Żemek, przelewano pieniądze

do nowo powstałych spółek za granicą, zlokalizowanych głównie w "rajach podatkowych". Dzięki temu dochodziło do prania pieniędzy.

Dochodami FOZZ były przede wszystkim dotacje z budżetu, wpływy z Banku Handlowego, z kredytów zagranicznych, a także wpływy z emisji obligacji i różnic kursowych. Ponad 50 proc. wszystkich operacji prowadzonych przez FOZZ zakończyło się stratami dla funduszu, a Skarb Państwa stracił na tym 334 mln złotych.

Proces sądowy trwał kilkanaście lat, w rezultacie Grzegorz Żemek został skazany na 9 lat za defraudację publicznego mienia, a jego zastępca Janina Chim - na 9 lat pozbawienia wolności.

2. Afera Paliwowa

Głównymi graczami w aferze paliwowej z 2002 roku byli Arkadiusz Grochulski, Jan Bobrek, Zdzisław Marszałek, Przemysław Knaś i Artur Kawalec. Ponadto w sprawę zamieszani byli urzędnicy Ministerstwa Finansów, emerytowani oficerowie wojska i Wojskowych Służb Informacyjnych oraz funkcjonariusze policji. Poprzez fałszowanie faktur na stacje benzynowe (m.in. PKN Orlen) trafiały paliwa bez opłaconej akcyzy.
W sprawę zamieszane były 1263 firmy. Zarzuty postawiono aż 330 osobom, a 50 aresztowano. Straty budżetu oceniane są na kilka miliardów złotych.

3. Lech Grobelny i Bezpieczna Kasa Oszczędności

Lech Grobelny zdobył złą sławę za sprawą Bezpiecznej Kasy Oszczędności (BKO), którą założył w 1989 roku. BKO było parabankiem oferującym lokaty oszczędnościowe, których oprocentowanie

było znaczne wyższe niż to oferowane przez zwykłe banki.

Łącznie oszukanych zostało 11 tys. osób, które wpłaciły pieniądze do BKO i straciły w sumie 2,8 miliona dolarów. Sąd pierwszej instancji skazał Grobelnego na 12 lat więzienia za zagarniecie pieniędzy klientów, Sąd Apelacyjny uchylił ten wyrok. W końcu sprawę umorzono. Grobelny domagał się od państwa odszkodowania w wysokości 16 mln złotych za 5 lat spędzonych w areszcie, jednak sprawa została przesądzona na jego niekorzyść.

4. „Artystyczny” duet Bagsika i Gąsiorowskiego

Art-B (skrót od Artyści Biznesu

) to spółka zajmująca się handlem na terenie całego kraju, którą założyli Bogusław Bagsika i Andrzej Gąsiorowski. Firma działająca w latach 1989-1991 początkowo zajmowała się tylko handlem i produkcją, później dzięki tzw. "oscylatorowi ekonomicznemu" zwielokrotniała oprocentowanie tych samych pieniędzy w różnych bankach. Art-B podniósł swój kapitał zakładowy ze 100 tys. starych złotych do 300 mld starych złotych (30 mln złotych).

Art-B wyprowadził z polskiego systemu bankowego 320 mln złotych. Gąsiorowski uciekł do Izraela i nie został ujęty do dziś. Natomiast Bagsika złapano w Szwajcarii i został skazany w 1996 roku. W 2004 wyszedł przedterminowo na wolność. Więcej o Bagsiku>>

5. Warszawska Grupa Inwestycyjna

Składająca się z kilku spółek Warszawska Grupa Inwestycyjna S.A. została utworzona w 1999 r. Później firma przekształciła się w WGI Dom

Maklerski, który wprowadzał w błąd klientów odnośnie stanu ich rachunków instrumentów finansowych oraz nie przestrzegał reguł przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy.

W kwietniu 2006 r. Komisja Papierów Wartościowych i Giełd ("KPWiG") odebrała WGI Domowi Maklerskiemu ("WGI DM") zezwolenie na prowadzenie działalności maklerskiej za istotne naruszenie przepisów prawa oraz nieprzestrzeganie zasad uczciwego obrotu, a następnie ogłoszono upadłość kluczowych spółek z grupy kapitałowej WGI. Więcej o aferze WGI>>

6. Interbrok Investment

Spółka Interbrok Investment obiecywała duże zyski z inwestycji na rynku forex oszukując w ten sposób około 1000 osób na łączną sumę ponad 300 mln złotych. Działalność firmy owiana była tajemnicą i oferowała dyskretną możliwość lokowania kapitału na bardzo korzystnych warunkach, dzięki czemu zgromadziła wielu klientów głównie z segmentu VIP-owskiego. Wśród oszukanych osób znaleźli się m.in.: były trener piłkarski i poseł Samoobrony Janusz Wójcik, były minister w rządzie SLD Marek Ungier oraz ludzie kultury (m.in. Tadeusz Drozda). Więcej o aferze Interbrok>>

7. Piotr Osuch, czyli najsłynniejszy oszust Lubelszczyzny

Najsurowszy wyrok za przestępstwo gospodarcze w Polsce, bo aż 14 lat więzienia i 1,5 mln zł grzywny oraz nakaz zwrotu poszkodowanym ponad 40 milionów złotych, należy do Piotra Osucha.
Przepis Osucha na przekręt był banalny. Podawał się za wybitnego finansistę i obiecywał pomnożenie wpłaconego na jego konto kapitału. Oszukał wielu ludzi, w tym także tych z pierwszych stron gazet, jak brazylijski piłkarz Romario. Jak wielka była siła sugestii Osucha świadczy fakt, że Romario wpłacił na jego aż 5 mln dolarów! Na podobną kwotę

udało mu się namówić także australijską spółkę Sherwood Group. Łączna suma wyłudzonych pieniędzy opiewa na ponad 40 mln złotych.
Oskarżony nie przyznawał się do winy i po złożeniu apelacji sąd zmniejszył karę z 14 do 8 lat więzienia i 540 tys. zł grzywny.