mig
2011-05-04, ostatnia aktualizacja 2011-05-04 17:58
Osama ben Laden musiałby być nagi, żeby komandosi US Navy Seals, którzy szturmowali jego rezydencję, zaakceptowali jego deklarację "poddaję się". Tak długo, jak komandosi nie byliby absolutnie pewni, że najbardziej poszukiwany terrorysta świata nie stanowi zagrożenia, mogli użyć broni - twierdzą Amerykanie.
ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE
- Tajemnicza "rodzina Khanów" - sąsiedzi o życiu w domu Osamy ben Ladena (04-05-11, 11:24)
- Obama: Nie udostępnimy zdjęć zabitego ben Ladena (04-05-11, 20:46)
- Córka ben Ladena: Najpierw tatę złapali, a potem zabili. Sprzeczne doniesienia nt. akcji USA (04-05-11, 20:06)
- Pakistańskie media: Córka ben Ladena była świadkiem zabicia ojca (04-05-11, 15:07)
- "FT": Zabito symbol. A groźniejszy lider dżihadu już działa (04-05-11, 13:34)
- Geronimo EKIA. Wróg zabity podczas akcji (04-05-11, 01:00)
- Osama mieszkał przy wojskowych osiedlach - "Tutaj sąsiedzi się nie znają" (02-05-11, 16:17)
Według najnowszych doniesień szef Al-Kaidy w chwili śmierci nie był uzbrojony. Jak jednak stwierdził w telewizji Fox Brennan, szturmujący twierdzę terrorysty w pakistańskim mieście Abbottabad żołnierze mogliby zaakceptować deklarację terrorysty o tym, że się poddaje tylko, gdyby "byli pewni, że (...) nie ma on na swoim ciele ładunków wybuchowych, jakiejś ukrytej broni czy czegokolwiek podobnego".
Eksperci cytowani przez "Los Angeles Times" twierdzą, że chwilą, gdy między amerykańskimi żołnierzami a obrońcami willi ben Ladena wywiązała się walka i padły strzały, szanse na poddanie się i schwytanie ben Ladena żywego spadły niemal do zera. Z kolei Leon Panetta, obecny szef CIA, stwierdził, że nie wierzy, by ben Laden miał szansę powiedzieć cokolwiek przed tym, jak dostał kulę w głowę.
Typowany na nowego sekretarza obrony USA Panetta ujawnił też, że - wbrew wcześniejszym informacjom - Barack Obama nie oglądał ataku na twierdzę ben Ladena na żywo i nie widział momentu zastrzelenia terrorysty. W relacji na żywo, która docierała do Białego Domu, było 25-minutowe opóźnienie, potem nastąpiła całkowita utrata łączności, a kiedy została ona przywrócona, było już po strzelaninie, a ben Laden nie żył.
Wcześniej rzecznik prasowy Białego Domu Jay Carney zdementował niektóre z informacji, które podał wczoraj mediom John Brennan. Wbrew słowom doradcy Obamy ds. bezpieczeństwa, Carney oświadczył, że Osama ben Laden nie był uzbrojony, "nie zaangażował się w wymianę ognia" i nie użył swojej żony jako żywej tarczy. Kobieta miała sama ruszyć na atakujących Amerykanów i dostała postrzał w nogę. Carney dodał, że dwa dni temu Brennan podawał te informacje "w wielkim pośpiechu". Podtrzymał jednak linię Waszyngtonu, według której ben Laden podczas akcji "stawiał opór". - Opór nie wymaga użycia broni - podkreślił rzecznik Białego Domu.
"Musiałby być nagi, aby dali mu się poddać"
Amerykańskie wojsko obowiązuje podczas akcji kodeks postępowania, tzw. "rules of engagement", który określa jasno, kiedy i w jakich okolicznościach żołnierzom wolno użyć broni. Zapytany o jego zastosowanie w tej sytuacji doradca kongresu USA stwierdził krótko: "Musiałby być nagi, aby pozwolili mu się poddać".
Z kolei oficer sił specjalnych USA powiedział gazecie "Los Angeles Times", że "prawo do samoobrony nigdy nie może być zakazane. Jeśli ktokolwiek w takiej sytuacji jak ta odczuwa w jakikolwiek sposób, że istnieje zagrożenie...to może być ruch, albo niestosowanie się do poleceń...użycie siły byłoby zaakceptowane".
- A szturmujący (rezydencję ben Ladena - red.) są jednymi z najlepszych, najlepiej wyćwiczonych, oni trenują ratowanie zakładników - dodaje w rozmowie z "L.A. Times" pragnący zachować anonimowość wojskowy. Amerykańskich działań bronił też Tony Blair. Były premier Wielkiej Brytanii oświadczył w telewizji BBC, że cała operacja została przeprowadzona przez żołnierzy USA tak dobrze, jak to było możliwe, "w rzeczy samej wspaniale wykonana".
Żywy Osama większym problemem niż martwy
Tymczasem "Los Angeles Times" pisze, że Osama żywy byłby dla Amerykanów znacznie większym problemem niż Osama martwy. "USA musiałyby stawić czoła pytaniom o legalność pochwycenia więźnia na terytorium suwerennego państwa bez jego zezwolenia, a także kwestii tego, czy traktować go jak jeńca wojennego, czy uruchomić sprawę karną" - pisze kalifornijski dziennik.
W ubiegłym miesiącu Leon Panetta spekulował, że w przypadku schwytania ben Laden zostałby najprawdopodobniej przetransportowany do bazy Bagram w Afganistanie, a potem do Guantanamo na Kubie. Byłoby to fatalne dla wizerunku Baracka Obamy, który obiecywał, że Guantanamo zamknie. A każdy proces, tak karny, jak i wojskowy, byłby sprezentowaniem najsłynniejszemu terroryście świata możliwości kontaktu z tym światem - stwierdza amerykańska gazeta.





odtwórz
odtwórz
odtwórz



