niedziela, 11 września 2011

US Open: Polacy zmarnowali historyczną szansę


dzisiaj, 06:42
Mariusz Fyrstenberg (z prawej) i Marcin Matkowski
fot. Reuters

Rozstawieni z numerem piątym Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski nie wykorzystali szansy na pierwszy w karierze triumf wielkoszlemowy i w finale US Open (pula nagród 22,063 mln dol.) przegrali z turniejową "dziewiątką" Austriakiem Jurgenem Melzerem i Niemcem Philippem Petzschnerem 2:6, 2:6.

Matkowski i Fyrstenberg pokonali już raz rywali. W 2010 roku wygrali w halowym turnieju w Londynie 6:3, 7:6.

Polacy bardzo źle rozpoczęli finałowy mecz i po kilkunastu minutach i dwóch przełamaniach na tablicy wyników widniał rezultat 3:0 dla ich przeciwników. Zarówno Matkowski jak i Fyrstenberg nie potrafili trafić pewnie pierwszego podania, a rywale popisywali się wspaniałymi returnami.

Wraz z kolejnymi minutami Austriak i Niemiec nie tracili na pewności siebie i po następnych czterech piłkach zapisali na swoim koncie kolejny punkt. Na szczęście Polacy zdołali ostatecznie się przełamać i wykorzystali podanie Fyrstenberga, zdobywając pierwsze "oczko" w tym meczu. Rywale nie zamierzali jednak dać się rozpędzić warszawsko-szczecińskiej parze i natychmiast wygrali przy swoim serwisie, a po chwili wykorzystując pierwszą piłkę setową wynikiem 6:2 rozstrzygnęli pierwszą partię na swoją korzyść.

Na początku drugiego seta obie pary wygrały swoje podania, a następnie konsekwentnie doprowadziły do przełamania rywali. Matkowski i Fyrstenberg widocznie odzyskali świeżość i pewność siebie, odpowiadając skutecznie na agresywne ataki przeciwników.

Przy stanie 2:2 doszło do małego skandalu, bowiem piłka wyraźnie trafiła w nogę Petzschnera, do czego ten nie chciał się przyznać. Lekko rozbici Polacy oddali gema i rywale stanęli przed znakomitą szansą, szczególnie że kolejny punkt zdobyli bez straty nawet piłki.

Niemiec i Austriak ponownie złapali wiatr w żagle i szybko przełamali Matkowskiego i Fyrstenberga. Po kilkunastu minutach doprowadzili do trzech piłek meczowych, a wykorzystując już pierwszą z nich, ponownie wygrali 6:2 i w konsekwencji cały mecz.

Fyrstenberg i Matkowski grają ze sobą na stałe od 2003 roku, poza krótką trzymiesięczną przerwą. Pierwszy triumf w cyklu ATP World Tour odnotowali w sopockim Orange Prokom Open, właśnie przed ośmioma laty.

Obecnie mają w dorobku 11 wspólnych zwycięstw, jakie odnieśli na wszystkich nawierzchniach. Byli najlepsi na kortach ziemnych w Sopocie (2003, 2005 i 2007) i Warszawie (2008) oraz Bukareszcie (2006) i Costa do Sauipe (2004); na twardych w Wiedniu (2007), Kuala Lumpur (2009 i imprezie ATP Masters 1000 w Madrycie (2008); a także dwukrotnie na trawie w Eastbourne (2009-10).

Osiemnaście razy przegrywali w finałach imprez z tego cyklu. Natomiast czterokrotnie kwalifikowali się do zamykającego sezon turnieju masters, z udziałem ośmiu najlepszych singlistów i par w rankingu na koniec rywalizacji.

Obecnie Fyrstenberg i Matkowski zajmują ex aequo 13. pozycję w indywidualnym rankingu deblistów. Natomiast wśród najlepszych par tego roku, w ATP "Doubles Race", są sklasyfikowani na 12. miejscu. Awans do finału US Open dał im premię w wysokości 105 tysięcy dolarów do podziału na parę.

Źródło: Onet.pl

Witalij Kliczko wygrał z Adamkiem


34 minuty temu
Witalij Kliczko
fot. PAP/Maciej Kulczyński

Witalij Kliczko obronił tytuł mistrza świata wagi ciężkiej federacji WBC. Ukrainiec pokonał przez nokaut w 10. rundzie Tomasza Adamka. Na konferencji prasowej był uśmiechnięty i długo odpowiadał na pytania dziennikarzy.

- Chciałbym wszystkim podziękować, którzy przybyli na walkę. Adamek to był trudny przeciwnik. Walczyliśmy na pięknym stadionie, w pięknym mieście. Będę tu za rok - mówił Witalij Kliczko.

Po ukraińskim bokserze nie było za bardzo widać, że właśnie bił się o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. Na jego twarzy próżno było szukać śladów walki. - Jestem szczęśliwy, że obroniłem tytuł. Jeszcze przed walką powiedziałem Adamkowi, że to, że był mistrzem świata w wadze junior ciężkiej nie wystarczy. Nie chodzi tylko o to, by więcej jeść i przybierać na masie. Tomasz jest najlepszym bokserem, ale nie w wadze ciężkiej. To była zła decyzja, aby startować w tej kategorii - tłumaczył mistrz świata wagi ciężkiej WBC.

Czy Tomasz Adamek dostanie jeszcze szansę walki o mistrzostwo świata wagi ciężkiej?

Kliczko zdobył się również na kilka pochelbnych słów w stronę swojego sobotniego rywala. - Zdziwiłem się, w jakiej jest formie. Byłem zaskoczony po jednym z ciosów, że on walczy dalej. Mam wielki szacunek do niego. Ma twardy podbródek. Pokazał wielkie serce. Jednak obroniłem tytuł - przepraszam za to - dodał Ukrainiec.

Dziennikarze zgromadzeni na konferencji byli również ciekawi, kto może zostać kolejnym rywalem ukraińskiego pięściarza. Ten jednak dyplomatycznie wywinął się od odpowiedzi, choć zapewne nie zawracał sobie jeszcze głowy kolejnym przeciwnikiem. - Nie jestem gotowy na udzielenie odpowiedzi na pytanie o kolejnego rywala. Po kilku tygodniach powiem. Słyszałem, że David Haye chce walczyć. Jest lepszy niż Tomasz Adamek, lepszy boksersko, tak mi się wydaje. Ja chciałbym z nim walczyć i go znokautować, ponieważ swoimi wypowiedziami dotknął mnie i mojego brata - mówił Witalij Kliczko.

Po zakończonym pojedynku Ukrainiec podszedł do narożnika i pokazał piękny gest. Wzniósł rękę "Górala" do góry, pokazując tym samym, że ma wielki szacunek do Polaka. Przy okazji coś mówił do boksera z Gilowic, a na konferencji to wyjawił. - Powiedziałem Tomaszowi "dziękuję ci bardzo". Ja go bardzo lubię, to fajny facet - wyjaśnił.

Z Wrocławia Wojciech Demusiak, sport.onet.pl

piątek, 9 września 2011

Nagrania rozmów pilotów z wieżą z 11 września. "Potrzebujemy F-16"


rik, PAP
2011-09-08, ostatnia aktualizacja 17 minut temu
11 września 2001, Nowy Jork, amerykańska flaga na gruzach WTC
11 września 2001, Nowy Jork, amerykańska flaga na gruzach WTC
Fot. PETER MORGAN REUTERS

Pełne nagrania rozmów między wieżą kontrolną, pilotami i władzami wojskowymi podczas porwania czterech samolotów 11 września 2001 r. zostały po raz pierwszy opublikowane. Z wieży kontrolnej w Bostonie padła prośba o uruchomienie myśliwców F-16.

11 września o godz. 8.46 samolot American Airlines uderzył w północną wieżę World Trade Center na Manhattanie. Pożar w budynku odciął drogę ucieczki ludziom pracującym na wyższych piętrach. Nikt nie przypuszcza, że to początek jeszcze większej tragedii.
Fot. Carmen Taylor AP
11 września o godz. 8.46 samolot American Airlines uderzył w północną wieżę...
Fragmenty rozmów pojawiały się już wcześniej, ale nagrania opublikowane przez pismo "Rutgers Law Review", wydawane przez uniwersytet w New Jersey, dostarczają dokładnych szczegółów dnia, gdy porwano cztery samoloty. Dwa uderzyły wówczas w bliźniacze wieże World Trade Center w Nowym Jorku, jeden z Pentagon, a ostatni rozbił się w Pensylwanii.

Na nagraniach słychać, jak kontrolerzy desperacko usiłują zrozumieć, co się dzieje, i odnaleźć samoloty, z którymi utracili kontakt, dowodząc zupełnego braku przygotowania USA do ataków na taką skalę.

W jednym miejscu np. kontroler wspomina o pożarze wieży World Trade Center i dodaje z niedowierzaniem: "To miejsce, gdzie straciliśmy ślad po samolocie".

W tym samym momencie słychać, jak niezidentyfikowany pilot pyta: "Ktoś wie, co to za dym nad Manhattanem?".

Na jednym z nagrań słychać głos Betty Ong z obsługi samolotu. Cichym głosem informuje ona, że ktoś został dźgnięty nożem w klasie biznes oraz, że piloci nie odbierają od niej telefonu. - Chyba zostaliśmy porwani - mówi przerażonym głosem stewardesa.

Na wieży kontrolnej w Bostonie, skąd odleciały dwa porwane samoloty, jeden z kontrolerów mówi: "Mamy problem, mamy samolot, który został porwany i kieruje się w stronę Nowego... Nowego Jorku. Potrzebujemy was, potrzebujemy samolotu F-16 albo czegoś innego, żeby z tego wybrnąć". Odpowiedź wskazuje na kompletne niedowierzanie: "To się dzieje naprawdę czy to tylko symulacja?".

Ta sama wieża usłyszała głosy samych porywaczy. "Mamy samoloty. Zachowujcie się spokojnie, a wszystko będzie OK. Wracamy na lotnisko". Kiedy kontroler pyta z kim ma do czynienia, słyszy tylko: "Nikt się nie rusza! Wszystko będzie w porządku. Jeśli ktoś się ruszy, narazi siebie i samolot na uszkodzenie. Po prostu bądźcie spokojni".