poniedziałek, 7 maja 2012

Pospieszalski: Tusk, oddając śledztwo Rosjanom, nie zachowuje się jak premier suwerennego kraju


dzisiaj, 11:46Jacek Nizinkiewicz Onet Wiadomości

- Lobbingowi homoseksualistów wywieranemu na polityków, trzeba powiedzieć stanowcze - nie! Robert Biedroń i Anna Grodzka nie reprezentują mnie w parlamencie. Gdyby elektorat Ruchu Palikota, zabiegający o legalizację marihuany wiedział, że pan Biedroń i pan Grodzki mogą wejść do Sejmu, to na pewno by tak nie głosował. Nie wiem, czy to pani, czy pan Grodzki. Nikomu nie zaglądam pod sukienkę. Postać jest rzeczywiście kuriozalna. Wiem, że są ludzie, którzy nie mogą ze sobą wytrzymać. Rozumiem i współczuję. Dlatego decydują się na terapie. Nieraz radykalną. Tu trzeba coś obciąć, gdzie indziej przyprawić, założyć peruczkę.... Ale dlaczego teraz dalszy ciąg terapii musi odbywać się publicznie i to na koszt podatnika? - powiedział w drugiej części rozmowy Jan Pospieszalski. - Tusk oddając śledztwo w sprawie śmierci własnego prezydenta, dziewięciu generałów i polskich elit Rosjanom, nie zachowuje się jak premier suwerennego kraju. Trzeba być ślepym albo idiotą, żeby tego nie widzieć - dodał.

Jan Pospieszalski, fot. archiwum własne
Jan Pospieszalski, fot. archiwum własne

Z Janem Pospieszalskim - publicystą, gospodarzem programu "Bliżej", dziennikarzem "Gazety Polskiej Codziennie"- rozmawia Jacek Nizinkiewicz.

Jacek Nizinkiewicz: Bierze pan udział w marszach, na których śpiewa się: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie", gdzie manifestanci na sztandarach mają takie hasła jak: "Chcemy wolnej Polski", "Precz z komuną", "Wolne media w wolnej Polsce". Czy podpisuje się pan pod tymi hasłami?

Jan Pospieszalski: Oczywiście.

- W Polsce mamy komunę?

- Jeżeli miarą suwerenności Polski jest sposób w jaki wyjaśnia się katastrofę smoleńską, to uważam, że obce mocarstwo jakim jest Rosja, rozegrało Polskę. Kompletna niezborność i nieumiejętność odpowiedzi ze strony polskich władz, świadczy o tym, że tej wolności, przynajmniej w tej kwestii nam brakuje.

- Polska nie jest wolna?

- Sam pan wcześniej powiedział, że z Rosją ciężko się współpracuje.

- Trudny partner, nie ma co ukrywać.

- No, trudny partner, z którym mamy niełatwe doświadczenia od kilkuset lat. Ktoś kto nie bierze tego pod uwagę oddając śledztwo w sprawie śmierci własnego prezydenta, dziewięciu generałów i polskich elit, Rosjanom, nie zachowuje się jak premier suwerennego kraju. Trzeba być ślepym albo idiotą, żeby tego nie widzieć. Wracam jeszcze raz do Donalda Tuska.

- Zmieńmy temat. Ostatnio Jan Filip Libicki, powiedział, że homoseksualizm to wynaturzenie. Zgadza się pan z parlamentarzystą PO?

- Nie będę recenzować słów pana Libickiego. Budowanie przekazu, że homoseksualizm to norma, jest szkodliwe. Będę się temu sprzeciwiał.

- Pan, były muzyk Czerwonych Gitar i Voo Voo, który lwią część dorosłego życia spędził na scenie, grając muzykę rockową i obracając się w środowiskach bardziej otwartych i wyzwolonych, musiał mieć styczność z homoseksualistami wielokrotnie.

- Nie wiem jaką styczność ma pan na myśli... Otwartość to co innego, a wyzwolenie nie musi prowadzić do zbyt bliskich relacji z gejami...

- Nie do tego typu zmierzałem. Będąc przez wiele lat częścią środowisk artystycznych, poznał pan pewnie wiele osób o odmiennych preferencjach seksualnych. Dzisiaj swoim znajomym homoseksualistom mówi pan: "nie jesteście normalni"?

- Homoseksualizm nie jest normą. Ci, którzy twierdzą inaczej, bałamucą ludzi. Agresja i arogancja środowisk gejowskich i lesbijskich jest wszechobecna. Oni zabiegają o specjalne przywileje dla siebie.

- Walczą z prześladowaniami i stereotypami. Homoseksualizm w Polsce wciąż jest piętnowany. Szczególnie w mniejszych miejscowościach.

- A wie pan jak są piętnowani łysi? Nic mi nie wiadomo, żeby homoseksualizm był w Polsce piętnowany. Jeśli ktoś decyduje się, że w sposób jaskrawy odróżnia się od otoczenia, ze swojej seksualności robi główny przekaz, to zwraca na siebie uwagę. To ma prawo być komentowane, również negatywnie.

Przeczytaj pierwszą część rozmowy Onetu z Janem Pospieszalskim

- Homoseksualiści nie mogą tworzyć rodziny?

- Przecież, to niemożliwe. Ofensywa środowisk gejowskich, chce tych samych przywilejów, które są zarezerwowane dla małżeństwa i rodziny. Zabiegają o adopcje, wychowanie dzieci, lub wspólne opodatkowanie.

- Wie pan jak trudno w Polsce z adopcję dzieci i ile dzieci cierpi w domach dziecka, mimo że wcale nie musi?

- Wiem, że jest wiele małżeństw, które chcą adoptować dzieci. Jeśli spełniają warunki, to nic nie stoi na przeszkodzie. Ale jak wykazały badania, adoptowanie dzieci przez pary homoseksualne, jest robieniem krzywdy dzieciom. Retoryka wykluczenia, stosowana przez środowiska homoseksualne i budowanie wizerunku prześladowanych, jest zabiegiem, który był realizowany na świcie przez wiele lat. Lobby homoseksualne od lat realizuje marsz przez instytucje, żeby dotrzeć do opinii publicznej. Także przez wpływy w mediach, w dziedzinie kultury, a teraz stara się wywrzeć wpływ na edukację. Ofensywie homoseksualnej należy się przeciwstawić w interesie społecznym.

- W jaki sposób chce pan się przeciwstawiać tej ofensywie homoseksualnej?

- Mówiąc o tym, przytaczając fakty, badania, zwracając uwagę na problem.

- Czy to już nie ociera się o piętnowanie środowisk homoseksualnych?

- Ja nie piętnuje homoseksualistów jako takich, ale zwracam uwagę na agresywne zachowania specyficznego gejowskiego środowiska, które lobbuje w polityce, mediach, kulturze i edukacji.

- W jaki sposób środowiska homoseksualne lobbują w polityce?

- Choćby przykład z ostatnich dni. Jarosław Gowin ściągnął na siebie falę oburzenia za to, że nie chce się zgodzić, na dodany w ostatniej chwili zapis o tzw. społecznej roli płci. O podpisanie konwencji Rady Europy w tym kształcie, zabiegają dzisiaj środowiska homoseksualne. I one właśnie, krytykują ministra sprawiedliwości. Lobbingowi homoseksualistów wywieranemu na polityków, trzeba powiedzieć stanowcze "nie"!

- Przeszkadza panu, że Robert Biedroń czy Anna Grodzka reprezentują pana w parlamencie?

- Mnie nie reprezentują. Gdyby elektorat Ruchu Palikota, zabiegający o legalizację marihuany wiedział, że pan Biedroń i pan Grodzki mogą wejść do Sejmu, to na pewno by tak nie głosował.

- Pani Grodzka!

- Nie wiem, czy pani, czy pan. Nikomu nie zaglądam pod sukienkę. Postać jest rzeczywiście kuriozalna.

- Proszę nie obrażać pani Grodzkiej. Ma prawo do swoich wyborów jak każdy z nas. Zmieniła płeć i jest kobietą.

- Naprawdę? Wiem, że są ludzie, którzy nie mogą ze sobą wytrzymać. Rozumiem i współczuję. Dlatego decydują się na terapie. Nieraz radykalną. Tu trzeba coś obciąć, gdzie indziej przyprawić, założyć peruczkę.... OK. Ale dlaczego teraz dalszy ciąg terapii musi odbywać się publicznie i to na koszt podatnika?  Tego nie mogę pojąć. Ale wracając do mniejszości homoseksualnych w Sejmie. Czy na przykład, pan Biedroń, poszedł do parlamentu, żeby troszczyć się sprawy, ważne dla  wspólnoty i państwa? Czy po to, żeby załatwiać wąsko pojmowane interesy własnego środowiska? Czy znamy jakąś inicjatywę pana Biedronia, która dotyczyła by spraw ważnych dla większości obywateli?

Zgadza się pan ze stwierdzeniem Jarosława Marka Rymkiewicza, że "prawdziwi Polacy" głosowali na PiS?

- Pojęcie "prawdziwi Polacy" zostało wykpione i ośmieszone, poprzez dodanie do niego ciągu znaczeniowego: ksenofobia-sekciarstwo-nacjonalizm-antysemityzm. Dalej są już tylko dymy Auschwitz. W filmie "Solidarni 2010", bodaj raz pada hasło "prawdziwi Polacy" i to stało się pretekstem do wściekłego ataku na film, na Ewę Stankiewicz i na mnie. Później Katarzyna Kolenda Zalewska i Justyna Pochanke, przypisują je Jarosławowi Kaczyńskiemu na uroczystościach na Krakowskim Przedmieściu.

Pojęciem "prawdziwi Polacy" chce się ośmieszyć patriotów, tych, którzy walczą w Polsce o prawdę. Dla wielu Polaków, miłość do narodu jest ideą, której podporządkowują wszystko. Dzisiaj ośmiesza się i dyskredytuje pojęcie narodu, Ojczyzny i patriotyzmu. Bycie "prawdziwym Polakiem" jest przejawem troski o kraj. Sprzeciwiam się ośmieszaniu tego pojęcia i nadawaniu mu najgorszego znaczenia.

- A ci co głosowali na PO, PSL, SLD, Ruch Palikota i inne ugrupowania, nie są "prawdziwymi Polakami"?

- A jak liderzy tych ugrupowań po tragedii smoleńskiej odnoszą się do tych pojęć - "Prawda" i "Polska"? Uważam, że głos Jarosława Marka Rymkiewicza, którego bardzo szanuję, jest Polsce potrzebny. Dzisiaj Rymkiewicz płaci wysoką cenę za głoszone przez siebie opinie. Hańbi się Adam Michnik pozywający Rymkiewicza, ale hańbi się również polski wymiar sprawiedliwości. To kolejny dowód na niedostatek wolności słowa w Polsce.

- Lobbingowi homoseksualistów wywieranemu na polityków, trzeba powiedzieć stanowcze - nie! Robert Biedroń i Anna Grodzka nie reprezentują mnie w parlamencie. Gdyby elektorat Ruchu Palikota, zabiegający o legalizację marihuany wiedział, że pan Biedroń i pan Grodzki mogą wejść do Sejmu, to na pewno by tak nie głosował. Nie wiem, czy to pani, czy pan Grodzki. Nikomu nie zaglądam pod sukienkę. Postać jest rzeczywiście kuriozalna. Wiem, że są ludzie, którzy nie mogą ze sobą wytrzymać. Rozumiem i współczuję. Dlatego decydują się na terapie. Nieraz radykalną. Tu trzeba coś obciąć, gdzie indziej przyprawić, założyć peruczkę.... Ale dlaczego teraz dalszy ciąg terapii musi odbywać się publicznie i to na koszt podatnika? - powiedział w drugiej części rozmowy Jan Pospieszalski. - Tusk oddając śledztwo w sprawie śmierci własnego prezydenta, dziewięciu generałów i polskich elit Rosjanom, nie zachowuje się jak premier suwerennego kraju. Trzeba być ślepym albo idiotą, żeby tego nie widzieć - dodał.

- Pan korzysta z tego niedostatku wolności słowa, w swoim programie "Bliżej" w telewizji publicznej?

- Dopóki mogę. Choć nie bez kłopotów. Bardzo obcięto budżet naszemu programowi.

- TVP tnie wydatki  gdzie się da, bo ma problemy finansowe.

- Budżet programu "Bliżej" został obcięty w sposób drastyczny. Jeśli TVP ma problemy finansowe, to powinna przywrócić Jacka Karnowskiego i cały zespół "Wiadomości" z "Jedynki", bo po ich wyrzuceniu "Wiadomości" zanotowały drastyczny i stały spadek oglądalności, co również przełożyło się na wynik finansowy.

- "Wiadomości" po odejściu Karnowskiego miały się raz lepiej raz gorzej. Ale jeśli o Karnowskim mowa, to przypominam sobie, że wygryzł z pracy Michała Karnowskiego.

- Nic podobnego. Warunkiem wejścia mojego programu na antenę, było złożenie przez telewizję publiczną innej propozycji Michałowi Karnowskiemu. I Michał dostał z telewizji taką propozycję, której nie przyjął, żeby poświęcić się portalowi wPolityce, i tygodnikowi "Uważam Rze", odnosząc zresztą wielki sukces. Wracając do mojego programu "Bliżej", kończy nam się kontrakt i po nadaniu pięciu kolejnych odcinków, program schodzi z anteny. Po wakacjach może wróci, jeśli kierownictwo telewizji publicznej będzie tego chciało.

- Jeśli kontrakt nie zostanie panu przedłużony, to znowu powie pan, że Donald Tusk pozbawia pana prawa wykonywania zawodu?

- Oglądalność "Bliżej" w TVP Info jest wyższa niż oglądalność poprzednich pozycji nadawanych w tym paśmie.

- Powiedział pan wcześniej, że nie funkcjonuje w mediach mainstreamowych, ale kiedy "Newsweeka" poprosił pana o wypowiedź, to mu pan omówił. Dlaczego?

- Ze względu na to, jak redaktor naczelny potraktował rodzinę św. pamięci Janusza Kochanowskiego, jak wykpiwał ludzi pogrążonych w żałobie, a teraz tych, którzy zabiegają o prawdę na temat śmierci polskiego prezydenta. Można by długo wymieniać...

- Przecież jesteście kolegami pracującymi w tej samej firmie, telewizji publicznej.

- Tomasz Lis nie jest moim kolegą. Żeby była rozmowa i dialog, potrzebne jest choćby minimalne zaufanie do drugiej strony. W przypadku portalu Lisa i "Newsweeka", ci ludzie zrobili wszystko, żeby tego zaufania się pozbawić. A przy okazji, rozmawiać z portalem od parówek? Nie, dziękuję. Z mediami Lisa nie jest mi po drodze.

- Uważa pan Bronisława Geremka za zdrajcę "Solidarności"?

- Uważam, że takie pytania należy stawiać. Powinniśmy badać naszą historię najnowszą na podstawie dostępnych źródeł, mieć krytyczny stosunek do tych źródeł, i wyciągać z tego wnioski. Opinia historyka, który przesiedział wiele godzin w archiwum Gaucka i który napisał wiele prac m.in. w języku niemieckim, opinia w której on twierdzi, że rozmowa na temat stanu wojennego, czy wprowadzenia rozwiązania siłowego, po to żeby pozbawiać "Solidarność" aspiracji politycznych, Matki Boskiej w klapie i programu gdańskiego, może być traktowana jako zdrada ideałów "Solidarności". Wolność słowa powinna zapewnić możliwość wypowiadania tego typu opinii w przestrzeni publicznej, choćby po to żeby dyskutować i spierać się na temat naszej historii najnowszej.

- Ale m.in. to dzięki prof. Geremkowi, możemy dzisiaj rozmawiać w wolnej Polsce o czym chcemy i publikować co chcemy w wolnych mediach.

- Bronisław Geremek miał znaczący wpływ na kształt porozumień Okrągłego Stołu. Ale ocena tego, jak te owoce zostały skonsumowane i dlaczego żyjemy w państwie, które tak niedomaga, to jest rzecz warta dyskusji. Do dzisiaj Polska nie odcięła się od przeszłości komunistycznej, w warstwie politycznej, medialnej i gospodarczej.

- W dwa lata po śmierci Lecha Kaczyńskiego pojawiają się oceny jego prezydentury. Oceny w większości są negatywne. Zgadza się pan z opinią Roberta Krasowskiego w "Polityce", z którym chyba kiedyś było panu po drodze, że to nie była udana prezydentura?

- Nie wiem co pisze Krasowski. Wiem, że Lech Kaczyński był jedynym prezydentem wolnej Polski, który tak walczył o podmiotowość naszego kraju na arenie międzynarodowej. Ze względu na jego akt odwagi w momencie agresji Rosji na Gruzję i poprzez fakt, że zginął na służbie jadąc upamiętniać polskie ofiary zbrodni katyńskiej, zapewnił sobie trwałe miejsce w historii i zasługuje na pomnik.

- Na pomnik w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu?

- Zasługuje na pomnik w godnym miejscu Warszawy.

- Prezydent stolicy przeprowadziła badania, z których wynika, że warszawiacy nie chcą pomnika Lecha Kaczyńskiego.

- A ja mogę przeprowadzić badania, w których warszawiacy będą chcieli pomnik Lecha Kaczyńskiego. Nawet na Krakowskim Przedmieściu.

- Czy widzi pan szansę na sklejenie podzielonej politycznie Polski?

- Oczywiście, choćby nasza rozmowa jest tego dowodem.

- To zły przykład, bo ja nie reprezentuję żadnej ze stron i nie biorę udziału w sporze.

- Ale dzięki propagandzie mediów głównego nurtu, ludzie w Polsce wciąż myślą, że rządzi Jarosław Kaczyński.

- Widocznie ta "nieoświecona" część społeczeństwa nie należy do użytkowników Onetu.

- Ale media komercyjne zajmują się ciągle sprawami typu - co Kaczyński powiedział o Ziobrze, a co Ziobro o Kaczyńskim.

- Jak pan słyszy nie padły w naszej rozmowie tego typu tematy zastępcze i wywiad w tym kierunku nie zmierza.

- Tym bardziej szanuję pana jako dziennikarza.

- A czy nie chciałby pan Polski, w której równym szacunkiem w przestrzeni publicznej mogłyby się cieszyć osoby o tak różnych poglądach, jak np. o. Rydzyk i Nergal, czy Robert Biedroń i Jan Filip Libicki?

- Mamy taką Polskę. Tylko nie można zestawić o. Rydzyka z Nergalem. Błagam, na Boga! Dyrektor Radia Maryja pełni ważna misję ewangelizacyjną, społeczną w duchu miłości, a Nergal to człowiek wyprany z poglądów, który żyje tylko ze skandali i taniego lansu. Kapłan rzymskokatolicki dokonał wielkiego dzieła jakim jest stworzenie prężnie działających mediów, a pan Neragal nie ma żadnych pomysłów, oprócz obrażania innych. Protestuję przeciwko budowaniu symetrii między o. Rydzykiem a Nergalem. Miejsce Nergala jest tam gdzie jest, w społeczno- medialnej niszy.

- Zgadza się pan z Piotrem Lisiewiczem, który w "Nowym Państwie" pisze tak: "To, co nazywamy polskimi elitami intelektualnymi, jest wynarodowioną elitą posowiecką"? A Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla Onetu powiedział, że kiedy dojdzie do władzy rozpędzi obecny establishment na siedem wiatrów.

- W debacie publicznej, w wielu ważnych instytucjach mamy nadreprezentację ludzi z rodowodami postkomunistycznymi, którzy w swoim życiu działali na szkodę Polski. To widać było choćby w histerii antylustracyjnej. A media czynią z nich autorytety. Jeśli w ubiegłym roku minister kultury, głównym bohaterem Europejskiego Kongresu Kultury, we Wrocławiu czyni człowieka, który był członkiem zbrodniczej organizacji jaką była Informacja Wojskowa Korpusu Bezpieczeństwa Publicznego, mówię o Zygmuncie Baumanie


- Lobbingowi homoseksualistów wywieranemu na polityków, trzeba powiedzieć stanowcze - nie! Robert Biedroń i Anna Grodzka nie reprezentują mnie w parlamencie. Gdyby elektorat Ruchu Palikota, zabiegający o legalizację marihuany wiedział, że pan Biedroń i pan Grodzki mogą wejść do Sejmu, to na pewno by tak nie głosował. Nie wiem, czy to pani, czy pan Grodzki. Nikomu nie zaglądam pod sukienkę. Postać jest rzeczywiście kuriozalna. Wiem, że są ludzie, którzy nie mogą ze sobą wytrzymać. Rozumiem i współczuję. Dlatego decydują się na terapie. Nieraz radykalną. Tu trzeba coś obciąć, gdzie indziej przyprawić, założyć peruczkę.... Ale dlaczego teraz dalszy ciąg terapii musi odbywać się publicznie i to na koszt podatnika? - powiedział w drugiej części rozmowy Jan Pospieszalski. - Tusk oddając śledztwo w sprawie śmierci własnego prezydenta, dziewięciu generałów i polskich elit Rosjanom, nie zachowuje się jak premier suwerennego kraju. Trzeba być ślepym albo idiotą, żeby tego nie widzieć - dodał.

- Jarosław Marek Rymkiewicz, którego pan ceni, również miał błędy młodości, do których się przyznaje. Krzyczał: "Precz z papieżem, niech żyje Stalin". Sam przyznał: "Wiedziałem, że Stalin jest nieśmiertelny i jest chorążym pokoju. Myśl, że to zbrodniarz, chyba w ogóle nie mogła się pojawić w takiej głowie, jaką wówczas miałem.(...) Biłbym wtedy brawo, gdyby Polska została 17. republiką ZSRR". Po co wywlekać błędy młodości, skoro oni się do nich przyznali, przeprosili i odpokutowali za nie swoją twórczością?

- Różnica między Rymkiewiczem a Baumanem jest taka, że Rymkiewicz przyznał się do swojej przeszłości i nazwał ją haniebną, a Bauman nie.

- Przecież Bauman w wywiadzie dla "The Guardian" przyznał się do służby w oddziałach KBW i współpracy z  Informacją Wojskową, za co wziął pełną odpowiedzialność. A w czasach PRL sam był represjonowany i inwigilowany. Dokumenty IPN jasno pokazują jego późniejsze antytotalitarne i antykomunistyczne nastawienie.

- Antykomunistyczne? Traktuje to jako nieporozumienia w klubie gangsterów.  Bauman nigdy nie przeprosił za swoją zbrodniczą działalność. Walczył z bronią w ręku i sowietyzował Polskę. Dzisiaj próbę zajrzenia w jego biografię nazywa polowaniem na czarownice. Ocena przeszłości osób z panteonu gipsowych świętych salonu, rodzi lęk i agresję.  Kaczyński i Lisiewicz mają rację. W Polsce mamy zinstytucjonalizowaną amnezję historyczną. Przeczytałbym w końcu rzetelną biografię Adama Michnika.

- Naprawdę nic mi nie wiadomo, żeby prof. Bauman walczył z bronią w ręku i sowietyzował Polskę. Nie uważa pan Michnika za bojownika o wolną Polskę?

- Uważam, ale przez ostatnie 20 lat wolnej Polski wyrządził w kraju wielkie szkody. Zrealizował swój postulat ogłoszony w 1987 roku w podziemnym piśmie "Krytyka" w eseju "Trzy fundamentalizm". Jako zagrożenie w realizacji swojego projektu zmiany w Polsce uznał przywiązanie do religii, moralności i idei narodowych. Przecież to nic innego jak Bóg, Honor, Ojczyzna. Ideałom które organizowały polską wspólnotę Adam Michnik w tym tekście jawnie wypowiedział wojnę. Celnie to opisał Rafał Ziemkiewicz w "Michnikowszczyźnie", która powstała na podstawie analizy tekstów Michnika i "Gazety" przez ostanie kilkanaście lat.

- Ziemkiewicz nie ma obsesji na punkcie Michnika i "Gazety Wyborczej"?

- Trudno nie mieć wyraźnego stosunku do Michnika i jego mediów. Michnika należy rozliczyć za jego dwudziestoletnią działalność.

- Adam Michnik  apeluje do prezydenta Ukrainy o uwolnienie Julii Tymoszenko.

- To Michnik może sobie podać rękę z Kaczyńskim, w tym przypadku. Przyłączam się do tej szlachetnej postawy.

- Ma pan wrażenie, podobnie jak abp Michalik, że Kościół jest dzisiaj planowo atakowany przez środowiska masońskie, libertyńskie i ateistyczne?

- Oczywiście, że Kościół jest i był atakowany. Dobrze to widać w filmie "Krzyż". Szydzono z drogi krzyżowej, obnoszono pluszaka przybitego do krzyża, ustawiano krzyż z puszek po piwie, oddawano mocz na znicze, bito modlących się. A oprócz tego rozrywano pluszową kaczę, wtórując sobie okrzykami, "jeszcze jeden". Jakoś żadna telewizja tego nie pokazała.

- Zgadzam się, że to były skandaliczne zachowania, tak samo jak skandalicznymi zachowaniem jest wieszanie na szubienicy maskotki Kaczora Donalda z napisem "Platforma", a później jej spalenie w trakcie manifestacji będącej sprzeciwem wobec "sposobowi prowadzenia śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej".

- Nie widziałem tych scen. Ale znając praktyki spod krzyża na Krakowskim Przedmieściu, nie wykluczam, że i tu mogli być podstawieni prowokatorzy, żeby zdyskredytować tę inicjatywę społeczną.

- A nie widział pan w pierwszą rocznicę katastrofy smoleńskiej pod Pałacem Prezydenckim  transparentów z napisami: "Mord katyński 1940. Mord smoleński 2010", "Putin morderca, Tusk zdrajca", "Sopot przeprasza za Tuska", "Mgła nie osłoni zdrajców Polski", "Smoleńsk 2010. Milczenie jest kłamstwem"? Nie słyszał pan skandowania: "Dajcie skrzynki, weźcie Bronka", "Komorowski won do Moskwy", "Zdrajca Polski Komorowski". "Precz z Platformą", "Tu jest Polska, a nie Moskwa", "Smoleńsk pamiętamy, Smoleńsk pomścimy"? To panu nie przeszkadzało?

-Przecież wiele z tych haseł jest reakcją na zachowanie się polskich władz po 10 kwietnia 2010. Do tego stopnia podgrzano nastroje społeczne. Jesteśmy zaszczuci i podzieleni. Druga strona potrafiła przesunąć granicę daleko dalej skandując hasła: "Jest krzyż, jest impreza", czy "Radosny piknik" pod Pałacem Prezydenckim po śmierci Lecha Kaczyńskiego.

- Powiedział pan o PO, że to specjaliści od masowych pogrzebów. Boi się pan kolejnych lat rządów Platformy?

- Lęk przed rządami PO jest nie tylko we mnie. Lęk przed rządami Platformy chyba odczuwa każdy, kto jest w stanie obserwować i oceniać świat wokół siebie. Obserwacja pięciu lat rządów tej ekipy musi napawać lękiem i nie zmienią tego żadne fajerwerki piarowskie i osłona medialna, który zresztą już chyba się kończy. Marnowany jest wielki potencjał Polaków, a w kraju robi się duszno. Kraj rządzony przez PO, to nie jest kraj dla normalnych ludzi. Im szybciej nastąpi zmiana władzy, tym lepiej.

- Jakiej Polski chciałby pan dla swoich dzieci i wnuków?

- Chciałbym Polski sprawiedliwej i wolnej. Chciałbym, żeby nie było ciągle powiększającej się liczby wykluczonych, żeby pamiętano, że Polska to nie tylko Warszawka i duże aglomeracje, żeby młodzi ludzie mieli godny start, a starsi godną emeryturę. Chciałbym, żeby w Polsce nie można było mówić bezkarnie nieprawdy jak to robi Donald Tusk i Jan Dworak. Chciałbym, żyć w wolnej Polsce, w której można pytać o zamach w Smoleńsku, nie będąc wyszydzanym, a  rządzący będą mieli odwagę wyjaśnić tę tragedię.

- Dziękuję za rozmowę.

Koniec części drugiej.

Rozmawiał: Jacek Nizinkiewicz

W pierwszej części rozmowy dla Onetu, Jan Pospieszalski powiedział: "Rozdzielnie wizyt przez kontakty Donalda Tuska z Władimirem Putinem wskazuje, że jeżeli to był zamach, to przez takie działanie, premier Polski mógł mieć w tym swój udział. Wszystko co wydarzyło się przed i po katastrofie smoleńskiej, było zamachem na polską państwowość. Skonfliktowanie Polaków i osłabienie Narodu, to realizacja rosyjskiej wizji. W każdym demokratycznym kraju, Donald Tusk stanąłby przed Trybunałem Stanu za katastrofę smoleńską. Porozumiewanie się nad głową prezydenta Polski, z przedstawicielem obcego mocarstwa, w sprawie rozdzielenia wizyt a potem oddanie wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej Rosjanom, jest wystarczająco powodem do postawienia premiera Tuska przed Trybunałem Stanu".

Autor: Jacek NizinkiewiczŹródła: Onet Wiadomości



czwartek, 26 kwietnia 2012

Liga Mistrzów. Mourinho na kolanach

Rafał Stec, Michał Szadkowski
26.04.2012 , aktualizacja: 26.04.2012 00:16
A A A Drukuj

25.04.2012, godzina 20:45

 Real Madryt

Bramki:Ronaldo (6. - karny, 14.)
Kartki:Pepe, Arbeloa, Granero - żółta
Skład:Casillas - Arbeloa, Ramos, Pepe, Marcelo - Alonso, Khedira - Di Maria (75. Kaka), Oezil (111. Granero), Ronaldo - Benzema (106. Higuain)
1Karne3
  • 02 Dogr0
  • 01 Dogr0
  • 02 Poł0
  • 21 Poł1

Bayern Monachium 

Bramki:Robben (27. - karny)
Kartki:Alaba, Robben, Gustavo, Badstuber - żółta
Skład:Neuer - Lahm, Boateng, Badstuber, Alaba - Schweinsteiger, Gustavo - Robben, Kroos, Ribery (95. Mueller) - Gomez
Radość piłkarzy BayernuFot. SERGIO PEREZ REUTERSRadość piłkarzy Bayernu
Najsławniejszy trener świata ukląkł podczas rzutów karnych. Wstawał obolały. Bohaterami rzutów karnych byli bramkarze. Real Madryt sensacyjnie przegrał. Do finału Ligi Mistrzów awansował Bayern. 19 maja zmierzy się na własnym stadionie z Chelsea.
Jose Mourinho
Fot. Daniel Ochoa de Olza AP
Jose Mourinho
Radość Mario Gomeza
Fot. FELIX ORDONEZ REUTERS
Radość Mario Gomeza
Cristiano Ronaldo
Fot. Franz Mann AP
Cristiano Ronaldo
SERWISY
Kiedy po dwóch godzinach walki wycieńczeni piłkarze przestali biegać, by zacząć strzelać do bramkarzy z 11 metrów, José Mourinho postawił na tych, którzy najcenniejsze trofeum w klubowym futbolu już zdobyli. Jego ludzie wygrali 2:1, ale wMonachium przegrali w identycznym stosunku.

Zaczął Cristiano Ronaldo, zdobywca Pucharu Europy w barwach Manchesteru United. Nie strzelił, podobnie zresztą jak w finale w 2008 roku.

Jako drugi w Realu próbował Kaka, zdobywca PE w barwach Milanu. Też nie strzelił.

Trafił dopiero Xabi Alonso, zdobywca PE w barwach Liverpoolu. Jednak to nie wystarczyło, tak jak nie wystarczyły dwie jedenastki obronione przez czwartego zdobywcę PE u gospodarzy - Ikera Casillasa. Wojnę nerwów wytrzymali wicemistrzowie Niemiec, wśród których zwycięzców Ligi Mistrzów nie ma.

I w finale nie tylko nie przeżyjemy El Clásico, czyli najsłynniejszego klasyka w futbolu klubowym, ale nie zobaczymy nawet jednego z hiszpańskim gigantów uważanych powszechnie za dwa najpotężniejsze kluby. Barcelona przegrała we wtorek, Real padł w środę.

Jednak w Bayernie też tłoczą się gwiazdy. Wielkie gwiazdy. Wielkie pod względem sportowym i z wielkim ego. Franck Ribery i Arjen Robben umieją w zachwycającym stylu poprowadzić zespół do zwycięstwa, ale też się pokłócić - nawet na boisku, w trakcie gry - i zniweczyć wysiłek drużyny.

Ten pierwszy osiem razy próbował dryblować, udało mu się raz. Trener Jupp Heynckes stracił cierpliwość na początku dogrywki i wprowadził Thomasa Müllera. Robben niszczył wszystko, co wypracowali koledzy. Na początku z kilku metrów przeniósł piłkę nad bramką Realu, potem kilka razy, zamiast podawać, strzelał. Nawet jedenastkę wykonał niezdarnie, piłka najpierw otarła się o rękawice Ikera Casillasa i wpadła do bramki.

Zaczęło się jednak tak, jak się zacząć miało. Nie minęło 10 minut, a Real prowadził i był w finale. Zanim skończył się pierwszy kwadrans, wygrywał już 2:0. Wydawało się, że gospodarze są o krok od 13. finału Pucharu Europy.

Oba gole strzelił Ronaldo. Wtedy wydawało się, że przeżywa tydzień wyjęty ze snów. Nie dlatego, że trafiał częściej niż zwykle, ale dlatego, że bardzo zbliżył się do odebrania Leo Messiemu Złotej Piłki. Jego kopnięcie dało zwycięstwo w El Clásico, które prawdopodobnie zapewni Realowi mistrzostwo. Było to jego 42. trafienie w lidze, Argentyńczyk ma jedno o trafienie mniej. Teraz strzelał na chwałę - finałową - Bayernu.

Gdy jednak Portugalczyk trafił po raz drugi, stanął. Jego drużyna również.

Stąd wziął się rzut karny dla Bayernu i kolejne szanse na gole. Tak bardzo jak na początku Real już jednak w tym meczu nie przeważał. Obie drużyny wciąż często dobiegały w pole karne, strzelały, ale im bliżej końca, tym łatwiej pracowało się bramkarzom.

Każdy, kogo znudziło wtorkowe ostrzeliwanie bramki Chelsea przez Barcelonę, w środę - przynajmniej do czasu, gdy nogi niosły jeszcze piłkarzy - nie mógł być zawiedziony. Santiago Bernabeu wydawało się najszerszym i najdłuższym boiskiem świata, na którym w każdym momencie piłkarz ma dość miejsca i czasu, by przed zagraniem piłki dokładnie przeanalizować wszystkie możliwości.

W meczach o taką stawkę standardem jest raczej dopadanie do rywala bezpośrednio po stracie piłki i uniemożliwianie mu rozpoczęcia kontrnatarcia. Tymczasem w środę obie drużyny co chwila wbiegały w pole karne i nękały bramkarzy. W godzinę oddały więcej celnych strzałów niż Barcelona i Chelsea przez cały mecz.

W dogrywce obu zespołom zdarzały się już błędy, które na tym poziomie zazwyczaj się nie zdarzają. Real wydawał się płacić za sobotnią bieganinę w El Clásico. Bayern - choć jego gwiazdy w sobotę odpoczywały - zagrażał jednak bramce Casillasa tylko po rzutach rożnych. Aż doszło do rzutów karnych i zaczął się dramat Realu. I dramat Mourinho. Portugalczyk w ósmym starcie w LM szósty raz dotarł do półfinału, ale trofeum z trzecim zespołem nie zdobędzie.

Ma dobry powód, by w Madrycie zostać przynajmniej na następny sezon.

Liga Mistrzów. Bayern w finale! Wyeliminował po rzutach karnych Real!


tok
25.04.2012 , aktualizacja: 25.04.2012 23:55
A A A Drukuj

25.04.2012, godzina 20:45

 Real Madryt

Bramki:Ronaldo (6. - karny, 14.)
Kartki:Pepe, Arbeloa, Granero - żółta
Skład:Casillas - Arbeloa, Ramos, Pepe, Marcelo - Alonso, Khedira - Di Maria (75. Kaka), Oezil (111. Granero), Ronaldo - Benzema (106. Higuain)
1Karne3
  • 02 Dogr0
  • 01 Dogr0
  • 02 Poł0
  • 21 Poł1

Bayern Monachium 

Bramki:Robben (27. - karny)
Kartki:Alaba, Robben, Gustavo, Badstuber - żółta
Skład:Neuer - Lahm, Boateng, Badstuber, Alaba - Schweinsteiger, Gustavo - Robben, Kroos, Ribery (95. Mueller) - Gomez
Radość piłkarzy BayernuFot. SERGIO PEREZ REUTERSRadość piłkarzy Bayernu
O tym, kto został drugim finalistą Ligi Mistrzów zadecydowały rzuty karne. W nich lepsi okazali się piłkarze Bayernu Monachium, którzy wygrali 3:1. Po 120 minutach Real prowadził 2:1. Bawarczycy w finale 19 maja zagrają w Monachium z Chelsea.
Mecz zaczął się fantastycznie dla Realu. Już w 6. minucie sędzia podyktował dla Królewskich jedenastkę po zagraniu ręką w polu karnym Davida Alaby. Rzut karny na bramkę bez problemu zamienił Cristiano Ronaldo.

Do ataków natychmiast rzucił się Bayern. Szczególnie aktywny był Alaba, który chciał zrehabilitować się za spowodowanie rzutu karnego. W 8. minucie przeprowadził świetny rajd lewą stroną, dośrodkował do Arjena Robbena i tylko Holender może wiedzieć jak nie trafił z pięciu metrów do praktycznie pustej bramki. Cztery minuty później zza pola karnego uderzył Mario Gomez, Iker Casillas interweniował niepewnie wybijając piłkę przed siebie. Gola mógł zdobyć Franck Ribery, ale w ostatniej chwilę piłkę spod nóg wybił mu Sami Khedira.

Niewykorzystane sytuacje zemściły się w 14. minucie. Piłkę w środku pola odebrał Khedira, trafiła ona do Mesuta Oezila, który świetnie wypatrzył w polu karnym Ronaldo i Portugalczyk miał na swoim koncie już dwa gole.

Bayern starał się atakować dalej. Strzały z dystansu oddawali Robben, Gomez i Luiz Gustavo. Nic z tego jednak nie wynikało. Los odmienił się w 26. minucie, gdy Pepe sfaulował w polu karnym Gomeza. Do jedenastki podszedł Robben. Holender uderzył w prawy róg bramki, Casillas go wyczuł, ale piłka otarła się o jego palce, uderzyła jeszcze w słupek i trafiła do siatki.

Mimo trzech bramek w 27 minut, tempo gry nie spadło. Najpierw Benzema uderzył minimalnie obok słupka, a chwilę później Gomez nie wykorzystał sytuacji sam na sam po podaniu Toniego Kroosa. Gol mógł jeszcze paść w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Z rzutu wolnego z 17. metrów uderzał Robben, Casillas po raz kolejny dobrze interweniował.

W drugiej połowie nie było już tak ciekawie. Minimalnie przeważał jednak Bayern. Już w 48. minucie głową uderzał Gomez, piłka przeleciała minimalnie obok słupka. W jednej z późniejszych akcji bardzo złą decyzję podjął Robben, który zamiast podawać do Gomeza (byłby sam na sam), zdecydował się na drybling i stracił piłkę. W 86. minucie meczu po kolejnej dwójkowej akcji tych zawodników Bayern mógł przechylić szansę zwycięstwa na swoją korzyść. Gomez jednak niepotrzebnie piłkę postanowił przyjąć i obrońcy Realu zdążyli akcję zaasekurować. Na koniec regulaminowego czasu gry próbował jeszcze Ronaldo, ale Neuer nie mógł mieć problemów z obroną jego strzału.

Im dłużej trwał mecz, tym obie drużyny coraz bardziej bały się zaryzykować. W pierwszej połowie dogrywki nie stworzyły żadnej dogodnej sytuacji. W drugiej nie było lepiej. Oczekiwano już tylko na konkurs rzutów karnych.

Już po pierwszej serii Bayern prowadził. Zawiódł Ronaldo, którego strzał obronił Neuer. Chwile później było już 2:0! Bramkarz Bayernu obronił kolejny raz, tym razem po uderzeniu Kaki. W trzeciej serii nadzieję Realowi przywrócił Casillas, skutecznie interweniował po strzale Kroosa. W czwartej serii kolejne dwa pudła. Nie strzelili Lahm i Sergio Ramos. W piątej serii awans Bayernu przypieczętował Bastian Schweinsteiger!