sobota, 11 sierpnia 2012

400 tys. w złoto Amber Gold. "Całe życie oszczędzałam"


Tomasz Maciejewski
 
11.08.2012 , aktualizacja: 10.08.2012 20:07
A A A Drukuj
Do rzecznika praw konsumenta (Longina Kaczmarek na zdjęciu przodem) wciąż zgłaszaja się klienci Amber Gold

Do rzecznika praw konsumenta (Longina Kaczmarek na zdjęciu przodem) wciąż zgłaszaja się klienci Amber Gold(Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

Tyle pieniędzy ulokowała w Amber Gold pewna szczecinianka. Na liście poszkodowanych, którzy zgłosili się do miejskiego rzecznika konsumenta, jest już 15 osób. Średnia wpłata to kilkadziesiąt tys. zł
Pani X (prosiła o niepodawanie nawet imienia) przyniosła wczoraj do biura miejskiego rzecznika konsumenta całą teczkę dokumentów potwierdzających jej wpłaty na konto Amber Gold. W lipcu i sierpniu miała odebrać pieniądze z siedmiu lokat! Wkład i odsetki. W sumie - grubo ponad 400 tys. zł. Na razie nie dostała ani grosza.

- Pierwsza lokata kończyła się 19 lipca. Zadzwonił ktoś z biura w Gdańsku i powiedział, że mają przejściowe kłopoty. Że banki nie chcą z nimi współpracować - opowiada kobieta. - Później już nie dzwonili. Podobno już rozpoczęli wypłaty [taki komunikat ukazał się na stronie firmy 8 sierpnia - red.]. Czekam na przelew. Moja druga lokata skończyła się 26 lipca, trzecia 31 lipca, kolejna 3 sierpnia. Mam jeszcze trzy - do 14, 17 i 28 sierpnia - wylicza.

Czy umowy podpisane z Amber Gold i wydane przez tę firmę certyfikaty (ozdobne, kiczowate druki) okażą się bezwartościowymi świstkami? Wiele na to wskazuje. Amber Gold od kilku tygodni zwodzi swoich klientów zapewnieniami, że jest wypłacalny. I że już lada moment ruszą operacje finansowe.

Tymczasem szczeciński oddział jest od trzech dni zamknięty. A do rzecznika konsumentów zgłosiło się już 15 osób, które ulokowały pieniądze "w złoto" i nie mogą ich odzyskać.

- Najniższa kwota to 6 tys. zł, ale jest też młoda dziewczyna, która wpłaciła 90 tys. zł. Były też wpłaty na sumę 200 tys. zł i więcej - opowiada Longina Kaczmarek. - Ludzie są zrozpaczeni. Proszą o pomoc. Mówią, że zainwestowali oszczędności całego życia, pieniądze ze sprzedaży mieszkania itd.

Co może zrobić dla nich rzecznik konsumentów? Np. pomóc zredagować wezwanie do zapłaty. Albo pismo do prokuratury.

- Zgłosiła się do mnie pani, która 26 czerwca przelała na konto Amber Gold 200 tys. zł, a 4 lipca chciała wycofać pieniądze. W ciągu 10 dni można odstąpić od umowy. Jest taki zapis - tłumaczy Kaczmarek. - Ale pieniędzy nie otrzymała. W wezwaniu do zapłaty, które pomogłam jej zredagować, nakreśliliśmy termin 10 sierpnia. Jeśli nie będzie środków na jej koncie, w poniedziałek piszemy do prokuratury [sprawę klientów poszkodowanych przez Amber Gold prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gdańsku - red.].

A co mają zrobić ci, których lokaty kończą się we wrześniu, październiku? Czekać czy wypowiadać umowę? Zerwanie ich przed terminem oznacza stratę nawet 40-45 procent wkładu (pod warunkiem że wypłaty rzeczywiście się zaczną)!

- Ja nie mogę doradzać, w jaki sposób "zakończyć" lokatę, choć wszyscy o to pytają. Mogę tylko informować, przedstawiać konsekwencje - mówi Longina Kaczmarek. - Osoba, która wpłaciła 100 tys. zł, po roku miała otrzymać 117 tys. zł. Kiedy poszła rozwiązać umowę, obliczyli jej, że otrzyma 62 tys. zł. Tak to działa. Ludzie, niestety, za bardzo wierzą reklamie.

Zdaniem Kaczmarek w umowach z Amber Gold jest bardzo dużo kontrowersyjnych, a nawet niezgodnych z prawem zapisów. A informacja dla konsumenta "nie jest przejrzysta".

Dlaczego tak wiele osób dało się nabrać?

- Z dwóch mniejszych lokat, które założyłam w styczniu, dostałam pieniądze. Po kilkanaście tysięcy złotych. To mnie przekonało - przyznaje kobieta, która później ulokowała ponad 400 tys. zł. - Kiedy tylko kończyła się mi się lokata w innym banku, przenosiłam pieniądze do Amber Gold - tłumaczy. - Jestem takim bankowym ciułaczem. Całe życie oszczędzałam, nigdzie nie jeździłam, nie wydawałam.

czwartek, 9 sierpnia 2012

Rozpacz, przybici, bezradni. Jak piłkarze, jak Radwańska

www.EUROSPORT.pl

Publikacja 09/08/2012 godz. 07:55, aktualizacja 09/08/2012 godz. 07:59

Polska prasa komentuje odpadnięcie z igrzysk olimpijskich reprezentacji siatkarzy, którzy mieli przywieźć z Londynu medal.

Prasa po meczu z Rosją - Siatkówka - Igrzyska olimpijskieAFP

"Gazeta Wyborcza": Przybici do boiska

To ćwierćfinał igrzysk miał być dla siatkarzy zwieńczeniem pięknych kilkunastu miesięcy z Anastasim. Po brązie w LŚ i ME, po srebrze w PŚ i złocie w tegorocznej LŚ miał być kolejnym krokiem. - Jedziemy po złoto - wyrywało się Anastasiemu i ta kontrolowana pewność siebie była uprawniona. Żadna drużyna poza polską nie stawała na podium czterech ostatnich imprez.

W Londynie nie stanie. Nigdy nie dowiemy się, czy nie z powodu sensacyjnej porażki w ostatnim grupowym meczu z Australią. Zwycięstwo dałoby ćwierćfinał z Niemcami, prawdopodobnie o niebo łatwiejszy. Zamiast tego mamy piekło.

"Rzeczpospolita": Koniec snu o potędze

Kapitan zatrzymał się przy dziennikarzach, inni przechodzili zapłakani, Bartosz Kurek rzucił krótkie "Nie dzisiaj", Michał Winiarski "Dajcie mi spokój", a Zbigniew Bartman nawet nie zareagował na pytania. Polacy nie ukrywali łez, niektórzy założyli na głowę koszulki, żeby nikt później nie wypominał im chwili słabości.

Siatkarze na igrzyskach rozczarowali jak piłkarze na Euro. Może nawet bardziej, bo wcześniejszymi meczami nauczyli nas wiary w ich sukces. Dwa dobre mecze w Londynie to za mało, by głaskać ich po głowie. Ale Anastasi zostaje do 2014 roku (mistrzostwa świata w Polsce). Ma czas, by wypracować naprawdę mistrzowską formę.

Tak bolesna lekcja na pewno długo nie wyjdzie z głów siatkarzy. Wracają do domu pobici, nie ma co pocieszać się tym, że dali z siebie wszystko. Historię z "Polacy, nic się nie stało" przerabialiśmy już tego lata przy okazji Euro. Teraz miało być inaczej.

Prasa po meczu z Rosją - Siatkówka - Igrzyska olimpijskie"Przegląd Sportowy": Bezradni

To koniec marzeń o pierwszym olimpijskim medalu siatkarzy od 36 lat. To koniec dobrej passy trenera Andrei Anastasiego, który w każdej kolejnej imprezie prowadził biało-czerwonych do medalu. Polscy siatkarze przegrali ćwierćfinał igrzysk olimpijskich z Rosjanami 0:3 i odpadli z turnieju. W niezrozumiały sposób z drużyny, której po triumfie w Lidze Światowej zaczęli bać się wszyscy rywale, biało-czerwoni zamienili się w zagubionych, niepewnych siebie siatkarzy. - Na pewno nie jest tak, że forma przyszła zbyt wcześnie. Żadnych wymówek! To jest sport. Czasami przegrywa się jak Agnieszka Radwańska, która przyjeżdża na Wimbledon po finale i odpada w pierwszej rundzie - mówił Andrea Anastasi.

"Super Express": Biało-czerwona rozpacz

Ćwierćfinałowe starcie z Rosją miało być meczem prawdy, a ta okazała się potwornie bolesna. Mecz, który wyglądał jak zderzenie potężnych mężczyzn z kruchymi chłopcami, zakończył się klęską 0:3.

- Wiem, co teraz będzie się działo w Polsce - mówił Anastasi. - Tak samo było z Radwańską. Jak doszła do finału Wimbledonu wszyscy ją wielbili. A jak przegrała na igrzyskach, zaczęła się straszna krytyka. Przykro mi, że zawiedliśmy polskich kibiców, jest mi strasznie smutno. Ale nie odwracajcie się od nas, nie zapominajcie, że to jest sport i nie zawsze się wygrywa. Chyba zabrakło nam doświadczenia.

"Fakt": Siatkarze grali jak piłkarze

W ostatniej partii nic się nie zmieniło. Polacy byli coraz bardziej bezradni. Doping dla Polski ucichł. Na trybunach niosło się "Rosija, Rosija!". Patrząc na to, co się dzieje, nie mogliśmy uwierzyć, że całkiem niedawno nasza reprezentacja wygrywała z każdym, jak chciała. Tym razem biało-czerwoni byli bezradni. Ostatni punkt dla Rosji zdobył Musierski, niszcząc marzenia polskich siatkarzy o olimpijskim medalu. Po raz trzeci z rzędu Polska odpadła w igrzyskach w ćwierćfinale.

Brązowy Janikowski jest dumny ze swoich kalafiorów


Publikacja 09/08/2012 godz. 08:48, aktualizacja 09/08/2012 godz. 09:40

- Jeśli będę czuł taką potrzebę, być może wystąpię na jakiej amatorskiej gali MMA. Na większe na razie się nie piszę - mówi w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" brązowy medalista z Londynu, Damian Janikowski.

Janikowski: MMA poczeka - Zapasy - Igrzyska olimpijskiePolska Agencja Prasowa

Cieszy się pan z brązowego medalu, czy może rozpamiętuje pan, że finał był bardzo blisko?

Cały czas odczuwam niedosyt. Nie myślałem jednak o finale, zawsze koncentruję się na najbliższej walce. Kiedy się udaje wygrywać, dziękuję sobie, dziękuję Bogu i myślę o następnym rywalu. Przed walką z półfinałową z Karamem Gaberem, mistrzem olimpijskim z Aten, miałem nadzieję na zwycięstwo. W drugiej rundzie dałem z siebie wszystko, ale nie wyszło. Natomiast w trzeciej nie czułem się na tyle mocny, by atakować. Wybrałem obronę, ale rywal mnie zaskoczył. Wykonał klasyczne wyniesienie i rzucił mną jak dzieciakiem.

Wiele mówi się, że pańska przyszłość to MMA.

Janikowski: MMA poczeka - Zapasy - Igrzyska olimpijskie- Ten brązowy medal zdopingował mnie do tego, by przez kolejne cztery lata trenować zapasy i wystąpić w Rio. Ale przez najbliższy rok planuję również trenować w zaprzyjaźnionym klubie grappling. Nie zaszkodzi mi też poćwiczyć trochę boksu i brazylijskiego ju-jitsu. Jeśli będę czuł taką potrzebę, być może wystąpię na jakiej amatorskiej gali MMA. Na większe na razie się nie piszę. Jestem młody i jeszcze dużo mogę osiągnąć w zapasach, a na przestawienie się na stałe na MMA przyjdzie czas. Pewnie po tym medalu organizatorzy będą mnie kusić i jeśli zaproponują jakąś fajną walkę za fajne pieniądze, rozważę taką opcję.

Zapaśnicy mają specyficzne uszy, tak zwane "kalafiory". Nie są dla pana powodem kompleksów?

- Wręcz przeciwnie - uważam, że są fajne. Na skutek uderzenia i ocierania pęka chrząstka, a krew wylewa się do małżowiny. Pierwszy "kalafior" wyszedł mi po siedmiu latach treningów. Ważne jest, by pielęgnować uszy. Trzeba regularnie odwiedzać lekarza, który musi spuszczać z "kalafiora" krew. Jeśli ktoś zaniedba uszy, zamiast ładnych "kalafiorów" jak moje, ma odstające lub wiszące. Po uszach widać, którą stroną zawodnik najczęściej wykonuje techniki. Ja jestem wszechstronny, dlatego oba "kalafiory" mam równiutkie.