- Ta sytuacja jest potwornie dramatyczna. Dobrze, że prokuratura podjęła ten temat i doprowadziła do ekshumacji. Dzisiaj wiemy, kto jest kim - powiedział ks. Błaszczyk.
Przyznał, że mylił się rok temu, kiedy mówił, że "rodziny mają do niej prawo, ale ekshumacja jest szaleństwem". - Te słowa były niefortunne i za nie chcę przeprosić. Ekshumacja jest najdramatyczniejszą drogą do prawdy. Nie wyobrażam sobie drogi bardziej dramatycznej niż ekshumacja osoby, którą się kocha, bo ma się wątpliwości. Rodziny mają prawo do ekshumacji i miały je zawsze. To prawo ma też prokuratura jako organ, który powołany jest do prowadzenia śledztwa w kierunku pozyskania informacji i pełnej prawdy o przyczynach śmierci i o katastrofie - mówił.
"Wierzyłem wszystkim, którzy tam pracowali, że to, co zostało zrobione, zostało zrobione dobrze"
Prowadząca program Monika Olejnik przypomniała słowa księdza, które padły kilka tygodni pod katastrofie: "Byłem przy każdej trumnie. Identyfikacje były i nie wierzę, żeby mogły być niedobre".
- Byłem tam jako duszpasterz, w gronie kapelanów wojskowych. Moją rolą w Moskwie była praca duszpasterska i z niej starałem się wywiązać. Niepotrzebnie wziąłem na siebie odpowiedzialność za kwestię wiarygodności identyfikacji. Nie jestem w tym ekspertem, nie jestem w tym specjalistą. Wszelkie moje wypowiedzi na ten temat są nieuprawomocnione. Nie mam do tego kompetencji. Mam kompetencje do tego, by być blisko ludzi, którzy żyją i dziś przeżywają dramat - tłumaczył ks. Błaszczyk.
Mówił także, skąd wzięło się jego przekonanie, że proces identyfikacji ciał przebiega prawidłowo: - Zawierzyłem wszystkim, którzy tam pracowali, na zasadzie uczciwego przekonania, że to, co tam zostało zrobione, zostało zrobione dobrze. Dzisiaj widzę, że nie wszystko zostało wykonane tak, jak należało, bo mamy dramat pomylonych ciał.
Ksiądz skrytykował Rosjan wykonujących sekcje zwłok ofiar katastrofy prezydenckiego tupolewa za niekompetencję. - Zaczęło się od tych dramatycznych raportów, opisów sekcyjnych, które były nieadekwatne do ciał. To one zbudowały wątpliwości u rodzin. Tak nie należy traktować rodzin.
Ocenił, że przez lekceważenie procedur medycznych informacje o tym, co zawierają trumny stały się "konfabulacją".
"Ciał nie można było ubrać, ponieważ były w znacznej mierze w ogromnym destrukcie"
Ksiądz Błaszczyk opowiadał, co się działo z ciałami ofiar po identyfikacji, przed procedurą przygotowania ich do transportu do Polski. - Ciało było przekazane w otulinie foliowej, z opisem nazwiska na tej otulinie. Po tym mogliśmy dopasować właściwą tabliczkę z imieniem i nazwiskiem do tego, co czytamy na przekazanym nam przez stronę rosyjską ciele. Modliliśmy się nad ciałem przekazanym już do transportu do Polski. I na tych ciałach układaliśmy wobec kobiet - garsonki, wobec mężczyzn - garnitury. Ciał nie można było ubrać, ponieważ były w znacznej mierze w ogromnym destrukcie. Ubranie ich w garnitur, spodnie, byłoby szarpaniem fragmentów - mówił. Zaznaczył: - To był duży bezmiar destrukcji ludzkich ciał, które nie sposób było ubrać, ponieważ byłoby to tylko jakąś formą - wydaje mi się - profanacji.
Ksiądz dodał, że niewiele ciał było zintegrowanych, ale one były ubrane, bo rodziny tego żądały.
"Nie było formalnego zakazu otwierania foliowych worków z ciałami"
Duchowny przyznał, że nie było formalnego zakazu otwierania foliowych worków z ciałami: - Były rodziny, które były od początku do końca [z ciałem bliskiej osoby] - postawiły taki warunek i został on spełniony. Były do końca, do momentu zamknięcia w trumnie. Były też rodziny, które po rozpoznaniu ciała wracały do kraju, licząc i ufając, że ciało, które zostało rozpoznane, do kraju wróci.
Jak mogło dojść do zamiany ciała Anny Walentynowicz? Rosjanie się pomylili? - pytała Monika Olejnik.
- Nie wiem nawet, na którym etapie do tego doszło. Wiem tylko, że był moment, kiedy nasi specjaliści, po nabraniu pewności, że to ciało pani Anny Walentynowicz, przekazali je rodzinie do identyfikacji. Rodzina powiedziała "tak" i potem ciało zostało przygotowane do transportu do Polski - relacjonował.
"W zespole minister Kopacz nie było intencji wrogiej społeczności rodzin"
Czy polska strona miała za dużo wiary w rzetelność pracy Rosjan? - Dzisiaj to wiemy. Dlatego te nieścisłości spowodowały prośby rodzin o konfrontację poprzez ekshumację. Tam na miejscu zespół pani minister starał się pracować na tyle, na ile potrafił, na miarę swoich kompetencji. Pracować w ten sposób, aby okazywane ciała były ciałami tych, na które czekają bliscy - oceniał ks. Błaszczyk.
Czy Ewa Kopacz - ówczesna minister zdrowia, a dziś marszałek Sejmu - która po katastrofie brała udział w sekcjach zwłok ofiar wprowadziła Polaków w błąd twierdząc, że identyfikacje przebiegały prawidłowo, a polscy i rosyjscy lekarze pracowali ręka w rękę? Ks. Błaszczyk: - Nie znajduję w minister Kopacz woli fałszowania rzeczywistości. Nie znajduję w tym zespole intencji wrogiej społeczności rodzin. Nie było takiej intencji, na miłość boską.
A czy intencja Rosjan była taka, żeby fałszować rzeczywistość? - Osobiście odczuwam wielki żal z powodu tego, że to się zdarzyło. Odczuwam też żal do Rosjan, ponieważ począwszy od fatalnych raportów sekcyjnych, które zawierały tyle nieprawdy, spowodowali nam wiele cierpienia, cierpienia bliskich. Tego nie wolno robić - zaznaczył duchowny.
"Rodziny i prokuratura mają prawo dochodzić do prawdy - nie oskarżajmy się"
Czy w związku z ujawnioną pomyłką ciał powinny się odbyć kolejne ekshumacje? Śledczy zapowiedzieli już, że do końca roku przeprowadzą cztery, ale niektórzy pełnomocnicy rodzin ofiar mówią o potrzebie wyjęcia z grobów wszystkich nieskremowanych ofiar z wyjątkiem pary prezydenckiej.
- Dzisiaj widzę, że rodziny - które mają wątpliwości - oraz prokuratura mają pełne prawo dochodzenia do prawdy. Tu prawda jest kluczem do wszystkiego. Wszyscy powinniśmy się spotkać, bez względu na spory polityczne, na drodze do prawdy, nie wykluczać się nawzajem, nie oskarżać się - apelował ksiądz Błaszczyk.
Więcej... http://wyborcza.pl/1,75248,12554636,Ks__Blaszczyk_o_ofiarach_katastrofy_smolenskiej__wiekszosci.html#ixzz27Ymraswv







