niedziela, 6 lipca 2014

Tim Krul: Ciągle nie mogę uwierzyć w wykonany plan. Cillessen jest bohaterem, musi to wiedzieć

Tim Krul

Tim Krul (Fot. Hassan Ammar)

- Analizowaliśmy, jak strzelają karne piłkarze Kostaryki, trener Frans Hoek miał plan, jak bronić. A Louis van Gaal mi zaufał - mówi o ćwierćfinale z Kostaryką bramkarz Newcastle, który wszedł tuż przed końcem dogrywki specjalnie na rzuty karne i został bohaterem Holandii.
Od kiedy pan wiedział, że zmieni Jaspera Cillessena i będzie bronił karne?

- W dogrywce zacząłem mieć przeczucie, że to się może jednak wydarzyć. Trener powiedział mi wcześniej, że jeśli tak się mecz ułoży, że zostanie nam jedna zmiana, to niewykluczone, że po mnie sięgnie. I sięgnął, minutę przed końcem. Przeżyć coś takiego w ćwierćfinale mistrzostw świata to spełnienie marzeń. Jestem dumny, że tak we mnie wierzyli. Podjąć taką decyzję tuż przed karnymi - niewiarygodne. To mi dodało sił, to najlepszy moment mojej kariery. A teraz jesteśmy w półfinale, przed nami Argentyna, wielki mecz. Mam nadzieję, że to nie jest koniec awansów.

W serii karnych rzucał się pan w prawą stronę. Analizowaliście, jak karne wykonują piłkarze Kostaryki?

- Analizowaliśmy każdego piłkarza rywali od momentu, gdy było wiadomo, z kim możemy grać. Ćwiczyliśmy razem, wszyscy bramkarze kadry. Według planu, który miał nasz trener Frans Hoek [trener bramkarzy, który pracował z polską kadrą za czasów Leo Beenhakkera - przyp. red.]. Że ten plan udało się wykonać w takim momencie, ciągle nie mogę uwierzyć.

To Frans Hoek wpadł na pomysł ze zmianą?

- Trener van Gaal przygląda mi się na zgrupowaniu od siedmiu tygodni. Na pewno Frans Hoek mówił mu o moich mocnych stronach. I trener postanowił zaryzykować. Sny z dzieciństwa się spełniają.

Ale pewnie na miejscu Jaspera Cillessena czułby się pan nieswojo? Bronił dobrze, ale musi zejść.

- Na pewno było mu niełatwo. Ale przecież Jasper nas uratował pod koniec dogrywki. Miał fantastyczną obronę w ostatnich minutach, po strzale Ureny. On jest bohaterem, musi to wiedzieć. Gdyby to wpadło, bylibyśmy poza turniejem. Jesteśmy drużyną i pokazaliśmy to przeciw Kostaryce. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, do samego końca. Zostały jeszcze dwa mecze.

W półfinale będzie bronił Cillessen?

- Oczywiście.

sobota, 5 lipca 2014

Jak nagrali Giertycha


Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski
05.07.2014 , aktualizacja: 04.07.2014 21:10
A A A Drukuj
Roman Giertych, Jan Piński, Piotr Nisztor

Roman Giertych, Jan Piński, Piotr Nisztor (Fot. Albert Zawada/Agencja Gazeta, Mieczysław Włodarski/Reporter, Jakub Ostałowski/Fotorzepa/Forum)

Przy trzech butelkach wódki były wicepremier i dwaj prawicowi dziennikarze negocjowali cenę, za jaką ma się nie ukazać książka o Janie Kulczyku. Jeden z rozmówców nagrał całe spotkanie.
Artykuł otwarty
3 lipca 2014 r., godz. 19.54. Dziennikarz „Wprost" Michał Majewski ogłasza na Twitterze: „Nowe taśmy » Wprost «. Mocne i nie kelnerów. Po co piszę? Żebyśmy nie mieli ponownej wizyty służb w redakcji".

Próbujemy się dowiedzieć, o co chodzi. Czy to dalszy ciąg afery podsłuchowej i do tygodnika wpłynęła kolejna porcja nagrań rozmów polityków w warszawskich restauracjach?

Moc i design
Lexus IS- poznaj go już teraz.
#
Reklama BusinessClick
Sylwester Latkowski, naczelny "Wprost", nie chce powiedzieć. Pisze tylko SMS-y: "to nie to, o czym inni myślą", "to żadna z kelnerskich taśm", "chodzi o trzy osoby", "publikacja w poniedziałek". Nie padają żadne nazwiska.

4 lipca 2014 r., godz. 9.14. Kancelaria adwokacka Romana Giertycha, byłego polityka prawicy, wicepremiera w rządzie PiS. Na jego pocztę przychodzi dziewięć pytań z tygodnika "Wprost" od Latkowskiego i Majewskiego. Pytają o spotkanie z 18 sierpnia 2011 r.

Uczestniczyli w nim adwokat Giertych oraz Jan Piński (wówczas naczelny efemerycznego tygodnika "Wręcz Przeciwnie", wcześniej, w 2009 r., z rekomendacji LPR kierował "Wiadomościami" TVP) i Piotr Nisztor (dziennikarz "Rzeczpospolitej"). Ta dwójka dziennikarzy była wtedy zaprzyjaźniona z Ligą Polskich Rodzin, której Giertych był kiedyś szefem.

Niektóre z pytań przesłanych wczoraj do Giertycha są bulwersujące, np. zawierają kompromitujące sugestie obyczajowe pod adresem wielu osób, także tych, które zginęły w katastrofie smoleńskiej.

Latkowski z Majewskim pytają, czy podczas spotkania Giertych negocjował z Nisztorem kupno "przez podstawioną spółkę" "niepublikowanej książki o Janie Kulczyku", najbogatszym Polaku.

Chcą też wiedzieć, czy Giertych w 2011 r. "groził" Kulczykowi "publikacją książki" i ile chciał od niego za "wyłączność" na publikację.

W pytaniach jest sugestia, że Giertych proponował Nisztorowi 400 tys. zł za prawa do książki "plus procent od tego, co uda się wynegocjować od Kulczyka". Miał też plany szantażowania "najbogatszych Polaków, w tym Michała Sołowowa i Leszka Czarneckiego".

Najostrzejsze są trzy ostatnie pytania. Dotyczą niewybrednych żartów Giertycha: że chciał publikować listę stu najbardziej wpływowych homoseksualistów, że zamierzał zdradzić orientację seksualną znanego polityka, a także że żartował z katastrofy smoleńskiej, w tym z ostatniej rozmowy telefonicznej braci Kaczyńskich.

Wersja Giertycha

Z powyższych pytań jasno wynika, że "nowe taśmy" zapowiedziane w czwartek przez Majewskiego to rozmowa Giertych - Nisztor - Piński z sierpnia 2011 r.

Nagrał ją z ukrycia Nisztor, dziennikarz specjalizujący się w publikacji podsłuchów. To właśnie Nisztor skontaktował niedawno "Wprost" z osobą oferującą nielegalne podsłuchy polskich polityków. Tak zaczęła się afera podsłuchowa.

Niecałą godzinę po otrzymaniu wczoraj maila z pytaniami od Latkowskiego i Majewskiego Giertych dzwoni do "Gazety Wyborczej". Chce rozmawiać. - Uważam, że wobec tego, że zostałem nielegalnie nagrany przez Piotra Nisztora, który chce teraz to nagranie opublikować, nie obowiązuje mnie już tajemnica adwokacka co do treści tego spotkania. W tym momencie moje zobowiązania wobec klienta, który mi to zlecił, przestają mieć znaczenie - mówi.

Wzburzony Giertych przedstawia nam swoją wersję wydarzeń. - Latem 2011 r. dostałem niecodzienne zlecenie od klienta, który jest w bliskich relacjach z Janem Kulczykiem, co sprawdziłem. Nie mogę podać nazwiska tego klienta. Chodziło o kupienie książki o Kulczyku od pana Nisztora. "Chcę Jasiowi zrobić prezent" - tak klient zapewniał mnie, że chce pomóc Kulczykowi, bo w książce są przykre informacje o ojcu Kulczyka, który był wtedy stary i schorowany i nie przeżyłby tego - opowiada.

- Kulczyk znał jej fragmenty, bo Nisztor mu je wysyłał, szantażując ich publikacją - twierdzi Giertych. - Miałem Nisztorowi powiedzieć, że zakładam spółkę wydawniczą, która będzie drukować książki o znanych biznesmenach. Spotkałem się z Nisztorem w towarzystwie drugiego dziennikarza, Jana Pińskiego. Zaproponowałem Nisztorowi 400 tys. zł za kupno praw autorskich na spółkę, która nie istniała. Klient chciał, bym zaproponował kwotę, a potem miałem zerwać negocjacje. Miałem wysondować cenę jak przy przetargu. Nisztor się zgodził, ale chciał więcej. Żeby pokazać gest dobrej woli, przyniósł mi wydruk kilku rozdziałów książki.

Mamy wydruk 213 stron tej książki. Rzeczywiście w dużej części dotyczyła ona Henryka Kulczyka, ojca biznesmena (Henryk Kulczyk zmarł w 2013 r.).

Giertych zaprzecza zawartej w pytaniach "Wprost" sugestii, że chciał z Nisztorem szantażować Kulczyka: - Jeżeli tak to nagranie będzie podane, to znaczy, że zostało zmanipulowane. W razie czego fakt tego zlecenia potwierdzi osoba, która je złożyła. Zresztą na własną rękę sprawdziłem, że nie było to działanie przeciwko panu Kulczykowi.

- Żartował pan z polityków gejów i katastrofy smoleńskiej? - pytamy adwokata.

Giertych: - Cóż, mogły być mocno antypisowskie dowcipy i złośliwości pod adresem homoseksualnych polityków. Być może żartowałem też z samego Kulczyka, chciałem przed Nisztorem ukryć zleceniodawcę.

Przekleństwa?

Giertych: - O, tak. Język był dostosowany do tego bandyty i gangstera, bo dla mnie Piotr Nisztor to gangster, a nie dziennikarz.

Były wicepremier przyznaje, że rozmowie towarzyszył alkohol. Ile i jaki, nie pamięta. - Trochę tego było, chociaż ja się nigdy nie upijam - zapewnia.

Podkreśla: - Jedno jest pewne: ta książka nigdy się nie ukazała, a więc mogę założyć, że transakcja została zrealizowana albo że książka okazała się niegroźna.

Zdaniem Romana Giertycha pytania "Wprost" i zapowiedź opublikowania taśm, które mają go kompromitować, to odwet za krytykowanie zachowania tygodnika przy aferze podsłuchowej. Od wielu dni były wicepremier publicznie twierdzi, że ujawniając podsłuchy, redakcja bierze udział w przestępstwie. Doradzał też szefowi MSZ Radosławowi Sikorskiemu, by sprawców nielegalnych nagrań ścigać jako zorganizowaną grupę przestępczą.

Wersja Pińskiego

- Pamięta pan to spotkanie? - pytamy Pińskiego. - Wszystko pamiętam - deklaruje.

Piński przypomina sobie, że w trójkę wypili trzy butelki wódki o pojemności 0,75 l, było dużo jedzenia, spotkanie trwało dwie, dwie i pół godziny i ostatecznie padła oferta 450 tys. zł.

Czy nagranie jest kompromitujące dla Giertycha?

Piński: - Nie, ludzie po wódce żartują i przeklinają, na pewno głupio nam będzie, gdy ludzie będą to czytać lub tego słuchać, ale Giertych nie powiedział niczego nielegalnego i zdrożnego.

Jakie żarty?

Piński: - O homoseksualnych politykach, coś tam było o rozmowie braci tuż przed katastrofą smoleńską.

Piński twierdzi, że w tym samym czasie Nisztor rozmawiał też z Jarosławem Sroką z Kulczyk Holding. Sroka pracuje dla Kulczyka od 2007 r., zasiada w zarządzie, odpowiada za komunikację korporacyjną i marketingową. Po tej rozmowie o książce zrobiło się cicho.

Pytamy o to Srokę. Jest poirytowany, że to "jakieś szaleństwo", bo od dwóch dni dostaje takie pytania. Zaprzecza, by negocjował z Nisztorem kupno praw do książki. W końcu jednak przyznaje, że w sierpniu 2011 r. rozmawiał z Nisztorem o książce, bo to był jego "obowiązek jako osoby odpowiedzialnej za wizerunek firmy". Wypytywał go, "co to za książka", a Nisztor przyznał mu, że nad nią pracuje.

Sroka twierdzi, że ani on, ani nikt inny z firmy Kulczyka tej książki nie wykupił. Ale po spotkaniu z Nisztorem Sroka stracił zainteresowanie tą publikacją. Dlaczego? Sroka: - Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie.

Milczenie Nisztora

Książka Nisztora o Kulczyku od kilku lat była przedmiotem legend. Nie jej treść, lecz to, dlaczego mimo że powstała, nigdy nie ujrzała światła dziennego.

Zaraz po wybuchu afery podsłuchowej Nisztora zapytała o nią Dominika Wielowieyska w TOK FM. Wyraźnie się zmieszał i nie chciał odpowiedzieć. Czy rozmawiał o książce z Giertychem? - zagadnęła. Nisztor odparł, że "miał z nim wiele rozmów".

Kilka dni później w "Rzeczpospolitej" zapytany wprost, "czy napisał książkę o Kulczyku i wziął pieniądze za jej niewydanie", Nisztor mówił, że to "zupełnie nieuzasadnione i nieprawdziwe sugestie". - Od dłuższego czasu zbieram materiał, który będzie przedmiotem kilku publikacji książkowych. Przygotowuję też książkę "Nietykalni", obszerny fragment będzie dotyczył Jana Kulczyka.

O tym, co się stało z książką o biznesmenie, Nisztor milczy.

wtorek, 1 lipca 2014

Polska musi rozliczyć zakup F-16. Wydamy 1,9 miliarda dolarów


1 lipca 2014, 06:45

Ostatnia rata za F-16 to wielokrotność postulowanej przez prezydenta podwyżki wydatków na obronność.


Samolot F16

Samolot F16

źródło: Bloomberg

Jeszcze do 2010 r. wysokość wydatków na zakup samolotu F-16 regulowała specjalna ustawa, która nakazywała wydawanie na ten cel 0,05 proc. PKB. Kwota ta nie była wliczana do obowiązkowego 1,95 proc PKB przeznaczanego na armię. Od 2011 r. odsetek ten nie jest już ściśle określony, a poziom wydatków ustala się co roku w ustawie budżetowej.

Za rok mamy się ostatecznie rozliczyć za kupno samolotów. Ostatnią płatność za F-16 można uiścić na dwa sposoby. Pierwszy: zamienić ją na długoterminowy kredyt spłacany w ratach. Warunek: Polska musiałaby spłacić część kapitału z tytułu zadłużenia zaciągniętego już na zakup myśliwców. Umowa nie określa, ile miałoby to być, teoretycznie mógłby więc wystarczyć nawet 1 dolar.

Opcja kredytowa ma jednak zasadniczą wadę. Kredyt byłby oprocentowany według stopy stałej, dość wysokiej, bo około pięcioprocentowej, a to postawiłoby pod znakiem zapytania opłacalność takiego przedsięwzięcia. Polska, emitując obligacje zapadające w lipcu 2025 r., oferuje dziś inwestorom kupon od nich na poziomie 3,25 proc., czyli dużo niższym.

>>> Polska zwiększy wydatki na wojsko. Zobacz, jakie będą konsekwencje tej decyzji

F-16 już nie na raty

Dlatego bardziej prawdopodobna jest spłata voucheru F-16 w całości. I tu jest dodatkowy problem: między Ministerstwem Finansów a Ministerstwem Obrony Narodowej może dojść do różnicy zdań, czy taki wydatek na zbrojenia powinien być uwzględniany w limicie nakładów na armię w wysokości 1,95 proc. PKB. MF jest za, MON – przeciw. Resort obrony już się zresztą nie interesuje tymi kwestiami. Lotnictwo wojskowe odebrało samoloty i z nich korzysta.

– To umowa międzyrządowa, którą obsługuje resort finansów – usłyszeliśmy w resorcie obrony. Dlatego zapewne uregulowanie płatności za F-16 zostanie potraktowane jako wydatek ekstra. – Z powodu konfliktu na Ukrainie gotowość do sfinansowania wydatków na obronność jest znacznie większa niż w ostatnich latach. Dlatego będzie większa skłonność, by zaabsorbować ten wydatek i przekroczyć 1,95 PKB. Ale to by oznaczało szukanie oszczędności gdzie indziej – zauważa Jakub Borowski z Credit Agricole. Przyszłoroczne wydatki automatycznie powiększyłyby się bowiem o 5,8 mld zł, licząc po aktualnym kursie dolara, co może się przełożyć na wyższy deficyt budżetowy.

Co więcej, taki scenariusz spowoduje wzrost potrzeb pożyczkowych. To kwota, którą trzeba co rok wydawać na spłatę starych długów, odsetki od zadłużenia i finansowanie deficytu. Przyszłoroczne potrzeby i tak nie są małe, sam wykup obligacji na rynku krajowym to koszt blisko 80 mld zł. Dla porównania w tym roku było to niespełna 62 mld zł. Płatność za F-16 zwiększyłaby raczej zagraniczną część potrzeb. I bez niej MF musi znaleźć równowartość około 5 mld dol., by spłacić zapadające w przyszłym roku obligacje emitowane w dolarach, we frankach szwajcarskich i w jenach.

Czytaj też: Tajny program polskiej armii: żołnierz przyszłości zrewolucjonizuje wojsko

Mniej na wyborczą kiełbasę

– Wyłączenie wydatku na F-16 z limitu nakładów na armię może spowodować, że rząd będzie miał mniejsze pole manewru na ekstrawydatki, które wpisywałyby się w rok wyborczy – mówi Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium. Ekspert zwraca jednocześnie uwagę, że nie ma ryzyka dla wypełnienia zobowiązań Polski wobec UE. Deficyt sektora finansów publicznych od dawna uwzględnia wydatki na zakup myśliwców.

– Jest za to ryzyko pogorszenia kasowego wyniku budżetu. Ale można tego uniknąć, sprawnie zarządzając innymi wydatkami, np. przesuwając pieniądze pomiędzy poszczególnymi kategoriami – mówi Maliszewski. Według niego nie powinno być za to problemu ze sfinansowaniem płatności dzięki emisjom nowych obligacji. Warunek: nie może spaść popyt na polski dług ze strony zagranicy. – Jest to prawdopodobne, jeśli gospodarka nadal będzie się rozwijać, a prawdopodobieństwo podwyżek stóp będzie tak niskie jak obecnie – uważa ekspert.

Dla resortu finansów wydatek na samoloty będzie za to argumentem, by na razie nie zwiększać w ustawie poziomu wydatków na wojsko do 2 proc. PKB, czego chce Bronisław Komorowski. Zmiana postulowana przez prezydenta to ok. 800 mln zł rocznie, czyli siedem razy mniej, niż trzeba wysupłać na ostatnią ratę za F-16.

Pułapka offsetowa

Program zakupu F-16 dzięki umowom offsetowym miał się okazać potężnym impulsem dla polskiej gospodarki. Chodziło o zobowiązania strony wygrywającej przetarg do zainwestowania w Polsce 9,7 mld dol. z uwzględnieniem tzw. mnożników offsetowych. Z tej puli producent F-16 Lockheed Martin zobowiązał się zrealizować projekty o wartości co najmniej 6 mld dol. Realizacja zobowiązań LMC nastąpiła w trzech etapach w ciągu 10 lat.

Po latach program offsetowy jest oceniany jednak krytycznie. Już w 2009 r. NIK wskazywała, że jedynie co czwarty zrealizowany projekt faktycznie przyczynił się do modernizacji gospodarki i restrukturyzacji przedsiębiorstw. Pozostałe dawały tylko bieżące korzyści pojedynczym zakładom. NIK wskazała na błędy popełnione przez polską stronę w trakcie negocjacji.

NIK podała również pozytywne przykłady, jak uruchomienie produkcji nowych typów amunicji w zakładach Mesko czy rozbudowę zakładów General Motors w Gliwicach. Dzięki offsetowi uruchomiono w Bydgoszczy Krajowe Centrum Serwisowe, które jest pierwszym w Europie Środkowej centrum dla tych samolotów. Wnioski z realizacji offsetu dla F-16 doprowadziły do zmiany koncepcji. Obecnie ma ona polegać nie tyle na szukaniu równowartości ceny zakupu w inwestycjach, ile na przepływie nowoczesnych technologii do Polski i unowocześnianiu przemysłu obronnego.