sobota, 9 sierpnia 2014

Microsoft też wykrył pedofila, skanując pliki na OneDrive





, 07-08-2014, 15:12

Mężczyzna z Pensylwanii został zatrzymany po tym, jak Microsoft wykrył pedofilskie pliki na jego koncie OneDrive. Jak wcześniej wspominaliśmy, nie tylko Google robi takie rzeczy.

Na początku tego tygodnia Dziennik Internautów opisywał przypadek mężczyzny, który został zatrzymany po tym, jak Google wykrył pedofilskie zdjęcie na jego koncie Gmail. Google dał cynk organizacji NCMEC, następnie informacja o pliku trafiła do policji. Ta zorganizowała przeszukanie i znalazła dowody na posiadanie pornografii dziecięcej.

Wiele osób było zszokowanych tym, że Google skanuje pliki użytkowników pod kątem treści pedofilskich. Dziennik Internautów zaznaczył jednak, że podobne rzeczy robią Microsoft i Facebook. Firmy te korzystają z technologii PhotoDNA, która pozwala na automatyczne rozpoznawanie pedofilskich zdjęć. 

Kolejny zatrzymany, ale dzięki Microsoftowi

Wczoraj BBC podało informację, która potwierdza to, o czym pisaliśmy. Kolejny mężczyzna podejrzany o posiadanie pornografii dziecięcej został zatrzymany w Pensylwanii, ale tym razem na podstawie informacji pochodzącej od Microsoftu. Firma wykryła pedofilski plik na koncie OneDrive i dzięki temu uruchomiono postępowanie (zob. BBC, Microsoft tip leads to child porn arrest in Pennsylvania).

Ujawnienie dwóch takich przypadków w krótkim czasie zwróciło uwagę mediów na to, że giganci IT walczą w ten sposób z pedofilią. Jak już wspomnieliśmy, nikt nie robił z tego tajemnicy. Firmy Google, Microsoft, Facebook już przed laty opisywały na swoich blogach te antypedofilskie technologie. Wiadomo zresztą, że antypedofilskie działania firm łączy jeden partner - organizacja National Center for Missing and Exploited Children (NCMEC).

Poznajcie PhotoDNA

Co ważne, te technologie nie wymagają udziału człowieka w przeglądaniu obrazów. Nie jest również tak, że analizują one nieznane obrazy. Po prostu na podstawie baz zidentyfikowanych wcześniej materiałów pedofilskich tworzy się unikalną sygnaturę każdego obrazu. Ta sygnatura umożliwia znalezienie tego samego obrazu automatycznie.

infografika

PhotoDNA może rozpoznać nawet obraz, który był poddany edycji. Dzieje się tak, ponieważ sygnatura jest tworzona na podstawie czarno-białej wersji obrazu, która jest przeskalowana i dzielona na części.

Sonda
Czy giganci IT są przejrzyści jeśli chodzi o stosowanie antypedofilskich skanerów?
  • tak
  • nie
  • trudno powiedzieć
wyniki  komentarze

A było w regulaminie!

Nie można obecnie powiedzieć, że Google czy Microsoft absolutnie nie informowały o swoich antypedofilskich działaniach. Niemniej te działania wzbudzają zastrzeżenia. Wielu ludzi dowiedziało się o nich w ostatnich dniach. Dlatego obrońcy prywatności apelują o to, aby firmy wyraźniej informowały o tym, w jaki sposób traktują dane użytkowników. Tutaj należy dodać, że Microsoft zastrzega w swoich regulaminach możliwość skanowania czy nawet przeszukiwania kont, ale informacje w regulaminie z zasady traktujemy jak nieistotny prawniczy bełkot.

Najlepszym rozwiązaniem byłoby chyba zastąpienie regulaminów zestawem krótkich i czytelnych informacji, tak jak proponowała


piątek, 8 sierpnia 2014

Rzecznik abp. Hosera utrzymuje, że homoseksualizm się leczy. ''Tak jak leczy się traumy. To działa''

Krzysztof Lepczyński
08.08.2014 , aktualizacja: 08.08.2014 09:00
A A A Drukuj
Mateusz Dzieduszycki

Mateusz Dzieduszycki (PRZEMEK WIERZCHOWSKI)

Można leczyć z homoseksualizmu - o tym przynajmniej jest przekonany rzecznik kurii warszawsko-praskiej, Mateusz Dzieduszycki. W TOK FM przekonywał, że skuteczną "pomocą" dla osób homoseksualnych są metody, które... leczą traumy.
Gościem Dominiki Wielowieyskiej w Poranku Radia TOK FM był Mateusz Dzieduszycki, rzecznik prasowy kurii warszawsko-praskiej.

Dominika Wielowieyska: Nie rozumiem komunikatu kurii, że to co mówił ks. Wojciech Lemański na Przystanku Woodstock, było niezgodne z nauką Kościoła. Co konkretnie było niezgodne?

Mateusz Dzieduszycki: - Kilka rzeczy. Przede wszystkim to, co mówił o cierpieniu. Ks. Wojciech przeprosił za to, przyznał, że powiedział za dużo. To nie chodzi o to, żeby powiedzieć, że cierpienie jest czymś dobrym. Nie, jest czymś złym. Ale jeżeli ono nas spotka, rzeczą centralną w naszej religii jest to, że ono ma sens. Może być włączone w cierpienie Chrystusa, który umarł za nas na krzyżu. Jeśli ksiądz wskazuje na to, że cierpienie nie ma sensu, to albo czegoś nie rozumie, albo padły dwa słowa za dużo. I nie słowa o biskupach, tylko to jest najbardziej budzące wątpliwość. Ale to niejedyne słowa.

Kwestia cierpienia jest naprawdę obiektem głębokiej debaty w Kościele. Oskarżenie Lemańskiego za to, że tu wyraził swe zdanie jest czepianiem się...

- To niejedyne zastrzeżenie. Ksiądz bp Marek Solarczyk po przesłuchaniu taśm z wystąpienia ks. Lemańskiego wynotował kilka stron uwag.

Problemem jest także twierdzenie, że wierni mogliby wyjść z kościoła, jeśli ksiądz zajmuje się polityką w trakcie kazania?

- Są inne formy wyrażenia swojego niezadowolenia. Można porozmawiać z księdzem po kazaniu. Można nawet zmienić kościół. Nikt nie każe chodzić do kościoła, w którym słyszy się głupie kazania. Też słyszałem w swoim życiu kilka niemądrych kazań. Ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby wyjść z kościoła, bo wiem, że tam jest Jezus Chrystus w swojej osobie. Ja tam przyszedłem dla Niego, a nie dla żadnego mądrzejszego czy głupszego księdza. I jeżeli inny ksiądz do tego namawia, coś tu jest nie w porządku.

W Poznaniu wierni wyszli z kościoła, ale nie spotkali się z potępieniem hierarchów, z jakim spotyka się ks. Lemański. Więcej, czytałam wywiad z ks. Józefem Klochem, rzecznikiem episkopatu, który przyznał, że to nie było dobre na mszy. A ks. abp Stanisław Gądecki nawoływał, by księża w czasie kazań stronili od polityki.

- Zgadzam się. Ambona to nie jest miejsce do kazań politycznych. Można wyrażać opinie na temat życia publicznego, co jest moralne a co niemoralne, ale nie można robić kampanii wyborczej. Warto z księdzem, który się do tego ucieka, chwilę porozmawiać.

Rozumiem taką reakcję wiernych, ale jej nie popieram. Jest różnica między wiernym, który wychodzi z kazania w akcie gorącego afektu, a księdzem, który go do tego namawia. To są dwie różne sprawy, dwa różne ciężary gatunkowe.

Jakoś w Niemczech kard. Walter Kasper może mówić o takich rzeczach jak komunia święta dla osób rozwiedzionych, co jest niezgodne z nauką Kościoła. I nie spotykają go żadne restrykcje. A na Lemańskim koncentrują się wszelkie restrykcje. To jakaś fundamentalna różnica między Kościołem polskim i niemieckim, u nas duchowny musi ważyć każde słowo.

- Jest taka różnica między Kościołem w Polsce i w Niemczech. Dlatego Kościół w Niemczech świeci pustkami. Tam się zamyka parafie, Kościół się zwija.

U nas też coraz mniej ludzi chodzi do kościoła, może warto wyciągnąć z tego wnioski.

- Bogu dzięki jest różnica na naszą korzyść. W Polsce są kolejki do konfesjonałów i komunii świętej, w Niemczech ich nie ma. Warto się zastanowić, czy przypadkiem nie dlatego.

Może warto się zastanowić nad otwarciem Kościoła, by zapobiec ubywaniu wiernych?

- Ubywa tam, gdzie ten Kościół się "nadmiernie" otwiera. W cudzysłowiu, bo Kościół oczywiście powinien być otwarty.

Zaskoczyła nas pańska wypowiedź w TVN24, że statystycznie geje żyją 20 lat krócej. Mam wrażenie, że cytowanie takich danych ma na celu poniżenie osób o odmiennej orientacji seksualnej.

- Broń Boże. Byłem kiedyś na takiej sesji terapeutycznej dla osób, które chciały wyjść z homoseksualizmu. Rozmawiałem z tymi ludźmi, a także z lekarzami, którzy od lat prowadzą terapie dla osób, które chcą porzucić homoseksualny styl życia. To zmieniło moje podejście do tych ludzi. Bardzo im współczuję, jako człowiek również ułomny.

Wielu z nich nie chce, żeby pan im współczuł, oni mają inną orientację seksualną.

- Być może. Mają do tego prawo.

Odkąd istnieje nasza cywilizacja, są osoby o innej orientacji seksualnej.

- Na tamtej sesji widziałem zdjęcia tomografii mózgu, gdzie były pokazane obszary, które są pobudzone elektrycznie w czasie pobudzenia seksualnego u osób hetero- i homoseksualnych. To są inne ośrodki. Pani się może z tego śmiać. Ale to zdjęcia i u osób homoseksualnych to rejony odpowiedzialne za traumę. Dlatego skutecznym leczeniem, pomocą osobom homoseksualnym są metody, które leczą traumy. To działa.

Czyli upiera się pan przy tym, że homoseksualiści żyją krócej?

- Ja się nie upieram. To są fakty.

Rafalala - kim jest? "Kobieta z penisem", artystka


Jest jak po­stać z fil­mów Pedro Al­mo­dó­va­ra. "Ko­bie­ta z pe­ni­sem". Od dzie­ciń­stwa Rafuś lubił się prze­bie­rać za dziew­czyn­kę - prze­stał, gdy w domu babci ni­ko­go już to nie ba­wi­ło. Po kil­ku­na­stu la­tach już Ra­fa­la­la - uma­lo­wa­na, w bia­łej su­kien­ce, czar­nych raj­sto­pach i czer­wo­nym płasz­czu - po­szła pod war­szaw­ską Ro­tun­dę, do­sta­ła od dre­sia­rzy w twarz. Gazem. Ale ona też w ryj dać może dać. I ostat­nio dała.


Rafalala, prawdopodobnie najsłynniejszy polski transseksualista Foto: Jędrzej Wojnar / Agencja Gazeta

Ra­fa­la­la czy Rafał? - Ra­fa­la­la! Bo? - Każdy ma prawo do me­dial­ne­go wi­ze­run­ku. Jest Sha­ki­ra, Doda... A moje me­dial­ne imię to Ra­fa­la­la. Od kiedy Ra­fa­la­la? - Od kiedy ob­cu­ję z me­dia­mi. Kilka lat. A pełne na­zwi­sko? - W pew­nych sfe­rach cenię sobie pry­wat­ność.

REKLAMA

Cza­sa­mi jed­nak Rafał? - Bar­dzo rzad­ko, są to mar­gi­nal­ne sy­tu­acje.

A w do­wo­dzie? Jej Per­fek­cyj­ność, zna­jo­my Ra­fa­la­li: - Nie jest to dla mnie in­for­ma­cja istot­na ani cie­ka­wa. Ale z tego, co wiem, to rze­czy­wi­ście w do­wo­dzie ma ona płeć męską i mę­skie imię.

Ma 33 lata. Po­cho­dzi z Sie­dlec. Uro­dzi­ła się w ro­dzi­nie wie­lo­dziet­nej. Rafuś - bo jesz­cze jako szkrab - lubił prze­bie­rać się za dziew­czyn­kę - przed go­ść­mi w domu.

A ten dom nie był przy­kład­ny. Matka nie pła­ci­ła za prąd, więc nie było świa­tła. A że nie pła­ci­ła za wodę, więc i kran wy­sechł. Nie­ży­ją­cą już dziś swoją matkę Ra­fa­la­la trak­to­wa­ła bar­dziej jako przy­ja­ciół­kę - Ja­dzię. Bo jako matce jej nie wy­szło.

I z taką Ja­dzią do­brze się do­ga­dy­wa­ła. W fil­mie "I Bóg stwo­rzył trans­we­sty­tę" Ra­fa­la­la sie­dzi przy jed­nym stole z Ja­dzią i swoją młod­szą sio­strą. Obie­ra­ją wa­rzy­wa na sa­łat­kę. Roz­ma­wia­ją. Ja­dzia dużo grub­szym gło­sem od śpiew­ne­go tonu Ra­fa­la­li.

Mię­dzy mar­chwią a ce­bu­lą Ra­fa­la­la pyta Ja­dzię: - A co ty po­my­śla­łaś, jak ty mnie pierw­szy raz zo­ba­czy­łaś w tych ciu­chach? - Żebyś tylko był szczę­śli­wy, Rafuś.

W innym mo­men­cie Ra­fa­la­la mówi: - Na wszyst­ko się zga­dzasz? Wszyst­ko ak­cep­tu­jesz? A co byś zro­bi­ła, gdy­bym chcia­ła być ogór­kiem.

Ja­dzia: - Jak to ogór­kiem?

- No, gdy­bym ubie­ra­ła się na zie­lo­no i miała taki zie­lo­ny ogo­nek na gło­wie.

- Oj, Rafuś, Rafuś, żebym cię nie za­ki­si­ła.

I śmiech. A jesz­cze gło­śniej­szy przy wspo­mi­na­niu dzie­ciń­stwa.

Rafuś je­chał raz ro­we­rem. Na sobie miał naj­lep­szą ko­szu­lę swo­jej mamy. I ta ko­szu­la wplą­ta­ła się w łań­cuch. Po­dar­ła się na tyłku i była w sma­rze - wspo­mi­na Ja­dzia. Na to Ra­fa­la­la: - Ale wiesz, muszę ci po­wie­dzieć, po la­tach, że to nie był rower. To był pe­do­fil - ko­niec żartu.

Inny: "stara rurko" - piesz­czo­tli­we okre­śle­nie Ra­fa­la­li na Ja­dzię też wy­wo­łu­je chi­chot.

Ale dzie­ciń­stwo było jed­nak trud­ne. Z epi­zo­da­mi w do­mach dziec­ka. Z po­zy­tyw­nych ak­cen­tów może jesz­cze ten: Rafuś miał prze­zwi­sko "Cinka". Bo prze­bie­rał się za "dziew­cin­kę". Aż przy­lgnę­ła do niego tylko koń­ców­ka.

Poseł Jacek Żalek zaatakował mnie, twierdząc, że nie jestem kobietą. W takim razie jak wytłumaczyć fakt, że lekarz specjalista, seksuolog, po serii badań i rozbudowanych testów stwierdził, że mam kobiecy mózg i że urodziłam się w nie swoim ciele. Rafalala

Ra­fa­la­la dla Onetu: - A kto w Pol­sce nie miał trud­ne­go dzie­ciń­stwa? Al­ko­ho­lizm jed­ne­go z ro­dzi­ców jest nie­ste­ty bar­dzo czę­stą normą. Nie miało to na pewno wpły­wu na mój trans­sek­su­alizm. Każdy, kto ma cho­ciaż ele­men­tar­ną wie­dzę na temat osób trans­sek­su­al­nych, wie, że takim się ro­dzisz. Poseł Jacek Żalek za­ata­ko­wał mnie, twier­dząc, że nie je­stem ko­bie­tą. W takim razie jak wy­tłu­ma­czyć fakt, że le­karz spe­cja­li­sta, sek­su­olog, po serii badań i roz­bu­do­wa­nych te­stów stwier­dził, że mam ko­bie­cy mózg i że uro­dzi­łam się w nie swoim ciele. Le­karz ten prze­pi­su­je mi hor­mo­ny i po­ma­ga w pro­ce­sie trans­for­ma­cji.

Z Sie­dlec Ra­fa­la­la tra­fi­ła - ale nie tak od razu - do te­atru Kry­sty­ny Jandy w War­sza­wie. Wy­stą­pi­ła na de­skach Po­lo­nii - i nie tylko zresz­tą - z mo­no­dra­mem "Ra­fa­la­la Show" (reż. Mo­ni­ka Po­wa­lisz, akom­pa­nia­ment Ga­brie­la Kulka). Wcze­śniej po­ka­za­ła też tam swój film do­ku­men­tal­ny "I Bóg stwo­rzył trans­we­sty­tę" - cho­dzi­ła z ka­me­rą po War­sza­wie i py­ta­ła ludzi, co sądzą o "ko­bie­cie z pe­ni­sem".

- Na na­szych oczach na­ro­dzi­ła się le­gen­da! - można było prze­czy­tać w re­cen­zjach (choć nie we wszyst­kich) spek­ta­klu. Grała tam pro­sty­tut­kę i por­no­gwiaz­dę.

W re­por­ta­żu To­ma­sza Kwa­śniew­skie­go w "Dużym For­ma­cie" - z 2007 r. - Kry­sty­na Janda wspo­mi­na­ła spo­tka­nie z Ra­fa­la­lą: - Zła­pa­łam się na tym, że kiedy Ra­fa­la­la wy­cho­dzi­ła w samo po­łu­dnie na plac Kon­sty­tu­cji, to się o nią bałam. Na szczę­ście ona jest duża, więc mo­gła­by nie­źle przy­wa­lić.

Rę­ko­czy­ny wcze­śniej by­ły­by ry­zy­kow­ne, bo naj­pierw pier­si Ra­fa­la­li to były po pro­stu pre­zer­wa­ty­wy wy­peł­nio­ne wodą. Póź­niej zro­bi­ła je sobie już pro­fe­sjo­nal­nie.

Ale teatr to nie je­dy­na sztu­ka w życiu Ra­fa­la­li. Jest też po­ezja. Jak ta:

prze­sta­łeś mnie ko­chać na chwi­le

tak jak na chwi­le wy­cho­dzi się pod­czas go­to­wa­nia do skle­pu bo za­po­mnia­ło się soli lub jajek

po­rzu­co­na bul­go­cze ze smut­ku

a prze­cież to dla mo­je­go dobra żeby było smacz­niej

Albo:

iwona była jak pies husky

nie po­tra­fi­ła szcze­kać

wyła no­ca­mi

Poza tym Ra­fa­la­la po­ezję im­pro­wi­zu­je, czyli upra­wia slam po­etyc­ki.

Oprócz pu­bli­ko­wa­nia wier­szy cza­sa­mi na blogu też ubo­le­wa np. nad wiel­ko­ścią łech­tacz­ki u hieny cęt­ko­wa­nej. Bo zbyt duża, więc sa­mi­cę trud­no od­róż­nić od samca.

I pu­bli­ku­je swoje zdję­cia. Dużo ich: poń­czo­chy, su­kien­ki, cza­sa­mi bie­li­zna, szpil­ki - pupa i nogi czę­sto znaj­du­je się na pierw­szym pla­nie. Cza­sa­mi wy­zy­wa­ją­co, cza­sa­mi z in­ten­cją ro­man­ty­zmu - z ga­le­rii han­dlo­wych, przy wy­sia­da­niu z auta i z fran­cu­skim hot do­giem, na ulicy. Pla­nów nie bra­ku­je.

Nie ma kło­po­tu z na­go­ścią. - Na okład­ce Ra­fa­la­la pre­zen­tu­je swoje pier­si, a we­wnątrz pierw­sza roz­bie­ra­na sesja zdję­cio­wa osoby trans­pł­cio­wej. W wy­wia­dzie per­for­mer­ka mówi o pod­ry­wa­niu, swoim 10-let­nim związ­ku i... pe­ni­sie - czy­ta­my w za­jaw­ce "Re­pli­ki" (ma­ga­zy­nu śro­do­wisk LGBTQ z 2010 r.). Obiet­ni­ca, że numer za­wie­ra nagą sesję Ra­fa­la­li, speł­nio­na jest już na okład­ce: pier­si Ra­fa­la­li są w peł­nej kra­sie - od­sło­nię­te. I napis: Rafa (białą czcion­ką) i lala (ró­żo­wą).

Nie ma prze­sa­dy w za­cy­to­wa­nej re­kla­mie nu­me­ru. Co wię­cej: w środ­ku pisma na zdję­ciach widać, jak łasym okiem na Ra­fa­la­lę łypie Ma­ciej Nowak - kry­tyk te­atral­ny i ku­li­nar­ny, a pry­wat­nie gej.

Ra­fa­la­la: - Po­nie­waż moja ko­bie­cość to mój wybór, je­stem świa­do­ma sie­bie i swo­je­go ciała. Nie mam pro­ble­mów z po­ka­zy­wa­niem go, bo samo ciało i na­gość nie jest grze­chem tylko to, co zrobi z tym od­bior­ca.

Nie tylko te zdję­cia po­wo­du­ją, że jej blog żąda od czy­tel­ni­ków ukoń­czo­ne­go 18. roku życia. Ra­fa­la­la otrzy­mu­je bo­wiem zdję­cia ob­na­ża­ją­cych się męż­czyzn - ze zbli­że­niem na do­wo­dy tejże mę­sko­ści. Zda­rza jej się te do­wo­dy pu­bli­ko­wać. Frazy - nie od czy­tel­ni­ków, ale od au­tor­ki, co wsty­dliw­sze osoby mo­gły­by krę­po­wać:

W lesie same po­wa­lo­ne drze­wa

Nawet te młode

Ko­rze­nie przy­po­mi­na­ją włosy ło­no­we

O sobie pi­sa­ła raz: - Lu­dzie po­strze­ga­ją mnie jako zbo­czeń­ca, jako zwy­kłą osobę, jako gwiaz­dę.

Jej Per­fek­cyj­ność mówi One­to­wi: - Ra­fa­la­la jest przede wszyst­kim ar­tyst­ką - per­for­mer­ką, po­et­ką, ak­tor­ką.

Ra­fa­la­la: - Jeśli de­fi­ni­cją słowa "ar­tyst­ka" jest ko­bie­ta zaj­mu­ją­ca się sztu­ką, to mogę tak o sobie po­wie­dzieć.

A z czego żyje? - Naj­czę­ściej są to za­rob­ki zwią­za­ne ze sztu­ką. Zro­bi­łam trzy spek­ta­kle te­atral­ne, filmy do­ku­men­tal­ne, moje prace były w mu­zeum na­ro­do­wym, do tego od lat piszę fe­lie­to­ny oraz re­cen­zje. Ale je­stem w tej kom­for­to­wej sy­tu­acji, że mój chło­pak pro­wa­dzi pro­spe­ru­ją­cą firmę i mogę ko­rzy­stać z jego za­ro­bio­nych pie­nię­dzy.

Ale taż ró­żo­wo jest nie ze wszyst­kim.

Ra­fa­la­la: - Nie­ste­ty moje życie przy­po­mi­na huś­taw­kę. Ktoś zła­pie mnie za rękę i powie mi, że je­stem wspa­nia­ła i dziel­na, ktoś inny na­plu­je na mnie. Nie­kie­dy czuję się jak Syzyf, który wta­cza ten głaz to­le­ran­cji i kiedy w końcu ma być na miej­scu, on toczy się w dół. Ale wie­rzę, że za­koń­cze­nie mitu można zmie­nić. I wska­zu­je na hi­sto­rię Afro­ame­ry­ka­nów, gejów i les­bi­jek.

W 2009 r. Ra­fa­la­la na­pi­sa­ła na blogu, że "kur­czy się" i, że wie: - Jest mało ta­kich osób jak ja.

To było tuż po tym, jak do­sta­ła po oczach od sto­łecz­nych dre­sia­rzy. Gazem.

Opi­sa­ła to tak: - Grupa mło­dych ludzi ubra­na w dresy, pię­ciu chłop­ców i dwie dziew­czy­ny za­czy­na­ją się mną in­te­re­so­wać. Szcze­gól­nie jeden chudy sza­tyn. Dzwo­ni po ko­le­gę, żeby szyb­ko przy­biegł i mnie zo­ba­czył. Ko­le­ga przy­bie­ga z pod­ziem­ni. Do­cho­dzą mnie strzęp­ki nie­przy­jem­nych słów, sta­ram się wszyst­ko igno­ro­wać. Za­czy­na­ją robić mi zdję­cia ko­mór­ką, sły­szę coraz gło­śniej­szy śmiech, nie wy­trzy­mu­ję, pod­cho­dzę do nich. Swoją twarz za­trzy­mu­je pięć cen­ty­me­trów przed twa­rzą pro­wo­dy­ra. Za­da­je mu py­ta­nie, dla­cze­go to robi? Mówię, że za­cho­wu­je się jak kre­tyn. Grupa za­czy­na się pod­śpie­wy­wać teraz z niego. Po­wo­li koń­czę swoje prze­mó­wie­nie na­uczy­ciel­ki, w ostat­nim zda­niu za­zna­czam, że nie ma prawa tak się za­cho­wy­wać tylko dla­te­go, że je­stem inna. Od­po­wia­da, że ma. Sięga po coś do kie­sze­ni. Spry­sku­je mi twarz gazem. Od­cho­dzi śmie­jąc się. (...) Twarz za­czy­na piec, oczy za­cho­dzą mgłą.

Środowisko LGBT jest jak pies, wiecznie bity kijem przez prawicowe nacjonalistyczne ugrupowania. Ten pies właśnie ugryzł. Rafalala

A to do­pie­ro po­czą­tek hi­sto­rii. - Je­stem roz­trzę­sio­na jak dolna warga Whit­ney Ho­uston - na­pi­sa­ła.

Teraz jest bo­ha­ter­ką ko­lej­nych zajść. Chcia­ła nająć miesz­ka­nie od pew­ne­go męż­czy­zny. Spo­tka­ła się z nim. Męż­czy­zna za­sko­czo­ny tym, że zo­ba­czył osobę trans­sek­su­al­ną, po­wie­dział o niej "to coś". Ra­fa­la­la dała mu w twarz, bo we­dług niej "by­dlak" ją upo­ko­rzył. I chcia­ła sa­tys­fak­cji: aby przed nią uklęk­nął i po­ca­ło­wał w rękę. Męż­czy­zna nie przy­stał na to ocze­ki­wa­nie. Potem była wi­zy­ta Ra­fa­la­li w TVN24, gdzie dys­ku­to­wa­ła z Jac­kiem Żal­kiem. Było sto­no­wa­nie. Potem w Pol­sat News - Z Ar­tu­rem Za­wi­szą.

Na­ro­do­wiec mówił: - Przy­cho­dzę do stu­dia jako przed­sta­wi­ciel nor­mal­ne­go świa­ta. Je­stem za­że­no­wa­ny, że sie­dzę w stu­dio z "tym czymś", na które nawet nie od­wra­cam swo­je­go wzro­ku.

Ra­fa­la­la wsta­ła i wy­la­ła mu na twarz szklan­kę wody. - Mamy do czy­nie­nia z męską dziw­ką - wstał i stwier­dził Za­wi­sza. - Jest pan głu­pim czło­wie­kiem, który kła­mie na wizji - od­po­wia­da­ła Ra­fa­la­la.

W roz­mo­wie z One­tem mówi teraz: - Chcia­ła­bym, żeby ta sy­tu­acja przy­czy­ni­ła się do po­pra­wy sy­tu­acji osób trans­sek­su­al­nych w Pol­sce. Po­win­ni­śmy żyć w kraju, w któ­rym każdy ma równe prawa i nie jest ich po­zba­wia­ny w za­leż­no­ści od oko­licz­no­ści. Śro­do­wi­sko LGBT jest jak pies, wiecz­nie bity kijem przez pra­wi­co­we na­cjo­na­li­stycz­ne ugru­po­wa­nia. Ten pies wła­śnie ugryzł.