piątek, 15 sierpnia 2014

Wojsko Polskie jest 18. potęgą na świecie


Według rankingu sił zbrojnych opublikowanych na portalu Globalfirepower.com polskie wojsko zajmuje 18. pozycję na świecie.
Aby ułożyć w kolejności siły wojsk użyto wskaźnika Power Index dla każdego z narodów, na który składa się ponad 50 czynników. Jak piszą autorzy, tak złożona struktura wskaźnika pozwala na porównywanie mniejszych armii, ale wyposażonych w nowoczesne technologie z armiami większymi dysponującymi jednak przestarzałym sprzętem. 

Twórcy rankingu zaznaczyli, że nie brali pod uwagę zdolności nuklearnych każdego z narodu, brali jednak czynniki geograficzne, zależność od własnych/importowanych surowców energetycznych. Nie odejmowano punktów państwom, które nie mają dostępu do morza, ale karano potęgi morskie za ograniczone zdolności działania marynarki wojennej. Nie badano także poziomu przywództwa militarno-politycznego w każdym z krajów. 

Poniżej przedstawiona zostanie pierwsza dwudziestka piątka krajów spośród 106 przeanalizowanych. 

1.    Stany Zjednoczone Ameryki 
2.    Rosja 
3.    Chiny 
4.    Indie 
5.    Zjednoczone Królestwo 
6.    Francja 
7.    Niemcy 
8.    Turcja 
9.    Korea Południowa 
10.    Japonia 
11.    Izrael 
12.    Włochy 
13.    Egipt 
14.    Brazylia 
15.    Pakistan 
16.    Kanada 
17.    Tajwan 
18.    Polska 
19.    Indonezja 
20.    Australia 
21.    Ukraina 
22.    Iran 
23.    Wietnam 
24.    Tajlandia 
25.    Arabia Saudyjska 

Inni sąsiedzi Polski zajęli odpowiednio: Czechy 30. miejsce, Białoruś 52., Słowacja 71., Litwa 103. Korea Północna, która w ostatnim roku kilkukrotnie stawiała w gotowości bojowej wiele armii świata zajęła 35. Miejsce, m.in. za Belgią, Szwecją czy Szwajcarią. 

Globalfirepower,.com ml 

Pierwszy dzień papieża w Korei


DODANE 2014-08-14 14:39

KAI |

Ceremonia powitania w ogrodach siedziby prezydenta Korei, wizyta kurtuazyjna u pani prezydent Park Geun-hye, spotkanie z władzami kraju oraz z koreańskimi biskupami złożyły się na pierwszy dzień wizyty papieża Franciszka w Korei Południowej.

Pierwszy dzień papieża w Korei DANIEL DAL ZENNARO /PAP/EPAPapież z panią prezydent Korei Płd. Park keun-hye

Ojciec Święty w swoim pierwszym przemówieniu na ziemi koreańskiej mówił, że pokoju nie można osiągnąć "poprzez wzajemne oskarżenia, niepotrzebne krytyki i demonstracje siły". Zachęcił też do globalizacji solidarności, której celem jest integralny rozwój każdego człowieka.

Głównym celem wizyty Ojca Świętego, która potrwa do 18 sierpnia jest jego udział w VI Azjatyckim Dniu Młodzieży oraz beatyfikacja 124 męczenników koreańskich. Hasłem podróży są słowa zaczerpnięte z Księgi Izajasza (60,1): "Powstań, świeć!". Jest to trzecia podróż zagraniczna papieża Franciszka i pierwsza na kontynent azjatycki.

Po 11,5 godzinach lotu i pokonaniu 8970 km samolot włoskich linii lotniczych „Alitalia" - „Michelangelo Buonarroti" - z Ojcem Świętym na pokładzie wylądował 14 sierpnia o godz. 10.15 czasu lokalnego (3.15 czasu polskiego) na terenie bazy lotnictwa wojskowego w Seulu. Ojca Świętego przywitała osobiście pani prezydent Park Geun-hye, a także przedstawiciele władz oraz Kościoła. Były także dzieci. Rozległ się salut artyleryjski.

Po krótkiej ceremonii samochód z papieżem wyruszył z lotniska do nuncjatury apostolskiej, która jest jego stałą rezydencją przez cały czas wizyty.

W koreańskiej pielgrzymce papieżowi towarzyszą m.in. sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, kard. Pietro Parolin oraz przewodniczący Papieskiej Rady ds. Świeckich, kard. Stanisław Ryłko.

Życzenia dla przywódców

Franciszek w drodze do Korei przelatywał nad 10 krajami: Włochami, Chorwacją, Słowenię, Austrią, Słowacją, Polską, Białorusią, Rosją, Mongolią, China i na końcu Koreą Południową. Zgodnie z przyjętymi zwyczajami i praktyką dyplomatyczną papież, wchodząc w przestrzeń powietrzną danego kraju, przesłał na ręce miejscowego przywódcy życzenia i pozdrowienia dla tego państwa i narodu.

Przelatując nad między innymi nad Polską Franciszek wysłał telegram na ręce prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. „Wlatując w polską przestrzeń powietrzną pragnę przesłać serdeczne pozdrowienia do Pana Prezydenta oraz Pańskich rodaków. Dla was wszystkich przyzywam Bożego błogosławieństwa i modlę się, aby wszechmogący Bóg pobłogosławił wasz naród pokojem i dobrobytem" – napisał Franciszek w telegramie do prezydenta Komorowskiego.

Po raz pierwszy samolot z papieżem przelatywał nad Chinami. W telegramie do prezydenta ChRL, Xi Jinpinga Ojciec Święty przekazał najlepsze życzenia zapewniając o swej modlitwie w intencji pokoju i dobrobytu obywateli tego kraju.

Komunistyczny reżim też „powitał" papieża

Komunistyczny reżim Korei Północnej na swój sposób „uczcił" przybycie Ojca Świętego do Seulu. Jak poinformował rzecznik południowokoreańskiego ministerstwa obrony władze w Pjongjangu wystrzeliły trzy rakiety krótkiego zasięgu na Morzu Japońskim. Odpalono je w okolicach Wonsan, na północno-wschodnim wybrzeżu KRLD. Pokonawszy dystans 220 km wpadły one w morze. 18 sierpnia papież Franciszek będzie przewodniczył w katedrze w Seulu Mszy św. w intencji pokoju i pojednania. Władze w Pjongjangu nie zezwoliły, by wzięli w niej udział przedstawiciele katolików z północy kraju.


Pierwszy dzień papieża w Korei DANIEL DAL ZENNARO /PAP/EPAPapież z panią prezydent Korei Płd. Park keun-hye

Pragnę, by moja wizyta służyła budowaniu pokoju

W swoim pierwszym wygłoszonym po angielsku przemówieniu na ziemi koreańskiej Franciszek mówił o konieczności budowania pokoju i bardziej sprawiedliwych relacji społecznych Podczas spotkania z przedstawicielami władz i korpusem dyplomatycznym w pałacu prezydenckim "Blue House" papież podkreślił konieczność przekazania młodym daru pokoju i zachęcił do globalizacji solidarności, której celem jest integralny rozwój każdego człowieka.

Zwracając się do przedstawicieli życia publicznego Korei Franciszek zachęcił do wytrwałości w dążeniu do osiągnięcia tych celów, które służą dobru nie tylko narodu koreańskiego, ale całego regionu i całego świata. Podziękował osobom, które przyczyniły się do organizacji jego pierwszej pielgrzymki na kontynent azjatycki. Przypomniał, że jest ona związana z szóstym dniem młodzieży tego kontynentu oraz beatyfikacją męczenników Pawła Yun Ji-Chunga i jego 123 towarzyszy. Papież zachęcił do zastanowienia się nad przekazem wartości przyszłym pokoleniom oraz na tym, jaki świat i społeczeństwo są przygotowywane, aby je im przekazać.

W tym kontekście wskazał zwłaszcza na dar pokoju. Nawiązując do sytuacji podzielonej od ponad 60 lat Korei Ojciec Święty wyraził uznanie dla wysiłków na rzecz pojednania i stabilności na Półwyspie Koreańskim i zachęcił do ciągłego podejmowania tych wysiłków. "Są one bowiem jedyną pewną drogą do osiągnięcia trwałego pokoju. Dążenie Korei do pokoju jest sprawą bliską naszym sercom, ponieważ ma wpływ na stabilność całego regionu i całego udręczonego wojną świata" - powiedział Franciszek.

Papież wskazał, że budowanie pokoju jest również wyzwaniem dla każdego, a zwłaszcza dyplomatów, bowiem "pokój można osiągnąć raczej poprzez dialog oraz baczne i dyskretne wsłuchiwanie się, niż poprzez wzajemne oskarżenia, niepotrzebne krytyki i demonstracje siły". Dodał, że nie wymaga, byśmy zapominali o minionych niesprawiedliwościach, ale byśmy przezwyciężali je przebaczeniem, tolerancją i współpracą. "Pragnę, abyśmy wszyscy poświęcili te dni budowaniu pokoju, modlitwie o pokój, wzmacniając nasze zaangażowanie na rzecz jego realizacji" - stwierdził Ojciec Święty.

Franciszek odnosząc się do koreańskiej sytuacji społecznej, naznaczonej podziałami politycznymi, nierównościami ekonomicznymi i troską o odpowiedzialne zarządzanie środowiskiem podkreślił konieczność, by słyszalny był głos każdego członka społeczeństwa oraz by krzewić ducha otwartej komunikacji, dialogu i współpracy. Podkreślił znaczenie szczególnej troski o ubogich, słabych i osoby pozbawione możliwości wypowiadania się. W tym kontekście wskazał, że trzeba zaspakajać nie tylko ich bezpośrednie potrzeby, ale także pomagać im w ich rozwoju ludzkim i kulturowym.

"Ufam, że koreańska demokracja nadal będzie się umacniała i że ten naród będzie umiał być liderem także w tak bardzo dziś niezbędnej globalizacji solidarności, tej solidarności, której celem jest integralny rozwój każdego członka rodziny ludzkiej" - zaznaczył papież.

Na zakończenie zapewnił, że koreański Kościół pragnie w pełni uczestniczyć w życiu narodu, przyczyniając się do wychowania młodych, rozwoju ducha solidarności z ubogimi i pokrzywdzonymi oraz wnoszenia wartości chrześcijańskich w wielkie kwestie społeczne i polityczne.

Spotkanie z biskupami

Na zakończenie pierwszego dnia wizyty Franciszek spotkał się z członkami Konferencji Biskupów Katolickich Korei. W przemówieniu Franciszek wezwał koreańskich hierarchów do czerpania duchowych sił z bogatego dziedzictwa przeszłości oraz troski o świętość, miłość braterską i gorliwość misyjną. Papież spotkał się z nimi w siedzibie episkopatu.

Nawiązując do beatyfikacji Pawła Yun Ji-Chunga i jego towarzyszy Ojciec Święty podkreślił, że koreański Kościół spadkobiercą heroicznego świadectwa wiary męczenników, budowanego na bezpośrednim spotkaniu ze Słowem Bożym. Zaznaczył, że Kościół w Korei jest szanowany ze względu na jego rolę w życiu duchowym i kulturalnym narodu i jego silny impuls misyjny. "Z kraju misyjnego Korea stała się krajem misjonarzy, a Kościół powszechny nieustannie jest ubogacany przez wielu kapłanów i zakonników, których wysłaliście w świat" - stwierdził Franciszek.

Jednocześnie papież dodał, że bycie stróżami pamięci oznacza również czerpanie z sił duchowych ze skarbów przeszłości, aby dalekowzrocznie i stanowczo konfrontować nadzieje, obietnice i wyzwania przyszłości. Zaznaczył ta pamięć o męczennikach i minionych pokoleniach chrześcijan powinna być realistyczna, a nie wyidealizowana lub "triumfalistyczna". "Spoglądanie na przeszłość bez słuchania Bożego wezwania do nawrócenia w chwili obecnej nie pomoże nam pójść naprzód. Przeciwnie spowolni lub wręcz zatrzyma nasz postęp duchowy" - przestrzegł Ojciec Święty.

Franciszek wskazał, że biskupi są też powołani bycia stróżami nadziei, jaką daje Ewangelia łaski i miłosierdzia Bożego w Jezusie Chrystusie. "Strzeżecie tej nadziei podtrzymując płomień świętości, miłości braterskiej i gorliwości misyjnej w komunii kościelnej" - wezwał, prosząc jednocześnie pasterzy, by zawsze byli blisko swoich kapłanów. Ojciec Święty podkreślił także, iż wezwany jest do misyjności i podkreślił konieczność okazania szczególnej troski o dzieci i osoby starsze, o edukację ludzi młodych. Zaznaczył, że bycie stróżami nadziei oznacza również troskę o ubogich, zwłaszcza uchodźców i migrantów oraz osoby żyjące na marginesie społeczeństwa. Wskazał, że troska ta powinna przejawiać się nie tylko poprzez konkretne, tak potrzebne inicjatywy miłosierdzia, ale także w nieustannym dziele promocji społecznej, zawodowej i edukacyjnej. "Solidarność z ubogimi należy postrzegać jako istotny element życia chrześcijańskiego. Poprzez przepowiadanie i katechezę opierające się na bogatym dziedzictwie nauki społecznej Kościoła, musi ona przenikać serca i umysły wiernych i odzwierciedlać się w każdym aspekcie życia kościelnego... Jestem przekonany, że jeśli oblicze Kościoła jest przede wszystkim obliczem miłości, to coraz więcej ludzi młodych zostanie pociągniętych do serca Jezusa, nieustannie rozpalonego Bożą miłością w komunii Jego Mistycznego Ciała" - powiedział Franciszek.

Ojciec Święty przestrzegł też przed pokusą wprowadzania do działań duszpasterskich stylu życia i mentalności, "kierujących się bardziej światowymi kryteriami sukcesu, a nawet władzy, niż kryteriami określonymi przez Jezusa w Ewangelii". "Bądźmy wolni od tej duchowej i duszpasterskiej światowości, która gasi Ducha, zastępuje nawrócenie samozadowoleniem i stopniowo prowadzi do roztrwonienia wszelkiego zapału misyjnego!" - stwierdził papież.

- Jesteśmy narodem potrzebującym pocieszenia i umocnienia Waszej Świątobliwości - powiedział witając papieża w imieniu episkopatu jego przewodniczący, bp Peter Kang U-il. Ordynariusz diecezji Cheju wyraził wdzięczność papieżowi Franciszkowi za przybycie oraz przedstawił sytuację koreańskiego Kościoła.

Przypomniał, że obecna pielgrzymka jest trzecią wizytą papieża w Korei, gdyż św. Jan Paweł II był w tym kraju dwukrotnie - w 1984 i w 1989 roku. Zauważył, że Franciszek kieruje się szczególną miłością do cierpiących, do których należą również jego rodacy.


Przewodniczący koreańskiego episkopatu przypomniał, że jego ojczyzna jest od 66 lat podzielona politycznie, a krwawa trzyletnia wojna na początku lat pięćdziesiątych między północą a południem spowodowała pół miliona zabitych i trzy miliony sześćset tysięcy rannych. Dodał, że do tej pory dwa państwa koreańskie są wciąż w stanie zawieszenia broni. Tak więc obie strony są zawsze gotowe do wojny. Umacniana jest linia demarkacyjna, z wykorzystaniem coraz bardziej wyrafinowanych broni. Podkreślił, że ponad dziesięć milionów ludzi jest oddzielonych od swoich rodzin. Przez 66 lat koreańscy pomimo, że są tym samym narodem i używają tego samego języka, żyją w różnych systemach politycznych, ideologicznych, różnych sytuacjach społecznych i ekonomicznych. Istnieje również narastające zróżnicowanie kulturowe. W związku z tym przewodniczący episkopatu wyraził wątpliwość, czy nawet, gdyby doszło do zjednoczenia obydwu części kraju mieszkańcy południa gotowi byliby przyjąć swych rodaków z północy.

Bp Kang U-il dodał, że półwysep Koreański jest miejscem, w którym zderzają się interesy najpotężniejszych państw Azji Północno-Wschodniej. Zauważył, że w ostatnim okresie w każdym z krajów tego regionu wzrastają wydatki na zbrojenia. Tymczasem potrzebuje on współpracy, współistnienia i wspólnego dobrobytu.

Mówiąc o sytuacji koreańskiego społeczeństwa przewodniczący episkopatu wskazał, że dokonało ono szybkiej industrializacji, demokratyzacji i ewangelizacji. Ale ta szybka transformacja doprowadziła również do wielu poważnych skutków ubocznych i nieuleczalnych ran. Neoliberalny system gospodarczy spowodował narastanie polaryzacji, choć wzrosła zamożność obywateli. Wiele osób cierpi. Dochodzi nawet do samobójstw z powodu lęku o pracę i braku bezpieczeństwa socjalnego. Mówiąc o dynamicznym rozwoju Kościoła w swej ojczyźnie bp Kang U-il wyraził wątpliwość, czy budowana jest wspólnota prawdziwie ewangeliczna.

W tej perspektywie Kościół w Korei potrzebuje papieskiego pocieszenia i umocnienia, by budować jedność i zgodę wśród obywateli, wśród tego samego narodu. Także mieszkańcy północno-wschodniej Azji zdecydowanie pragną pokoju między narodami.

Witając Ojca Świętego w Korei przewodniczący episkopatu zwrócił się z prośbą o szczególne błogosławieństwo dla tej ziemi, także by narody Azji mogły realizować prawdziwą nadzieję.

Podczas spotkania Franciszek podarował biskupom Korei mozaikę przedstawiającą Chrystusa. Jest to kopia wizerunku Zbawiciela, znajdującego się przy grobie św. Piotra w podziemiach bazyliki watykańskiej, w tzw. niszy paliuszy, gdzie kładzione są znaki władzy metropolitów, wręczane im przez papieża w uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Oryginalna mozaika, pochodząca z IX w., z późniejszymi uzupełnieniami, była elementem dekoracyjnym pierwotnej bazyliki, wzniesionej w tym miejscu za czasów cesarza Konstantyna (w IV w.). Przedstawia ona Chrystusa błogosławiącego i nauczającego, który trzyma księgę Ewangelii otwartą na słowach: „EGO SUM VIA VERITAS ET VITA - QUI CREDIT IN ME VIVET" (Ja jestem drogą, prawdą i życiem, kto wierzy we Mnie, żyje). Kopia starożytnej mozaiki o wymiarach 60 na 40 cm została wykonana na początku br. w watykańskim studiu mozaik.

Z siedziby konferencji episkopatu papież odjechał na kolację i nocleg do nuncjatury.

Podczas wizyty w Korei Franciszek nie zapomina o wpisach na swoim Twitterze. „Niech Bóg błogosławi Korei, a szczególnie jej starszym i młodym mieszkańcom" - napisał papież. Jego drugi tweet zbiegł się w czasie z jego pierwszym wystąpieniem publicznym w Korei i po polsku ma następującą treść: "Św. Janie Pawle II, módl się za nami i za naszymi młodymi". Trzeci zaś brzmiał: "Maryjo, Matko Pokoju, pomóż nam wykorzenić nienawiść i żyć w harmonii".

Jutro Ojciec Święty uda się śmigłowcem do Daejeon. O godz. 10.30 (3.30 czasu polskiego) papież będzie przewodniczył Mszy św. na tamtejszym stadionie World Cup Stadium a na zakończenie Eucharystii przewodniczyć będzie modlitwie "Anioł Pański". O godz. 13.30 (6.30 czasu polskiego) Franciszek zje obiad z młodymi w Wyższym Seminarium Duchownym. Po krótkim wypoczynku uda się śmigłowcem do sanktuarium maryjnego w Solmoe, gdzie spotka się tam z młodymi katolikami Azji.




poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Kazimierz Oleszek: wina działaczy Legii jest porażająca



Nie milk­ną echa afery zwią­za­nej z wy­klu­cze­niem Legii War­sza­wa z roz­gry­wek Ligi Mi­strzów. Wynik re­wan­żu mi­strzów Pol­ski z Cel­ti­kiem Glas­gow zo­stał zwe­ry­fi­ko­wa­ny na 0:3, w związ­ku z czym do ostat­niej fazy eli­mi­na­cji prze­szli mi­strzo­wie Szko­cji. Jak się oka­zu­je, gdyby pierw­sze spo­tka­nie za­koń­czy­ło się wy­ni­kiem wyż­szym niż 4:1 dla pod­opiecz­nych Hen­nin­ga Berga, mimo wal­ko­we­ra z awan­su cie­szy­li­by się gra­cze Legii. Po­in­for­mo­wał o tym w roz­mo­wie z Eurosport.​Onet.​pl Ka­zi­mierz Ole­szek. De­le­gat UEFA nie ma rów­nież wąt­pli­wo­ści, że ja­kie­kol­wiek od­wo­ła­nie mi­strzów Pol­ski nie przy­nie­sie po­żą­da­ne­go skut­ku.

Kazimierz OleszekFoto: Piotr Charchula / Newspix

Roz­strzy­gnij­my na po­czą­tek jedną kwe­stię: gdyby Legia wy­gra­ła w pierw­szym meczu 5:1, to awan­so­wa­ła­by do ko­lej­nej rundy eli­mi­na­cji Ligi Mi­strzów mimo wal­ko­we­ra w re­wan­żu?



Oczywiście, bo UEFA i tak przyznałaby walkower 3:0, więc gdyby Vrdoljak wykorzystał chociaż jeden rzut karny, to Legia dalej byłaby w grze o awans do Ligi Mistrzów. Podam panu pewien przykład z historii, kiedy to Steaua Bukareszt grała z Paris Saint-Germain. Rumuni wygrali pierwszy mecz 3:2, ale wynik zweryfikowano na 3:0, bo Francuzi mieli w składzie nieuprawnionego zawodnika. W rewanżu PSG wygrało 5:0 i przeszło do kolejnej rundy.
Czyli przy rozstrzyganiu takich spraw nie ma znaczenia, czy to był pierwszy mecz, czy rewanż?

Nie ma to żadnego znaczenia.

OK, tylko przy takim układzie wygrana w pierwszym meczu więcej niż trzema bramkami daje duże pole do kombinowania. Dajmy na to po pierwszym meczu wygranym 5:1, w rewanżu Legia przegrywa 0:4 i nie widząc szans na strzelenie bramki, świadomie wprowadza nieuprawnionego zawodnika, z myślą o tym, że dostanie walkowera 0:3.

To są już jakieś bardzo skomplikowane sytuacje. Gdyby Celtic w rewanżu wygrał 2:0, to wynik zostałby zweryfikowany na 3:0. Ale gdyby Szkoci wygrali 4:0, to utrzymano by ten wynik, korzystniejszy dla strony poszkodowanej.

Rozpatrując zatem tę sytuację czysto hipotetycznie: czy przy wygranej 5:1 w pierwszym meczu Legia mogłaby nie pojechać na rewanż, dostać walkower 0:3 i awansować?


Nie ma takiej możliwości, taka sytuacja nie wchodzi w grę, to podlega innemu paragrafowi i jest karane dyskwalifikacją. Zresztą nie przypominam sobie takiej sytuacji, że ktoś nie jedzie na rewanż...

A co by było, gdyby Legia wygrała 3:0 w pierwszym meczu i w drugim dostała walkowera 0:3?

No właśnie... Też się nad tym zastanawiałem i powiem panu szczerze, że nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie*.

Skończmy te dywagacje, pomówmy o faktach. Czy to prawda, że w rewanżu z Celtikiem Bereszyński nie powinien znaleźć się nawet na ławce rezerwowych, skoro nie został zgłoszony na mecze z St. Patrick's Athletic? A co za tym idzie, nawet gdyby nie pojawił się na boisku, to i tak byłaby podstawa do ukarania Legii?

Klub musi zgłosić w UEFA listę 25 piłkarzy uprawionych do gry. Ta lista jest podstawą do rozstrzygania takich kwestii przez europejską federację. Bereszyński powinien być na niej umieszczony od początku eliminacji, ale oczywiście nie mógł być ani wpisany do protokołu sędziowskiego, ani siedzieć na ławce, ani nawet przebywać w szatni. Mógł co najwyżej siedzieć sobie na trybunach. To jest abecadło, UEFA musiała przecież zostać poinformowana dzięki tej liście, że on jest piłkarzem tego klubu i odbywa karę.

Wierzył Pan w ogóle, że Legia nie zostanie aż tak surowo ukarana?

Ten regulamin jest bardzo klarowny. W przypadku gry zawieszonego za kartki zawodnika kara jest jedna – walkower. Natomiast powoływanie się na przypadek Debreczyna (Węgrzy w podobnej sytuacji zostali ukarani jedynie finansowo - przyp. red.) jest trochę mylące, bo tam grał zawodnik, który był co prawda nieuprawniony, ale dlatego że nie został zgłoszony, a nie zawieszony za kartki. A w takim przypadku regulamin dopuszcza karę grzywny. Dlatego gdyby UEFA nie ukarała Legii zgodnie ze swoimi przepisami, to byłby precedens. UEFA nie może przeczyć samej sobie. Jest mi naprawdę bardzo przykro, że tak się stało, ale nie wyobrażam sobie, że UEFA mogłaby podjąć inną decyzję.

Na co Legia powinna powołać się przy odwołaniu?

Przede wszystkim podniósłbym taką rzecz: Bereszyński był naszym zawodnikiem, a jako dowód podałbym, że grał w meczach ligowych na początku sezonu, a w kadrze na mecze z St. Patrick's i pierwszy z Celtikiem nie znalazł się, bo klub miał na uwadze jego zawieszenie. Legia ma tak doskonałych prawników, że może coś jeszcze wymyślą...

Czy to właściwie coś da?

Nie, nie, absolutnie nie... Nie wierzę, że odwołanie coś da.

Gdzieś natknąłem się na przepis, że wszystkie kluby, które wezmą udział w losowaniu kolejnej fazy Ligi Mistrzów, muszą być znane na 12 godzin przed jego rozpoczęciem. Tymczasem los Legii zadecydował się na nieco ponad godzinę przed startem ceremonii losowania. Czy to może być jakaś furtka dla Legii?

Ale to była jakaś wyjątkowa sytuacja, wszystko rozstrzygało się przecież w ciągu ostatnich godzin. Myślę, że to jest do obronienia przez UEFA, obradowała przecież jej komisja, która miała wydać bardzo ważną decyzję związaną z losowaniem. Czasami zdarza się więc tak, że ten okres 12 godzin jest przekraczany.

Według Pana po tak głośnej sprawie – bo przecież pisały o tym media z całej Europy, i to raczej w pełnym dezaprobaty dla decyzji europejskiej federacji tonie – może dojść do zmiany regulaminu UEFA w tym względzie?

Nie sądzę, bo przecież ten regulamin jest już od ładnych paru lat. Dlaczego zatem miałby się zmienić? Jak mógłby pan to wytłumaczyć?

Przewinienie było tak naprawdę niewielkie, a Legia została potraktowana w najsurowszy sposób, bo regulamin nie dopuszcza możliwości rozstrzygania sytuacji pośrednich.

Ja to wszystko rozumiem, ta pomyłka była naprawdę drobna, ale ta pomyłka miała miejsce, i tyle. Dlaczego musiała zrobić ją Legia, a nie zrobił jej Celtic? Nie sądzę, żeby miała zajść jakaś zmiana, ale to jest tylko moje zdanie.

Po ukaraniu Legii pojawiły się zdania, że w interesie UEFA nie było uchronienie Legii przed walkowerem, bo w przeszłości były problemy z kibicami mistrza Polski.

W żadnym wypadku to nie jest prawda. To jakaś teoria spiskowa, ja w nią nie wierzę. To był zupełnie inny rodzaj przewinienia. Legia była karana za race, za rasistowskie okrzyki, ale to nie miało absolutnie żadnego znaczenia. Śmieszą mnie tego typu wypowiedzi, że my jesteśmy ze Wschodu, więc w UEFA traktują nas inaczej. To jakieś teorie wzięte z księżyca. Rozumiem rozgoryczenie, ale nie można tak do tego podchodzić.

A jak by się Pan odniósł do wypowiedzi Romana Koseckiego? Wiceprezes PZPN w rozmowie z TOK FM oznajmił, że "rzyga tą UEFA" i że być może jeszcze przed rewanżem delegat mrugał okiem do działaczy Celticu, że ci mają walkowera w kieszeni.

Wydaje mi się, że Roman podszedł już do tego w ironiczny sposób, bo ręce mu opadły, że tak to się skończyło. I wydaje mi się, że do końca sam w to nie wierzy. Wina działaczy w tej całej historii jest porażająca. Jest przecież napisane jak wół w regulaminie, że zawodnik odbywa karę, kiedy jest w protokole.

Czyli nie ma takiej możliwości, żeby przed każdym meczem delegat UEFA przekazywał klubom, kto ma być wpisany w odpowiednim miejscu?

Delegaci nie śledzą na bieżąco, kto powinien pauzować za kartki. 75 minut przed rozpoczęciem meczu delegaci dostają składy podpisane przez kierowników i kapitanów drużyn, cała odpowiedzialność w tej kwestii spada więc na klub.

* Już po tej rozmowie znalazłem adekwatny przypadek z sezonu 1992/93. W pierwszej rundzie VfB Stuttgart wygrał u siebie z Leeds United 3:0, by w rewanżu przegrać 1:4. Niemcy powinni awansować zgodnie z zasadą, która mówi o bramkach strzelonych na wyjeździe. Jednak na Ellan Road w barwach Die Schwaben wystąpił nieuprawniony zawodnik, przez co wynik został zweryfikowany na 3:0 dla Anglików i przy idealnym remisie w rywalizacji (3:3) o awansie musiało zadecydować dodatkowe spotkanie. Na Camp Nou w Barcelonie 2:1 wygrało Leeds i awansowało do kolejnej fazy rozgrywek.