czwartek, 1 stycznia 2015

Rok 2014




Styczeń 2014: WOŚP, zima i "sorry, taki mamy klimat"
Foto: AG - Franciszek Mazur/Reuters/AG - Sławomir Kamiński
Styczeń 2014: WOŚP, zima i "sorry, taki mamy klimat"
Po­la­cy przy­zwy­cza­ili się, że sty­czeń to Wiel­ka Or­kie­stra Świą­tecz­nej Po­mo­cy. Nie ina­czej było w 2014 roku. Róż­ni­ca po­le­ga jed­nak na tym, że przed te­go­rocz­nym fi­na­łem po­słan­ka PiS Kry­sty­na Paw­ło­wicz we­zwa­ła Po­la­ków, aby... nie da­wa­li pie­nię­dzy na Or­kie­strę. Ini­cja­to­ra zbiór­ki - Jurka Owsia­ka - oskar­ży­ła zaś o nie­uczci­wość. Temat pod­chwy­ci­ły pra­wi­co­we media, które mocno kry­ty­ko­wa­ły WOŚP i Owsia­ka.
W ciągu ca­łe­go mie­sią­ca w me­diach prze­to­czy­ła się fala pu­bli­ka­cji na ten temat. Sze­ro­kim echem od­bi­ła się kon­fe­ren­cja pra­so­wa, pod­czas któ­rej Owsiak krzy­czał, że jego prze­ciw­ni­cy "osza­le­li". Kilka dni póź­niej ujaw­nił szcze­gó­ły swo­ich za­rob­ków, a także po­ka­zał swoje miesz­ka­nie.
Kiedy w Pol­sce trwa­ła burza wokół Owsia­ka, Stany Zjed­no­czo­ne zma­ga­ły się z naj­więk­szą od 20 lat falą mro­zów, a cały świat obie­gły zdję­cia za­mar­z­nię­te­go wo­do­spa­du Nia­ga­ra.
Kło­po­ty z po­wo­du zimy mieli rów­nież Po­la­cy - z po­wo­du ob­lo­dze­nia trak­cji ko­le­jo­wej ponad 80 po­cią­gów miało ol­brzy­mie opóź­nie­nia. Z tego wy­da­rze­nie naj­szer­szym echem od­bi­ła się wy­po­wiedź ów­cze­snej mi­ni­ster in­tra­struk­tu­ry Elż­bie­ty Bień­kow­skiej. - Sorry, taki mamy kli­mat. No nie­ste­ty - po­wie­dzia­ła pod­czas jed­ne­go z pro­gra­mów te­le­wi­zyj­nych. Na efek­ty nie trze­ba było długo cze­kać - in­ter­nau­ci nie po­zo­sta­wi­li na Bień­kow­skiej su­chej nitki, a opo­zy­cja za­żą­da­ła jej dy­mi­sji.
Do zmia­ny na sta­no­wi­sku mi­ni­stra in­fra­struk­tu­ry jed­nak nie do­szło. Zmie­nił się za to rzecz­nik rządu Do­nal­da Tuska - Pawła Gra­sia, który peł­nił tę funk­cję przez kilka ostat­nich lat, za­stą­pi­ła Mał­go­rza­ta Ki­da­wa-Błoń­ska.
Na świe­cie naj­wąż­niej­szym wy­da­rze­niem były oczy­wi­ście wy­da­rze­nia na Ukra­inie - pod ko­niec stycz­nia na ki­jow­skim Maj­da­nie sy­tu­acja się za­ogni­ła. W bru­tal­nych star­ciach gi­nę­ły ko­lej­ne osoby, a pre­mier My­ko­ła Aza­row podał się do dy­mi­sji.
Czym żyła Polska i świat w 2014 roku? (slajd 1 z 12)

Slajd

Eliminator Slajdów

Luty 2014: przewrót na Ukrainie, Trynkiewicz i likwidacja TVP Polonia
Foto: Getty Images/AFP/AG - Patryk Ogorzałek
Luty 2014: przewrót na Ukrainie, Trynkiewicz i likwidacja TVP Polonia
Sy­tu­acja na ki­jow­skim Maj­da­nie nadal nie zo­sta­ła opa­no­wa­na, a w wal­kach gi­nę­ły ko­lej­ne osoby (w ciągu jed­ne­go dnia zgi­nę­ło ponad 70 osób). Do prze­ło­mu do­szło do­pie­ro pod ko­niec mie­sią­ca, kiedy unij­ni dy­plo­ma­ci usta­li­li z pre­zy­den­tem Wik­to­rem Ja­nu­ko­wy­czem wa­run­ki po­ko­ju. Po­ro­zu­mie­nie oka­za­ło się jed­nak być kru­che, bo już na­stęp­ne­go dnia do­szło do prze­wro­tu, a Ja­nu­ko­wycz zo­stał od­wo­ła­ny. Z wię­zie­nia wy­pusz­czo­no rów­nież prze­trzy­my­wa­ną tam Julię Ty­mo­szen­ko.
Ustę­pu­ją­cy pre­zy­dent Ukra­iny zbiegł, a pro­ku­ra­tu­ra wy­da­ła za nim list goń­czy. Kilka dni póź­niej dzien­ni­ka­rze - w tym re­por­ter Onetu Mar­cin Wy­rwał - zo­ba­czy­li wnę­trza pa­ła­cu, w któ­rym miesz­kał. Ja­nu­ko­wycz "od­na­lazł się" do­pie­ro kilka ty­go­dni póź­niej, kiedy w ro­syj­skim Ro­sto­wie nad Donem zor­ga­ni­zo­wał kon­fe­ren­cję pra­so­wą.
Sy­tu­ację na Ukra­inie ob­ser­wo­wa­li rów­nież Po­la­cy. Stało się tak m.​in. za spra­wą rzecz­ni­ka Pra­we­go Sek­to­ra. An­drij Ta­re­sen­ko w roz­mo­wie z "Rzecz­po­spo­li­tą" po­wie­dział, że chciał­by, aby zie­mie, "na któ­rych Ukra­iń­cy żyli od ty­się­cy lat, wró­ci­ły do Ukra­iny". Wy­mie­nił m.​in. Prze­myśl i kil­ka­na­ście in­nych pol­skich po­wia­tów. Ko­men­tarz wy­wo­łał w Pol­sce burzę, a ro­sną­cą rolę Pra­we­go Sek­to­ra za­czę­to od­bie­rać jako za­gro­że­nie.
Po­la­cy żyli jed­nak nie tylko spra­wa­mi ukra­iń­ski­mi. Od kilku ty­go­dni jedną z naj­waż­niej­szych była spra­wa Ma­riu­sza Tryn­kie­wi­cza, który za­koń­czył od­by­wa­nie kary 25 lat wię­zie­nia za za­bój­stwo czte­rech chłop­ców i - zgod­nie z de­cy­zją sądu - mógł wyjść na wol­ność. W lutym na jaw wy­szły jed­nak ko­lej­ne fakty w tej spra­wie - w jego celi zna­le­zio­no bo­wiem ry­sun­ki o cha­rak­te­rze por­no­gra­ficz­nym. Osta­tecz­nie Tryn­kie­wicz zo­stał osa­dzo­ny w ośrod­ku od­osob­nie­nia w Go­sty­ni­nie, gdzie prze­by­wa do dziś.
W tym samym cza­sie dużą po­pu­lar­no­ścią - szcze­gól­nie w sieci - cie­szy­ła się ini­cja­ty­wa Ma­riu­sza Maxa Ko­lon­ki, który we­zwał do li­kwi­da­cji TVP Po­lo­nia. - Wła­dze TVP mają w d... wszyst­ko i wszyst­kich. To mi się nie mie­ści w gło­wie, taka aro­gan­cja ludzi bez wy­ni­ku - mówił w wy­wia­dzie dla Onetu.
Czym żyła Polska i świat w 2014 roku? (slajd 2 z 12)

Slajd

Eliminator Slajdów

Marzec 2014: zaginiony malezyjski boeing i odłączenie się Krymu
Foto: Getty Images/Reuters/AG - Sławomir Kamiński
Marzec 2014: zaginiony malezyjski boeing i odłączenie się Krymu
Ma­rzec - oprócz wy­da­rzeń na Ukra­inie - zdo­mi­no­wa­ła spra­wa za­gi­nio­ne­go ma­le­zyj­skie­go sa­mo­lo­tu. Na po­kła­dzie bo­ein­ga 777 linii Ma­lay­sian Air­li­nes, z któ­rym utra­co­no łącz­ność, było 239 osób. Nikt nie prze­żył. Do tej pory nie od­na­le­zio­no nawet szcząt­ków ma­szy­ny. Pod­czas po­szu­ki­wań w me­diach po­ja­wi­ło się sporo sprzecz­nych in­for­ma­cji. Osta­tecz­nie usta­lo­no jed­nak, że sa­mo­lot (już po znik­nię­ciu z ra­da­rów) zmie­nił kie­ru­nek lotu i runął do Oce­anu In­dyj­skie­go. Po­szu­ki­wa­nia czar­nych skrzy­nek nadal trwa­ją.
Mimo zmia­ny wła­dzy na Ukra­inie, sy­tu­acja w tym kraju się nie usta­bi­li­zo­wa­ła. Wręcz prze­ciw­nie - w marcu 2014 roku miesz­kań­cy Krymu opo­wie­dzie­li się za przy­łą­cze­niem do Fe­de­ra­cji Ro­syj­skiej. To wy­da­rze­nie po­cią­gnę­ło za sobą wzrost se­ce­syj­nych na­stro­jów - na wscho­dzie Ukra­iny po­wo­ła­no m.​in. sa­mo­zwań­czą Do­niec­ką Re­pu­bli­kę Lu­do­wą.
W Pol­sce jed­nym z naj­waż­niej­szych wy­da­rzeń tego mie­sią­ca był pro­test ro­dzi­ców osób nie­peł­no­spraw­nych, do któ­re­go do­szło w Sej­mie. Ro­dzi­ce, któ­rzy zre­zy­gno­wa­li z pracy za­wo­do­wej, by opie­ko­wać się swo­imi dzieć­mi, do­sta­wa­li bo­wiem 620 zło­tych świad­cze­nia pie­lę­gna­cyj­ne­go oraz 200 zło­tych spe­cjal­nej po­mo­cy rzą­do­wej, od któ­rej nie były od­pro­wa­dza­ne skład­ki eme­ry­tal­ne. We­dług nich, takie roz­wią­za­nie ozna­cza­ło gło­do­wą eme­ry­tu­rę.
Osta­tecz­nie spra­wę udało się roz­wią­zać po sze­ro­ko ko­men­to­wa­nym spo­tka­niu pre­mie­ra Do­nal­da Tuska z ro­dzi­ca­mi. Tusk - w świe­tle kamer - za­po­wie­dział, że ro­dzi­ce znaj­du­ją­cy się w ta­kiej sy­tu­acji będą otrzy­my­wać świad­cze­nie w wy­so­ko­ści płacy mi­ni­mal­nej. Jego wy­so­kość ma być zróż­ni­co­wa­na w za­leż­no­ści od stop­nia nie­peł­no­spraw­no­ści dziec­ka.
W marcu do­szło rów­nież do zmia­ny na sta­no­wi­sku mi­ni­stra rol­nic­twa - Sta­ni­sła­wa Ka­lem­bę, który podał się do dy­mi­sji w związ­ku z nie­do­sta­tecz­ny­mi dzia­ła­nia­mi w spra­wie afry­kań­skie­go po­mo­ru świń w Pol­sce, za­stą­pił Marek Sa­wic­ki. Sa­wic­ki spra­wu­je tę funk­cję do dziś.
Czym żyła Polska i świat w 2014 roku? (slajd 3 z 12)

Slajd

Eliminator Slajdów

Kwiecień 2014: kanonizacja Jana Pawła II i tragedia w Klamrach
Foto: Getty Images/KBWLLP/PAP - Tytus Żmijewski/AG - Franciszek Mazur
Kwiecień 2014: kanonizacja Jana Pawła II i tragedia w Klamrach
Naj­waż­niej­szym wy­da­rze­niem była ka­no­ni­za­cja Jana Pawła II, która od­by­ła się 27 kwiet­nia w Wa­ty­ka­nie. Oprócz "pol­skie­go pa­pie­ża" Fran­ci­szek wy­niósł na oł­ta­rze Jana XXIII, a uro­czy­stość miała cha­rak­ter bez­pre­ce­den­so­wy - po raz pierw­szy w hi­sto­rii pa­pież ka­no­ni­zo­wał swo­ich po­przed­ni­ków, a także po raz pierw­szy uczest­ni­czy­ło w niej dwóch pa­pie­ży: eme­ry­to­wa­ny i obec­ny.
W Pol­sce naj­gło­śniej było jed­nak o tra­gicz­nym wy­pad­ku w miej­sco­wo­ści Klam­ry w wo­je­wódz­twie ku­jaw­sko-po­mor­skim. W jego wy­ni­ku zgi­nę­ło sied­mio­ro na­sto­lat­ków. Naj­młod­sza ofia­ra miała 13 lat.
W kwiet­niu przy­pa­dła też ko­lej­na rocz­ni­ca ka­ta­stro­fy smo­leń­skiej. W tej spra­wie dużo szer­szym echem od­bi­ła się jed­nak pu­bli­ka­cja nie­zna­nych dotąd zdjęć ze Smo­leń­ska, które opu­bli­ko­wa­no na stro­nie Spo­łecz­ne­go Ko­mi­te­tu Bu­do­wy Po­mni­ka Ofiar Tra­ge­dii Na­ro­do­wej. Wśród au­to­rów zdjęć jest m.​in. Wa­cław Pra­żuch - se­kre­tarz po­wia­tu tar­now­skie­go, który 10 kwiet­nia 2010 roku był na miej­scu ka­ta­stro­fy.
Ży­li­śmy też wy­da­rze­nia­mi z Ja­sie­ni­cy, gdzie pod­czas mszy świę­tej do­szło do awan­tu­ry. Wy­wo­łał ją de­kret od­su­wa­ją­cy ks. Le­mań­skie­go od po­słu­gi ka­płań­skiej w tej miej­sco­wo­ści. Z takim ob­ro­tem spra­wy nie chcie­li się zgo­dzić zwo­len­ni­cy skon­flik­to­wa­ne­go z abp. Hen­ry­kiem Ho­se­rem ka­pła­na. Pod świą­ty­nią wy­wią­za­ła się kłót­nia, a jej efek­tem było się za­mknię­cie ko­ścio­ła w Ja­sie­ni­cy.
Czym żyła Polska i świat w 2014 roku? (slajd 4 z 12)

Slajd

Eliminator Slajdów

Maj 2014: wybory do PE i śmierć gen. Jaruzelskiego
Foto: Shutterstock/AG - Sławomir Kamiński/AFP
Maj 2014: wybory do PE i śmierć gen. Jaruzelskiego
Maj to przede wszyst­kim mie­siąc wy­bo­rów. Miesz­kań­cy kra­jów na­le­żą­cych do Unii Eu­ro­pej­skiej wy­bie­ra­li swo­ich przed­sta­wi­cie­li do Par­la­men­tu Eu­ro­pej­skie­go, a Ukra­iń­cy no­we­go pre­zy­den­ta. Na nie­spo­koj­nej Ukra­inie od­by­ły się w tym cza­sie rów­nież dwa re­fe­ren­da nie­pod­le­gło­ścio­we - w ob­wo­dzie łu­gań­skim i do­niec­kim - któ­rych wła­dze ukra­iń­skie dotąd nie uzna­ją.
W Pol­sce po dłu­giej cho­ro­bie zmarł gen. Woj­ciech Ja­ru­zel­ski. Ostat­ni przy­wód­ca PRL, autor stanu wo­jen­ne­go i były pre­zy­dent zo­stał po­cho­wa­ny na Po­wąz­kach w War­sza­wie. W jego in­ten­cji w Ka­te­drze Po­lo­wej Woj­ska Pol­skie­go od­by­ła się także msza świę­ta, co wy­wo­ła­ło obu­rze­nie prze­ciw­ni­ków ge­ne­ra­ła. Pod­czas uro­czy­sto­ści po­grze­bo­wych do­cho­dzi­ło do licz­nych in­cy­den­tów.
Sze­ro­kim za­in­te­re­so­wa­nie cie­szy­ła się rów­nież - szcze­gól­nie w kon­tek­ście przed­wy­bor­czym - spra­wa nie­ja­sne­go fi­nan­so­wa­nia Kon­gre­su Li­be­ral­no-De­mo­kra­tycz­ne­go, czyli byłej par­tii Do­nal­da Tuska. In­for­ma­cję o moż­li­wych nie­pra­wi­dło­wo­ściach podał były współ­pra­cow­nik Tuska - Paweł Pi­skor­ski. We­dług niego, KLD było fi­nan­so­wa­ne przez nie­miec­ką CDU, a po­twier­dze­niem jego słów miała być m.​in. bli­ska współ­pra­ca mię­dzy Janem Krzysz­to­fem Bie­lec­kim (ów­cze­snym pre­mie­rem i jed­nym z li­de­rów KLD) a Hel­mu­tem Koh­lem (ów­cze­snym kanc­le­rzem Nie­miec). Osta­tecz­nie in­for­ma­cji o rze­ko­mej po­mo­cy fi­nan­so­wej ze stro­ny CDU nie po­twier­dzo­no.
W maju do­szło do jed­nej z naj­tra­gicz­niej­szych w skut­kach po­wo­dzi na Bał­ka­nach. Zgi­nę­ło około 50 osób, a ucier­pia­ło ponad 1,6 mln. Znisz­czo­nych zo­sta­ło ponad 100 tys. domów i ponad 230 szkół. Sza­cu­je się, że po­wódź do­pro­wa­dzi­ła do naj­więk­szych szkód od czasu wojny na Bał­ka­nach. W pomoc dla po­szko­do­wa­nych włą­czy­ła się m.​in. fun­da­cja Rin­gier Axel Sprin­ger.
Czym żyła Polska i świat w 2014 roku? (slajd 5 z 12)

Slajd

Eliminator Slajdów

Czerwiec 2014: afera podsłuchowa i śmierć 3-letniej Oliwii
Foto: PAP - Grzegorz Rogiński/PAP - Arek Markowicz/PAP - Lech Muszyński
Czerwiec 2014: afera podsłuchowa i śmierć 3-letniej Oliwii
W czerw­cu Po­la­cy ob­cho­dzi­li 25. rocz­ni­cę czę­ścio­wo wol­nych wy­bo­rów par­la­men­tar­nych. To jed­nak nie to wy­da­rze­nie było naj­waż­niej­sze w tym cza­sie. Czer­wiec to bo­wiem mie­siąc, w który wy­bu­chła tzw. afera pod­słu­cho­wa.
Dzien­ni­ka­rze ty­go­dni­ka "Wprost" ujaw­ni­li na­gra­nie roz­mo­wy szefa MSW Bar­tło­mie­ja Sien­kie­wi­cza z pre­ze­sem NBP Mar­kiem Belką, a także byłym mi­ni­strem Sła­wo­mi­rem Cy­tryc­kim. Roz­mo­wa do­ty­czy­ła hi­po­te­tycz­ne­go wspar­cia przez Na­ro­do­wy Bank Pol­ski bu­dże­tu pań­stwa. W za­mian za udzie­le­nie po­mo­cy Marek Belka po­sta­wił wa­ru­nek - odej­ście z rządu mi­ni­stra fi­nan­sów Jacka Ro­stow­skie­go.
Jak się oka­za­ło z cza­sem, nie była to je­dy­na opu­bli­ko­wa­na przez dzien­ni­ka­rzy roz­mo­wa. Bo­ha­te­ra­mi po­zo­sta­łych na­grań byli m.​in.: Sła­wo­mir Nowak, Ra­do­sław Si­kor­ski, Jacek Ro­stow­ski, Paweł Graś i Wło­dzi­mierz Kar­piń­ski. Dzien­ni­ka­rze "Wprost" utrzy­my­wa­li rów­nież, że ist­nia­ły na­gra­nia roz­mo­wy Elż­bie­ty Bień­kow­skiej z sze­fem CBA Paw­łem Woj­tu­ni­kiem, a także szefa NIK Krzysz­to­fa Kwiat­kow­skie­go z Janem Kul­czy­kiem.
Spra­wą za­ję­ła się pro­ku­ra­tu­ra - wsz­czę­to śledz­two w spra­wie prze­kro­cze­nia upraw­nień przez Bar­tło­mie­ja Sien­kie­wi­cza i Marka Belkę, a także za­ło­że­nia nie­le­gal­nych pod­słu­chów. W związ­ku z nie­le­gal­ny­mi pod­słu­cha­mi, do sie­dzi­by "Wprost" we­szli - w obec­no­ści kil­ku­dzie­się­ciu dzien­ni­ka­rzy z in­nych re­dak­cji - agen­cji ABW. No­śni­ki nie zo­sta­ły wów­czas prze­ka­za­ne pro­ku­ra­tu­rze, a akcja służb zo­sta­ła skry­ty­ko­wa­na przez media.
Po­la­ka­mi naj­moc­niej wstrzą­snę­ła jed­nak spra­wa śmier­ci 3-let­niej Oli­wii z Ryb­ni­ka, która zmar­ła w za­mknię­tym sa­mo­cho­dzie. Dziew­czyn­kę w aucie zo­sta­wił oj­ciec. Miał on praw­do­po­dob­nie za­wieźć dziec­ko rano do przed­szko­la, ale o nim za­po­mniał i po­je­chał do pracy. Dziew­czyn­ka prze­by­wa­ła w upale, w za­mknię­tym sa­mo­cho­dzie, przez kilka go­dzin.
Na nową idol­kę pra­wi­co­wych me­diów wy­ro­sła z kolei Maria So­ko­łow­ska - li­ce­alist­ka z Go­rzo­wa Wiel­ko­pol­skie­go, która pod­czas spo­tka­nia z Do­nal­dem Tu­skiem na­zwa­ła go zdraj­cą. Dzię­ki temu za­cho­wa­niu o jej życiu na­pi­sa­ły nie­mal wszyst­kie ga­ze­ty, a Do­nald Tusk po­sta­no­wił jesz­cze raz wy­brać się do go­rzow­skie­go li­ceum i wrę­czyć kwia­ty nie­po­kor­nej uczen­ni­cy. Nie udało się, a So­ko­łow­ska w me­diach sko­men­to­wa­ła spra­wę tak: "Gdy­bym jesz­cze raz spo­tka­ła pre­mie­ra, to po­wie­dzia­ła­bym mu, że bar­dzo mu współ­czu­ję, że musi tak zma­gać się z wła­snym su­mie­niem przez te wszyst­kie lata bycia po­li­ty­kiem. Po­wie­dzia­ła­bym, że bar­dzo mi go szko­da, bo on nie utoż­sa­mia się z Pol­ską".
Czym żyła Polska i świat w 2014 roku? (slajd 6 z 12)

Slajd

Eliminator Slajdów

Lipiec 2014: zestrzelenie samolotu nad Ukrainą i lawina błotna na Słowacji
Foto: Getty Images/Aktuality.sk/Onet
Lipiec 2014: zestrzelenie samolotu nad Ukrainą i lawina błotna na Słowacji
W lipcu całym świa­tem wstrzą­snę­ła in­for­ma­cja o ka­ta­stro­fie ma­le­zyj­skie­go sa­mo­lo­tu na Ukra­inie, tuż przy gra­ni­cy z Mo­skwą. Po­cząt­ko­wo do­pusz­cza­no moż­li­wość awa­rii ma­szy­ny, jed­nak z cza­sem jasne stało się, że bo­eing 777 zo­stał ze­strze­lo­ny. Ma­szy­nę ze­strze­lo­no naj­praw­do­po­dob­niej ra­kie­tą zie­mia-po­wie­trze od­pa­lo­ną z te­re­nów opa­no­wa­nych przez pro­ro­syj­skich se­pa­ra­ty­stów.
W ka­ta­stro­fie sa­mo­lo­tu le­cą­ce­go z Am­ster­da­mu do Kuala Lum­pur zgi­nę­li wszy­scy pa­sa­że­ro­wie i cała za­ło­ga - łącz­nie 298 osób, w tym 193 oby­wa­te­li Ho­lan­dii, 43 Ma­le­zyj­czy­ków, 38 Au­stra­lij­czy­ków i czte­rech Niem­ców. Szcząt­ki ma­szy­ny nie­daw­no prze­wie­zio­no do Ho­lan­dii, gdzie zo­sta­nie ona od­two­rzo­na.
Po­la­cy nie prze­szli obo­jęt­nie obok dra­ma­tycz­nej in­for­ma­cji z Beł­cha­to­wa. To tam grupa męż­czyzn po­bi­ła na śmierć 25-let­nie­go męż­czy­znę, który wcze­śniej pod wpły­wem al­ko­ho­lu spo­wo­do­wał wy­pa­dek sa­mo­cho­do­wy. Po in­cy­den­cie męż­czyź­ni wdali się w dys­ku­sję z 25-lat­kiem, a na­stęp­nie za­czę­li go bru­tal­nie bić. Męż­czy­zna zo­stał prze­wie­zio­ny do beł­cha­tow­skie­go szpi­ta­la, udało się przy­wró­cić mu funk­cje ży­cio­we, jed­nak w wy­ni­ku do­zna­nych ob­ra­żeń zmarł. Ba­da­nie wy­ka­za­ło obec­ność ponad trzech pro­mi­li al­ko­ho­lu w jego or­ga­ni­zmie.
Sze­ro­ko in­for­mo­wa­li­śmy rów­nież o la­wi­nie błot­nej, jaka prze­szła przez jedno z naj­chęt­niej od­wie­dza­nych miejsc na Sło­wa­cji - Do­li­nę Vrat­na. Ka­ta­klizm zmył kil­ka­na­ście sa­mo­cho­dów, ze­rwał linie ener­ge­tycz­ne i znisz­czył po­pu­lar­ne schro­ni­sko. Zdję­cia z tego wy­da­rze­nia do dziś robią pio­ru­nu­ją­ce wra­że­nie.
Czym żyła Polska i świat w 2014 roku? (slajd 7 z 12)

Slajd

Eliminator Slajdów

Sierpień 2014: Tusk szefem Rady Europejskiej, Kopacz premierem
Foto: Reuters/AFP/PAP/East News
Sierpień 2014: Tusk szefem Rady Europejskiej, Kopacz premierem
Naj­waż­niej­szym wy­da­rze­niem sierp­nia był bez wąt­pie­nia wybór Do­nal­da Tuska na szefa Rady Eu­ro­pej­skiej. Ogło­sze­nie tej no­mi­na­cji ozna­cza­ło dla Po­la­ków nie­ma­ły zwrot w kra­jo­wej po­li­ty­ce, a dla sa­me­go Tuska - re­zy­gna­cję ze sta­no­wi­ska, które pia­sto­wał przez sie­dem ostat­nich lat. Osta­tecz­nie Do­nald Tusk nowe sta­no­wi­sko objął w grud­niu, a tekę pre­mie­ra prze­ję­ła po nim Ewa Ko­pacz.
Wy­bo­ru no­we­go szefa RE do­ko­na­no do­kład­nie 30 sierp­nia. Wcze­śniej Świa­to­wa Or­ga­ni­za­cja Zdro­wia (WHO) okre­śli­ła epi­de­mię eboli w Afry­ce jako "nad­zwy­czaj­ną dla zdro­wia pu­blicz­ne­go o za­się­gu mię­dzy­na­ro­do­wych". Takie uję­cie spra­wy po­zwo­li­ło przy­pusz­czać, że śmier­cio­no­śny wirus pu­sto­szą­cy Sier­ra Leone, Li­be­rię i Gwi­neę Rów­ni­ko­wą może prze­do­stać się do in­nych kra­jów - w tym Eu­ro­py.
Świat - oprócz sy­tu­acji w Afry­ce Za­chod­niej - bacz­nie ob­ser­wo­wał wy­da­rze­nia na Ukra­inie, gdzie sy­tu­acja nie ule­gła po­pra­wie. Wręcz prze­ciw­nie - w sierp­niu w Do­niec­ku do­szło do mar­szu jeń­ców wo­jen­nych, co przez obroń­ców praw czło­wie­ka zo­sta­ło okrzyk­nię­te "zbrod­nią wo­jen­ną". Spra­wa od­bi­ła się sze­ro­kim echem, a media po­rów­ny­wa­ły tę sy­tu­ację z naj­gor­szy­mi prak­ty­ka­mi na­zi­stów i ko­mu­ni­stów.
W Pol­sce sa­mo­bój­stwo po­peł­nił Sła­wo­mir Opala - były po­li­cjant i pier­wo­wzór słyn­ne­go "De­spe­ro" z se­ria­lu Pit­bull. W śro­do­wi­sku bu­dził kon­tro­wer­sje - w 2011 roku usły­szał za­rzu­ty udzia­łu w zor­ga­ni­zo­wa­nej gru­pie prze­stęp­czej o cha­rak­te­rze zbroj­nym, w wię­zie­niu prze­sie­dział 2,5 roku. Wol­ność od­zy­skał w 2013 roku. Nie wia­do­mo, czym zaj­mo­wał się przez ostat­nie dwa mie­sią­ce życia.
Czym żyła Polska i świat w 2014 roku? (slajd 8 z 12)

Slajd

Eliminator Slajdów

Wrzesień 2014: nowy rząd i MŚ w siatkówce
Foto: AFP
Wrzesień 2014: nowy rząd i MŚ w siatkówce
We wrze­śniu - w związ­ku z dy­mi­sją Do­nal­da Tuska - pre­mie­rem RP zo­sta­ła Ewa Ko­pacz. Jesz­cze przed za­przy­się­że­niem no­we­go ga­bi­ne­tu wiele mó­wi­ło się o jego skła­dzie. Nowa pre­mier osta­tecz­nie za­sko­czy­ła kil­ko­ma wy­bo­ra­mi.
W nowym rzą­dzie Ewy Ko­pacz nie zna­la­zło się miej­sce dla Ra­do­sła­wa Si­kor­skie­go. Były mi­ni­ster spraw za­gra­nicz­nych osta­tecz­nie zo­stał Mar­szał­kiem Sejmu, jed­nak do dziś wy­da­je się, że nie jest za­do­wo­lo­ny z ta­kie­go ob­ro­tu spraw. Jego miej­sce w MSZ zajął Grze­gorz Sche­ty­na, który jesz­cze kilka ty­go­dni wcze­śniej (ze wzglę­du na kon­flikt z Do­nal­dem Tu­skiem) nie mógł li­czyć na taką szan­sę.
Ze swo­imi sta­no­wi­ska­mi po­że­gna­li się rów­nież m.​in. Elż­bie­ta Bień­kow­ska (wy­bra­ła ka­rie­rę w Ko­mi­sji Eu­ro­pej­skiej), Bar­tło­miej Sien­kie­wicz i Marek Bier­nac­ki. Ich miej­sca za­ję­li od­po­wied­nio: Maria Wa­siak, Te­re­sa Pio­trow­ska i Ce­za­ry Gra­bar­czyk. Szcze­gól­nym za­sko­cze­niem były no­mi­na­cje dla bli­żej nie­zna­nych w me­diach Wa­siak i Pio­trow­skiej.
Prace nad nowym rzą­dem zbie­gły się w cza­sie z inną ważną in­for­ma­cją dla ty­się­cy Po­la­ków. Pod­czas szczy­tu NATO w New­port usta­lo­no, że na te­ry­to­rium Pol­ski po­wsta­nie "szpi­ca", która bę­dzie w sta­nie bar­dzo szyb­ko re­ago­wać na za­gro­że­nia.
21 wrze­śnia w ka­to­wic­kim Spodku odbył się or­ga­ni­zo­wa­ny przez Po­la­ków finał mi­strzostw świa­ta w siat­ków­ce. Go­spo­da­rze nie po­zo­sta­wi­li złu­dzeń eki­pie Bra­zy­lii (zwy­cięz­com trzech po­przed­nich im­prez) i zwy­cię­ży­li 3:1. Im­pre­za zo­sta­ła bar­dzo do­brze przy­ję­ta przez pol­skich ki­bi­ców, a finał (jako jeden z nie­licz­nych me­czów Po­la­ków, trans­mi­to­wa­ny w od­ko­do­wa­nym pa­śmie) przy­cią­gnął przed te­le­wi­zo­ry mi­lio­ny ki­bi­ców.
Czym żyła Polska i świat w 2014 roku? (slajd 9 z 12)

Slajd

Eliminator Slajdów

Październik 2014: śmierć Przybylskiej i tragedia w Katowicach
Foto: PAP - Adam Warżawa/PAP - Andrzej Grygiel/AFP
Październik 2014: śmierć Przybylskiej i tragedia w Katowicach
W paź­dzier­ni­ku po dłu­giej walce z no­wo­two­rem zmar­ła ak­tor­ka Anna Przy­byl­ska. Wia­do­mość o jej śmier­ci zszo­ko­wa­ła całą Pol­skę. Wy­ra­zy współ­czu­cia po śmier­ci ak­tor­ki wy­ra­ża­li jej ko­le­dzy po fachu, osoby pu­blicz­ne i in­ter­nau­ci. Anna Przy­byl­ska osie­ro­ci­ła trój­kę dzie­ci. Była żoną zna­ne­go pił­ka­rza Ja­ro­sła­wa Bie­niu­ka. In­for­ma­cja o śmier­ci Przy­byl­skiej nie była je­dy­ną, z jaką mu­sie­li po­go­dzić się Po­la­cy. W wy­bu­chu gazu w ka­mie­ni­cy w Ka­to­wi­cach zgi­nę­ła para dzien­ni­ka­rzy: Bry­gi­da Frosz­tę­ga-Kmie­cik (TVP) i Da­riusz Kmie­cik (TVN), a także ich dziec­ko.
Na świe­cie naj­waż­niej­szym wy­da­rze­niem było przy­zna­nie Po­ko­jo­wej Na­gro­dy Nobla - jej lau­re­ata­mi zo­sta­li dzia­łacz na rzecz praw dzie­ci w In­diach Ka­ilash Sa­ty­ar­thi i pa­ki­stań­ska na­sto­lat­ka, która prze­ży­ła atak ta­li­bów Ma­la­la Yousa­fzai.
Wpad­kę - i to o cha­rak­te­rze mię­dzy­na­ro­do­wym - za­li­czył Ra­do­sław Si­kor­ski. por­tal Po­li­ti­co opu­bli­ko­wał tekst, w któ­rym przy­to­czo­no wy­po­wie­dzi by­łe­go pol­skie­go mi­ni­stra spraw za­gra­nicz­nych. Wy­ni­ka­ło z nich, że w 2008 roku w Mo­skwie ów­cze­sny pre­mier (dziś pre­zy­dent) Rosji Wła­di­mir Putin miał pro­po­no­wać pre­mie­ro­wi Do­nal­do­wi Tu­sko­wi po­dział Ukra­iny. Spra­wa roz­pę­ta­ła burzę, a sta­no­wi­sko Si­kor­skie­go było przez jakiś czas (nie po raz ostat­ni w tym roku) za­gro­żo­ne.
Co ważne - w paź­dzier­ni­ku za­twier­dzo­no skład nowej Ko­mi­sji Eu­ro­pej­skiej. Wśród jej człon­ków zna­la­zło się miej­sce dla Elż­bie­ty Bień­kow­skiej, która prze­ję­ła tekę ko­mi­sarz ds. rynku we­wnętrz­ne­go, prze­my­słu, przed­się­bior­czo­ści i sek­to­ra ko­smicz­ne­go.
Czym żyła Polska i świat w 2014 roku? (slajd 10 z 12)

Slajd

Eliminator Slajdów

Listopad 2014: wybory samorządowe i Marsz Niepodległości
Foto: AFP
Listopad 2014: wybory samorządowe i Marsz Niepodległości
Li­sto­pad był mie­sią­cem wy­bor­czym - Po­la­cy wy­bra­li no­wych pre­zy­den­tów, bur­mi­strzów i rad­nych, a Ame­ry­ka­nie kon­gres­me­nów. W Pol­sce wy­bo­ry sa­mo­rzą­do­we wy­gra­ło Prawo i Spra­wie­dli­wość, które wy­prze­dzi­ło Plat­for­mę Oby­wa­tel­ską i Pol­skie Stron­nic­two Lu­do­we. Naj­więk­szą nie­spo­dzian­ką jest wynik lu­do­wców, któ­rzy wy­gra­li w czte­rech wo­je­wódz­twach, a do zwy­cięz­ców stra­ci­li w skali kraju nie­wie­le ponad 3 punk­ty pro­cen­to­we.
Z takim wy­ni­kiem wy­bo­rów nie zga­dza­ją się jed­nak ani po­li­ty­cy zwy­cię­skiej par­tii, ani pra­wi­co­we media. Wszyst­ko za spra­wą dzia­łal­no­ści Pań­stwo­wej Ko­mi­sji Wy­bor­czej, błę­dów pod­czas li­cze­nia gło­sów i opóź­nie­nia w ogło­sze­niu wy­ni­ków.
Naj­więk­szą nie­spo­dzian­ką wy­bor­czą była po­raż­ka urzę­du­ją­ce­go pre­zy­den­ta Ry­szar­da Gro­bel­ne­go w wy­bo­rach w Po­zna­niu (po­ko­nał go Jacek Jaś­ko­wiec), a także zwy­cię­stwo Ro­ber­ta Bie­dro­nia w Słup­sku. Suk­ces Bie­dro­nia - pierw­sze­go posła w hi­sto­rii Sejmu, który jest za­de­kla­ro­wa­nym gejem - odbił się sze­ro­kim echem na całym świe­cie.
W wy­bo­rach do ame­ry­kań­skie­go Kon­gre­su wy­gra­li Re­pu­bli­ka­nie, któ­rzy umoc­ni­li swoją po­zy­cję w Izbie Re­pre­zen­tan­tów i prze­ję­li kon­tro­lę nad Se­na­tem.
To jed­nak nie wszyst­ko. W li­sto­pa­dzie Eu­ro­pej­ska Agen­cja Ko­smicz­na (ESA) po­in­for­mo­wa­ła, że sonda Ro­set­ta z po­wo­dze­niem wy­pu­ści­ła lą­dow­nik w kie­run­ku ko­me­ty 67P/Chu­ry­umov-Ge­ra­si­men­ko. To wy­da­rze­nie prze­szło do hi­sto­rii jako pierw­sza próba osa­dze­nia urzą­dze­nia ba­daw­cze­go na po­wierzch­ni ko­me­ty.
W War­sza­wie – jak co roku – prze­szedł Marsz Nie­pod­le­gło­ści. Bi­lans im­pre­zy? 276 osób do­pro­wa­dzo­nych na po­li­cję, kil­ka­dzie­siąt ran­nych, w tym 23 po­li­cjan­tów oraz 24 osoby cy­wil­ne. Po­zo­sta­łe wy­da­rze­nia upa­mięt­nia­ją­ce od­zy­ska­nie nie­pod­le­gło­ści przez Pol­skę prze­bie­gły spo­koj­nie.
Czym żyła Polska i świat w 2014 roku? (slajd 11 z 12)

Slajd

Eliminator Slajdów

Grudzień 2014: Tusk na czele RE i kolejny zaginiony samolot
Foto: AFP/Reuters
Grudzień 2014: Tusk na czele RE i kolejny zaginiony samolot
Gru­dzień roz­po­czął się ofi­cjal­nym prze­ję­ciem obo­wiąz­ków szefa Rady Eu­ro­pej­skiej przez Do­nal­da Tuska. Pod­czas in­au­gu­ra­cyj­nej uro­czy­sto­ści Tusk mówił po an­giel­sku. To szcze­gól­nie cie­ka­we, bo trzy mie­sią­ce wcze­śniej mówił, że nie zna tego ję­zy­ka do­sta­tecz­nie, jed­nak obie­cał po­pra­wę. Ko­men­ta­to­rzy zgod­nie oce­ni­li, że były pol­ski pre­mier po­czy­nił spore po­stę­py.
To jed­nak nie in­au­gu­ra­cja Tuska, a opu­bli­ko­wa­nie ra­por­tu ame­ry­kań­skie­go Se­na­tu nt. dzia­łań CIA było naj­waż­niej­szym wy­da­rze­niem mie­sią­ca. Ta spra­wa mocno do­ty­czy­ła rów­nież Po­la­ków, bo osta­tecz­nie po­twier­dzi­ła ist­nie­nie taj­nych wię­zień na te­ry­to­rium Pol­ski.
Nie­dłu­go po tym wy­da­rze­niu Stany Zjed­no­czo­ne wzno­wi­ły - po ponad 50 la­tach - sto­sun­ki dy­plo­ma­tycz­ne z Kubą. Taka de­cy­zja ozna­cza zde­cy­do­wa­ny zwrot w do­tych­cza­so­wej po­li­ty­ce USA, a także cią­gnie za sobą roz­luź­nie­nie re­stryk­cji dot. po­dró­ży i han­dlu.
Waż­nym wy­da­rze­niem było rów­nież za­prze­sta­nie prac dot. bu­do­wy ga­zo­cią­gu South Stre­am. Taką de­cy­zję pod­jął pre­zy­dent Rosji Wła­di­mir Putin. Winą obar­czył jed­nak Ko­mi­sję Eu­ro­pej­ską, która - w jego opi­nii - pre­zen­to­wa­ła nie­kon­struk­tyw­ne sta­no­wi­sko w tej spra­wie.
W ostat­nich dniach mie­sią­cach za­gi­nął ko­lej­ny sa­mo­lot. Tym razem cho­dzi o Air­bu­sa A-320-200 ma­le­zyj­skie­go prze­woź­ni­ka AirA­sia. Ma­szy­na znik­nę­ła z ra­da­rów zaraz po tym, jak pilot po­pro­sił o moż­li­wość wznie­sie­nia się na wyż­szy pułap, ze wzglę­du na złą po­go­dę. Po­szu­ki­wa­nia nadal trwa­ją.

czwartek, 25 grudnia 2014

Pożegnanie z pięknym człowiekiem i wielkim artystą

Barbara Hollender 24-12-2014, ostatnia aktualizacja 24-12-2014 16:07

fot. Kuba KamińskiFotorzepa

Wiedzieliśmy, że to się stanie. Że jest coraz gorzej. Że pomóc może już tylko cud. Od kilku tygodni telefon Krzysztofa był wyłączony, a na Skypie, gdzie zawsze, przez lata, można było przeczytać „Dostępny", pojawił się napis: „Zaraz wracam". Więc tak.

Wiedzieliśmy, że Krzysztof odchodzi. Ale gdzieś zawsze tli się jakaś iskierka nadziei. Cuda? Zdarzają się przecież. Jeszcze myśleliśmy: „Jest". Dzisiaj stało się to nieodwracalne. Krzysztof Krauze umarł. W dniu wigilijnym.Zobacz galerię zdjęć

Kim był? Fantastycznym artystą. Człowiekiem, który zostawił nam „Dług", „Plac Zbawiciela", „Mojego Nikifora", „Papuszę". Kiedyś mi powiedział: „W jakimś momencie człowiek powinien sobie zadać pytanie: Kim jestem? Zedrzeć z siebie maski, pozbyć się złudzeń. Bo iluzje na własny temat są absorbujące i wyczerpujące. Szkoda tracić na nie energię. I czas, którego tak naprawdę człowiek nie ma zbyt dużo.

Krzysztof stale starał się dowiedzieć, kim jest. Ale wiedział na pewno kim nie jest. Bo nie był, nie chciał być reżyserem-rzemieślnikiem. Stawał za kamerą tylko wtedy, gdy miał coś do powiedzenia — zwykle o tych słabszych, którzy sami nie mieli siły krzyczeć. Powtarzał, że filmy robi się „w obronie". Ludzi, spraw, wartości. Dlatego nie robił filmów o nowobogackich biznesmenach, tylko o tych, którzy idą przez życie z trudem.

Był w tym wszystkim prawdziwy. Sam też nigdy nie gonił za pieniędzmi, sławą. To nie było dla niego najważniejsze. Zwłaszcza, że trafił na kobietę, która tę jego niechęć do współzawodnictwa zaakceptowała, a nawet wzmocniła wnosząc do jego życia harmonię i ciepło. Z Joasią Kos-Krauze poznali się w czasie zdjęć do „Długu", pobrali tuż przed pierwszym klapsem „Mojego Nikifora", do którego pisali już razem scenariusz. Kolejne filmy wspólnie przygotowali i reżyserowali. Joasia była od Krzysztofa młodsza o pokolenie, ale tego się nie czuło. Tworzyli piękną parę, czasem się kłócili, bo oboje byli silnymi osobowościami, ale było między nimi coś, co zdarza się rzadko — wzajemny szacunek, pewność, że mogą na siebie liczyć, zdolność do poświęcenia. I Joanna potrafiła być z Krzysztofem do końca. Wiernie, z oddaniem i miłością. Tak, jak trzeba być z człowiekiem, który gaśnie i odchodzi. Mądra i świadoma, zapewniła Krzysztofowi godną śmierć. Był nawet taki moment, gdy po rozmowach z lekarzami, zadzwoniła do kilkorga najbliższych przyjaciół Krzysztofa: „To jest czas pożegnania" — powiedziała. Był początek października. Joanna wiedziała, że guz, który zabrał Krzysztofowi smak i wzrok w jednym oku, będzie coraz bardziej zachłanny.

Kiedy się poznali Krzysztof Krauze (rocznik 1953) miał już za sobą kawał życia. Syn znanego warszawskiego adwokata i aktorki, skończył wydział operatorski. Ale nie chciał robić zdjęć, myślał o reżyserii. Przeżył czas stanu wojennego, potem za tę chwilę wolności zapłacił kilkoma latami emigracji. Ale wrócił do kraju, w 1984 roku zrealizował ważny dokument „Jest" o pielgrzymce ze wsi Zbrosza Duża spod Grójca na spotkanie z papieżem. Cztery lata później zadebiutował w fabule „Nowym Jorkiem, czwartą rano" — zrobioną z przymrużeniem oka historią bufetowej z prowincji, która marzy o życiu w Ameryce. Dostał nagrodę za debiut, ale sam uznał ten film za porażkę. Przez 8 lat nie stanął za kamerą. Ale mówił: „Wszystko w życiu człowieka dzieje się po coś. Zacząłem rozumieć, dlaczego wyszedł mi „Jest". Tam było dotknięcie prawdy. I to jedyna droga. Trzeba się do tej prawdy dogrzebywać.


Następny jego film „Gry uliczne" (1996) były właśnie próbą dojścia do prawdy o śmierci Stanisława Pyjasa, studenckiego opozycyjnego działacza, który zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w 1977 roku. I znów Krauze dostał lekcję — pomyślał, że niepotrzebnie ten film wystylizował udziwniając filmowy język, że trzeba opowiadać najprościej, jak się da.

Trzy lata później „Dług", za który dostał gdyńskie Złote Lwy zrobił już najskromniejszymi środkami. Oparta na autentycznych zdarzeniach opowieść o morderstwie popełnionym przez młodych inteligentów na gangsterze, który ich szantażował, o strachu, o wciągającej spirali zła, o bezsilności ludzi i wymiaru sprawiedliwości — poraziła widzów. Miała w sobie nieobojętność i świeżość spojrzenia, a jednocześnie bezlitosną prawdę o czasach, w których dawne wartości zaczął zastępować kult pieniądza.

Potem już były obrazy, które mógł zrobił tylko on, z tą swoją niebywałą wrażliwością, wspierany jeszcze przez Joannę. „Mój Nikifor" o samotnym, domorosłym artyście, który osiągnął całkowitą wolność — od świata, sukcesu, opinii innych, własnych pragnień. Ale też o przyjaźni i poświęceniu. „Plac Zbawiciela", gdzie pokazał dramat, który toczył się tuż obok nas, za ścianą. Nikogo w tym filmie nie winił, nie oskarżał. Bo przecież bohaterowie tej tragedii nie byli źli. Może tylko za słabi, by stawić czoła trudom życia.

I wreszcie „Papusza" — dzieło, które wwierca się w podświadomość, wciąga bez reszty, nie pozwala na wystawianie łatwych cenzurek. Opowieść o cygańskiej poetce — o inności, o szukaniu własnej tożsamości, o przynależności do grupy i cenie za uprawianie sztuki, o wykluczeniu i klątwie, która może zawisnąć nad człowiekiem. Ale też o zdradzie i lojalności. O miłości. I o ginącym świecie.

Te ostatnie filmy były już jakby wyrwane chorobie, z którą walczył od lat. O nowotworze dowiedział się podczas montażu „Placu Zbawiciela". Pokonał go, chyba nawet trochę zbagatelizował. Ale on wrócił. Znów chemia, leczenie — tym razem w Republice Południowej Afryki i codzienna porcja leków pozwalająca żyć i pracować. Kiedy Krzysztof zrozumiał, że nie jest w stanie choroby pokonać, nauczył się z nią żyć. Próbował ją oswoić, czasem z niej żartował. Cały czas obecny w życiu przyjaciół. Ale ten ostatni atak, w maju tego roku roku, był już bardzo poważny. Napisał wtedy do „Gazety Wyborczej" poruszający tekst o prawie do eutanazji i godnej śmierci. Ale przecież strasznie chciał żyć. Wierzył, że jeszcze się uda. Do dzisiaj trzymam w swojej poczcie maila: „Basiu, chwilowo zacieram fotonową gumką myszką przerzuty, idzie mi całkiem dobrze, czekają mnie jeszcze trzy sesje na początku lipca. Pozdrawiam Was z krainy dobrych dobrych myśli. " Niemal do ostatnich chwil czytał, oglądał filmy, pracował. Coraz słabszy. Przerzuty, pogarszające się po chemii wyniki badań krwi, dolegliwości popromienne, czasem drobny sukces — bo wzrosła ilość krwinek czerwonych, bo wrócił wzrok, który z powodu ucisku guza stracił w jednym oku. Bo słabiutki, pojechał na plan kolejnego filmu o Ruandzie, który robili razem z Joanną.


Cierpiał. Ale był. Niezwykły. Ja wiem, że tak często pisze się o tych, którzy odeszli. Ale on naprawdę był człowiekiem nietuzinkowym. Piekielnie wrażliwym. Odbierającym świat każdą komórką ciała. I do tego ta fura życzliwości. Kompletnie pozbawiony zazdrości, potrafił cieszyć się sukcesami innych.

Krzysztof Krauze miał zawsze własny świat, ale też interesował się sprawami środowiska filmowego. Był w nim potwornie ważny. Jego zdanie liczyło się. I nie tylko zdanie. Także spokój, mądrość, pogoda ducha. A poza tym ilu mamy dzisiaj wielkich artystów?

Więc zostaje bunt. Żal. Dlaczego? Tylko 61 lat? Dlaczego tak wcześnie? Dlaczego zawsze odchodzą najlepsi? Zostawiając po sobie taką wyrwę w naszym świecie? Patrzę na Skype'a. Jeszcze ciągle widzę tę żółtą chmurkę: „Zaraz wracam". A przecież wiem, że już nie wróci. Nie umiem myśleć, że go nie ma.

Dzisiaj myślę o rozmowie, jaką odbyliśmy w lipcu tego roku. Przypomniałam mu, że przed laty, gdy pytałam go co w życiu jest najważniejsze, odpowiedział: „Miłość". „Co byś dzisiaj powiedział? " — spytałam. Po chwili milczenia, odparł: „I dalej będę się tego trzymał. Miłość to jedyne lekarstwo na życie. Uśmiech, życzliwość są jak transfuzja krwi. A poczucie odpowiedzialności za drugiego człowieka i obdarowywanie go własnym czasem? Nie ma niczego piękniejszego".

Tak Cię, Krzysiu, zapamiętam.