sobota, 29 sierpnia 2015

Niemiec na czele naszych pancerniaków


 
22.08.2015
 
aktualizacja: 22.08.2015, 14:07
Czołg Leopard 2A5. Fot. Bundeswehr Photos/ lic. CC BY 2.0
foto: Wikimedia Commons

Polski oficer będzie dowodził niemieckim batalionem czołgów, a niemiecki – polskim.

Podporządkowanie polskiego batalionu 34. Brygady Kawalerii Pancernej z Żagania niemieckiemu dowódcy oraz batalionu 41. Brygady Grenadierów Pancernych z Tollense-Kasern naszemu oficerowi to najważniejszy w tej chwili projekt współpracy wojskowej obu krajów.

3 września w Brandenburgii szefowie inspektoratów wojsk lądowych Polski i Niemiec podpiszą wstępną umowę o wzajemnej współpracy pomiędzy tymi jednostkami.

– W przyszłym roku rozpocznie się szkolenie – zapowiada ppłk. Marek Pietrzak z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Obydwie jednostki gotowość bojową mają osiągnąć w ciągu trzech lat.

Co ważne, te wydzielone bataliony (każdy będzie liczył po ok. 300 żołnierzy i ok. 50 ciężkich maszyn), chociaż dowodzone przez cudzoziemców, nie zmienią swojej siedziby. Polski nadal będzie stacjonował w Żaganiu. Wojskowi ustalili, że z Niemcami będzie współpracował batalion wyposażony w najnowsze czołgi Leopard 2A5, Niemcy wyznaczyli zaś batalion zmechanizowany, którego główne uzbrojenie stanowią bojowe wozy piechoty Marder.

Żołnierze z tych jednostek będą uczestniczyli we wspólnych szkoleniach, a także ćwiczeniach w Niemczech i Polsce. Zdaniem ppłk. Marka Pietrzaka wydzielenie tych batalionów „to nowatorskie rozwiązanie, którego do tej pory nie stosowaliśmy w kontaktach z żadnym innym krajem". – Oznacza to początek nowego rozdziału we współpracy wojskowej Polski i Niemiec – dodaje.

Na podobnych zasadach Niemcy współpracują obecnie z Holendrami i Francuzami. Chociaż nikt tego głośno nie mówi, w przyszłości tego typu współpraca może skutkować (oczywiście, o ile będzie taka wola polityczna) utworzeniem jednostki polsko-niemieckiej. Możliwa jest też współpraca tych batalionów np. w czasie wspólnych misji w innych krajach.

Czy chcesz otrzymać nawet 170 zł zwrotu gotówki za zakup drukarki OKI?

Impulsem do zacieśniania współpracy wojskowej Warszawy i Berlina stały się zeszłoroczny szczyt NATO w Walii i spotkania ministrów obrony Polski i Niemiec.

Podczas październikowej wizyty wicepremiera Tomasza Siemoniaka w Berlinie, szefowie resortów podpisali list intencyjny dotyczący rozszerzenia współpracy wojskowej. Minister obrony Republiki Federalnej Ursula von der Leyen określiła list jako „kamień milowy w umacnianiu współpracy sił lądowych".

W przyszłym roku minie 25 lat od nawiązania ścisłych kontaktów wojskowych z Bundeswehrą. Już w 1995 r. odbyły się pierwsze wspólne ćwiczenia wojskowe „Pancerne skrzydła". Od tego czasu wielokrotnie żołnierze obu krajów uczestniczyli we wspólnych manewrach. Polacy studiują też w Akademii Dowodzenia Bundeswehry, a Niemcy w naszej Akademii Obrony Narodowej.

Warto przypomnieć, że najnowsze czołgi, jakimi dysponuje polska armia zostały kupione za zachodnią granicą. Polscy pancerniacy mają do dyspozycji 250 czołgów Leopard 2A4 (starszego typu) i nowszych typu 2A5 (w sumie mamy około tysiąca czołgów, ale te niemieckie są najnowocześniejsze).

Nasza armia uczestniczy obecnie w tworzeniu polsko-litewsko-ukraińskiej brygady. Z kolei na morzu powinniśmy, zdaniem ekspertów, współdziałać ściśle z krajami skandynawskimi. Według komandora rezerwy Artura Bilskiego, byłego oficera Korpusu NATO ze Szczecina, warto się zastanowić, czy Marynarka Wojenna nie powinna w większym zakresie współpracować np. ze Szwecją. – Można byłoby tworzyć wspólne załogi okrętów, a także wspólnie eksploatować, bardzo drogie, okręty – uważa komandor Bilski.

Polacy zabici siekierami. Koniec śledztwa IPN


 
31.07.2015
 
aktualizacja: 31.07.2015, 14:28
Podkarpacka wieś Bukowsko po atakach UPA, 1946 r.
foto: Muzeum Historyczne w Sanoku

IPN zakończył śledztwo w sprawie okrutnej zbrodni popełnionej przez Ukraińcach na Podolu. Ofiarami byli polscy mieszkańcy wsi Majdan.

Pion śledczy szczecińskiego oddziału IPN zakończył śledztwo w sprawie zbrodni popełnionej 23 sierpnia 1943 r. w miejscowości Majdan w dawnym powiecie Kamień Koszyrski na Polesiu.

Jak ustalił IPN wieś ta była zamieszkała przez osoby narodowości polskiej i ukraińskiej, przy czym większość rodzin stanowili Polacy. Były również małżeństwa mieszane.

Przed wybuchem II wojny światowej stosunku sąsiedzkie pomiędzy Polakami i Ukraińcami zarówno we wsi Majdan jak i miejscowości okolicznych układała się bardzo dobrze. Po wybuchu wojny uległy one jednak zasadniczej zmianie. „Jeszcze przed zajściem z dnia 23 sierpnia sierpniem 1943 r. mieszkańcy wsi Majdan po nocach ukrywali się przed nacjonalistami ukraińskimi w lesie w obawie o swoje życie. W tym czasie zdarzały się napady na inne polskie wsie w trakcie których ginęli Polacy" – opisują historycy IPN.

Rano 23 sierpnia 1943 r. wioskę otoczyli nacjonaliści ukraińscy. „Mieszkańcy wsi zostali zgromadzeni w miejscowej szkole pod pozorem zebrania. Następnie ok. 10 mężczyzn zabrano ze szkoły i zaprowadzono do zabudowań gospodarczych Antoniego Z. Tam w stodole polecono im wykopać dół, a następnie przyprowadzano po kilku mieszkańców i po zadaniu śmiertelnych ciosów ostrymi narzędziami ciała ofiar wrzucano do wykopanego dołu. W stosunku do osób, które chciały uciec użyto broni palnej" – opisuje śledczy IPN.

Po zamordowaniu mieszkańców wioska została ograbiona i spalona wraz ze stodołą w której spoczywały zwłoki pomordowanych osób. Osoby które przeżyły zajście uciekły z partyzantami pod dowództwem ppłk Kunickiego.

„Z zebranego w sprawie materiału dowodowego w sposób jednoznaczny wynika, iż dokonane zbiorowe zabójstwo miało podłoże narodowościowe. Celem sprawców była eliminacja ludności narodowości polskiej zamieszkałej na tym terenie" – nie ma wątpliwości prokurator IPN.

Czy chcesz otrzymać nawet 170 zł zwrotu gotówki za zakup drukarki OKI?

Jednak nie udało mu się ustalić sprawców dokonanych mordów. Dlatego śledztwo zostało umorzone.

Wcześniej prokurator IPN w Szczecinie podjął podobne decyzje w sprawie zabójstwa około 100 mieszkańców wsi Kolonia Rejmontówka oraz co najmniej 183 mieszkańców Lubieszowa, które też znajdowały się w powiecie Kamień Koszyrski. Do tych zbrodni doszło 9 listopada 1943 r.

Jak ustalił śledczy mieszkańcy tych wsi zostali zamordowani przy wykorzystaniu ostrych narzędzi (m.in. siekier, noży, drewnianych maczug) oraz broni palnej, a także spaleni żywcem w budynku mieszkalnym przez Ukraińców z lubieszowskiej i moroczańskiej placówki UPA w której działali m. in. Danyło Jurko, Konstantin Szołomickij, mężczyzna o nazwisku Duna, Iwan Jurko, Andrij Jurko, Archip Harasz, Jakow Jurko. W tym przypadku śledztwo zostało umorzone wobec śmierci sprawców zbrodni.

Pomimo tych decyzji pion śledczy IPN prowadzi około 30 śledztw związanych ze zbrodniami dokonanymi przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach.

Najwięcej takich postępowań prowadzi wrocławski oddział IPN. Śledczy poszukuje m.in. pokrzywdzonych lub świadków zbrodni dokonanych w latach 1939 – 45 przez nacjonalistów ukraińskich na terenie dawnych powiatów Czortków i Kopyczyńce (w dawnym województwie tarnopolskim Rzeczpospolitej). Śledztwo dotyczy „zbrodni ludobójstwa na obywatelach polskich w celu wyniszczenia w części polskiej grupy narodowej".

Najczęściej śledztwa prowadzone przez IPN dotyczą zbrodni dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach, ale nie tylko - jedno z nich dotyczy też zabójstw dokonywanych przez Ukraińców - członków niemieckiej Dywizji Waffen – SS Galizien (chodzi o zabójstwa w Iwoniczu i Moderówce). IPN bada też wydarzenia, których ofiarami byli Ukraińcy. Prowadzi śledztwo dotyczące masakry na cywilnej ludności ukraińskiej dokonanej przez Polaków we wsiach Pawłokoma oraz Piskorowice, a także znęcania się nad Ukraińcami podejrzewanymi o członkowstwo w UPA przez polskie, komunistyczne organy bezpieczeństwa.

IPN zakłada, że zbrodnie, których dopuszczono się wobec ludności polskiej na Kresach noszą znamiona zbrodni ludobójstwa i nie podlegają przedawnieniu. Śledztwa takie trwają po kilka, kilkanaście lat. Zwykle kończą się umorzeniem z powodu nie wykrycia sprawców zbrodni, lub po stwierdzeniu że oni już nie żyją.

Pion śledczy IPN ciągle poszukuje też dokumentów i świadków tych wydarzeń. Polscy prokuratorzy współpracują też z ukraińskim odpowiednimi IPN. Występują o dokumenty do strony ukraińskiej i zwykle je otrzymują. Chociaż niektórzy śledczy przyznają, że odpowiedź na zadawane pytania nie zawsze jest pełna.

W tej chwili piony śledcze IPN badają m.in. zbrodnie popełnione na terenie byłego powiatu przemyskiego w latach 1944-1947, powiatu sanockiego w latach 1943 – 1947, powiatu Lesko w latach 1943-1947, Rawa Ruska i Tomaszów Maz. w latach 1942-1945, powiatów: Podhajce, Przemyślany, Brzeżany i Buczacz, woj. tarnopolskiego, w latach 1939 - 1945 oraz na terenie powiatów Lwów i Bóbrka.

Olbrzymie wielowątkowe śledztwo prowadzi teraz pion śledczy lubelskiego oddziału IPN. Dotyczy ono ludobójstwa popełnionego na terenie byłego województwa wołyńskiego w latach 1939 - 1945 przez nacjonalistów ukraińskich. Jak szacuje IPN na Wołyniu zamordowanych zostało 60 - 80 tysięcy Polaków. Dziesiątki tysięcy, którym udało się przeżyć, zostało zmuszonych do ucieczki.

200 tysięcy Brazylijczyków domagało się ustąpienia Dilmy Rousseff

Agnieszka Kazimierczuk, 
16.08.2015
 
aktualizacja: 16.08.2015, 22:36

W niedzielę od rana przeciwnicy prezydent Dilmy Rousseff gromadzili się na ulicach w 16 z 27 stanów Brazylii, by żądać jej ustąpienia w związku z wykryciem wielkiej afery korupcyjnej w Petrobrasie. W protestach wzięło udział 200 000 osób; w samej stolicy 25 000.

Agencja AP określiła rozmiary protestów ulicznych w depeszy z dawnej stolicy, Rio de Janeiro, gdzie demonstrowało tylko kilka tysięcy osób, jako "skromne" w porównaniu do oczekiwań opozycji.

Podkreślała, że demonstracje były przede wszystkim protestem przeciwko korupcji w Brazylii.

Prognozy medialne dotyczące demonstracji zapowiadały udział 600 000 osób. Tyle protestowało przeciwko polityce rządu 67-letniej prezydent z centrolewicowej Partii Pracujących w kwietniu tego roku.

W stolicy, Brasilii, gdzie demonstranci zgromadzili się na rozległej promenadzie, przy której znajduje się pałac Kongresu i gmachy ministerialne, protestujący wznosili okrzyki "Precz z Dilmą", "+Nie+ korupcji".

Notowania Dilmy Rousseff, wybranej pod koniec ub. roku na drugą kadencję, spadły w najnowszych sondażach, po ogłoszeniu listy 50 skorumpowanych polityków, do poziomu 8 proc.

Brazylijski Sąd Najwyższy ma się wypowiedzieć, czy w jej kampanii prezydenckiej odegrały jakąś role pieniądze pochodzące z afery łapówkowej Petrobrasu, która kosztowała Brazylijczyków 2 miliardy dolarów.

Gdyby tak było, możliwe stałoby się anulowanie wyborów z 2014 roku i rozpisanie nowych.

Rousseff w ostatnich dniach otrzymała wsparcie polityczne ze strony przewodniczącego Senatu Renana Calheirosa, członka centrowej Partii Brazylijskiego Ruchu Demokratycznego (PMDB), dzięki czemu może liczyć na głosy części opozycji w parlamencie.

Rząd centrolewicowej Partii Pracujących i partie polityczne, które go popierają, twierdzą, że próby usunięcia pani Rousseff zmierzają do przeprowadzenia "swego rodzaju zamachu stanu".

Sama Rousseff oświadczyła, że to, iż ludzie wychodzą na ulice, aby protestować przeciwko korupcji, jest potwierdzeniem "demokratycznej normalności" w kraju.

Na wiecu swych zwolenników w ubiegłym tygodniu, zorganizowanym przez Ruch Ludzi Bezdomnych, Dilma Rousseff zapewniła: "Jeśli trzeba przykręcić śrubę tym, którym nigdy jej nie przykręcano, zrobimy to za pomocą podatków od wielkich fortun i od zysków bankowych".

Brazylijska Partia Pracujących zapowiedziała na czwartek zwołanie kilku demonstracji w obronie pani prezydent.