wtorek, 11 września 2007

ME: kolejna porażka! Zostaje tylko matematyka!


TK/inf. własna /14:26
PAP/Monika Kaczyńska
PAP
Polscy siatkarze, wicemistrzowie świata, w swoim czwartym meczu na mistrzostwach Europy w Rosji, przegrali w meczu grupy F z Finlandią 0:3 (20:25, 27:29, 21:25) i właściwie stracili szansę na walkę o medale!
Spotkanie rozpoczęło się dobrze dla naszych zawodników, którzy po dwóch dobrych atakach objęli prowadzenie 2:0. Finowie jednak szybko wyrównali. Na pierwszą przerwę techniczna oba zespoły schodziły przy prowadzeniu "Biało-czerwonych" 8:6. Podopieczni Raula Lozano utrzymywali te przewagę i podczas drugiej wizyty regulaminowej przerwy było 16:14 dla nas. Od tego momentu wicemistrzowie świata jakby stanęli w miejscu. Skuteczne ataki i bloki Finów sprawiły, że rywale wyszli na prowadzenie 18:17. Potem sukcesywnie powiększali już tylko przewagę, wygrywając pierwszą partię 25:20.

Drugi set rozpoczął się identycznie jak pierwszy od naszego prowadzenia 2:0. Następnie Finowie wyrównali 2:2, ale nam znów udało się objąć prowadzenie 4:2. Później nastąpiła jednak seria błędów w przyjęciu Piotra Gacka i na pierwszą przerwę techniczną Finowie schodzili, prowadząc 8:6. Po powrocie do gry "Biało-czerwoni" mozolnie odrabiali straty, ale udało im się. Na drugiej przerwie technicznej prowadziliśmy 16:15. Najwyraźniej wpłynęła ona dobrze na naszych zawodników, bowiem w końcu udało im się wywalczyć punkt blokiem i prowadziliśmy 18:16. Chwile potem po skutecznej akcji było już 19:16 i wtedy włoski trener kadry Finów, Mauro Berutto, poprosił o czas. I w tym wypadku skutek był natychmiastowy. Rywale doprowadzili do wyrównania 20:20. Tym razem o czas poprosił Lozano. Po powrocie do gry kolejne dwa punkty padły naszym łupem. Było 22:20. W tak ważnym momencie przewaga została jednak roztrwoniona. Finowie doprowadzili do wyrównania 22:22. Chwilę później rywale mieli piłkę setową, ale Polakom udało się wyjść na prowadzenie 25:24, ale Łukasz Kadziewicz, który był na zagrywce, trafił w siatkę. Za moment Michał Winiarski przy ataku przekroczył linię i Finowie mieli ponownie piłkę setową, na nasze szczęście Daniel Pliński skutecznie zaatakował, kolejny atak Winiarskiego był autowy i przegrywaliśmy 26:27. W tym momencie swoje umiejętności pokazał znowu Grzegorz Szymański, doprowadzając do remisu. Chwile później skuteczna akcja Finów i dotknięcie siatki przez naszych blokujących dały zwycięstwo rywalom w tym dramatycznym secie 29:27.
Po dwóch przegranych setach nasi siatkarze przestali chyba wierzyć w możliwość odniesienia zwycięstwa. Zanim ta partia się rozpoczęła przegrywaliśmy już 0:1, bowiem arbiter ukarał Pawła Zagumnego żółta kartką za dyskusje. Nasi zawodnicy wprawdzie doprowadzili do wyrównania, ale seria błędów w przyjęciu sprawiła, że rywale objęli prowadzenie 6:1. Na pierwszą przerwę techniczną schodziliśmy, przegrywając 4:8. Przewaga uzyskana na początku tego seta utrzymywała się do drugiej przerwy technicznej, na którą oba zespoły schodziły przy prowadzeniu Finów 16:12.

"Biało-czerwoni" nie zmienili jednak stylu gry i nadal nie najlepiej spisywali się w przyjęciu, co skwapliwie wykorzystywali podopieczni Berutto, wygrywając trzeciego seta 25:21 i cały mecz 3:0. To oznacza, że właściwie straciliśmy szansę na zajęcie co najmniej drugiego miejsca w grupie i tym samym na awans do półfinału. Tylko jeszcze cud mógłby dać nam prawo gry o medale, ale to są tylko czysto matematyczne kalkulacje.

Polacy to aktualni wicemistrzowie świata i druga drużyna rankingu FIVB. Finlandia zajmuje w nim 29. pozycję.

Polska - Finlandia 0:3 (20:25, 27:29, 21:25)

NFLŁ Liga za 3 miliardy dolarów

Michał Kiedrowski
2007-09-11, ostatnia aktualizacja 2007-09-11 11:12

Zobacz powiększenie
Zawodnicy Dallas Cowboys zdobyciu przyłożenia
Fot. TONY GUTIERREZ AP

Płacisz za bilet, wchodzisz na stadion. Proste? Nie wszędzie. W Ameryce samo stanie w kolejce po bilet kosztuje. Na szczęście New York Jets, którzy za oczekiwanie na sezonowy karnet każą sobie płacić 50 dolarów, to wyjątek. Większość klubów NFL "listy społeczne" prowadzi za darmo.

W najpopularniejszych klubach w najbogatszej lidze świata na całosezonowe karnety czeka się tylko trochę krócej niż na własne mieszkanie w PRL. Taki Jon Lieb, obecnie 38-letni dyrektor firmy reklamowej w Nowym Jorku, dopiero po 12 latach dostał się na stadion Jets na cały sezon. Dziś śmieje się, że jak zapisał się na listę, to był większym fanem futbolu niż teraz.

W NY Jets i tak liczba oczekujących na karnet to tylko 10 tys. kibiców (łatwo obliczyć, że klub zarabia na nich rocznie pół miliona dolarów). W takim Washington Redskins oczekiwanie na swoją kolej może potrwać całe życie. Na karnety czeka 155 tys. kibiców. Od 41 lat drużyna ze stolicy co sezon sprzedaje wszystkie bilety na sezon, choć i tak ma jeden z największych stadionów w kraju (91,7 tys. miejsc na trybunach).

Aż dziwne, że przy takiej popularności nikt nie wpadł na pomysł, aby "zarżnąć" futbolistów i kazać im - jak ich kolegom z piłki nożnej - grać przez 10 miesięcy dwa razy w tygodniu. W NFL sezon trwa ledwie 17 tygodni, a każda drużyna ma w kalendarzu tylko 16 spotkań. Za prawa do tych czterech miesięcy rozgrywek stacje telewizyjne płacą w sumie 3,1 mld rocznie. Żadna inna liga świata nie ma takiej wartości medialnej.

Fakt, to wartość głównie w Ameryce. Super Bowl (finał NFL) niemal co roku jest najbardziej oglądanym widowiskiem sportowym (poza finałem mistrzostw świata czy Europy w piłce nożnej), ale z ponad 95 milionów (średniej oglądalności) ledwie dwa miliony to widzowie spoza Stanów Zjednoczonych.

NFL chce zmieniać tę proporcję. Co prawda w tym sezonie liga zwinęła swoją europejską filię (pod nazwą NFL Europa), ale nie dlatego, że rezygnuje z ekspansji na Stary Kontynent. Po prostu wreszcie ktoś zauważył, że kibice po drugiej stronie Atlantyku doskonale wyczuwają różnicę między London Monarchs a Miami Dolphins. Gdy NFL ogłosiła, że po raz pierwszy mecz sezonu zasadniczego odbędzie się w Europie (zagrają właśnie Dolphins i New York Giants), 40 tysięcy biletów przeznaczonych do sprzedaży w pierwszym terminie rozeszło się w ciągu 90 minut. Zamówień przyszło pół miliona. Do ekspansji ośmieliły Amerykanów także doświadczenia z Meksyku. Jedyny do tej pory rozegrany poza USA mecz sezonu zasadniczego (Arizona Cardinals pokonali San Francisco 49ers 31:14) oglądało 103,4 tys. kibiców. To rekord wszech czasów NFL. Na razie nie do pobicia, bo największy stadion w lidze ma tylko... 91,7 tys. miejsc.

Pod względem liczby widzów na jednym spotkaniu NFL także bije inne ligi. W poprzednim sezonie średnia wyniosła 67,7 tys. - niemal dwa raz więcej niż na meczach piłkarskiej Premier League w Anglii (34,4 tys.)

Nic dziwnego, że wartość klubów NFL rośnie z roku na rok. W ubiegłym roku, gdy oszacował ją magazyn "Forbes", średnia dla drużyny wynosiła 898 mln dol. W ciągu ośmiu lat (pierwszą swoją listę "Forbes" ogłosił w 1998 r.) wartość NFL wzrosła o 211 proc., to 11 razy więcej niż giełdowy indeks S&P 500 grupujący 500 największych spółek notowanych na Wall Street.

W czwartek NFL rozpoczęła swój kolejny - prawdopodobnie - rekordowy sezon. Obrońcy Super Bowl - Indianapolis Colts pokonali New Orleans Saints 41:10. Payton Manning, najlepiej opłacany gracz ligi (średnia nieco ponad 14 mln dol. za sezon), popisał się trzema podaniami, po których jego koledzy z zespołu zdobyli trzy przyłożenia. Kibice z Indianapolis znów widzą swój zespół w glorii.

Piłka nożna kontra football (porównanie wartości klubów*)

1. Manchester United1 453Washington Redskins1 423
2. Real Madryt1 036New England Patriots1 176
3. Arsenal915Dallas Cowboys1 173
4. Bayern Monachium838Houston Texans1 043
5. AC Milan824Philadelphia Eagles1 024
6. Juventus567Denver Broncos975
7. Inter555Cleveland Browns970
8. Chelsea537Tampa Bay Buccaneers955
9. Barcelona535Baltimore Ravens946
10 Schalke 04471Chicago Bears945
11. Liverpool454Carolina Panthers936
12. Olympique Lyon343Miami Dolphins912
13. Newcastle United260Green Bay Packers911
14. Tottenham 243Kansas City Chiefs894
15. AS Roma 224New York Giants890
16. HSV Hamburg221Seattle Seahawks888
17. Manchester City208Tennessee Titans886
18. Borussia Dortmund199Pittsburgh Steelers880
19. Ajax Amsterdam196New York Jets876
20. Celtic Glasgow185St Louis Rams841
Źródło: listy "Forbesa" z 2007 r. (piłka nożna) i 2006 (football). Wartość w milionach dolarów

Źródło: Gazeta Wyborcza

Korwin-Mikke: Giertych jest miły, Jurka szanuję

- Bardzo mało znam tych panów, ale w trakcie rozmów Roman Giertych był bardzo miły, a pana Marka Jurka bardzo szanuję - mówił lider UPR Janusz Korwin-Mikke w TVN24.
Liga Polskich Rodzin, Unia Polityki Realnej i Prawica Rzeczypospolitej stworzyły koalicję i wspólnie wystartują we wcześniejszych wyborach parlamentarnych. Te trzy ugrupowania będą startować z list Ligi Polskich Rodzin. Komitet wyborczy tych ugrupowań będzie nosił nazwę: Liga Prawicy Rzeczypospolitej (w skrócie także LPR).

- To jest nazwa tylko na wybory - zapewniał Korwin-Mikke. Według niego prawica ma po wyborach szansę dojść do władzy.

- Przy Okrągłym Stole zostało zawarte porozumienie, że polska prawica nigdy nie zostanie dopuszczona do władzy. Teraz mamy poważne szansę na pokonanie PiS-u - powiedział Korwin-Mikke.

- Nie interesuje nas przekroczenie progu wyborczego. Mierzymy w 12 procent - stwierdził i dodał, że UPR, podobnie jak LPR - jego zdaniem - zawsze ma zaniżone sondaże. - Ludzie przestali wierzyć, że możemy wejść do Sejmu - dodał.

Przyznał, że ugrupowania różnią się w wielu sprawach, ale mają też punkty wspólne, jak sprzeciw wobec euro czy zapisów nowego Traktatu Europejskiego.

Pytany o różnice programowe, w tym spór o ochronę życia poczętego, odparł: - My nie musimy tego godzić. My w Sejmie będziemy tworzyć osobne kluby i każdy klub będzie głosował zgodnie z własnym sumieniem. Każda partia z każdą ma różne poglądy.

Na pytanie, czy lubią się z Romanem Giertychem i Markiem Jurkiem, odpowiedział, że bardzo mało ich zna, natomiast w trakcie rozmów Giertych "był niesłychanie miły, sympatyczny, bardzo się z nim rozsądnie rozmawiało; nie było podziałów partyjnych".

Jurka lider UPR ocenia jako "człowieka kryształowo uczciwego". - Jego programu w ogóle nie znam, o żadnym punkcie nie mam pojęcia. Ludzie mówią, że to jest prawica, no więc w porządku, i pewnie jest - przyznał Korwin-Mikke.

Korwin-Mikke podkreśla, że UPR nie zrezygnuje z forsowanych przez siebie postulatów, jak np. zniesienie finansowania partii z budżetu państwa: - Będziemy głosowali niezłomnie za zlikwidowaniem dopłaty. - To jest skandal, żeby zwolennik UPR musiał płacić na partię, której nienawidzi - komentował Korwin-Mikke.

UPR postuluje likwidację państwowej służby zdrowia i państwowego szkolnictwa. - Wiemy, że tego się nie da zrobić od razu. Jesteśmy realistami, ale każda wielka zmiana zaczyna się od utopii - powiedział lider UPR. - Ale dlaczego mamy decydować, jaki jest program szkoły? Od tego są rodzice. Bardzo mądrze zrobił pan Giertych, że są mundurki w szkołach, ale w każdej inne. Rodzice mają wybór.

Premier Jarosław Kaczyński jest zaskoczony, że ugrupowanie b. marszałka Sejmu Marka Jurka - Prawica Rzeczypospolitej - wystartuje w najbliższych wyborach wspólnie z Ligą Polskich Rodzin i Unią Polityki Realnej.

- Marek Jurek niezwykle ostro wypowiadał się o LPR, ale cóż, człowiek nie krowa, poglądy zmienia - powiedział premier w "Sygnałach Dnia".

Na pytanie, czy rzeczywiście przed samym rozstaniem Jurka z PiS z jego ust padły słowa: "albo wariat, albo agent" premier odpowiedział, że nie pamięta, aby coś takiego mówił do Jurka, ale rzeczywiście był "cokolwiek zdenerwowany". Dodał, że Marek Jurek otrzymał dokładnie wszystko to o co zabiegał, czyli 100-procentowe wsparcie partii dla wprowadzenia do konstytucji zapisu o ochronie życia od poczęcia.

Marek Jurek zrezygnował z członkostwa w PiS w kwietniu po tym, gdy - jak wówczas oświadczył - okazało się, że na posiedzeniu Rady Politycznej PiS nie będzie rozmowy o pracach nad zmianą konstytucji w kwestii ochrony życia oraz o głosowaniach w Sejmie w tej sprawie. Sejm 13 kwietnia nie zgodził na wprowadzenie do konstytucji zapisu o ochronie życia od poczęcia.