wtorek, 18 września 2007

Syn dowódcy wojsk lądowych wrócił z Iraku na wniosek Macierewicza

az, PAP
2007-09-18, ostatnia aktualizacja 2007-09-18 13:32

Syn Dowódcy Wojsk Lądowych por. Renart Skrzypczak wrócił wcześniej z Iraku, gdzie przebywał w ramach polskiego kontyngentu wojskowego; stało się to na wniosek Szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego Antoniego Macierewicza - potwierdził PAP we wtorek rzecznik DWL mjr Sławomir Lewandowski.

Zobacz powiekszenie
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Antoni Macierewicz
Decyzję w tej sprawie podjął minister obrony narodowej Aleksander Szczygło. Jak wynika z informacji uzyskanych ze źródeł zbliżonych do wojska, por. Skrzypczak wrócił do kraju po miesiącu, z powodu pojawiających się spekulacji o możliwym zamachu na jego życie lub próbie uprowadzenia go, co mogłoby narażać na niebezpieczeństwo nie tylko jego, ale także służących wraz z nim żołnierzy. Nieoficjalnie wiadomo, że por. Skrzypczak nie chciał wracać, ale nie pozostawiono mu wyboru.

Mjr Lewandowski zaprzeczył pojawiającym się spekulacjom, by do powrotu por. Skrzypczaka w jakikolwiek sposób przyczynił się jego ojciec, gen. Waldemar Skrzypczak.

Renart Skrzypczak pełni służbę na stanowisku zaszeregowanym do stopnia etatowego - porucznika w 1. batalionie czołgów w 10. Brygadzie Kawalerii Pancernej w Świętoszowie.

Wkrótce do Afganistanu pojedzie syn innego generała, Mieczysława Bieńka. Będzie zastępcą dowódcy grupy bojowej. - Trudno przewidzieć jaki będzie rozwój sytuacji. Wszystkie informacje służb mogące mieć wpływ na bezpieczeństwo żołnierzy są szczegółowo analizowane - podkreślił rzecznik MON Jarosław Rybak.

Majchrowski: Nie współpracowałem z SB


2007-09-18, ostatnia aktualizacja 2007-09-18 17:39

Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski oświadczył, że nie współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa, a "Gazeta Polska", w której ma się ukazać tekst na temat jego rzekomej współpracy z bezpieką od kilku miesięcy prowadzi w stosunku do niego "podłą i obrzydliwą kampanię".

Zobacz powiekszenie
Fot. Paweł Piotrowski / AG
Jacek Majchrowski
"Od kilku miesięcy "Gazeta Polska", zresztą nie tylko "Gazeta Polska" prowadzi w stosunku do mnie taką dosyć podłą i obrzydliwą kampanię" - powiedział Majchrowski. Zapowiedział, że jeśli jego prawnicy znajdą ku temu podstawy, pozwie gazetę do sądu.

Portale internetowe opublikowały we wtorek fragmenty tekstu, który ma się ukazać w środowym wydaniu "Gazety Polskiej".

"GP" pisze, że Jacek Majchrowski "lawirował w swoich kontaktach z SB", która zainteresowała się nim w marcu 1973 r. Miał w latach siedemdziesiątych XX w. donieść do SB na swoją studentkę Lilianę Batko (dziś Sonik), iż ta przekazała mu ulotkę wydaną przez demokratyczną opozycję.

Jak twierdzą dziennikarze "Gazety Polskiej" początkowo z Majchrowskim kontaktował się funkcjonariusz Wydziału III SB w Krakowie ppor. T. Baran, a następnie kontakty z Majchrowskim przejął Wydział VIII Departamentu I MSW i osobiście kpt. E. Fulczyński.

Według "GP" Majchrowski początkowo miał nosić kryptonim "Nick", a potem "Michał". Jednocześnie - jak można przeczytać na stronach internetowych "Majchrowski dbał o to, by w relacjach z SB nie przekroczyć pewnej granicy. Było to czytelne i jasne również dla SB. Dlatego mimo udokumentowanych w notatkach służbowych kontaktów Majchrowski formalnie pozostał jedynie "figurantem".

"Była próba werbunku, którą sami pracownicy SB uznali za nieudaną" - powiedział we wtorek dziennikarzom podczas briefingu Majchrowski. "Rozmawiałem dwukrotnie z panem kpt. Fulczyńskim po moim powrocie ze stypendium we Włoszech. Zadzwonił, zgłosił się, odbyłem dwie rozmowy, które są udokumentowane i gdzie jest napisane, że nie nadaję się na współpracownika" - oświadczył.

Prezydent Krakowa mówił, że "Gazeta Polska" nie po raz pierwszy pisze o jego kontaktach z SB. Jak poinformował, po jednym z tekstów zwrócił się do Rzecznika Interesu Publicznego o wyjaśnienie swojej sytuacji i uzyskał informację, że nie był tajnym współpracownikiem SB.

Majchrowski dodał, że nie pisał żadnych raportów, a jedynie rozmawiał z funkcjonariuszami. Jak powiedział nie wie, czy po tej próbie werbunku był inwigilowany przez SB, a sam nigdy nie występował do IPN o status pokrzywdzonego i własną teczkę, bo uważał "że są pewne sytuacje, w które nie należy się babrać".

"Niektóre zdania w tym artykule wyraźnie stwierdzają, że Majchrowski - jak uznali funkcjonariusze SB nie był ich informatorem. Tekst jest mieszaniną mojego życiorysu z historią SB i wywiadu" - powiedział Majchrowski.

Jak wyjaśnił, doskonale pamięta opisaną w tekście sytuację z udziałem studentki Liliany Batko. "Zdawała u mnie egzamin i kiedy już wpisałem jej ocenę i oddałem indeks wyciągnęła z teczki plik różnego rodzaju bibuły i chciała mi to wręczyć w ramach doinformowania kadry naukowej. Ja to przejrzałem, część rzeczy których nie miałem zostawiłem dla siebie, część które miałem oddałem" - opisuje Majchrowski.

Jak zaznaczył nie przekazał informacji o tym zdarzeniu kpt. Fulczyńskiemu, ale mówił o tym przy okazji rozmów z kilkoma osobami. "Były to rozmowy czy widziałeś taką broszurę, czy widziałeś taką ulotkę. W ten sposób dość szeroki krąg osób wiedział, że taka sytuacja miała miejsce i nie wykluczam, że mogło to gdzieś dotrzeć" - powiedział prezydent Krakowa.

Majchrowski wyjaśnił, że uprzedza ukazanie się "Gazety Polskiej", bo tekst pojawił się już w internecie.

Statek Polskiej Żeglugi Morskiej uratował rozbitków na Oceanie Spokojnym

az, PAP
2007-09-18, ostatnia aktualizacja 2007-09-18 14:14

Statek należący do szczecińskiego armatora Polskiej Żeglugi Morskiej - m/s "Szare Szeregi" - uratował na Oceanie Spokojnym siedmiu rozbitków.

Masowiec PŻM płynął z indonezyjskiego portu Tanjung-Bara w kierunku Malezji. Kilkanaście mil morskich od brzegu, w Cieśninie Makasar, polscy marynarze zauważyli tonącą, dryfującą jednostkę z grupą ludzi, którzy próbowali utrzymać się na nadbudówce. Rozpaczliwie wzywali pomocy. Kapitan polskiego statku nakazał zmianę kursu.

Statek szybko podpłynął do tonących, opuścił szalupę i podjął na pokład siedmiu rozbitków. Jak się okazało, byli to indonezyjscy rybacy, których kuter z niewyjaśnionych przyczyn zaczął tonąćń ś powiedział we wtorek Andrzej Grześkowiak z biura prasowego armatora. Jednostka zawróciła do portu, gdzie uratowanych rybaków przekazano do ośrodka koordynacji ratownictwa brzegowego ś dodał. Cieśnina Makasar leży między wschodnim wybrzeżem wyspy Borneo a zachodnim wybrzeżem wyspy Celebes, łączy Morze Celebes z Morzem Jawajskim.