czwartek, 15 listopada 2007

Duże spadki na GPW znów przez małe i średnie firmy

kar, ISB
2007-11-15, ostatnia aktualizacja 2007-11-15 17:47

Czwartek przyniósł lekką panikę na warszawskiej giełdzie, przede wszystkim wśród małych i średnich spółek. mWIG40 stracił 5,70 proc. i przełamał granicę 4.000 pkt, a sWIG80 stracił 4,77 proc.

Zobacz powiekszenie
- Dzisiejsza sesja miała objawy paniki, szczególnie na małych i średnich spółkach. nWIG40 przebił w dół psychologiczny poziom 4.000 pkt i aktywność sprzedających wzmocniła się - powiedział Tomasz Nowak, analityk Millennium Domu Maklerskiego.

Nowak podkreślił, że spadek indeksów GPW nie jest następstwem sytuacji na światowych giełdach, bo nastroje zarówno na rynkach w Europie, jak i Stanach Zjednoczonych były dziś dobre.

- Za te spadki w 80-proc. odpowiadają inwestorzy, którzy umarzają jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych. Trudno w tej chwili powiedzieć, czy dzisiaj był już exodus, czy czeka nas kolejna fala umorzeń- powiedział Nowak.

Dodał, że w najbliższych kilku tygodniach nie spodziewa się znaczącego ruchu warszawskiej giełdy w górę.

Najbliższe dni przyniosą lekkie odreagowanie, ale do końca roku WIG20 będzie oscylował wokół poziomu 3.300 pkt, uważają analitycy.

- W najbliższych dniach spodziewam się delikatnego odreagowania, a do końca roku WIG20 oscylującego wokół 3.300 pkt. - powiedział analityk.

W czwartek WIG20 stracił 1,75 proc. i wyniósł 3.496,34 pkt, a WIG spadło 3,11 proc. do 55.600,24 pkt. Obroty na rynku akcji wyniosły 1,95 mld zł.

Katastrofa kolejowa pod Świeciem: są zabici i ranni

mc, met, mar, asz
2007-11-15, ostatnia aktualizacja 15 minut temu

Zobacz powiększenie
Katastrofa kolejowa pod Świeciem
Fot. Paweł Szatkowski / AG Fot. Krzysztof Szatkowski / AG

Pociąg osobowy relacji Gdynia-Zielona Góra zderzył się z samochodem ciężarowym. Według wstępnych informacji, nie żyją 2 osoby, wśród nich maszynista i jeden z pasażerów. Ok. 13 jest rannych. Kierowca tira wjechał na tory mimo działającej sygnalizacji.

Zobacz powiekszenie
Fot. Paweł Szatkowski / AG Fot. Krzysztof Szatkowski / AG Zobacz powiekszenie
Fot. Paweł Szatkowski / AG Fot. Krzysztof Szatkowski / AG Zobacz powiekszenie
Fot. Paweł Szatkowski / AG Fot. Krzysztof Szatkowski / AG
Byłeś świadkiem tego wydarzenia? Wyślij nam relację lub zdjęcia na Alert24.pl

Do wypadku doszło na niestrzeżonym przejeździe kolejowym. Pociąg uderzył w samochód ciężarowy Scania, przewożący papier. Z wyjaśnień kierowcy wynika, że w chwili, gdy dojechał do przejazdu kolejowego, sygnalizacja była włączona. Mężczyzna zatrzymał ciężarówkę, a po chwili nadjechał pociąg towarowy. Gdy skład minął przejazd, sygnalizacja nadal działała, ostrzegając przed pociągiem. Kierowca uznał jednak, że dotyczy to pociągu towarowego i wjechał na tory.

Kierowca - obywatel Chorwacji - był trzeźwy, nie odniósł obrażeń. Lokomotywa po uderzeniu w naczepę wywróciła się, podobnie jak kilka wagonów.

Dwie osoby nie żyją, 13 jest rannych

Poszkodowani, którzy dotarli do szpitala w Świeciu, są w stanie średnio ciężkim. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Na miejsce skierowano dwa pociągi ratunkowe. - Poszkodowanym pomagało kilkudziesięciu ratowników. Karetki zabrały rannych do świeckiego szpitala. Tym, którzy się tylko niegroźnie poobijali, ratownicy udzielają pomocy na miejscu - mówił Mariusz Nadolny ze świeckiej policji.

Pasażerowie, którzy nie zostali ranni, wysiadali z wagonów i dochodzili do pobliskiej szosy. Tam wsiadali do specjalnie podstawianych autobusów. Trzy autobusy przewiozły podróżnych na dworzec Bydgoszcz Główna, gdzie większość z nich przesiądzie się do zastępczego pociągu do Zielonej Góry. Dziewięć autobusów zawiozło pasażerów pociągu do Świecia n. Wisłą, Grudziądza i pobliskich miejscowości.

Droga i linia kolejowa są zablokowane. Policjanci kierują ruch samochodowy objazdami przez Parlin-Gawroniec.

Ujawniono film wideo ze śmierci Polaka na lotnisku w Kanadzie

awe, met, PAP
2007-11-15, ostatnia aktualizacja 2007-11-15 12:07

Kanadyjskie media pokazały w środę film wideo z październikowego incydentu na lotnisku międzynarodowym w Vancouver, gdzie 40-letni Polak zmarł po użyciu przez policję elektrycznego paralizatora (tasera).

Jak pisze w czwartek agencja AFP, nagranie podważa twierdzenia policji kanadyjskiej, jakoby Polak zachowywał się bardzo agresywnie. Film nagrał jeden z pasażerów, który był świadkiem zajścia.

Na filmie widzimy jednak, Polak przeklina, krzyczy po polsku, grozi. Widać też, jak wali stołkiem w szybę.

Zobacz jak Polak zachowywał się przed interwencją policji:



Robert Dziekański zmarł 14 października. Według kanadyjskiej policji funkcjonariusze zastosowali taser, ponieważ mężczyzna był bardzo pobudzony: w hali przylotów lotniska rzucał krzesłami, cisnął na ziemię komputer i krzyczał w obcym języku. Mężczyzna - mówiący tylko po polsku i po raz pierwszy w życiu odbywający podróż samolotem - miał dołączyć w Kanadzie do swojej matki.

Polak nie był agresywny

Wynajęty przez matkę ofiary adwokat Walter Kosteckyj, który przekazał mediom nagranie, podkreślił w rozmowie z AFP, że film pokazuje, iż Polak w żadnym momencie nie przejawiał agresji - sprawiał tylko wrażenie bardzo przestraszonego, wycieńczonego i mówił do siebie po polsku.

Przez dziesięć godzin czekał w hali odbioru bagażu, nie umiejąc z niej wyjść i nie wiedząc co ma robić. Nikt z obecnych na miejscu pracowników lotniska nie zainteresował się wyraźnie zdezorientowanym pasażerem.

Mężczyzna kręcił się koło automatycznych drzwi, w końcu zablokował je krzesłami i stołem. Później, co zarejestrowano na filmie, podszedł do stanowiska obsługi, chwycił komputer i rzucił go na ziemię, tuż obok stojących strażników. - On mówi po rosyjsku, trzeba tłumacza - powiedział jeden z ochroniarzy.

Policja użyła paralizatora

Na filmie widać podchodzących do Polaka czterech policjantów. Gdy jeden z nich zadał pytanie, co się dzieje, Polak odwrócił się plecami i wygląda na to, że zamierzał odejść. Wówczas policjanci użyli paralizatora. Na filmie widać, jak Dziekański upada na ziemię i nieruchomieje.

Zobacz interwencję policji:



W hali przylotów przez wiele godzin czekała na niego matka. Nie mogła uzyskać nawet informacji, czy syn przyleciał, a do hali bagażowej, gdzie cały czas na nią oczekiwał, nie pozwolono jej wejść.

Mecenas Kosteckyj podkreśla, że Dziekański przez dziesięć godzin oczekiwał w hali bagażowej i "ani władze imigracyjne, ani pracownicy lotniska nie zainteresowali się i nie zapytali, w czym problem".

Po incydencie na lotnisku w Vancouver Polska zwróciła się do władz kanadyjskich o wyjaśnienie sprawy. Rząd polski poprosił też władze kanadyjskie o jak najszybsze dostarczenie wyników dochodzenia.