Rafał Stec
2007-11-23, ostatnia aktualizacja 2007-11-23 18:06
Donald Tusk w czwartek na lotnisku w Warszawie witał polskich piłkarzy wracających z Serbii. Dostał od nich koszulkę z numerem 10
Jestem wstrząśnięty. Niemal wszyscy premierzy III RP podlizywali się kibicom (oklaskując piłkarzy, siatkarzy lub Małysza), ale żaden sportem się nie zajął, a w exposé symboliczną linijkę poświęcił mu tylko Kazimierz Marcinkiewicz. Donald Tusk wygłosił całą strofę.
ZOBACZ TAKŻE
- Exposé premiera Tuska - relacja minuta po minucie (23-11-07, 08:45)
- Minister Sportu: budowa Stadionu Narodowego ruszy najwcześniej za rok (19-11-07, 13:39)
- Stadion Narodowy jednak wewnątrz Stadionu X-lecia? (18-11-07, 19:29)
SERWISY
Kiedy zaczął brawurowo przysięgać, że Euro 2012 jednak się w Polsce odbędzie, wystraszyłem się, iż potwierdzi moje najczarniejsze obawy - Ministerstwo Sportu zamieni w biuro ds. organizacji turnieju. Potem jednak zarysował wizję narodowego programu "Boisko w mojej gminie", który ma zrealizować jego rząd.
Po zwycięskim wyścigu o mistrzostwa bliźniaczy pomysł podrzucaliśmy w "Gazecie" raczej Michałowi Listkiewiczowi, który dzięki sprzyjającej koniunkturze mógłby wreszcie wykorzystać swe domniemane talenty dyplomatyczne i coś wylobbować u polityków dla piłki nożnej. Gęsta sieć boisk pokrywająca kraj to niezbędne minimum, by Euro 2012 nie stało się luksusową ekstrawagancją na ziemi jałowej, która chce za tą błyskotką schować kompletną futbolową ruinę. Dopóki nie będzie na czym grać, dopóty naszych niedouczonych piłkarzy nie zatrudnią najsłynniejsze europejskie kluby, a mistrz kraju nie będzie miał żadnych szans na Ligę Mistrzów.
Prezes PZPN, który przez lata nie robił nic, ma pole do popisu. Mam nadzieję (niestety, nikłą), że teraz w jego głowie kotłują się - nareszcie! - idee gwarantujące lepsze jutro futbolu. Niech Listkiewicz przyciśnie rządzących, niech ich wspiera i kontroluje, zainspiruje szerszą społeczną akcję promującą futbol wśród młodych. Niech w obchód po gminach ruszą legendy boisk z lat 70. i 80. Niech lobbują u samorządowców.
Nie twierdzę, że twarzą kampanii musi być Grzegorz Lato, ale do niego dodzwonić się Listkiewiczowi zapewne łatwo - to jego podwładny, członek zarządu PZPN. Parlamentarną kadencję przebumelował, po porażce w ostatnich wyborach odżył i z pasją krytykuje Leo Beenhakkera. Czy wystarczy mu wigoru, by zaangażować się także w działalność konstruktywną?
Premier Tusk zastrzegał się w exposé, że nie jest w stanie zagwarantować złota na Euro 2012. Racja. Ale jeśli dotrzyma słowa i znajdzie sprzymierzeńców w szefach naszej piłki, będzie mógł śmielej marzyć o medalu w roku 2016 lub 2020.




