wtorek, 27 listopada 2007

Gruby błąd Kuszczaka, ale Manchester wygrywa

misza, mm
2007-11-27, ostatnia aktualizacja 2007-11-28 01:25
Zobacz powiększenie
Manchester - Sporting 2:1
Carlos Tevez (drugi z lewej) odbiera gratulacje po strzelonej bramce
Fot. JON SUPER AP

Barcelona, Manchester United, Roma, Inter, Sevilla i Arsenal są już pewne awansu do fazy pucharowej Ligi Mistrzów.

Zobacz powiekszenie
Fot. MIGUEL ANGEL MORENATTI AP
Sevilla - Arsenal 3:1
Seydou Keita (z prawej) po pierwszym golu dla Sevilli
Zobacz powiekszenie
Fot. LUCA BRUNO AP
Inter - Fenerbahce 3:0
Zlatan Ibrahimović i Julio Cruz - obaj strzelili po bramce w meczu z Fenerbahce
Rafał Stec na blogu o Kuszczaku: występ Polaka długo składał się z drobnych wpadek i grubych błędów

Michał Pol na blogu: Dla mnie to był po prostu błąd

Manchester awans zapewnił już sobie w poprzedniej kolejce, teraz walczył o pierwsze miejsce w grupie. W bramce Manchesteru znów Edwina van der Sara zastąpił Tomasz Kuszczak.

Polak miał w pierwszej połowie trzy interwencje, wszystkie nieudane. Najpierw za krótko wybił piłkę, w dodatku wprost pod nogi pomocnika Sportingu. Chwilę później Abel na prawym skrzydle chciał dośrodkowywać, ale zeszła mu piłka. Kuszczak był źle ustawiony i nie zdążył do futbolówki, która tuż przy słupku wpadła do siatki. "Koszmar bramkarza MU" - napisało w relacji na żywo BBC. Po 168 minutach Polak stracił pierwszego gola w LM.

Niedługo później po dośrodkowaniu Kuszczak zamiast złapać wypiąstkował piłkę przed pole karne, ta trafiła do Purovica, który strzelił gola. Sędzia Bo Larsen odgwizdał jednak spalonego.

Ale cały Manchester grał w pierwszej połowie bardzo słabo. Jedyne zagrożenie pod bramką Sportingu stwarzał wychowanek portugalskiego klubu Cristiano Ronaldo. Słabo grał inny zawodnik, który przyszedł na Old Trafford ze Sportingu - Nani. Wartego 14 mln funtów skrzydłowego już po przerwie zmienił Ryan Giggs.

Pierwszy celny strzał mistrzowie Anglii oddali dopiero po godzinie gry. Ronaldo uderzył z 9 metrów, piłka odbiła się od Mariana Hada i drugiego rezerwowego MU Teveza i wpadła do bramki. Do końca atakował MU, szanse marnowali Ronaldo, Vidić, Tevez i Hargreaves. Dopiero w przedłużonym czasie gry Ronaldo silnie uderzył z rzutu wolnego, a 19-letni Rui Patricio nie miał szans. Sporting w drugiej połowie już nie atakował, Kuszczak ani razu nie musiał interweniować.

Pierwszy raz w tym sezonie od pierwszej minuty w Lidze Mistrzów zagrał Dawid Janczyk. 20-letni napastnik CSKA grał cały mecz z PSV, najlepszą sytuację zmarnował w 58 minucie, gdy trafił wprost w Gomesa. Kilka razy CSKA przegrało 0:1 i nie ma już nawet szans na zajęcie trzeciego miejsca gwarantującego awans do Pucharu UEFA.

Grupa E:

Ol. Lyon - FC Barcelona 2:2 (1:1)

Barcelonie wystarczył remis w Lyonie, a fani Katalończyków nie mieli powodów, żeby nie wierzyć w korzystny wynik we Francji. Tym bardziej, że w meczu z powodu kontuzji nie mógł zagrać najlepszy strzelec Ligue 1, Karim Benzema. Piłkarze Franka Rijkaarda wygrywali przez większość spotkania. Francuzi wyrównali dopiero w końcówce - tego jednak Rijkaard nie obejrzał. Jeszcze przed przerwą został odesłany przez sędziego na trybuny.

VfB Stuttgart - Glasgow Rangers 3:2 (1:1)

Szkotom do awansu potrzeba była wygrana w Stuttgarcie, przy jednoczesnej porażce Lyonu z Barceloną. Nie udała się żadna z tych rzeczy. Lyon zremisował, a piłkarze Waltera Smitha polegli po zaciętym meczu na Gottlieb-Daimler Stadion.

Grupa F:

Manchester United - Sporting Lizbona 2:1 (0:1)

Czerwone Diabły walczyły o pierwsze miejsce w grupie i rozstawienie w 1/8 finału. Sporting o awans. I to Portugalczycy pierwsi zdobyli bramkę. Niestety po błędzie Tomasza Kuszczaka. Jednak Manchester walczy do końca, co niejednokrotnie udowodnił. Tym razem bohaterem został Cristiano Ronaldo.

Dynamo Kijów - AS Roma 1:4 (0:3)

Rzymianie rozgromili w Kijowie Dynamo i pewnie awansowali do 1/8 finału. Bohaterem meczu był zdobywca dwóch bramek, Mirko Vucinić.

Grupa G:

Inter Mediolan - Fenerbahce Stambuł 3:0 (0:0)

Interowi do awansu wystarczał remis. Mediolańczycy jednak walczyli o zwycięstwo, ponieważ dawało ono pierwsze miejsce w grupie i rozstawienie w 1/8 finału. Długo utrzymywał się remis, ale w końcu gospodarze znaleźli sposób na defensywę Fenerbahce. Trzykrotnie.

CSKA Moskwa - PSV Eindhoven 0:1 (0:1)

Wydawało się, że najtrudniejsze zadanie czeka PSV Eindhoven, które jechało do Moskwy na mecz z CSKA - drużyną Dawida Janczyka. PSV potrzebowało trzech punktów, by zachować szansę na zajęcie premiowanego miejsca. Jakakolwiek utrata punktów przez Holendrów w meczu z CSKA dawałaby awans Interowi i Fenerbahce. Jednak podopieczni Jana Woutersa pokonali moskiewski zespół 1:0 po bramce Jeffersona Farfana, który w 39. minucie pokonał Igora Akinfiejewa. W drużynie gospodarzy cały mecz zagrał Dawid Janczyk.

Grupa H:

Sevilla FC - Arsenal Londyn 3:1 (2:1)

Arsenal jechał do Hiszpanii pewien awansu. Sevilla musiała go wygrać i, choć to Kanonierzy pierwsi objęli prowadzenie, to ostatnie słowo należało do gospodarzy. Wygrali 3:1, a piłkarze Arsene'a Wengera odnieśli pierwszą porażkę w sezonie.

Steaua Bukareszt - Slavia Praga 1:1 (1:0)

Steaua, podejmując Slavię Praga, była bez szans na awans. Czesi natomiast liczyli na swoje zwycięstwo i potknięcie Sevilli. I się przeliczyli. Zremisowali 1:1, a Sevilla zdemolowała Arsenal i Czesi mogą jedynie przygotowywać się do wiosennych meczów Pucharu UEFA.

Jak Barszcz nie wszedł do rządu Tuska

Sławomir Skomra
2007-11-26, ostatnia aktualizacja 2007-11-26 22:23

Mirosław Barszcz mógł zostać ministrem w rządzie Tuska. Nie został nim przez niedyskrecję Jarosława Kaczyńskiego.

Zobacz powiekszenie
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Mirosław Barszcz
Pochodzący ze Świdnika Barszcz był ministrem budownictwa w rządzie Kaczyńskiego. Kierował resortem od sierpnia, kiedy na tym stanowisku zastąpił Andrzeja Aumilera. Barszcz nie należy do żadnej partii, uważany jest za fachowca w zakresie polityki rodzinnej, podatków i budownictwa. Jako szef resortu zaproponował m.in. zniesienie obowiązku uzyskania pozwolenia na budowę niedużych budynków mieszkalnych (spotkała się z pozytywnym przyjęciem nowej koalicji) i odrolnienie gruntów w dużych miastach. Zrobił też rzecz niespotykaną - opowiedział się za zlikwidowaniem własnego ministerstwa. Uznał, że powinno być włączone do ministerstwa infrastruktury.

Kiedy Tusk kompletował swój gabinet, bezpartyjny Barszcz dostał propozycję kierowania jednym z resortów. - Grzegorz Schetyna zaproponował mu stanowisko jednego z ministrów. Barszcz się zgodził, ale, żeby być w porządku wobec władz PiS-u, chciał najpierw powiadomić o tym Kaczyńskiego - mówi nasz informator. - Na spotkaniu z Kaczyńskim powiedział, że dostał propozycję od PO i ją przyjął.

Ale zanim zapadły ostateczne decyzje, Kaczyński w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" stwierdził, że PO nie ma fachowców i przeciąga do siebie Barszcza, oferując mu ministerstwo finansów - Barszcz był już wiceministrem tego resortu w rządzie Marcinkiewicza. - Wtedy Platformie nie pozostało nic innego jak powiedzieć, że żadnych propozycji nie składała - dodaje nasz informator.

Barszcz wyjaśnia, że propozycja właściwie nie padła: - Mówiliśmy ewentualnie o ministerstwie budownictwa lub finansów - mówi i zaznacza, że trudno te rozmowy nazwać propozycją. - Rzadko się zdarza, że przed złożeniem propozycji nie robi się sondażu.

Mówi też, że nie potrzebował zgody Jarosława Kaczyńskiego, bo nigdy nie był członkiem PiS. Dwa dni zastanawiał się nad decyzją. Chciał skonsultować się z prezesem PiS, który go "wynajął" i powiadomić go o propozycji z konkurencji.

- Muszę przyznać, że byłem zaskoczony jego pozytywną reakcją. Rozmowa była długa. Premier Kaczyński powiedział: - Nie mogę panu niczego zabronić i kazać. Mogę tylko prosić, żeby pan tego nie robił - relacjonuje były minister.

Opowiada, że powiadomił o tym osoby, z którymi rozmawiał wcześniej. Przyznaje też, że jego intencją było nieupublicznianie całej sprawy i zaskoczyło go, że Kaczyński opowiedział wszystko w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej ".

- Tylko w polityce się zdarza, że choć dwie osoby mówią co innego, żadna z nich nie kłamie - mówi Barszcz. - Kaczyński miał rację mówiąc o przeciąganiu i Schetyna, kiedy mówił, że nie było propozycji.

Holendrzy też badają swoich wojskowych w Afganistanie

Dominika Pszczółkowska
2007-11-24, ostatnia aktualizacja 2007-11-23 16:28

Podobną debatę, jaką w Polsce wywołała śmierć afgańskich cywilów z rąk naszych żołnierzy, przeżyli niedawno Holendrzy

W Holandii tragiczne zdarzenia z udziałem ich żołnierzy wywołały gorącą debatę, która wpłynęła na postrzeganie misji i może wpłynąć na decyzję rządu o ewentualnym przedłużeniu misji holenderskich żołnierzy w Afganistanie.

W czerwcu holenderscy żołnierze stacjonujący w prowincji Uruzgan zostali zaatakowani przez talibów. Holendrzy przeprowadzili kontratak, podczas którego ostrzeliwali domniemane bazy talibów z artylerii z odległości około 30 km. Trzydniowa operacja określana mianem bitwy o Czorę to największe starcie armii holenderskiej od czasów wojny w Korei w latach 50.

Część wystrzelonych pocisków trafiła w położoną w dolinie Czory wioskę. Zginęło 52 cywilów, choć uprzednio żołnierze uprzedzali podobno cywilów przez megafony, by uciekali z terenu walk.

Początkowo na śmierć cywilów ostro zareagował afgański prezydent Hamid Karzaj. Jak powiedział, nie da się wygrać wojny, wystrzeliwując pociski artyleryjskie z odległości ponad 30 km. - Afgańskie życie nie jest tanie i nie powinno być traktowane jako takie - grzmiał. Później dziękował jednak afgańskim żołnierzom za sukcesy w walce z talibami w tej prowincji.

Sprawa była przedmiotem kilku śledztw. Raport afgańskiego rządu oczyścił Holendrów z zarzutów nawet o popełnienie pomyłki. Innego zdania była jednak misja ONZ w Afganistanie, która uznała, że większość ofiar to efekt ognia artyleryjskiego.

Sprawę badał także holenderski rząd. Według mediów rząd uznał, że ostrzeliwane były wcześniej namierzone pozycje i drogi zaopatrzenia talibów i że by zmniejszyć zagrożenie śmierci cywilów, wystrzeliwano mniej pocisków, niż przewidują instrukcje.

Wyjaśnień w sprawie bitwy o Chorę nadal domagają się holenderscy parlamentarzyści. Poparcie dla udziału holenderskich wojsk w operacji w Afganistanie jest niskie - w październiku 54 proc. pytanych stwierdziło, że nie popiera przedłużenia misji. Minister obrony Eimert van Middelkoop stwierdził kilka dni temu w Kabulu, że 1,5 tys. holenderskich żołnierzy pozostanie w Afganistanie tak długo, jak będzie to niezbędne. Rząd ma podjąć ostateczną decyzję w grudniu.

Debatę o tym, co stało się w Chorze, jeszcze bardziej rozgrzały informacje, że obecni na miejscu australijscy żołnierze odmówili udziału w operacji, ponieważ uznali, że ryzyko śmierci cywilów było zbyt duże.