wtorek, 11 marca 2008

Żołnierze z Nangar Khel zostaną w areszcie - sąd boi się matactwa

Polski żołnierz w Afganistanie
TVN24

Sześciu żołnierzy podejrzanych o zbrodnię wojenną w Afganistanie, których zażalenia rozpatrywał Sąd Najwyższy, pozostanie w areszcie.
Izba Wojskowa SN nie uwzględniła zażaleń obrony na przedłużenie aresztów wobec sześciu żołnierzy (sprawa siódmego, st. szeregowego Roberta B., którego akta nie dotarły do SN na czas, będzie rozpatrzona w innym terminie). Według SN, prokuratura uprawdopodobniła, że podejrzani popełnili zarzucane im czyny, istnieje też z ich strony obawa matactwa, wynikająca z zagrożenia surową karą.

Żołnierze z bielskiego batalionu desantowo-szturmowego zostali aresztowani w listopadzie 2007 r. W lutym Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie przedłużył im areszty do 13 maja. Tę decyzję zaskarżyli obrońcy, wnosząc o umożliwienie ich klientom odpowiadania z wolnej stopy. Sześciu prokuratura zarzuciła zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi kara od 12 lat więzienia do dożywocia. Siódmemu zarzucono atak na niebroniony obiekt cywilny - za co grozi do 25 lat. Sędziowie SN nie uwzględnili zażaleń obrony na przedłużenie aresztu kpt. Olgierdowi C. - dowódcy grupy bojowej, która ostrzelała afgańską wioskę Nangar Khel oraz ppor. Łukaszowi B., chorążemu Andrzejowi O., plutonowemu Tomaszowi B. i starszym szeregowym Damianowi L. oraz Jackowi J.

Sąd boi się ucieczki podejrzanych i matactwa

- Zebrane dowody wskazują, że mógł on popełnić przestępstwo - stwierdził sędzia Andrzej Tomczyk. Jak podkreślił, istnieje "uzasadniona obawa ucieczki podejrzanego, obawa matactwa i obawa, że będzie on nakłaniał inne osoby do składania fałszywych zeznań". - Kpt. Olgierd C. zmierzał do zafałszowania tego, co stało się w Nangar Khel. To realne niebezpieczeństwo, a nie domniemane – dodał sędzia.

- Relacja podwładnych kpt. Olgierda C. na temat wydarzeń w Nangar Khel jest relacją zgodną i uzupełniającą się – argumentował sędzia.

To decyzja wobec pierwszego z sześciu podejrzanych w sprawie o zbrodnię wojenną w Afganistanie. Izba Wojskowa SN rozpatrzyła zażalenia obrońców na przedłużenie aresztów wobec sześciu żołnierzy (sprawa siódmego będzie rozpatrzona w innym terminie).

Wszyscy podejrzani zostali aresztowani 13 listopada ubiegłego roku. 12 lutego Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował o przedłużeniu im aresztu do 13 maja.

Do ostrzału wioski Nangar Khel doszło latem ubiegłego roku. Wskutek akcji z 16 sierpnia zginęło sześciu cywilów, wśród nich kobiety i dzieci.

Sześciu żołnierzom prokuratura zarzuciła zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi kara od 12 lat więzienia do dożywocia. Siódmemu postawiono zarzut ataku na niebroniony obiekt cywilny - grozi mu do 25 lat więzienia.

Szczygło stanie przed sądem za "bandę durniów"

W ciągu kilku najbliższych tygodni do sądu trafi pozew przeciwko byłemu szefowi MON, Aleksandrowi Szczygle za użycie słów "banda durniów" wobec żołnierzy, podejrzanych w związku z ostrzelaniem afgańskiej wioski Nangar Khel.

Powiedział o tym mec. Piotr Kruszyński, który ma reprezentować wojskowych.

- Żołnierze zwrócili się do mnie o to, by wystąpić przeciwko panu Szczygle w procesie cywilnym o ochronę dóbr osobistych za jego słynną wypowiedź o "durniach" - powiedział Kryszyński. Chodzi o zarejestrowaną w pierwszej połowie lutego przez jedną ze stacji telewizyjnych wypowiedź b. ministra. Szczygło pytany o swoją wiedzę na temat zajścia powiedział, że "trwa postępowanie, które ma wyjaśnić wszystkie okoliczności sprawy". Odchodząc, wyraźnie poirytowany, powiedział do dziennikarki: "proszę nie mówić do mnie, że ja mam jakąś odpowiedzialność za to, że banda durniów strzela do cywili".

- Słowa, które padły z moich ust były niepotrzebne; przepraszam za nie. Zapewniam też, że wbrew niektórym sugestiom nie przesądzały one o czyjejkolwiek winie lub niewinności. Fakt ostrzelania wioski jest bezsporny - powiedział następnego dnia Szczygło.

Jak podkreślił Kruszyński, wstrzymywał się z przygotowywaniem powództwa do momentu rozpatrzenia przez Izbę Wojskową Sądu Najwyższego zażaleń na przedłużenie przez Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie aresztów wobec żołnierzy. Decyzja w tej sprawie zostanie ogłoszona we wtorek ok. godz. 15.

- Nie tracę nadziei, że Ci panowie będą na wolności, wtedy mój kontakt z nimi będzie znacznie ułatwiony. Jeśli Sąd Najwyższy utrzyma postanowienie sądu Okręgowego będzie mi trudniej, bo będę miał kontakt tylko z rodzinami, ale też oczywiście takie powództwo wytoczę - wskazał mecenas.

Jak dodał, wprawdzie Szczygło przeprosił za swoje słowa, ale "enigmatyczny krąg ludzi". - Przeprosił wszystkich, którzy mogli czuć się urażeni. Ja też się czułem urażony jako obywatel polski słysząc takie sformułowania pod adresem żołnierzy. Nie przeprosił natomiast panów pod adresem, których tą wypowiedź formułował - powiedział Kruszyński.

Poinformował też, że będzie domagał się "jakiejś kwoty" na cel społeczny.

Ławnicy - niechciani społeczni sędziowie

Jolanta Kroner 10-03-2008, ostatnia aktualizacja 10-03-2008 07:21

Czy ławnicy to tylko sądowy relikt, czy ważna instytucja społeczeństwa obywatelskiego? Jak sprawić, by współpraca z nimi była dla sędziego wsparciem, a nie stratą czasu? – rozmawiamy o tym z sędzią Markiem Celejem, dyrektorem w Biurze Krajowej Rady Sądownictwa.

Sędzia Marek Celej
autor zdjęcia: Seweryn Sołtys
źródło: Fotorzepa
Sędzia Marek Celej

Napisał pan niedawno, że polskie sądownictwo z ławnikami jest lepszym rozwiązaniem dla wymiaru sprawiedliwości niż anglosaska ława przysięgłych. To raczej nietypowy pogląd wśród sędziów?

Marek Celej: Może i nietypowy, ale podtrzymuję go. Przekonał mnie do niego amerykański sędzia, profesor prawa, który wizytował warszawski Sąd Okręgowy i obserwował proces karny z udziałem ławników. Ocenił, że wielką korzyścią dla sędziego i dla rozstrzyganej przez niego sprawy jest możliwość dyskutowania z ławnikami o winie i karze. Sędzia anglosaski może jedynie pouczać ławę o zebranych dowodach i nie ma żadnego wpływu na jej werdykt o winie oskarżonego. Ława z kolei nie ma nic do powiedzenia w sprawie wysokości kary.

Profesor ostudził wtedy (a było to kilkanaście lat temu) naszą krytykę instytucji ławnika i stwierdził, że on takiej możliwości współpracy z ławnikami i uzyskania ich wsparcia może tylko pozazdrościć.

Czy sędziom takie wsparcie jest w ogóle potrzebne?

Uważam, że tak. Tylko inaczej trzeba by je zorganizować. Przede wszystkim błędem było moim zdaniem wycofanie ławników z sądów rejonowych, bo to głównie tam potrzebne jest ich doświadczenie życiowe i wsparcie dla młodych sędziów. Do sądów rejonowych przychodzą młodzi ludzie – od 29. roku życia – i orzekają często w bardzo trudnych sprawach, czasem dotyczących realiów, które nie mogą być im znane. Jeśli w takich okolicznościach ma się obok siebie dwie poważne osoby, łatwiej podjąć trudne decyzje.

To ładnie brzmi, ale rozmija się z rzeczywistością. Większość sędziów uważa, że instytucja ławnika jest fasadowa i w istocie zbędna. Nazywają ich paprotkami albo jeszcze gorzej.

To prawda, większość sędziów nie chce ławników. I to jest praprzyczyna niekorzystnych sondaży i krytycznych opinii na ich temat. W ślad za tym idą zmiany przepisów ograniczające zakres działania ławników, zmniejszające ich diety (obecnie 53 zł za całodniowe posiedzenie), zwiększające wymagania i warunki stawiane kandydatom.

Skąd ta sędziowska niechęć do ławników?

Stąd, że ławnicy nie są profesjonalistami, a ich aktywność na rozprawach oznacza stratę czasu, którego i tak zawsze jest za mało. Bo bywają nieprzygotowani i wtrącają się w koncepcję rozprawy wypracowaną przez sędziego, bo ich pytania nie zawsze sformułowane są z sensem. Aby to wszystko zminimalizować, traktuje się ławników trochę jak zło konieczne i zniechęca do aktywności.

Widzę jednak, że ta sytuacja się zmienia. Zmienia się w sądach myślenie na temat ławników. Prezesi i sędziowie zdali sobie sprawę, że w grupę społecznych sędziów trzeba zainwestować – szkolić ich w zakresie uprawnień i obowiązków na sali rozpraw, przygotowywania się do rozprawy itp.

Pewien sąd zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego przepis o wyborze ławników przez rady gmin. Jego zdaniem prowadzi on do ingerencji władzy wykonawczej w sądowniczą i do decydowania przez samorząd terytorialny o obsadzie składów orzekających.

To raczej cień ingerencji niż prawdziwa ingerencja. Ustawodawca to dopuszcza. Tu uznał, że najsłuszniejsze jest wybieranie społecznych sędziów przez rady gmin, ponieważ są to kolegialne organy stanowiące i kontrolne gminy. Można oczywiście dyskutować, czy np. nie byłoby bardziej celowe, aby rady gmin jedynie proponowały kandydatów, a wyboru dokonywały sądy. Wtedy nie byłoby problemu, że to nie sądy obsadzają składy orzekające z udziałem ławników.

Skoro jednak wszyscy tylko udają, że ławnicy są potrzebni, może należałoby zlikwidować tę instytucję?

Ławnicy mają umocowanie konstytucyjne.

Konstytucję można zmienić.

I wylać dziecko z kąpielą? Społeczny sędzia ma wielowiekowe tradycje. Już przed wiekami społeczeństwa doceniały trybunów ludowych i przedstawicieli miejscowej społeczności w sądach królewskich. Wtedy widziano potrzebę ich udziału w wymierzaniu sprawiedliwości, a nam to nie jest potrzebne? Bo co? Boimy się społecznej kontroli? Nie sztuka wyprowadzić ławników z wymiaru sprawiedliwości, sztuka jak najlepiej ich wykorzystać i wprowadzić prawidłowe relacje między nimi a sędziami zawodowymi.

Powiem więcej: nie powinno się bardziej ograniczać i tak już okrojonych kompetencji ławniczych, bo przyniosłoby to szkodę sądownictwu. Zresztą można się zastanawiać, czy ograniczenia, które wprowadzono, nie naruszają konstytucji. Większość spraw karnych rozpatrują sądy rejonowe. Czy fakt, że dzieje się to bez udziału społecznych sędziów, na pewno nie narusza konstytucyjnych standardów? Ktoś w końcu może zadać to pytanie Trybunałowi Konstytucyjnemu.

Ponad 20 lat sądzi pan razem z ławnikami. Wie pan, dlaczego te relacje nie mogą być prawidłowe?

Mogą być prawidłowe. Ale znam sądowe realia i wiem, że najczęściej nie są.

Jak powinna wyglądać rozprawa z udziałem ławników?

Większość ławników nie chce zadawać pytań na rozprawach. Nie ma w tym nic złego. Ważne, by wykazali aktywność w toku końcowych narad sędziowskich. Na naradzie zaś zawodowy sędzia powinien im podać wszystkie fakty, omówić dowody, przedstawić swoją ocenę sprawy i przystąpić do głosowania nad winą i karą. Taka narada jest najlepszą okazją do wciągnięcia ławników w tok prawniczego myślenia. Sędzia nie może uciekać od dyskusji z nimi, bo sam dużo traci: rezygnuje z poznania odmiennego zdania, innego niż jego własny punkt widzenia, i świeżych argumentów. Jeśli ławnicy nie zgadzają się z oceną sędziego zawodowego, mają prawo złożyć votum separatum, a nawet przegłosować je. Moim zdaniem wystarczyłaby krótka odprawa przed rozprawą i po rozprawie, która zmusiłaby obie strony do aktywności i wzajemnego poznawania się.

Taki tryb współpracy możliwy jest w sądzie karnym, gdzie we wszystkich rozprawach uczestniczy ten sam skład orzekający. W sądzie pracy czy rodzinnym ławnika powołuje się tylko na jedną rozprawę. Kiedy więc przychodzi mu podpisać wyrok, nie zna sprawy na tyle gruntownie, by dyskutować z sędzią o orzeczeniu. Wtedy faktycznie jest tylko dekoracją.

I to jest kolejny problem. Przydatność tak usytuowanego ławnika jest dla wymiaru sprawiedliwości problematyczna. A przy okazji marnuje się społeczną energię i zaangażowanie. Ale jakie jest rozwiązanie? Można najwyżej zrezygnować z ławników w sądach pracy i pozostawić ich tylko w karnych.

Czy nie byłaby to szkoda społeczna?

Byłaby, bo ten „głos ludu” potrzebny jest szczególnie w sprawach społecznych – w sporach z pracodawcą, o zwolnienia z pracy, odszkodowania, rekompensaty. Nie wiem, jak należałoby rozwiązać ten dylemat. Nie mam na to recepty. Ale wiem, że rozwiązać go trzeba.

Mówił mi niedawno sędzia z sądu rejonowego, że bardzo by mu się przydał w sprawie gospodarczej ławnik ekonomista czy księgowy. Ktoś, kto zna terminologię i tajniki takich spraw, wie czego i w jakich dokumentach szukać. Ja go rozumiem – żaden sędzia nie zna się na wszystkim. Im bardziej złożona sprawa, tym bardziej potrzebna pomoc fachowców spoza prawa. A myśmy ławników z sądów rejonowych wyprowadzili. Także tych, którzy tę wiedzę mieli.

Pewien młody sędzia powiedział o ławnikach, że to taka pozostałość z lat 50., czyli z czasów komuny. Co pan na to?

To nieporozumienie. Już po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. w sądownictwie II Rzeczypospolitej powstały zalążki ławy przysięgłych. Po wojnie zamieniono ławę przysięgłych na instytucję ławnika, która ma, jak już powiedzieliśmy, istotne zalety. Udział czynnika społecznego w wymiarze sprawiedliwości uznawany jest za standard w demokratycznym państwie.

Z jednej strony sądy tolerują ławników, bo nie chcą, ale muszą (konstytucja!). Z drugiej – państwo dotrzymuje demokratycznych standardów i dopuszcza społeczeństwo obywatelskie do sprawowania wymiaru sprawiedliwości, ale równocześnie maksymalnie ławnika marginalizuje.

Społeczeństwo obywatelskie to nie są puste słowa. Odkąd odzyskaliśmy wszystkie prawa, gwarancje, suwerenność, obywatel ma prawo uczestniczyć w sprawowaniu nie tylko władzy ustawodawczej przez swoich przedstawicieli w parlamencie, ale także sądowniczej. Emanacją społeczeństwa obywatelskiego w sprawowaniu trzeciej władzy są właśnie ławnicy.

Uważam, że niektóre przepisy o ławnikach są złe i trzeba je poprawić, choćby tworząc regulacje dotyczące przygotowania do rozpraw i zasad współpracy z sędzią zawodowym. Może faktycznie w ograniczaniu roli ławnika poszliśmy za daleko. Doszło nawet do tego, że na zakończenie kadencji nie ma kto powiedzieć mu „dzięki za cztery lata niedocenianej społecznej pracy”. Upieram się jednak, że większość problemów, o których mówiliśmy, można rozwiązać w samych sądach. W ostatecznym rachunku decyduje bowiem kultura stosunków międzyludzkich.

Ławnicy to jednak część wymiaru sprawiedliwości. Czy Krajowa Rada Sądownictwa czuje się za nich odpowiedzialna?

Do tej pory KRS właściwie nie miała podstaw, aby poczuwać się do odpowiedzialności za tę grupę. Zmiana naszej ustawy daje pewne możliwości inicjowania działań wykraczających poza problematykę niezawisłości sędziowskiej. Wobec licznych wystąpień rad ławniczych z całego kraju, które krytycznie oceniają zmiany w przepisach ich dotyczących, jako szef Wydziału Prawnego Biura KRS zamierzam przygotować dokument, który umożliwi radzie zasygnalizowanie problemów ławniczych ministrowi sprawiedliwości.

Ławnik to sędzia społeczny, przedstawiciel mieszkańców gminy, wybierany na czteroletnią kadencję przez radę gminy do sprawowania wymiaru sprawiedliwości. Ma takie same prawa i obowiązki jak sędzia zawodowy. Orzeka zarówno o winie, jak i o karze. W zasadzie wyznaczany jest raz w miesiącu na całodniowe posiedzenie sądu. Kandydaci do tej funkcji nie mogą być karani, muszą mieć co najmniej średnie wykształcenie i cieszyć się dobrym zdrowiem.
Źródło : Rzeczpospolita

Dynamiczne wybicie na złotym. Padają kolejne rekordy

X-Trade Brokers
2008-03-11, ostatnia aktualizacja 53 minuty temu

We wtorek złoty mocno zyskuje do głównych walut, reagując na gwałtowne wzrosty notowań eurodolara oraz przekładającą się na wzrost apetytu na ryzyko, poprawę nastrojów na światowych giełdach.

Zobacz powiekszenie
ZOBACZ TAKŻE
O godzinie 12:41 kurs USD/PLN testował poziom 2,2867 zł, spadając o 3,8 grosza w stosunku do poniedziałkowego zamknięcia. Przed południem para ta testowała już poziom 2,2844 zł. Ostatnio dolar był tak tani w sierpniu 1994 roku.

Podobnie silne wzmocnienie złoty notował do innych walut. Funt po spadku o 6,1 grosza testował poziom 4,6138 zł. Za euro trzeba było zapłacić 3,5387 zł, czyli o 2,9 grosza mniej niż w poniedziałek. Natomiast szwajcarski frank stracił 3,6 grosza i kosztował 2,2465 zł.

Najsilniejsze konsekwencje dzisiejszego wzmocnienie polskiej waluty mają miejsce w przypadku notowań USD/PLN. Para ta dynamicznie wybiła się dołem z 1,5-tygodniowej stabilizacji w przedziale 2,30-2,33 zł. Może to otwierać drogę nawet do 2,20 zł na przestrzeni najbliższych tygodnii. W przypadku pozostałych par potencjał spadkowy ograniczają dołki z ostatnich tygodni, czyli poziom 3,51 zł dla EUR/PLN, 4,59 zł dla GBP/PLN i 2,1850 zł dla CHF/PLN.

Oprócz rekordowych notowań EUR/USD, które sięgnęły dziś poziomu 1,5493 dolara oraz poprawy klimatu inwestycyjnego na giełdach, umocnieniu złotego sprzyja również oczekiwanie na czwartkowe dane o lutowej inflacji CPI w Polsce. Rynek prognozuje, że wzrośnie ona o 4,6 proc. w relacji rocznej. Wyższy wzrost stanowiłby przesłankę do oczekiwania kontynuacji zaostrzania polityki monetarnej przez RPP i dodatkowo wzmocniłby złotego.

Kres spadków polskich par może nastąpić dopiero wraz ze zmianę trendu na spadkowy na rynku eurodolara. Od sytuacji na rynkach akcji będzie natomiast zależało, czy przełoży się to na stabilizację kursów na niskich poziomach, czy też na dynamiczną korektę wzrostową.

---
Marcin R. Kiepas
marcin.kiepas@xtb.pl
X-Trade Brokers DM S.A.


X-Trade Brokers