sobota, 14 czerwca 2008

Leo Beenhakker: Z jakichś względów, coś się nie udaje

Rozmawiali w Bad Waltersdorf Robert Błoński i Michał Pol
2008-06-13, ostatnia aktualizacja 2008-06-14 10:03
Zobacz powiększenie
Fot. Kuba Atys / AG

Gdybyśmy przegrali 0:3, wziąłbym to na siebie. Mógłbym z tym żyć, bo oni strzelili trzy gole, my żadnego. Gdybyśmy wykorzystali sytuację po przerwie, nie gadalibyśmy o tym pieprzonym karnym. A tak? Sędzia popełnił błąd. I z tym ciężko się pogodzić

Zobacz powiekszenie
SERWISY
Smolarek: Sędzia zrobił, co kazała mu UEFA

Lewandowski: To jest k... skandal

Robert Błoński i Michał Pol: Wierzy pan jeszcze w awans do ćwierćfinału? Musimy wygrać z Chorwacją, a Austria pokonać Niemców, i to jeszcze strzelając o gola mniej niż my Chorwatom.

Leo Beenhakker: - Nie wiem. To zależy, z jaką Chorwacją będziemy grali. Ta z drugiej połowy meczu z Austrią nie grała najlepiej. A przeciwko Niemcom fantastycznie. Ale Chorwacja mnie nie interesuje. Nie zadzwonię przecież do mojego przyjaciela Slavena Bilicia i nie poproszę, żeby wstawił do ataku teściową. Mogę tylko pochylić się nad swoją drużyną. Muszę ją przygotować na najcięższy mecz i niech grają swój futbol. Więcej nie zrobię.

Ale z Austrią graliśmy z drużyną z naszego poziomu, a nawet gorszego.

- Mówimy o międzynarodowej piłce, przyjacielu. Rok temu Malta wygrała z Węgrami, a niedawno Węgrzy wygrali z mistrzami Europy, Grekami. Jak mi to wytłumaczysz? W piłce już nie ma różnic ani żadnych gwarancji.

Austriacy, gdyby nie organizowali Euro, nigdy by pewnie na nim nie zagrali. A my awansowaliśmy, wygrywając grupę. Z Austrią zremisowaliśmy, a karny w ostatniej minucie nie miałby znaczenia, gdybyśmy po kwadransie przegrywali 0:3. Zasługiwaliśmy na to.

- I ja tego nie podważam! Tylko wiecie co? Jak zasuwasz przez miesiąc, robisz wszystko, co w twojej mocy, i w taki sposób tracisz szansę na awans, to boli. To ku...sko bolesne, że tak się potoczyło. Niesprawiedliwe. Gdybyśmy przegrali 0:3, wziąłbym to na siebie. Mógłbym z tym żyć, bo oni strzelili trzy gole, a my żadnego. Jasne też, że gdybyśmy wykorzystali sytuacje po przerwie, nie gadalibyśmy o tym pieprzonym karnym. A tak? Sędzia popełnił błąd. I z tym ciężko mi się pogodzić.

Przed mistrzostwami mówił pan, że możemy zagrać z Niemcami i Chorwacją na tym samym poziomie.

- Mówiłem coś innego. Że możemy z nimi powalczyć o dobry wynik. Z Niemcami na dziesięć meczów przegramy sześć, dwa zremisujemy i być może dwa razy ich zaskoczymy. Z Portugalią np. przegramy sześć, trzy zremisujemy i może jeden wygramy. A to jest różnica. Powiedziałem, że nie jest pewne, czy zawsze przegramy z lepszymi od nas.

Dlaczego zawodzą na Euro 2008 ci, bez których nie byłoby awansu, czyli Ebi Smolarek i Jacek Krzynówek. Dlaczego nie wygrywają pojedynków biegowych, przegrywają dryblingi?

- Wierzcie, że robili wszystko, żeby wypaść tu jak najlepiej. Prowadzili się porządnie, harowali na treningach. Ale z jakichś względów, wbrew nim samym, coś się nie udaje. Czasami tak się dzieje w futbolu. Obserwowałem grę Michaela Ballacka w ostatnich meczach Chelsea. Był fantastyczny. Ale na Euro gra poniżej swojego normalnego poziomu. To się przydarza wszystkim ludziom, wam dziennikarzom też. Szkoda, że naszym piłkarzom przydarzyło się akurat na najważniejszym turnieju ich życia. Ale to już po prostu pech, tak niestety bywa.

Czasami o formie decydują niuanse. Będziecie się śmiać, ale Roger jest w tak dobrej formie też dlatego, że mamy lato. Tak, tak. Mam doświadczenie z brazylijskimi piłkarzami z Holandii i Hiszpanii. Zimą ich forma znacznie spada. Ale niech tylko przyjdzie lepsza pogoda, cieplejszy dzień, niech tylko poczują wiosnę. U..., od razu grają lepiej. Brazylijczycy to mają we krwi.

Nie zgadzam się z oceną, że przygotowanie fizyczne piłkarzy było złe. Wszyscy wiedzą, że najlepsi fizycznie są zawsze Niemcy, a nasza kadra w meczu z nimi przebiegła w sumie tyle samo kilometrów, co oni - 108. Z Austrią te statystyki wyglądały identycznie. Więc to nie jest kwestia złego przygotowania, ale tego, że zawodnicy nie są w formie z meczów z Portugalią w eliminacjach.

Tuż po meczu na stadionie w Wiedniu stwierdził pan, że nie wierzy w awans do ćwierćfinału...

- Miałem na myśli tylko to, że awans nie zależy już od nas, ale od rywali. A to najgorsza rzecz, jaka może się przydarzyć w sporcie. Oczywiście, nie poddajemy się i zrobimy wszystko, żeby pokonać Chorwację.

UEFA: Karny jak najbardziej zsłużony

Ojciec kapucyn nauczy cię superorgazmu

Dobre rady zakonnika

Kiedy uprawiać seks, jak pieścić partnera i którędy prowadzi droga do orgazmu doskonałego

Kiedy uprawiać seks, jak pieścić partnera i którędy prowadzi droga do orgazmu doskonałego - o tym wszystkim uczy i opowiada... ojciec Ksawery Knotz ze Zgromadzenia Braci Mniejszych Kapucynów. Prowadzi nawet stronę internetową o seksie i zaprasza na seksualne rekolekcje - zauważa "Polska".

czytaj dalej...
REKLAMA

Zakonnik nie boi się żadnego tematu, przekonując, że akt płciowy to nie tylko spotkanie dwojga ludzi - koniecznie małżonków - ale i symbol więzi z Bogiem.

"Mąż powinien się starać, aby w czasie aktu seksualnego kobieta przeżywała przyjemność seksualną" - czytamy na stronie internetowej prowadzonej przez ojca Knotza. "W wielu wypadkach może to nastąpić tylko wtedy, gdy aktowi seksualnemu towarzyszą dodatkowe zabiegi ze strony męża - poczynając od stworzenia bezpiecznego klimatu współżycia seksualnego, poprzez pieszczoty jej ulubionych miejsc erogennych, a kończąc na stymulacji łechtaczki. Są to ważne elementy ars amandi katolickich mężów".

Zobacz stronę internetową duchownego >>>

To nie żart. Franciszkanin Ojciec Ksawery Knotz z benedyktyńską dokładnością opisuje, w jaki sposób małżonkowie powinni ustrzegać się przed niechcianą ciążą, z jakich korzystać afrodyzjaków i co robić w łóżku, by osiągnąć orgazm. Zakonnik tłumaczy, że okazywanie miłości poprzez ciało jest dobre, bo umacnia małżeńskie więzi.

Ale seks, to nie tylko zbliżenie małżonków i cielesna przyjemność. Zdaniem kapucyna, akt płciowy ukazuje zarazem więź między ludźmi a Bogiem. Duszpasterz rozpocznie za tydzień nietypowe rekolekcje, na których uczestnicy będą między innymi poznawać wartość ciała i dowiedzą się, jak osiągnąć superorgazm.

"Małżonkowie mogą okazywać sobie miłość w każdy sposób, mogą obdarzać się nawet najbardziej wyszukiwanymi pieszczotami. Mogą stosować stymulację oralną i manualną" - czytamy na witrynie kapucyna mniejszego.

Dobre rady ojca Knotza ostro krytykuje seksuolog profesor Zbigniew Lew-Starowicz. "Zakonnik ma prowadzić wykłady dotyczące seksu? To nienormalne. Jaką wiedzę o seksie może mieć ojciec żyjący w celibacie? To trochę tak, jakbym ja miał nauczać o prawdach wiary. To całkowite nieporozumienie" - oburza się w rozmowie z "Polską".

Skandal na koncercie Superpremier

Grzegorz Cholewa, Grzegorz Staszak
2008-06-14, ostatnia aktualizacja 2008-06-14 10:11

Fatalną pomyłką organizatorów opolskiego festiwalu i upokorzeniem Katarzyny Cerekwickiej zakończył się piątkowy koncert Premier. - Totalne dno - mówiła Cerekwicka. - Żenada - dodawał Turnau.

Zobacz powiekszenie
Fot. Rafał Mielnik / AG
Upokorzona Katarzyna Cerekwicka
Zobacz powiekszenie
Fot. Rafał Mielnik / AG
Zakopower odbiera nagrodę
Okazało się, że telewizja nie potrafi podliczyć głosów oddanych na artystów i na oczach milionów telewidzów wręczono nagrodę Superpremiery innemu, niż wynikało to z głosowania, wykonawcy.

Katarzyna Cerekwicka została upokorzona na oczach milionów telewidzów. Suma głosów publiczności oraz jurorów miała wyłonić zwycięzcę konkursu Premier. Według tych obliczeń nagrodę powinien dostać zespół Zakopower, któremu jurorzy dali pierwsze miejsce, a publiczność trzecie. W głosowaniu telewidzów wygrały Leszcze. Tabelę z punktami w kulisach widzieli artyści, a na ekranach telewizorów widzowie. W całej Polsce zapanowało wielkie zdziwienie, gdy prezydent Opola wręczył jednak nagrodę Kasi Cerekwickiej! Sama artystka była mocno zaskoczona i także próbowała się dowiedzieć, za co przyznano jej nagrodę. W głosowaniu zarówno jurorów, jak i publiczności Kasia Cerekwicka zajęła bowiem dość odległe miejsca.

Tuż po przerwie naprawiono sytuację i na wizji nagrodę przekazano grupie Sebastiana Karpiela Bułecki. Ten nie krył zażenowania całą sytuacją i zadeklarował od razu, że nagrodę i tak przekaże najbardziej pokrzywdzonej w tej całej sytuacji Kasi Cerekwickiej.

Sebastian Karpiel Bułecka: przepraszam Kasię

W kuluarach Cerekwicka nagrody od Bułecki nie przyjęła rozpłakała się i powiedziała dziennikarzom:

- Mam nadzieję, że ktoś mnie za tę całą sytuację chociaż przeprosi, bo to jest totalne dno. Swój występ uważam za świetny, szkoda, że się nie spodobał, trudno, spróbuję za rok!

- My z Andrzejem Sikorowskim powtórzyliśmy tylko werdykt, który nam przekazano - mówił w trakcie całego zamieszania Grzegorz Turnau. - To była żenująca pomyłka i przykro mi, że brałem w tym udział. Ale nie miałem na to wpływu.

Indolencja organizatorów i reżyserów telewizyjnych sięgnęła zenitu, trudno tu bowiem mówić nawet o pomyłce komputerów czy systemów liczących. W kuluarach wrzało, dyrektor festiwalu Piotr Klatt pogrążał się tylko, mówiąc dziennikarzom, że przeprasza za zamieszanie, ale programy na żywo rządzą się własnymi prawami.

Tegoroczne Premiery raczej do chlubnej historii festiwalu nie przejdą. I to nie tylko z powodu skandalicznej wpadki TVP. Tegoroczny zestaw piosenek - umówmy się - miał średni poziom. Oprócz zwycięskiego w końcu po całym zamieszaniu zespołu Zakopower, niewiele było propozycji ciekawych i naprawdę przebojowych. Warta uwagi była może jeszcze tylko piosenka Tatiany Okupnik. Nieźle wypadła Ania Szarmach. Ale to wszystko.

Gwiazdy opolskiego festiwalu

Po tegorocznych Premierach zamiast przeboju pozostaje wielki niesmak. Być może czas już najwyższy wrócić do pomysłu zmiany stacji telewizyjnej organizującej festiwal w Opolu. Świetne festiwale produkuje TVN, o czym będziemy mogli przekonać się już niebawem w Sopocie.

Źródło: Gazeta Wyborcza Opole