niedziela, 10 sierpnia 2008

Rosjanka i Gruzinka, mimo wojny, całują się na podium

bk, AFP
2008-08-10, ostatnia aktualizacja 2008-08-10 12:27
Zobacz powiększenie
Fot. DESMOND BOYLAN REUTERS

Rosja toczy z Gruzją na jej terenie krwawe walki, a reprezentantki tych krajów podczas igrzysk całują się serdecznie na podium. Wicemistrzyni olimpijska z Rosji Natalia Pederina gorąco pogratulowała swojej gruzińskiej koleżance Nino Salukwadze zdobycia brązowego medalu. Zawodniczki, których gest nabrał politycznego wymiaru, startowały w konkurencji strzelania z karabinka pneumatycznego.

Rosyjskie okręty u brzegów Gruzji - relacja z krwawego konfliktu »

- Jeśli chodzi o sport, zawsze pozostaniemy przyjaciółkami i nic nie jest w stanie tego zmienić - powiedziała po medalowych rozstrzygnięciach Gruzinka. - Gdyby świat wyciągnął lekcję z naszego zachowania nie byłoby żadnych konfliktów. W końcu żyjemy w XXI wieku, gdzie nie powinniśmy uciekać się już do wojen- dodała złota medalistka igrzysk z 1988 w Seulu (w barwach ZSRR).

Podobne pokojowe deklaracje wygłosiła jej rosyjska koleżanka. - Strzelamy razem od długiego czasu. Trzymamy się ze sobą podczas wyjazdów. Nie mieszamy się w sprawy polityczne, sport jest poza tym wszystkim - tłumaczyła Pederina.

Niewiele brakowało, a do tego gestu wcale by nie doszło. Jeszcze w sobotę zastanawiano się nad wycofaniem 35-osobowej reprezentacji Gruzji z igrzysk olimpijskich w Pekinie w ramach protestu przeciwko krwawym walkom. Dopiero interwencja i apel samego prezydenta kraju, Micheila Saakaszwilego sprawiła, że olimpijska delegacja postanowiła kontynuować udział w imprezie.

- W nocy zadzwonił prezydent i powiedział, żebyśmy lepiej zostali w Pekinie. Nie mogliśmy spać. Byliśmy na nogach do 2 w nocy. Jedyne co potrafiliśmy to tylko myśleć o Gruzji - mówiła wzruszona Nino Salukwadze.

W niedzielę rano zarówno Rosja jak i Gruzja zapewniły Międzynarodowy Komitet Olimpijski, że pozostaną na igrzyskach. - To odzwierciedla olimpijskiego ducha - powiedział rzecznik prasowy MKOl - u, Giselle Davies. - Wierzymy, że to słuszna decyzja, szczególne dla sportowców, dla których udział w igrzyskach jest życiowym przeżyciem.

W środę dojdzie do kolejnej bezpośredniej na tych igrzyskach konfrontacji pomiędzy politycznie zwaśnionymi państwami. Tym razem w żeńskiej siatkówce plażowej.

Irańczyk zrezygnował ze startu, bo miał wystąpić z Izraelczykiem »

Sikorski: Prezydent chce zrobić z Polski Izrael

Sikorski: Prezydent chce zrobić z Polski Izrael

"PiS i prezydent chcą zrobić z Polski Izrael" - grzmi Radosław Sikorski. Szef MSZ zdradza, że prezydent zgodzi się na tarczę antyrakietową w Polsce w zamian za cztery miesięczne wizyty baterii rakiet Patriot w roku. "To za mało" - mówi. "USA obiecały chronić Polskę całym swoim systemem obrony" - ujawnia tymczasem główny negocjator strony polskiej Witold Waszczykowski.

czytaj dalej...
REKLAMA

Szef MSZ zdradził, że rząd zabiega o stałą obecność 96 rakiet Patriot w Polsce. Tylko pod takim warunkiem zgodzi się na budowę wyrzutni rakiet, która będzie częścią amerykańskiej tarczy antyrakietowej.

Przekonywać musi jednak nie tylko stronę amerykańską, ale także prezydenta, który uważa, że umieszczenie tarczy na terenie Polski nie wymaga aż takich zabezpieczeń.

"Prezydent gotów był się zgodzić na umieszczenie w Polsce tarczy w zamian za cztery miesięczne wizyty baterii Patriot w Polsce w przyszłym roku. Natomiast rząd uważa, że takie wizyty - tylko w przyszłym roku - nie wzmocniłyby naszego bezpieczeństwa" - mówi "Wprost" Sikorski.

Polska to nie państwo frontowe

"PiS i prezydent uważają, że tarcza jest samym dobrem, które trzeba brać na każdych warunkach uważają, że tarcza jest samym dobrem, które trzeba brać na każdych warunkach" - dodaje szef MSZ. "To stanowisko mieści się w projekcie, który skrótowo można określić jako chęć zrobienia z Polski Izraela nad Wisłą. Tylko obawiam się, że Stany Zjednoczone nie widzą potrzeby wsparcia Polski tak, jak wspierają Izrael. Zresztą Polska ma przyjaźniejsze środowisko międzynarodowe od Izraela i nie powinniśmy aspirować do roli państwa frontowego" - stwierdził minister.

Tymczasem w rozmowie z "Newsweekiem" główny negocjator strony polskiej Witold Waszczykowski ujawnia, że wynegocjował umowę, która gwarantuje Polsce bezpieczeństwo.

Amerykanie nas obronią

"Oprócz projektu umowy z Waszyngtonu przywiozłem także inny, ważny dokument: deklarację współpracy polityczno-wojskowej między Polską a USA. Ta deklaracja zawierała zapis, że Stany i Polska powołają radę konsultacyjną na szczeblu wiceministrów obrony i spraw zagranicznych. Kluczowe było to, że Amerykanie zobowiązali się objąć Polskę całym swym systemem obrony przed atakiem rakietami balistycznymi. Poza tym mieliśmy mieć swojego łącznika w dowództwie systemu antyrakietowego w USA" - zapewnia Waszczykowski.

Zdaniem polskiego negocjatora to windowało by nas relacji z USA, na poziom który mają Wielka Brytania, Izrael czy Turcja.

"Patrioty" nie są nam potrzebne

Dlaczego zatem rząd USA daje tak daleko idące gwarancje bezpieczeństwa, a nie chciał przekazać stronie polskiej rakiet Patriot? "Amerykanie uważają, że zbędne jest wydawanie miliardów dolarów na , skoro oni dają nam gwarancje bezpieczeństwa. Dla nich naturalne jest, że gdyby doszło do sytuacji zagrożenia Polski, choćby ze strony Rosji, to rozpoczną działania prewencyjne" - mówi Waszczykowski.

Negocjator nie zostawia przy okazji suchej nitki na rządzie Donalda Tuska. "Premier nie ma zrozumienia dla tarczy antyrakietowej. Rozmawiałem z nim długo w cztery oczy i tłumaczyłem koncepcję obrony NATO-wskiej. Słowem się nie odezwał. Potem wchodzili do niego Arabski i Nowak i oznajmiali, że 53 procent społeczeństwa nie chce tarczy, więc nic nie stracimy jak jej nie będzie" ujawnia w "Newsweeku" Waszczykowski. Jego zdaniem interes polityczny miał pierwszeństwo nad bezpieczeństwem państwa.

"Przysłuchiwałem się dyskusjom i odniosłem wrażenie, że interes polityczny miał pierwszeństwo nad bezpieczeństwem państwa. Podczas rozmów w gronie Donald Tusk - Radosław Sikorski - Sławomir Nowak padały opinie, że nie do przyjęcia jest taki projekt, który w opinii publicznej może zostać odebrany jako dzieło prezydenta" - mówi tygodnikowi polski negocjator.

"Uważam, że tego typu wypowiedzi dyskwalifikują Witolda Waszczykowskiego. Nie wyobrażam sobie, aby w świecie dyplomatycznym panował zwyczaj opowiadania dziennikarzom plotek." - mówi Iwona Śledzińska - Katarsińska z PO. A Tadeusz Iwiński z SLD dodaje: "To jest dyskwalifikacja dla pana Waszczykowskiego. To tylko potwierdza, że miał rację minister Cimoszewicz, odwołując go przed laty z ambasady w Teheranie".

TEN: Najgroźniejsza rywalka "Isi" wraca do domu

Najgroźniejsza rywalka Radwańskiej wraca do domu

Serbka Ana Ivanović z powodu kontuzji wycofała się z tenisowego turnieju olimpijskiego. Dramat najwyżej rozstawionej w Pekinie tenisistki jest ogromną szansą dla Agnieszki Radwańskiej. "Isia", która na Serbkę mogła trafić w ćwierćfinale, ma teraz otwartą drogę do strefy medalowej.

czytaj dalej...
REKLAMA

"To jeden z najtrudniejszych momentów w mojej karierze. Jestem bardzo rozczarowana tym faktem" - napisała w oświadczeniu dla prasy Ivanovic, dodając, iż lekarze zalecają jej co najmniej dziesięciodniową przerwę w treningach, co stawia pod znakiem zapytania jej występ w wielkoszlemowym turnieju US Open, który rozpocznie się 25 sierpnia.

Problemy Serbki ze stawem prawej dłoni rozpoczęły się już pod koniec czerwca w Wimbledonie, gdzie odpadła w trzeciej rundzie, a od momentu przylotu do Pekinu ani razu nie trenowała.

"Od tego czasu starałam się robić wszystko, żeby jak najszybciej wrócić do zdrowia. Maksymalnie ograniczyłam starty i treningi, ale z moją ręką wciąż nie było najlepiej. Przyleciałam tu, bo wciąż miałam nadzieję na poprawę, ale ona niestety nie nastąpiła. Moje pojedyncze mecze kończyły się ogromnym bólem i krokiem do tyłu" - dodała.

Ivanović jest duga tenisistką po Lindsay Davenport, która w ostatnich dniach musiała wycofać się ze startu w Pekinie. Wcześniej ze startu w igrzyskach zrezygnowały Maria Szarapowa, Mary Pierce i Amelie Mauresmo.