niedziela, 7 grudnia 2008

Rusza kolejny polityczny proces związany z IV RP

Jan Widacki, fot. PAP/Paweł Supernak
PAP

W poniedziałek przed warszawskim sądem ma się zacząć proces posła Jana Widackiego oskarżonego m.in. o nakłanianie świadków do składania fałszywych zeznań. Poseł odpiera zarzuty jako oparte na pomówieniach przestępców. Twierdzi, że śledztwo prowadzone za rządów PiS było tendencyjne.
Widacki (Demokratyczne Koło Poselskie) - znany adwokat z Krakowa, w latach 90. m.in. wiceszef MSW i ambasador RP na Litwie - został latem 2007 r. oskarżony przez białostocką prokuraturę o nakłanianie świadków do fałszywych zeznań i utrudnianie postępowania karnego - za co grozi do pięciu lat więzienia.

Oskarżono go o to, że miał nakłaniać świadka Sławomira R. (32- letniego recydywistę, który odsiaduje karę 25 lat m.in. za zabójstwo) do składania nieprawdziwych zeznań, korzystnych dla bronionego przez Widackiego szefa gangu pruszkowskiego Mirosława D., ps. Malizna. To właśnie R. powiadomił w kwietniu 2005 r. o rzekomym przestępstwie Widackiego wiceszefa sejmowej komisji śledczej ds. PKN Orlen posła PiS Zbigniewa Wassermanna.

Inny zarzut wobec Widackiego to rzekome naciski na lobbystę Marka Dochnala, by przed sejmową komisją śledczą ds. PKN Orlen nie oczerniał Jana Kulczyka, którego Widacki był pełnomocnikiem. Trzeci zarzut dotyczy przekazywania grypsów przez Widackiego.

- Akt oskarżenia opiera się na wyjaśnieniach i zeznaniach osób znajdujących się w wyłącznej dyspozycji ówczesnych organów ścigania, skazanych na wieloletnie kary więzienia - napisał Widacki. Prosi on dziennikarzy, by w relacjach z procesu podawali jego pełne nazwisko.

- Mam nadzieję, że jawny proces przed niezawisłym sądem nie tylko potwierdzi fałszywość zarzutów, na których opiera się oskarżenie, ale pokaże przy okazji patologiczny mechanizm funkcjonowania organów ścigania w czasach tzw. IV RP -oświadczył poseł.

Podkreślił on, że świadkami oskarżenia są m.in. Wassermann - według posła - "kontaktujący obciążającego mnie później swymi zeznaniami kryminalistę z ówczesnym adwokatem Marka Dochnala" oraz dziennikarka Dorota Kania, "która z tymże kryminalistą miała niejasny kontakt (weszła do aresztu, bez odnotowania faktu tego w dokumentacji aresztu)".

Poseł przypomina, że jeden z oskarżających go kryminalistów informował później dziennikarzy, że "do składania obciążających zeznań był nakłaniany przez funkcjonariuszy państwowych wysokiego szczebla". Media pisały, że Sławomir R. "był często odwiedzany" w areszcie przez wiceprokuratora generalnego w rządzie PiS Jerzego Engelkinga (klub LiD zawiadomił prokuraturę o przestępstwie podżegania R. przez funkcjonariuszy publicznych do fałszywych zeznań przeciwko Widackiemu).

Według mediów, w areszcie R. odwiedzała też Kania, ówczesna dziennikarka "Wprost", która napisała o zarzutach R. wobec Widackiego - w dokumentacji aresztu jest zapis, że wtedy miał odwiedzić go adwokat.

Akt oskarżenia (oskarżono w sumie sześć osób) trafił najpierw do sądu w Białymstoku; potem - do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga. Prokuratura wnosi o przesłuchanie jako świadków m.in. Wassermanna, Dochnala, Kulczyka oraz świadka koronnego ze sprawy zabójstwa szefa gangu pruszkowskiego Andrzeja Kolikowskiego, pseud. Pershing.

Początkowo sprawę miała prowadzić sędzia Barbara Piwnik, minister sprawiedliwości w rządzie Leszka Millera, ale latem tego roku nastąpiła zmiana sędziego - z powodu "znacznego obciążenia sędzi Piwnik, nie gwarantującego szybkiego rozpoczęcia procesu".

W kwietniu tego roku sąd pod przewodnictwem sędzi Piwnik - wobec braków materiału dowodowego - zwrócił akt oskarżenia prokuraturze. Sąd uznał za słuszne wnioski obrony, która zwracała uwagę, że materiał dowodowy jest niepełny. W czerwcu Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił tę decyzję. Uwzględniając zażalenie prokuratury, SA uznał, że braki nie są na tyle istotne, by zwracać sprawę do śledztwa, bo sąd może w toku procesu sam uzupełnić materiał dowodowy.

"Rzeczpospolita" podawała, że prokuratorzy mogą wnosić o odsunięcie Piwnik od sprawy (ostatecznie takiego wniosku nie było - PAP). O tym, że tak powinno się stać, mówił b. minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, według którego pojawia się tu "problem braku obiektywizmu i podejrzenia stronniczości". Krytycznie o Piwnik wypowiadał się też prezes PiS Jarosław Kaczyński". "Związki tej pani ze światem przestępczym to jest taka dość powszechna wiedza, przynajmniej w Warszawie, od początku lat 90." - mówił.

Widacki był członkiem sejmowej komisji śledczej, która bada rzekome naciski na służby specjalne za rządów PiS. Przeciw temu wyborowi był klub PiS, który powoływał się na akt oskarżenia Widackiego. PiS zbojkotowało głosowanie nad składem komisji, a potem żądało wyłączenia go z komisji. Ostatecznie w czerwcu Widacki sam zrezygnował - uznał, że miejsce w komisji należy się klubowi Lewicy (Widacki wszedł do niej z ramienia LiD; po jego rozpadzie przeszedł do Demokratycznego Koła Poselskiego).

PŚ: wspaniały występ Sikory, Polak najlepszy!

TK/inf. własna /11:36
Tomasz Sikora
AFP
Ależ emocje towarzyszyły biegowi pościgowemu mężczyzn podczas zawodów Pucharu Świata w biathlonie w szwedzkim Oestersund. Rywalizacja zakończyła się zwycięstwem Polaka Tomasza Sikory, który zanotowała w ten sposób piątą wygraną w historii startów w PŚ.
Polak do biegu pościgowego wyruszył z drugiej pozycji, za Norwegiem Emilem Hegle Svendsenem, liderem klasyfikacji generalnej PŚ. Kolejność zachowana została po biegu sprinterskim.

Po pierwszej wizycie na strzelnicy na dwóch pierwszych miejscach nie drgnęło. W drugiej "stójce" Svendsen chybił raz, ale Sikora dwa razy. Norweg był jednak pierwszy, Polak spadł na 6. miejsce.
Po trzeciej wizycie na strzelnicy Sikora wyszedł na prowadzenie, Svendsen pomylił się dwa razy i spadł na 7. miejsce. W drugiej "stójce" Polak mierzył spokojnie, ale znów zadziałał syndrom ostatniego strzału. Nasz medalista olimpijski pomylił się. Nie mylili się za to rywale, ale Sikora i tak prowadził przed wspaniałym Norwegiem Ole Einarem Bjoerndalenem i Francuzem Simonem Fourcadem, ale z niewielką przewagą.

Do ostatnich metrów trwała zacięta walka, ale Polak nie dał się wyprzedzić. Wspaniały start naszego zawodnika! Sikora wyprzedził o 2,5 s Bjoerndalena i o 4,9 Svendesna, który pozostał liderem PŚ. Polak awansował na drugie miejsce.

Dla Sikory to pierwszy triumf w biegu pościgowym i jednocześnie 18. podium.

Wyniki: 

1. (2. po sprincie) Tomasz Sikora (Polska) - 34.55,5 (3 rundy karne)
2. (4.) Ole Einar Bjoerndalen (Norwegia) - strata 2,5 s (3)
3. (1.) Emil Hegle Svendsen (Norwegia) - 4,9 (3)
4. (14.) Michael Greis (Niemcy) - 12,2 (1)
5. (3.) Simon Fourcade (Francja) - 20,0 (2)
6. (11.) Halvard Hanevold (Norwegia) - 26,1 (0)
7. (19.) Christoph Stephan (Niemcy) - 33,2 (1)
8. (15.) Alexander Wolf (Niemcy) - 33,7 (2)
9. (22.) Nikołaj Krugłow (Rosja) - 35,1 (1)
10. (36.) Bjoern Ferry (Szwecja) - 53,5 (1)

Bogaci kowboje z Dallas

Marcin Harasimowicz 07-12-2008, ostatnia aktualizacja 07-12-2008 00:29

Według miesięcznika „Forbes” spośród wszystkich klubów sportowych w USA największą wartość mają futboliści Dallas Cowboys. New York Knicks z kolei pozostają najbogatszym klubem koszykarskim - pisze Marcin Harasimowicz z Los Angeles


źródło: PAP/EPA

Finansowej pozycji Knicks nie zmienił fakt, że zespół z Nowego Jorku przez trzy lata nie awansował do play-offów, miniony sezon zakończył z jednym z najgorszych bilansów zwycięstw i porażek w lidze, wydając przy tym zdecydowanie najwięcej na płace zawodników. Wartość klubu nie tylko nie spadła, ale nawet wzrosła o pięć milionów dolarów i obecnie wynosi aż 613 milionów. To najlepiej pokazuje potęgę ekonomiczną klubu.

Na drugim miejscu plasują się, co nie dziwi, Los Angeles Lakers (584 mln, wzrost o 24 mln). W tym przypadku siła finansowa idzie w parze z wynikami sportowymi. Tuż za nimi są Chicago Bulls (504 mln), ciągle korzystający z dawnej sławy z poprzedniej dekady, czyli czasów Michaela Jordana, Scottiego Pippena i sześciu mistrzowskich tytułów. Co zaskakuje, klub ten zanotował największy wzrost, aż o 55 milionów dolarów, choć ubiegły sezon był dla niego katastrofą. Bulls nawet nie zakwalifikowali się do play-offs. Jednak przyszłość z utalentowanym debiutantem Derrikiem Rose’em w roli rozgrywającego przedstawia się obiecująco.

Dalej „Forbes” umieszcza Detroit Pistons (480 mln), Cleveland Cavaliers (477 mln), Houston Rockets (469 mln), zarządzane przez szalonego multimilionera Marka Cubana Dallas Mavericks (466 mln) oraz Phoenix Suns (452 mln).

Największy spadek zanotowały New Jersey Nets (295 mln, minus 13 procent w porównaniu z rokiem ubiegłym) oraz Denver Nuggets (mniej o 26.3 milionów). W przypadku Nets na takiej ocenie zaważyły perypetie dotyczące planowanej przeprowadzki na Brooklyn i opóźnienia w budowie nowej hali. Najbiedniejsze kluby NBA to kolejno: Memphis Grizzlies (294 mln), New Orleans Hornets (285 mln), Charlotte Bobcats (284 mln) oraz Milwaukee Bucks (278 mln).

New York Yankees to najbogatszy klub baseballowej MLB, wyceniany na 1.3 miliarda dolarów. Zawiązana kilka lat temu bliska współpraca z piłkarskim Manchesterem United przynosi owoce obu partnerom.

W hokejowej NHL najwyżej stoją akcje Toronto Maple Leafs (485 mln), co oznacza, że ta dyscyplina sportu w Kanadzie nadal trzyma się mocno. Krezusem spośród krezusów ciągle pozostają jednak Dallas Cowboys, najbogatszy klub futbolowej ligi NFL, zdaniem „Forbes” wart aż 1,6 mld dolarów. Zawodnikom Cowboys od dawna towarzyszy image „złych chłopców”, którzy jednak budzą emocje i, mimo wszystko, sympatię. A taki wizerunek zawsze w Stanach Zjednoczonych sprzedawał się najlepiej.

"Rz" Online