poniedziałek, 30 marca 2009

TK sprawdzi legalność karania nietrzeźwych rowerzystów

PAP, POg/29.03.2009 14:43

Trybunał Konstytucyjny, fot. Radek Pietruszka
PAP

7 kwietnia Trybunał Konstytucyjny zbada, czy zgodne z konstytucją jest karanie nietrzeźwego rowerzysty na tych samych zasadach, jak pijanego kierowcy auta - a nie jak pijanego pieszego, który stwarza zagrożenie dla ruchu drogowego.
Pięcioosobowy skład TK odpowie na pytania prawne Sądu Rejonowego we Wschowie (Lubuskie), który nabrał wątpliwości co do konstytucyjności przepisu kodeksu karnego o karalności jazdy rowerem pod wpływem alkoholu.

Paragraf 1 art. 178a Kodeks karnego przewiduje grzywnę, ograniczenie wolności albo karę do 2 lat więzienia dla tego, kto w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego prowadzi "pojazd mechaniczny w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym". Paragraf 2 stanowi zaś: "Kto, znajdując się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, prowadzi na drodze publicznej lub w strefie zamieszkania inny pojazd niż określony w par. 1, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku".

Zdaniem pytającego sądu, par. 2 art. 178a jest niezgodny z konstytucyjnymi zasadami równości obywateli wobec prawa, sprawiedliwości społecznej oraz proporcjonalności.

Sąd argumentuje, że prawo karne nierówno traktuje tych uczestników ruchu drogowego, którzy poruszają się za pomocą mięśni - czyli rowerzystów i pieszych. Zachowania nietrzeźwego pieszego oceniane są bowiem na podstawie kodeksu wykroczeń (za spowodowanie po pijanemu zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym przewiduje on karę aresztu, ograniczenia wolności albo grzywnę), podczas gdy nietrzeźwy rowerzysta odpowiada na podstawie kodeksu karnego i za przestępstwo.

Tymczasem - dowodzi sąd - zarówno nietrzeźwy rowerzysta, jak i nietrzeźwy pieszy stwarza jednakowe zagrożenie dla bezpieczeństwa w ruchu; mają bowiem jednakowy dostęp do miejsc, gdzie faktycznie mogą powodować zagrożenie, czyli drogi publicznej.

Według sądu, argument, że rowerzyści potencjalnie mogą rozwijać znaczne prędkości, może być tylko abstrakcyjny. "Nie spotyka się bowiem, aby nietrzeźwy rowerzysta rozwijał prędkość rzędu kilkudziesięciu kilometrów na godzinę" - argumentuje sąd we Wschowie.

Podkreśla on ponadto, że rowerzysta, podobnie jak i pieszy, nie musi zdawać żadnego egzaminu ze znajomości przepisów ruchu drogowego, aby być jego legalnym uczestnikiem. Zgodnie z prawem o ruchu drogowym, osoba, która ukończyła 18 lat, nie musi mieć uprawnień do kierowania rowerem.

Rozprawie będzie przewodniczyć sędzia Ewa Łętowska, a sprawozdawcą będzie sędzia Andrzej Rzepliński.

sobota, 28 marca 2009

Pożegnanie z Afryką

Michał Kołodziejczyk 28-03-2009, ostatnia aktualizacja 29-03-2009 12:21

Polacy raczej nie pojadą na mistrzostwa świata. Mecz w Belfaście był najgorszym występem reprezentacji prowadzonej przez Leo Beenhakkera (Irlandia Północna - Polska 3:2)

autor zdjęcia: Bartek Sadowski
źródło: Fotorzepa
autor zdjęcia: Bartek Sadowski
źródło: Fotorzepa
autor zdjęcia: Bartek Sadowski
źródło: Fotorzepa

zobacz galerię zdjęć z meczu

Artura Boruca po meczu przez strefę, gdzie piłkarze udzielają wywiadów przeprowadziła ochrona. Kilka minut wcześniej polski bramkarz uściskiem dłoni podziękował wszystkim przeciwnikom. Kiedy schodził do szatni kibice na Windsor Park dalej śpiewali o nim piosenki. Śpiewali o tym, że Artur Boruc jest ich bohaterem, że wreszcie bramkarz Celticu Glasgow zrobił coś dobrego dla protestantów.Wyrównaj z obu stron

Boruc stał się ofiarą samego siebie. Tym razem nikogo nie prowokował, nie żegnał się przed trybuną irlandzkich kibiców, nie miał pod bluzą koszulki z wizerunkiem papieża, ale show, które urządza od lat zniszczyło marzenia reprezentacji o mistrzostwach świata. Trener rywali Nigel Worthington przyznał później, że kazał każdemu swojemu piłkarzowi wywierać na Borucu jak największą presję, mówić do niego, nie uciekać z pola karnego, gdy wybijał piłkę. Swoje dołożyli też kibice i Polak nie wytrzymał.

Była 10. minuta, kiedy gospodarze strzelili pierwszego gola. Boruc grał pod słońce, losowanie stron wydawało się mieć w tym meczu olbrzymie znaczenie. Ze zbyt głębokim dośrodkowaniem nie poradził sobie ani nasz bramkarz, ani Jakub Wawrzyniak, który patrzył na Boruca, który nie wiedzieć czemu postanowił nie interweniować. Piłka trafiła do Warrena Feeneya i trzeba było odrabiać straty. Jeszcze gorzej było po godzinie gry, gdy Polacy musieli odrabiać straty po raz drugi i okazało się, że słońce w tym meczu nie odgrywa decydującej roli, bo drużyna Leo Beenhakkera źle gra także po przerwie. Było już 1:2, atakowali Irlandczycy, ale piłkę przejął Michał Żewłakow i podał swojemu najlepszemu przyjacielowi - Borucowi. Mocno, w światło bramki, czyli tak, jak nie podaje się nawet w juniorach, bo trener od razu zdejmuje z boiska. Żewłakow wiedział, że nawierzchnia na Windsor Park bardziej od boiska przypomina kartoflisko, wiedział też o tym bramkarz, jednak nie próbował opanować piłki, tylko chciał od razu wykopać ją w przód. Nie zdołał, podskoczyła na nierówności i wpadła do bramki. Identycznie, jak dwa lata temu Paulowi Robinsonowi w meczu Anglików z Chorwacją. Powtórki tamtego gola biły rekordy popularności w Internecie przez wiele miesięcy. Teraz Robinson ma silną konkurencję.

Boruc zawalił mecz reprezentacji drugi raz z rzędu, w ostatnim jesiennym spotkaniu w końcówce meczu ze Słowacją przepuścił dwa gole, za które musiał przepraszać kolegów z drużyny. W sobotę podobno nie przepraszał, w szatni panowała cisza.

Bramkarz Celticu Glasgow nie wiedział jeszcze, że w tym meczu w ogóle miał nie zagrać, jego pozycja w kadrze - także ze względu na zachowanie poza boiskiem - bardzo spadła.

O 13:17 rzecznik prasowy Marta Alf wysłała do dziennikarzy informację, że Łukasz Fabiański ma infekcję jelit i zostanie w hotelu. Wydawało się nawet, że wreszcie zdenerwował się, że mimo dobrej formy znowu będzie tylko numerem dwa. Fabiański jednak wezwał lekarza do pokoju o siódmej rano, kiedy Beenhakker składu jeszcze nie ogłosił. Po meczu trener przyznał, że postawił na Boruca, bo musiał. Łukasz Załuska nie ma żadnego doświadczenia w kadrze.

Problemem polskiej reprezentacji w Belfaście nie był jednak sam Boruc. Przed meczem wątpliwości nie dotyczyły tylko zestawienia jednej formacji - obrony, która miała być solidna i szczelna, tymczasem po pół godzinie trzech z czterech zawodników miało już za sobą poważne błędy, po którym mogliśmy stracić gola, lub - jak w przypadku Wawrzyniaka - straciliśmy.

Żewłakow z Dariuszem Dudką podawali piłkę przeciwnikom. Marcin Wasilewski, który w pierwszej połowie prezentował się najlepiej, dołączył do kolegów na początku drugiej, kiedy nie upilnował Jonathana Evansa, a ten zdobył gola na 2:1 dla Irlandii. Pół godziny po boisku biegał Jakub Błaszczykowski, ale drużyny nie zbawił. Dużo więcej dało wejście Marka Saganowskiego za Ireneusza Jelenia. Piłkarz Auxerre wrócił do kadry, strzelił gola na 1:1 w pierwszej połowie, ale najczęściej, gdy dostawał piłkę, bardzo szybko ją tracił. Saganowski wszedł na ostatnie 20 minut i okazało się, że piłkarz, który umie walczyć z Wyspiarzami był w stanie zagrozić bramce rywali częściej niż wszyscy inni zawodnicy razem wzięci. W 82. minucie chybił minimalnie, w doliczonym czasie gry zdobył bramkę pocieszenia na 2:3. Jako jedyny zostawił po sobie w Belfaście dobre wrażenie. Reprezentacja ery Beenhakkera zatoczyła koło. Mecz z Irlandią Północnym marnością można porównywać tylko ze spotkaniem z Finlandią na inaugurację eliminacji mistrzostw Europy 2008. Wtedy w Bydgoszczy Polacy przegrali 1:3, ale był to początek pracy Holendra z naszą reprezentacją. Teraz trzeba wymagać więcej, a koszmarem Boruca nie da się wszystkiego wytłumaczyć. Zgrupowanie we Wronkach pełne przecież było optymizmu, bo polscy piłkarze wreszcie zaczęli regularnie grać w swoich zagranicznych klubach. Po spotkaniu z Irlandią Północną trudno wytłumaczyć dlaczego.

Formuła Beenhakkera mogła się wypalić, magia - przestać działać. Trzy punkty stracone w Belfaście potrzebne będą wcale nie do wyścigu z Irlandczykami, zabraknie ich w walce z którymkolwiek rywalem, który wywalczy pierwsze miejsce w grupie. Trener wie o tym, że teraz Polska może dostać się na mundial tylko tylnymi drzwiami - po barażach. Wygrać je zresztą będzie bardzo trudno. Po meczu szatnię Polaków odwiedził podobno prezes PZPN Grzegorz Lato. Pocieszał piłkarzy, mówił, że jest z nimi i mają jego pełne zaufanie. Mimo że wcześniej miał niby stawiać ultimatum Beenhakkerowi - „sześć punktów wiosną, albo do widzenia”, dymisji selekcjonera nie będzie. Nie opłaca się, w Polsce powoli dokonuje się pożegnanie Afryki, czyli mundialu W RPA, a zaczyna się myślenie o mistrzostwach Europy 2012.

Po pięciu kolejkach Polacy w grupie wyprzedzają tylko San Marino, Słowacja, która ma rozegrany jeden mecz mniej jest trzy miejsca wyżej. Wydaje się, że to już dno.

Schodzącym do szatni Polakom, a zwłaszcza Borucowi, kibice zaśpiewali, by zawsze patrzył na jasną stronę życia, czym wpisali się w retorykę Beenhakkera. Skoro tak, spójrzmy na tabelę naszej grupy inaczej - jeśli drużyna Beenhakkera w środę wysoko wygra z San Marino, a w dwóch pozostałych meczach padną remisy, nagle znajdzie się na drugim miejscu w tabeli ze stratą jednego punktu do lidera. A potem trzeba będzie czekać do września, wygrać wszystko do końca i patrzeć, jak potykają się konkurenci.

Przeczytaj komentarz Stefana Szczepłka

Mirosław Drzewiecki:

Nie mogę wypowiedzieć się na temat meczu, gdyż siedzę i płaczę. (...) Tak słabego meczu w wykonaniu polskich piłkarzy nie widziałem parę lat.

Za kilka dni spotykamy się z San Marino; styl gry musi się zmienić. Forma na boisku w Belfaście była skandaliczna. Zawodnicy sprawiali wrażenie jakby nie wiedzieli po co tam pojechali. Były podania z trzydziestu metrów do własnego bramkarza na nierównym boisku.

Składy:

Polska: 1-Artur Boruc - 13-Marcin Wasilewski, 14-Michał Żewłakow, 5-Dariusz Dudka, 4-Jakub Wawrzyniak - 7-Robert Lewandowski, 18-Mariusz Lewandowski, 6-Roger Guerreiro,15-Tomasz Bandrowski, 8-Jacek Krzynówek - 11-Ireneusz Jeleń.

Irlandia Płn.: 1-Maik Taylor - 2-Gareth McAuley, 5-Stephen Craigan, 18-Aaron Hughes, 3-Jonathan Evans - 7-Damien Johnson,6-Sammy Clingan, 8-Grant McCann, 11-Chris Brunt - 10-Warren Feeney, 9-David Healy.

Piraci z kozami na zdjęciach z Sirius Stara

rik
2009-03-27, ostatnia aktualizacja 2009-03-27 19:46
Kapsuła z milionami jest już na pokładzie. Podniecenie piratów rośnie
Kapsuła z milionami jest już na pokładzie. Podniecenie piratów rośnie
Fot. za RMF FM

Piraci wiedzieli, że na pokładzie porwanego w połowie listopada 2008 r. tankowca "Sirius Star" czeka ich dłuższy pobyt - wzięli ze sobą nawet dwie kozy. Dokumentują to sensacyjne zdjęcia zdobyte przez RMF FM. Na jednym z nich widać też moment przekazania okupu.

Somalijczycy tradycyjnie zabierają ze sobą w nieznane kozy-żywicielki. Nie inaczej było i tym razem
Fot. za RMF FM
Somalijczycy tradycyjnie zabierają ze sobą w nieznane kozy-żywicielki. Nie inaczej było i tym razem
Piraci w pospiechu oddalają się od statku. Przeciążona łódka nie wszystkich dowiezie do brzegu
Fot. za RMF FM
Piraci w pospiechu oddalają się od statku. Przeciążona łódka nie wszystkich dowiezie do brzegu
Na zdjęciach opublikowanych przez portal radia RMF FM widać również splądrowane przez piratów kajuty załogi statku, łódź wciągniętą na pokład, a także moment przekazania i odpłynięcia piratów w stronę Somalii.

Tankowiec Sirius Star długości 330 m wiozący 300 tys. ton ropy wartości 100 mln dolarów został porwany 15 listopada ponad 800 km od wybrzeży Kenii, czyli daleko poza zasięgiem wzmożonych patroli okrętów wojennych międzynarodowej misji antypirackiej.

Wśród 25 członków załogi było dwóch Polaków, w tym kapitan. Początkowo porywacze domagali się 25 mln dolarów okupu. Saudyjski tankowiec został uwolniony w styczniu za 3 miliony dolarów okupu.

5 z 12 piratów, którzy brali udział w oddaniu statku, utonęło w drodze powrotnej, gdy ich mała łódka przewróciła się na wysokiej fali. Wraz z nimi w morskiej toni zniknęło 300 tys. dolarów. Ciało jednego z piratów wyłowiono z morza. Miał przy sobie 150 tys. dolarów.

Do kolejnego porwania statku doszło wczoraj. Norweski statek Bow Asir przewożący chemikalia z Zatoki Perskiej został zaatakowany przez 16-18 piratów uzbrojonych w karabiny maszynowe. Przybili oni na dwóch małych łodziach. Międzynarodową załogę Bow Asir stanowi 27 marynarzy, wśród których jest pięciu Polaków. Na razie nie ma kontaktu ze statkiem.