czwartek, 18 czerwca 2009

ME koszykarek: Francuzki pokonały Greczynki 51:49

Francja
mk, PAP
2009-06-18, ostatnia aktualizacja 2009-06-18 21:22
Piłka w koszu
Piłka w koszu
Fot. Lotos PKO BP Gdynia - materiały promocyjne

Koszykarki Francji zostały trzecimi półfinalistkami mistrzostw Europy pokonując w Rydze. w pierwszym czwartkowym ćwierćfinale, Grecję 51:49. Francuzki zapewniły sobie jednocześnie udział w przyszłorocznych mistrzostwach świata, które odbędą się w Czechach

W piątkowym półfinale Francja zmierzy się z Białorusią, która przed dwoma laty zajęła w ME we Włoszech trzecie miejsce. Pięć najlepszych ekip ME na Łotwie uzyska prawo gry w MŚ w 2010 roku.

Spotkanie było bardzo zacięte, a na tablicy najczęściej pojawiał się remis bądź minimalne, jedno-dwupunktowe prowadzenie jednej z drużyn. Francuzki, mimo że miały zdecydowaną przewagę pod tablicami (wygrały w tym elemencie 39:21), nie potrafiły jej przełożyć na zdobycze punktowe.

Najwyższe prowadzenie uzyskały natomiast Greczynki, które w 34. minucie prowadziły 44:39. Końcówka należała jednak do bardziej doświadczonych Francuzek, które po punktach Sandrine Grudy i rzucie za trzy punkty Celine Dumerc na 1.50 przed końcem przegrywały 48:49. Greczynki spudłowały cztery kolejne rzuty a zwycięskie punkty dla Francji, także rzutem zza linii 6,25 m, zdobyła Florence Lepron.

Wynik: Francja - Grecja 51:49 (10:7, 12:14, 15:13, 14:15)

Francja: Sandrine Gruda 16, Emmelie Ndongue 8, Florence Lepron 7, Celine Dumerc 6, Elodie Godin 4, Isabelle Yacoubou-Dehoui 4, Catherine Melain 4, Anael Lardy 2, Emieli Gomis 0, Emmenuelle Hermouet 0, Endene Miyem 0;

Grecja: Evantia Maltsi 18, Styliani Kaltsidou 10, Zoi Dimitrakou 7, Pelagia Papamichail 6, Aikaterina Sotiriou 5, Dimitra Kalentzou 3, Lolita Limoura 0, Afroditi Kosma 0.

Egipt pokonał Włochy 1:0 w Pucharze Konfederacji


Sport.pl
Reprezentacja Egiptu pokonała ekipę Włoch 1:0 w meczu drugiej kolejki grupy B Pucharu Konfederacji. Tym samym Egipcjanie pozostaje w grze o awans, skomplikowała się za to sytuacja Włochów. Jednym z bohaterów spotkania był bramkarz Egiptu, Al-Hadari
Zobacz egipską sensację na Zczuba.tv »

Egipcjanie podchodzili do tego meczu ze, swoją drogą uzasadnionym, żalem do całego świata za sytuację z meczu z Brazylią, który przegrali w doliczonym czasie gry po rzucie karnym podyktowanym przez Howarda Webba. Grozili nawet, że na spotkanie z Włochami nie wyjdą.

Na szczęście dla siebie wyszli i to doskonale zmotywowani. W spotkaniu z Brazylijczykami mieli 55 proc. posiadania piłki, co rzadko przytrafia się rywalom "canarinhos". W czwartek też byli lepsi.

Zaczęło się od kilku ataków Włochów, ale ładniejszy i ciekawszy futbol grali Egipcjanie. Mieli jednak jeden kłopot - całkowitą nieumiejętność oddawania strzałów.

Do piętnastej minuty Egipt zdołał przeprowadzić kilka niemal identycznych ataków. Rozprowadzenie piłki prawym skrzydłem, zagranie do Zidana, który w polu karnym świetnie kiwał się z obrońcami, ale nie potrafił i nie chciał oddać strzału. Był też zresztą świetnie kryty przez Cannavaro.

Od czasu do czasu atakowali Włosi, ale ich rywale pokazali też świetną, stanowczą grę formacji defensywnej.

To, że w 40 min. doszło do zdobycia bramki przez Egipcjan można chyba nazwać cudem. Najpierw Abd-Rabou skopiował uderzenie Rossiego sprzed kilku minut, po którym Buffon musiał identycznie jak Al-Hadari wcześniej końcówkami palców przenosić piłkę nad poprzeczką. Piłka z kornera trafiła wprost na głowę zupełnie niepilnowanego Homosa, który umieścił ją przy prawym słupku bramki.

Druga połowa zaczęła się podobnie. Gra była dość wyrównana, choć lepsze wrażenie robili Egipcjanie. Grali błyskotliwie i z werwą. Kłopoty zaczynały się, gdy podchodzili pod bramkę przeciwnika i przychodziło do oddania strzału.

Gdy do końca meczu zostało już tylko pół godziny, swój popis rozpoczął egipski golkiper, Al-Hadari. Najpierw odważnie złapał piłkę w sytuacji sam na sam z Iaquintą, kiedy sędzia nie zauważył spalonego. Potem bronił kolejne uderzenie Iaquinty, tym razem nogami. Szczęścia próbował jeszcze Montolivo, ale to było za mało na Al-Hadariego, który najlepszą interwencją popisał się dopiero w 78 min. Pirlo świetnie wrzucił na długi słupek do Toniego, a ten błyskawicznie uderzył z kilku metrów. Al-Hadari zdołał jednak zatrzymać piłkę opuszkami palców i dopaść do niej.

Pod godzinie gry doszło też do kilku dziwnych zmian. Najlepszego w drużynie Włochów Rossiego zastąpił Toni. Również wyróżniającego się, lecz utykającego Zidana, musiał zastąpić Eid. Trener Egipcjan wpuścił też na plac gry Faraga, który przez ostatnie 20 min. był kulą u nogi swoich kolegów.

Włosi szansę mieli po rzucie wolnym Pirlo, który o centymetry minął słupek bohatera spotkania, a także strzale Iaquinty z 86 min., po którym piłka odbiła się od poprzeczki egipskiej bramki.

Doliczone pięć minut to było wielkie zamieszanie w polu karnym Egiptu. Na pomoc kolego przybył nawet Buffon. Al-Hadari był bliski popełnienia błędu, gdy wyszedł z bramki trochę za daleko, ale chwilę później ofiarnie naprawił swój błąd.

Włosi w pierwszym meczu pokonali USA 3:1 i teraz mają tyle samo punktów co Egipt. W niedzielę zmierzą się z Brazylią, która ma już w kieszeni awans. Egipt zagra o wszystko z USA.

Zobacz Brazylia - Egipt na Zczuba.tv »

wtorek, 16 czerwca 2009

Agnieszka nie dała szans Urszuli


Jakub Ciastoń
- Punkty uciekały Uli jak galopujące mustangi - opowiada "Gazecie" i Sport.pl trener Robert Radwański. Jego starsza córka rozbiła we wtorek młodszą 6:1, 6:1 w I rundzie turnieju WTA w angielskim Eastbourne.
Tym razem niespodzianki nie było. 11. w światowym rankingu 20-letnia Agnieszka Radwańska w 59 minut zmiotła z trawiastego kortu młodszą o dwa lata Urszulę (WTA 71) i zrewanżowała się za sensacyjną porażkę z lutego. Wtedy w Dubaju Urszula ograła Agnieszkę w dwóch setach w pierwszym ich oficjalnym pojedynku.

- Nie można porównywać tych meczów. Agnieszka miała w Dubaju anginę i wyszła na kort niemal prosto z samolotu z Paryża. Teraz to Urszula była zmęczona, bo grała ósmy mecz z rzędu. W zeszłym tygodniu doszła do ćwierćfinału w Birmingham, a w Eastbourne odniosła wcześniej trzy zwycięstwa w kwalifikacjach. Narzekała już na ból kolana - mówi Sport.pl Robert Radwański.

Agnieszka przeważała od początku. Z łatwością wygrywała gemy serwisowe i nie miała większych problemów z przełamaniem podania Urszuli. Więcej walki było jedynie w gemach otwierających sety. - Agnieszka nie grała od Rolanda Garrosa. Jest wypoczęta. Pokazała, że trawa to jej ulubiona nawierzchnia. Świetnie się ruszała. Ula była spóźniona do większości piłek ledwie o ułamki sekund, ale to wystarczyło, by punkty uciekały jej jak galopujące mustangi - odpowiada Radwański. - W sumie dobrze się stało, bo Urszula potrzebuje trochę odpoczynku - dodaje trener.

Zwycięstwo nad siostrą było rozstawionej z ósemką Agnieszce znacznie bardziej potrzebne, bo w Eastbourne (pula nagród 600 tys. dol.) broni aż 550 pkt do rankingu WTA. Wywalczyła je przed rokiem wygrywając ten turniej. W finale ograła Nadię Pietrową. Wczesna porażka mogłaby oznaczać spadek nawet na 15. miejsce w rankingu tuż przed Wimbledonem, który startuje już w poniedziałek.

W tym roku Eastbourne ma znacznie mocniejszą obsadę, o powtórkę będzie więc Radwańskiej trudniej. Przyjechała niemal cała czołówka - z pierwszej dziesiątki brakuje tylko Dinary Safiny i sióstr Williams. - Ale nie gramy pod presją. Celem jest dobre przygotowanie do Wimbledonu. Chcemy zagrać kilka dobrych meczów, tylko to się liczy - podkreśla Radwański. Zresztą faworytki nie zachwycają. Z Eastbourne odpadły już m.in. Swietłana Kuzniecowa (nr 2), Jelena Janković (3) i Ana Ivanović, a z powodu kontuzji wycofała się Wiktoria Azarenka (5). - Na trawie dzieją się cuda. Ta nawierzchnia nie wybacza - śmieje się Radwański.

W II rundzie Agnieszka zmierzy się w środę z Chinką Na Li (WTA 19), która pokonała grającą z dziką kartą Brytyjkę Elenę Baltachę (WTA 105) 6:2, 7:5. Radwańska grała z Li tylko raz - w lutym tego roku przegrała w trzech setach w meksykańskim Monterrey. - Niewygodna, trudna rywalka. Uderza bardzo płasko i mało psuje. Tydzień temu była w finale w Birmingham. Może być zacięty mecz, ale Agnieszka na trawie jest niezwykle groźna dla każdego - ocenił Victor Archutowski, menedżer Agnieszki.

Cytat dnia:


"Na kogo stawiałem przed meczem? Na remis oczywiście" - Robert Radwański

Ana Ivanović przegrała w pierwszej rundzie - czytaj tutaj »