niedziela, 22 maja 2011

Liga hiszpańska. Pożegnanie Dudka, rekord Ronaldo

Rozmawiał Robert Błoński
2011-05-22, ostatnia aktualizacja 2011-05-22 20:42
Jerzy Dudek żegna się z kolegami
Jerzy Dudek żegna się z kolegami
Fot. Paul White AP

Na następne tak piękne i chwytające za gardło pożegnanie polskiego piłkarza poczekamy długo - mówi Mirosław Trzeciak, były reprezentant Polski, który pracuje w IV-ligowym CD Iruna, filii Osasuny Pampeluna

Gdy w 78. minucie meczu z Almerią bramkarz schodził z boiska, jego koledzy utworzyli szpaler. Dudka oklaskiwali Xabi Alonso, z którym grał jeszcze w Liverpoolu, Ronaldo, Pepe, na koniec uściskał go trener José Mourinho. Portugalczyk pracował z 38-letnim Polakiem rok, chwalił go za profesjonalizm i pracowitość. - Zabrakło mi słów. Nie spodziewałem się takiego pożegnania - powiedział Dudek, który w Madrycie spędził cztery sezony. Zagrał w 12 spotkaniach, zdobył mistrzostwo i Puchar Hiszpanii. W czerwcu kończy się mu kontrakt z Realem.

Wygrany 8:1 mecz z Almerią był także wyjątkowy dla Cristiana Ronaldo. Portugalski napastnik strzelił 39. i 40. gola w sezonie i pobił rekord Telmo Zarry oraz Hugo Sáncheza, którzy strzelili po 38 goli. W 54. meczach we wszystkich rozgrywkach w tym sezonie Ronaldo zdobył 53 bramki i pobił klubowy rekord Ferenca Puskása z sezonu 1959/60. Węgier uzbierał jednak 49 goli w ledwie 38 meczach.

Robert Błoński: W ten sposób w Hiszpanii żegna się piłkarzy odchodzących z klubu?

Mirosław Trzeciak: Nie wszystkich. Szpaleru, jaki zrobili piłkarze Realu w sobotę, nie widziałem tu nigdy. Widać, że Jurek był szanowany w szatni. Szybko stał się kimś wyjątkowym, dlatego pożegnano go z takimi honorami. W Polsce postrzegano go jako rezerwowego, który w Realu nie ma wpływu na nic, ale w Madrycie - szczególnie młodzi gracze - patrzyli w niego jak w obrazek. Podziwiali jego podejście do treningów i obowiązków. Zawodnicy przychodzący z Anglii trenują z większym zaangażowaniem od tych, którzy ćwiczą w Hiszpanii. On musiał im imponować.

Jurek wiele osiągnął w futbolu, a to jest bardzo ważne w Madrycie. Nie wiem, czy piłkarzowi, który nie wygrał Ligi Mistrzów, urządzono by taki spektakl. Forma pożegnania świadczy o tym, jak bardzo José Mourinho sfamiliaryzował zespół. Na zewnątrz wizerunek Realu jest szorstki, w środku atmosfera zupełnie inna. Mourinho walczy z całym światem, ale szatnia jest wolna od problemów. To ma być grupa wspierających się ludzi. Rezerwowi żyją meczem tak samo jak pierwsza jedenastka.

Dlatego tak fetowali Jurka?

- To była podniosła chwila. Odchodził ktoś bardzo ważny. Nie przekładało się to na jego grę, ale zespół tworzy się podczas treningów i w szatni, a nie w trakcie meczu. Dla Mourinho najważniejsza są właśnie szatnia i trening. Mecz to wisienka na torcie, wypadkowa tego, co dzieje się w tygodniu.
Na czym mogła polegać wyjątkowość Dudka w szatni?

- Jeśli przynajmniej 90 proc. zawodników kadry zespołu nie trenuje na najwyższym poziomie, to nie ma rywalizacji. A wtedy trudno, żeby gracze z podstawowej jedenastki byli w optymalnej formie fizycznej i psychicznej. W każdej drużynie musi być grupa doświadczonych zawodników, nawet walczących o miejsce w składzie, którzy motywują resztę. Ciągle przypominają młodszym, jaka jest ich rola, znaczenie i gra w Realu. Jak ważny jest każdy trening.

Dudek szybko stał się takim zawodnikiem.

- Kiedy trafił do Realu, miał status gwiazdy. Przychodził z Liverpoolu, dla którego wygrał Champions League. Sprowadzono go jako godny zaufania autorytet. Trudno było ściągnąć bramkarza, który rywalizowałby z Casillasem, bo to niemożliwe. Real wziął bramkarza z gwarancją. Było wiadomo, że będzie grał mało, ale jak wejdzie między słupki, to się nie spali psychicznie, pokieruje zespołem, ustawi obronę, a reszta będzie go słuchać. Jego doświadczenie powodowało, że mógł zwrócić uwagę każdemu zawodnikowi. Dlatego pożegnanie Jurka to dla nas powód do dumy. Polska piłka tak mało dostarcza radości, satysfakcji i wzruszeń, a na jego przykładzie widać, że gdzieś nas szanują i cenią. Takie chwile są poruszające.

Skoro tak go szanowali, to czemu nie został na kolejny rok?

- Uznali, że rezerwowi dojrzeli, by zająć jego miejsce. Adan dał gwarancję, że na dwa-trzy mecze w sezonie - trudno mi sobie wyobrazić, żeby Casillas pozwoli mu grać więcej - jest w stanie zastąpić kapitana Realu i reprezentacji Hiszpanii. To naturalna decyzja, wcześniej Jurek dostawał co roku nowy kontrakt, bo zastępcy nie byli gotowi. W Madrycie muszą mieć pewność, że drugi bramkarz - kiedy już zagra - ze zdenerwowania nie wypuści piłki z rąk przy pierwszej interwencji.

A co pan powie tym, którzy twierdzą, że sportowo Dudek stracił cztery lata, gniotąc ławkę rezerwowych Realu?

- Tak może mówić tylko frustrat, który nie zna się na sporcie. Każdy człowiek z ambicjami powie, że zazdrości Jurkowi. On tylko wygrał na pobycie w Realu z najlepszymi piłkarzami i trenerami świata.

Co mu dały te cztery lata?

- Kontakty i ogromną wiedzę. Ma gigantyczną mądrość, przeżył to, do czego naprawdę niewielu ma dostęp. Odchodzi w dobrym momencie, kiedy wszyscy są jednomyślni i nawiązała się harmonia między kibicami a zespołem. Barcelona jest wielką drzazgą w organizmie Realu, ale w Madrycie wszyscy wierzą, że zespół Mourinho dopadnie rywali. A my długo będziemy czekać na kolejne takie pożegnanie polskiego piłkarza.

Widzisz Dudka teraz jako zawodnika czy już jako dyrektora sportowego albo prezesa?

- Chyba jeszcze ma ochotę na grę. Teraz bramkarze są długowieczni.

NBA. Nieudana pogoń Thunder, Mavs prowadzą 2-1

Michał Owczarek
2011-05-22, ostatnia aktualizacja 2011-05-22 08:24

22.05.2011, godzina 03:00

Oklahoma City Thunder

Pierwsza piątka:
Durant 24, Ibaka 9, Perkins 4, Sefolosha 4, Westbroork 30
Inni:
Harden 7, Collison 9, Maynor, Cook
87
93
  • 314 Kw23
  • 203 Kw18
  • 242 Kw25
  • 121 Kw27

Dallas Mavericks

Pierwsza piątka:
Marion 18, Nowitzki 18, Chandler 8, Stevenson 8, Kidd 13
Inni:
Stojaković 7, Terry 13, Haywood 4, Barea 4
Dallas Mavericks
Dallas Mavericks
Fot. Eric Gay AP

Dirk Nowitzki celnymi rzutami w ostatnich pięciu minutach powstrzymał szaleńczą pogoń Oklahoma City Thunder, którzy odrabiali 23-punktową stratę z pierwszej połowy. Dallas Mavericks wygrali na wyjeździe 93:87 i objęli prowadzenie w finale Konferencji Zachodniej (2-1).

To pierwszy mecz w serii z Thunder, który Mavs wygrali obroną. W dwóch pierwszych rundach radzili sobie przyzwoicie w defensywnie, ani Blazers, ani Lakers nie byli w stanie rzucić im w jednym meczu więcej niż 96 punktów. Thunder w obu meczach w Dallas zdobyli ponad 100 punktów, w sobotę zostali zatrzymani.

Mavericks bronili, zwłaszcza w pierwszej kwarcie, tak jak do tej pory tego nie robili - twardo, agresywnie, a przy tym unikali nadmiernej liczby fauli. Dobrze kryli strzelców z dystansu (Thunder trafili tylko jeden na 17 rzutów za trzy), Kevin Durant długo nie mógł sobie znaleźć miejsca na parkiecie. Lider zespołu z Oklahoma City spudłował wszystkie rzuty z dystansu, rzucał na niskiej skuteczności (7/22), nie radził sobie z podążającym z nim jak cień Shawnem Marionem.

Thunder w pierwszej kwarcie zdobyli zaledwie 12 punktów trafiając tylko cztery z 17 rzutów z gry. Na początku drugiej kwarty po punktach spod kosza Brendana Haywooda Mavs osiągnęli najwyższą, 23-punktową przewagę w meczu. Goście wykorzystywali to, że Thunder podwajali Dirka Nowitzkiego. Niemiec nie miał łatwego życia, rzadko miał choć centymetr wolnego miejsca, często do pomocy przy kryciu dochodził drugi zawodnik - wtedy Nowitzki albo odgrywał do wchodzącego pod kosz zawodnika albo oddawał na obwód. Mavs świetnie dzielili się piłkę i trafiali z czystych pozycji. Stąd ich wysoka przewaga w pierwszej połowie.

Thunder nie złożyli broni. Po przerwie zaczęli grać agresywniej. Częściej piłkę w swoje ręce brał Russell Westbrook i indywidualnymi akcjami próbował skruszyć mur z Dallas. Na początku czwartej kwarty wykorzystując swoją szybkość, skoczność i cały repertuar zagrać ofensywnych pociągnął Thunder. Gospodarze zmniejszyli straty z 23 punktów (na początku drugiej kwarty) do sześciu na 5:35 przed końcem meczu.

Na 24 sekundy przed końcem Thunder mieli już tylko cztery punkty straty, ale bezbłędni z linii rzutów wolnych Nowitzki i Jason Terry nie pozwolili rywalom zbliżyć się na mniej. Dwaj weterani w zasadzie uratowali zwycięstwo Mavs w meczu numer trzy. Niemiec, który przez cały mecz nie radził sobie z obroną Thunder, a zwłaszcza z Nickiem Collisonem, w ostatnich pięciu minutach trafił trzy niesłychanie ważne rzuty, a w czwartej kwarcie zdobył 10 ze swoich 18 punktów. Terry w ostatnich 12 minutach meczu zdobył sześć punktów (z 13).

18 punktów rzucił Nowitzki, tyle samo miał Shawn Marion. Bardzo dobrze pod koszami grał Tyson Chandler. Niezbyt widoczny w ataku środkowy Mavs rzucił osiem punktów, ale miał aż 15 zbiórek. Po 13 punktów dorzucili Terry i Jason Kidd.

W Thunder najskuteczniejszy był Westbrook (30 punktów), 24 punkty zdobył Kevin Durant, ale dwójce liderów zabrakło wsparcia zawodników drugiego planu i skuteczności. James Harden po dobry meczu numer dwa, teraz pudłował (siedem punktów, dziewięć zbiórek), a cały zespół gospodarzy rzucał ze skutecznością zaledwie 36,5 procent (Mavs 43,9).

Mavericks odzyskali przewagę własnego parkietu. Co więcej, było to ich czwarte zwycięstwo z rzędu w hali rywala w tegorocznym play-off. Po trzech meczach prowadzą w serii do czterech zwycięstw 2-1 i są bliżej awansu do finału NBA. Spotkanie numer cztery w nocy z poniedziałku na wtorek polskiego czasu. Początek o godz. 3, transmisja w Canal+ Sport.

Na wschodzie w rywalizacji Bulls z Heat po dwóch meczach w Chicago jest remis 1-1. Teraz rywalizacja przenosi się na dwa spotkania do Miami, pierwsze z nich w nocy z niedzieli na sobotę polskiego czasu. Początek meczu numer trzy o godz. 2:30, transmisja w Canal+ Sport.

Piłkarze Schalke 04 Gelsenkirchen zdobyli Puchar Niemiec

borzech, PAP
2011-05-21, ostatnia aktualizacja 2011-05-21 22:37
Piłkarze Schalke cieszą się z Pucharu Niemiec
Piłkarze Schalke cieszą się z Pucharu Niemiec
Fot. KAI PFAFFENBACH REUTERS

Piłkarze Schalke 04 Gelsenkirchen zdobyli po raz piaty w historii Puchar Niemiec. W finale na Stadionie Olimpijskim w Berlinie pokonali drugoligowy MSV Duisburg 5:0 (3:0).

Bohaterem spotkania, które obejrzało ponad 75 tys. kibiców, był zdobywca dwóch bramek Klaas-Jan Huntelaar. Holender wpisał się na listę strzelców w 22. i 70. minucie meczu.

Gole dla Schalke strzelili również 17-letni pomocnik Julian Draxler w 18., obrońca Benedikt Hoewedes w 42. oraz Hiszpan Jose Manuel Jurado w 55. minucie.


To pierwsze trofeum w sezonie drużyny z Gelsenkirchen, która w Bundeslidze spisała się słabo, zajmując dopiero 14. miejsce. Zespół dotarł jednak też do półfinału Ligi Mistrzów, gdzie wyeliminował go Manchester United (0:2 i 1:4).

Piłkarski Puchar Niemiec rozgrywany jest od 1935 roku. Pierwszym triumfatorem była drużyna FC Nuernberg. W poprzednim sezonie trofeum wywalczył Bayern Monachium, który jest najbardziej utytułowanym klubem w tych rozgrywkach - 15 zwycięstw. Sześć sukcesów ma w dorobku Werder Brema, a pięć - Schalke 04.