piątek, 22 czerwca 2012

Boniek: Przegraliśmy jak frajerzy. Franek i jego drużyna to spieprzyli

Boniek: Przegraliśmy jak frajerzy. Franek i jego drużyna to spieprzyli

Data dodania: 2012-06-22 06:00:09 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2012-06-22 10:24:38

Polska

Cezary Kowalski

Boniek: Przegraliśmy jak frajerzy. Franek i jego drużyna to spieprzyli

Zbigniew Boniek (© FOT GRZEGORZ JAKUBOWSKI/POLSKAPRESSE)

- Generalnie to nasza drużyna miała prawo przegrać, zawsze przecież ktoś w sporcie musi być przegrany. Ale można było przegrać jak Szwecja, Ukraina czy Chorwacja. Z honorem, po wielkiej walce i dobrej grze. My przegraliśmy jak frajerzy. Czy się to komuś podoba, czy nie - mówi Zbigniew Boniek, legendarny piłkarz reprezentacji Polski, w rozmowie z Cezarym Kowalskim.

Uważa Pan, że blisko trzy lata pracy Franciszka Smudy to czas, który nie został stracony, i zostały stworzone solidne fundamenty pod reprezentacjęna eliminacje mistrzostw świata, które rozpoczynają się we wrześniu? 
Panie, jeszcze jedno takie pytanie i pójdę po alkomat, i poproszę, aby pan dmuchnął. (śmiech) Przez cały okres swojej pracy Smuda zagrał trzy poważne mecze o punkty, dwa zremisował, jeden przegrał. Dodam, że wszystkie graliśmy na własnym terenie. Gdyby ktoś w ten sposób rozpoczął jakiekolwiek eliminacje - od takich wyników, u siebie - od razu straciłby pracę, bo to pewnie oznaczałoby, że stracił również szanse awansu. No, nie można tego określić inaczej: to kompromitacja.
∨ Czytaj dalej

Reklamy Google

Oferta Dla Kibica
Mistrzowska Oferta od TESCO. Sprawdź Co Się Przyda Na Mecz!
www.Tesco.pl/Dla_Kibica

Pokoje na Euro 2012
Niskie Ceny Pokoi, 8km do Stadionu. WiFi,TV,Wyżywienie,Parking, Zobacz!
noclegiokecie.pl/Euro_2012_Warszawa

Nie chcę znęcać się nad Frakiem, bo jak śpiewała Maryla Rodowicz: "Ale to już było". Podobało mi się, że od razu po przegranym meczu powiedział, że odchodzi. Wyjechał sobie do Wadowic, koniec, kropka. No tak, skasował jeszcze solidnie PZPN na koniec, ale to nie nowina. Wiadomo przecież, jak bardzo Franek kasę lubi. Jakby była taka możliwość, to wziąłby nie tylko za te dwa punkty, ale także za wrażenia artystyczne. (śmiech) 

Waldemar Fornalik z Ruchu Chorzów ma zostać następcą Franciszka Smudy. To dobry kandydat na selekcjonera? 
Żaden nie jest zły. Pytanie tylko, czy prawdą jest, że cały sztab dobrać ma mu PZPN. A słyszałem, że tak, i drugim trenerem ma zostać dotychczasowy asystent Franciszka Smudy Jacek Zieliński, pewnie zostawią także trenera od przygotowania fizycznego, fizjologa, psychologa, trenera od napastników i tak dalej. Jeśli tak miałoby być, to od razu Fornalik stawia się na przegranej pozycji. Daje sobie wszystko narzucić i staje się marionetką. Zresztą Franek też kiedyś mówił, że nie potrzebny mu psycholog, bo kadra to nie dom wariatów. A jak zbliżał się turniej, to jednak ktoś taki znalazł się w kadrze i prowadził terapię z zawodnikami. 

Pytam się, co taki specjalista może zrobić w ciągu paru tygodni. Przecież on nawet nie zdąży poznać tych ludzi, do których powinien podchodzić indywidualnie. Nawrzucali grzybów do barszczu i spodziewali się sukcesu. To tak, jakby zebrać najbardziej doświadczone polskie piosenkarki - Santor, Rodowicz, Sobczyk, Sipińską - i kazać im grać w zespole oraz zmusić do zrezygnowania z prywatnych ambicji. Taki Fornalik, jeśli zostanie selekcjonerem, musi mieć swoich ludzi, być prawdziwym szefem i do tego mieć parasol ochronny. Widzieliśmy, jak Franek był pozbawiony wsparcia, jak miotał się i wypowiadał w każdej sprawie. Dzisiaj piłka nożna to jest towar. Nie wystarczy wygrywać, aby być dobrym. Za to dobrym można być nawet bez wygrywania. Trzeba jednak wiedzieć, jak w tym biznesie się poruszać. Prawdę mówiąc, to zatrudnienie Fornalika jest taką randką w ciemno. Nie wiadomo, kto jest po drugiej stronie kotary. 

Pan kiedyś też zagrał w ciemno, ściągając z Cypru Jerzego Engela, który później, pierwszy raz po 16 latach, awansował z kadrą na mundial. 
Zgadza się, ale Jurek dostał prawdziwy parasol ochronny. Pamiętacie, ile meczów nie mógł wygrać, zanim zaczęło mu iść. Nie było konferencji prasowej, na której redaktor Kmiecik nie zadawał pytania wprost: Kiedy ten pan zostanie wyp... Nie jestem pewien, czy Fornalik jest w stanie dostać takie wsparcie w związku, jakie miał kiedyś Engel. Zresztą dyskusja o nowym selekcjonerze to nie jest największy problem polskiej piłki. To jest w ogóle bardzo mało istotne, kto nim będzie. 

Cała Polska tym żyje. 
Bo przecenia rolę trenera w piłce nożnej. Zastanawiam się, dlaczego kiedyś wszyscy trenerzy byli dobrzy? Wszyscy. Górski, Gmoch, Strejlau, Kulesza, nawet Wójcik. A teraz wszyscy są źli. I wie pan, dlaczego, bo jednak najwięcej zależy od samych zawodników. Trener może trochę pomóc albo trochę zaszkodzić, ale takiego radykalnego wpływu na drużynę nie ma. 

W takim turnieju jak Euro, w takiej drużynie jak Polska to trochę może jednak oznaczać zwycięstwo zamiast remisu albo remis zamiast porażki. 
No, zgadza się. Gdyby z Grekami wpuścił Sobiecha na ostatnie minuty i kazał grać długą piłką do napastników, to może by coś wpadło. Ja mówię jednak o pryncypiach. Nam się wydaje, że sport to jest nie wiadomo jaka dziedzina, i podchodzimy do niej przesadnie naukowo. Pamiętam, jak Małysz w pewnym momencie wpadł w dołek. Cały sztab zaangażowano, aby to badał. Psycholog, fizjolog zastanawiali się, pod jakim kątem nogę zgina, jak się wybija z progu. A jak się Aleksander Kwaśniewski zapytał Apoloniusza Tajnera, dlaczego Małysz przestał tak daleko skakać, to usłyszał, że oni przede wszystkim nie wiedzą, dlaczego w ogóle zaczął. A to przecież żona mu doradziła: Weź, Adam, i zacznij wreszcie skakać. No i zaczął. (śmiech) 

Czyli trener nic nie jest w stanie sknocić? 

Oczywiście, że jest. Pamiętam, jak po kilku dniach zgrupowania Robert Lewandowski powiedział, że jak tak dalej będzie trenował, to za dwa, trzy dni będzie biegał, ale do tyłu. No i sprawdziło się. Biegał do tyłu. Na pewno zawodnicy nie grali tak dobrze jak w klubach. Generalnie to nasza drużyna miała prawo przegrać, zawsze przecież ktoś w sporcie musi być przegrany. Ale można było przegrać jak Szwecja, Ukraina czy Chorwacja. Z honorem, po wielkiej walce i dobrej grze. My przegraliśmy jak frajerzy. Czy się to komuś podoba, czy nie. 

Co dalej z tą kadrą? 
Czterech, pięciu czy nawet sześciu zawodników powinno sobie dać spokój.

Na pewno nie jest też tak, jak mówi Smuda, że po Leo Beenhakkerze zastał spaloną ziemię i brał do kadry tylko nowych zawodnikówNo, to przeanalizujmy. Lewandowski, Błaszczykowski, Piszczek, Dudka, Murawski, Wasilewski, Brożek, Obraniak. Oni wszyscy byli powoływani za Beenhakkera. Nawet Szczęsnego Leo wziął jako pierwszy na zgrupowanie. Zasługą Franka są oczywiście te farbowane lisy. I to też nie wszystkie, bo przecież Obraniaka już za Leo farbowali. Muszę jednak przyznać, że te lisy, które zafarbował Franek, się jednak sprawdziły. Taki Boenisch popełnił kilka błędów, ale generalnie się spisywał. Jak na solidnego niemieckiego profesjonalistę przystało. (śmiech) 

Oglądał Pan konferencję Grzegorza Laty? 
Tak. I nie wiem, po co ją zorganizował. Jakieś tłumaczenie z pieniędzy na premie. Przecież to kompromitacja, że prezes mówi, że zaproponował ileś tam, ale się rada drużyny nie zgodziła. A co to związki zawodowe, w drużynie, która się kilka razy w roku zbiera. Prezes powinien powiedzieć, że dostaną pieniądze, ale za wyjście z grupy. Koniec kropka. A jak się nie podoba, to do widzenia i w kadrze będą grali inni. Co to jest, że piłkarze po przegranym turnieju domagają się kasy? Albo ten tekst o tym, że w sprawie wyboru trenera rozpoczyna jakieś procedury. Propozycje powinien przedstawić prezes po konsultacji z dyrektorem sportowym i tyle. A teraz co zarząd będzie wszczynał procedury i porównywał Skorżę do Fornalika, Engela do Probierza? Zrobią tajną naradę, a później tajne głosowanie? 

Kto jest Pana faworytem? 
Jak bym teraz powiedział, że Fornalik, to już właśnie bym go ugotował. Przecież wiadomo, że Lato zrobi dokładnie odwrotnie, niż chciałby Boniek. (śmiech) 

Prezes PiS Jarosław Kaczyński twierdzi, że Pan powinien uzdrowić polską piłkę i skorzystać ze znajomości z Michelem Platinim. 
Z całym szacunkiem dla tego wybitnego polityka, ale ja już odpowiedziałem. Nie uważam, aby politycy powinni zmieniać polska piłkę. Z Platinim gadam, ale nie koniecznie o polskiej piłce. Nie zamierzam mu jakichś donosów składać. Zresztą nie gram w drużynie pana prezesa Kaczyńskiego. 

Gra Pan w drużynie PO? 
W żadnej nie gram. Ja już od dawna nie gram w piłkę. (śmiech) Kuratora usiłowali wprowadzać już Dębski, Lipiec i Drzewiecki. Wszyscy wiemy, jak to się kończyło. Owszem, politycy mogliby w jakiś sposób kontrolować sport, ale rozsądnie. Nie tak jak minister Mucha na przykład, która nawet nie wiem, czy wie, że wydaje corocznie na polską piłkę pięć milionów złotych. Na gimnazja sportowe. Zamiast marnować tę kasę na 14- czy 17-latków, którzy już powinni grać w tym wieku w piłkę na wysokim poziomie, trzeba by to przeznaczyć dla najlepszych wojewódzkich związków, które szkolą młodzież. Zastanowić się, jak wykorzystać orliki, stworzyć rozsądny program itd. 

Ile stracimy finansowo na porażce Polaków już w pierwszej rundzie? 
Setki milionów złotych. Może nawet jakiś mały procent PKB. Rozmawiałem ze specjalistami. Mogła się ta koniunktura jeszcze pokręcić. A tak załamały się kontrakty sponsorskie, reklamy, marketing, odbije się taki wynik także na sprzedaży praw do transmisji eliminacji następnego turnieju, inwestycjach w futbol klubowy i wielu innych czynnikach. Żal zmarnowanej szansy, bo była okazja, aby naprawdę boom na piłkę się w Polsce pojawił. Skoro mecze wtelewizji oglądało po 15 mln ludzi, to znaczy, że nie byli to tylko kibice, ale ludzie, którzy po prostu kochają Polskę i tym futbolem z okazji tego święta się zainteresowali.
Te wszystkie zapewnienia o tym, że atmosfera jest świetna, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik, że jesteśmy świetnie przygotowani fizycznie i gotowi na każdą ewentualność, okazały się jednym, wielkim kitem. Znamienny był ostatni mecz Smudy. Trener, który słynął z tego, że jego zespoły zawsze grały ofensywnie, i swego czasu nawet na Hiszpanów wystawił trzech napastników, skończył w meczu, który musiał wygrać z jednym miotającym się w ataku Lewandowskim. Za to z trzema defensywnymi pomocnikami. 

wtorek, 19 czerwca 2012

Trzy samobójstwa, które niektórzy chcą połączyć w nieprzypadkowy ciąg


46 minut temu

Tragiczna śmierć gen. Sławomira Petelickiego, który popełnił samobójstwo, wywołała falę domysłów na temat tego, czy aby na pewno nikt nie pomógł twórcy GROM-u w targnięciu się na własne życie. Śledztwo prokuratury trwa. Część mediów i osób łączy jednak śmierć generała z innymi samobójczymi zgonami, ale wyniki śledztw często nie pozostawiają wątpliwości.

Sławomir Petelicki, fot. PAP/Radek Pietruszka
Sławomir Petelicki, fot. PAP/Radek Pietruszka

W dzień przed Wigilią, 23 XII 2009 r. w swoim domu znaleziono ciało Grzegorza Michniewicza, dyrektora generalnego KPRM. 5 VIII 2011 r. zięć znalazł Andrzeja Leppera, który powiesił się w swoim gabinecie. 16 VI 2012 r. w garażu swojego domu od strzału w skroń zmarł gen. Sławomir Petelicki. Część prawicowych mediów i polityków łączy te zgony w ciąg, bo osoby te były albo krytykami obecnej władzy, albo miały zbyt wiele o niej wiedzieć. Pojawiła się nawet teza o 3-4 osobowym "komando seryjnych samobójców".

Wątpliwości albo wprost wyrażane przekonanie, że te trzy zgony nie są przypadkowe i w istocie nie są efektem targnięcia się na własne życie, znajdują duży posłuch w środowiskach prawicowych i sympatyzujących z nimi mediach. I tak np. Nowy Ekran, piórem swojego szefa Tomasza Parola, stwierdził, że za dziwnymi śmierciami w ostatnich trzech latach stoi "komando samobójców seryjnych".

REKLAMA

Bloger wyjaśnił też, że wszystkie te przypadki wyglądają "jak należy", bo nigdzie nie ma śladów osób trzecich, a jeśli nawet są, to nie zostają znalezione. Dodatkowo zagadkowe mają być terminy zgonów: na dzień przed podpisaniem ważnego kontraktu, na dwa dni przed świętami, w dniu ważnego meczu. - Następna ich cechą jest zawsze jakiś konflikt z salonem Donalda Tuska - stwierdził szef NE.

Niezalezna.pl kolekcjonuje opinie wątpiących w samobójstwo gen. Petelickiego, cytując przy tym np. Witolda Waszczykowskiego (poseł PiS, były wiceszef MSZ). - Zagadkowa śmierć - mówi. Serwis stwierdził też, że "w ocenie jej rozmówców, jeżeli ktoś chciał pozbawić gen. Petelickiego życia, wybrał doskonały moment". I dowód: obecny poseł PiS wytłumaczył, że wtedy (16 VI) "cała Polska, w tym oczywiście media, była zajęta ważnym meczem piłkarskim". Wtedy miał miejsce mecz Polska - Czechy w ramach Euro 2012.

Inny prawicowy polityk, Romuald Szeremietiew, były wiceszef MON, napisał w sieci, że otrzymał z poważnego źródła wiadomość, że w pewnym wpływowym gronie rozważano kwestię "uciszenia" jego samego. - Śmierć gen. Petelickiego zmusiła mnie do zabrania głosu. W związku z tym oświadczam, że jestem zdrowy, nie mam żadnych kłopotów natury osobistej lub finansowej i nie zamierzam popełniać samobójstwa.

Właśnie jego postanowił obszernie zacytować "Nasz Dziennik". A Szeremietiew powiedział: "Trudno przyjąć, że w Polsce ma miejsce wysyp samobójstw znanych osób, ale wygląda na to, że wszystkie te przypadki łączy fakt posiadania przez nie unikalnej wiedzy, która mogła grozić jakimś osobom". Gazeta o. Tadeusza Rydzyka wspomniała, przytaczając stwierdzenia byłego wiceszefa MON, że gen. Petelicki był bardzo krytyczny wobec aktualnych władz, zwłaszcza po katastrofie smoleńskiej.

Swoimi wątpliwościami podzielił się też prezes PiS Jarosław Kaczyński. Powód? Bo przed kilkoma tygodniami ktoś dobrze poinformowany powiedział mu o liście osób, których życie jest zagrożone. - Wśród tych zagrożonych był pan Petelicki. Został wymieniony wśród zagrożonych i już nie żyje. Zresztą niektóre z tych osób już zostały na różne sposoby uderzone. To jest przesłanka do sceptycyzmu wobec koncepcji samobójstwa - powiedział. Ale nazwiska swojego informatora nie zdradził.

Dalej. Często sprzyjający PiS-owi i prezesowi tej partii red. nacz. "Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz napisał nawet: "W związku z narastającą falą aktów miłości, która towarzyszy nam w czasach rządów Donalda Tuska, pragnę oświadczyć, że nie mam skłonności samobójczych. (...) Gdyby jednak przyszło mi z jakiegoś powodu zakończyć życie przed terminem wyznaczonym przez nową ustawę emerytalną, uprzejmie proszę, by wyjaśnieniem tego wypadku nie zajmowali się ci sami prokuratorzy, którzy odkryli skłonności samobójcze u Andrzeja Leppera czy gen. Sławomira Petelickiego".

Zasugerował więc, że śledztwa prokuratorskie są niewiele warte. Ich wyniki często jednak są jednoznaczne.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Teorie spiskowe po śmierci gen. Petelickiego. "...bo w prawicowym myśleniu żołnierz nie może mieć kłopotów"



dżek
18.06.2012 , aktualizacja: 18.06.2012 18:52
A A A Drukuj
Generał Sławomir Petelicki Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta Generał Sławomir Petelicki
Prawicowe media i blogerzy od soboty dywagują na temat przyczyn śmierci gen. Sławomira Petelickiego. We wstępną wersję policji, że to samobójstwo, mało kto wierzy. Przypominają wypowiedzi generała o katastrofie smoleńskiej i łączą jego śmierć ze śmiercią Andrzeja Leppera i szyfranta Stefana Zielonki. - W prawicowym myśleniu osoby piastujące stanowiska zw. z bezpieczeństwem powinny być pomnikowe, nie mogą mieć prywatnych kłopotów czy chwili słabości - komentuje dr Jacek Wasilewski.
Rewelacje 'GPC': generał w czwartek był na spacerze, więc niemożliwe, by  w sobotę targnął się na życie
Fot. za Twitter.com
Rewelacje 'GPC': generał w czwartek był na spacerze, więc niemożliwe, by w sobotę targnął się na życie
Mnożą się teorie spiskowe
Fot. za salon24.pl
Mnożą się teorie spiskowe
Sekcja - jak sugeruje G. Kostrzewa-Zorbas - specjalnie odbywa się półtora dnia po śmierci
Fot. za Twitter.com
Sekcja - jak sugeruje G. Kostrzewa-Zorbas - specjalnie odbywa się półtora dnia po śmierci
Czy kibic popełniłby samobójstwo i kilka godzin przez ważnym meczem? ''Fakt'' powątpiewa
Fot. za Twitter.com
Czy kibic popełniłby samobójstwo i kilka godzin przez ważnym meczem? ''Fakt'' powątpiewa
Generał Sławomir Petelicki
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Generał Sławomir Petelicki
Blogerzy prześcigają się w argumentach, że generał nie mógł popełnić samobójstwa
Fot. za salon24.pl
Blogerzy prześcigają się w argumentach, że generał nie mógł popełnić samobójstwa
Informacja o śmierci generała Sławomira Petelickiego pojawiła się w sobotę wieczorem, przed meczem Polska - Czechy, który miał zdecydować o dalszym udziale naszych piłkarzy w Euro.

Telewizje, gdzie w przedmeczowym uniesieniu brylowali znawcy futbolu, podały ją ze sporym opóźnieniem.

Za to w sieci rozgorzała dyskusja o tym, co mogło skłonić byłego szefa GROM do targnięcia się na własne życie. Pierwsze doniesienia mówiły o kłopotach rodzinnych, kolejne - o złej passie w interesach (zostały zdementowane), aż po ostateczne tezy o morderstwie.

Skąd to się wzięło? Jak twierdzi "Gazeta Polska Codziennie", jedną z ostatnich osób, z którymi rozmawiał generał przed śmiercią, miał być Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych. To wystarczyło. Na Twitterze i blogach prawicowców rozpoczął się festiwal domysłów.

Mówił "niewygodne rzeczy" o Smoleńsku

Prawicowa "Gazeta Polska" przypomina, że gen. Petelicki ujawnił instrukcję, którą jego zdaniem po Smoleńsku mieli dostać SMS-em posłowie PO, a która zalecała im, w jaki sposób mają się wypowiadać ("do katastrofy doszło z winy pilotów"). - Oświadczył, że SMS otrzymał od jednego z polityków Platformy, a autorami wiadomości były najważniejsze osoby w PO - pisze gazeta, w specjalnej "relacji". Przypomina także, że Petelicki krytykował polski rząd za to, że nie poprosił NATO o pomoc ws. wyjaśnienia katastrofy tupolewa.

Gazeta przytacza jeszcze jeden argument, że to nie mogło być samobójstwo. - Jeszcze w czwartek gen. Petelicki był na spacerze z dziećmi w parku jordanowskim - informuje redakcja na Twitterze.

Był za silny na samobójstwo

Bloger Prawicowy Bastion deklaruje, że w "wersję" o samobójstwie najzwyczajniej nie wierzy, ponieważ generał był "silny psychicznie". - Warto zauważyć, że gen. Petelickiemu zdarzało się krytykować posunięcia obecnego i wcześniejszego Ministerstwa Obrony Narodowej, przy czym nie cieszył się zaufaniem w kręgach prawicowych ze względu na przeszłość i związki z peerelowskimi służbami - pisze.

W samobójstwo nie wierzy też Jadwiga Staniszkis. Profesor socjologii zwraca uwagę, że generał miał ogromną wiedzę na temat korupcji i afer. - To wszystko tworzyło wokół gen. Petelickiego atmosferę ciągłego zagrożenia - czytamy jej wypowiedź w portalu niezależna.pl .

Swoje trzy grosze dorzuca również europoseł PJN Marek Migalski: "W jakiej części Afryki jest kraj, w którym giną w niejasnych okolicznościach - wicepremierzy, szefowie służb specjalnych, szefowie policji?" - pyta retorycznie na Twitterze.

Ironia, bo miejsce i czas dziwne

Behe na salonie24.pl analizuje - dziwne i nietypowe - jak pisze - miejsce na popełnienie samobójstwa. "Nie w prywatnym garażu, nie we własnym zamkniętym gabinecie, nie w lesie, lecz w podziemnym parkingu apartamentowca, do którego wstęp mieli przecież mieszkańcy owego domu".

"Zupełnie jakby generał zmierzał do samochodu i nagle stwierdził: 'A, do diabła z takim życiem. Nigdzie nie jadę, chyba palnę sobie w łeb'. Czego kamery litościwie nie zarejestrowały - ani chybi po to, by nie odbierać godności człowiekowi, któremu sprzeczka z żoną tak złamała życie, że jedyne ukojenie znalazł w samobójczej śmierci - pisze Behe. To ma być czarny żart" - bloger profilaktycznie przeprosił.

Pisze też: "Media podają różne wersje - od jednego strzału w usta, poprzez kilka postrzałów, aż po strzał w plecy czy wręcz w tył głowy", choć od początku media - powołując się na policję - podawały informację o ranach głowy.

Oświadczam, że się nie zabiję

Dziś Romuald Szeremietiew, jeden z byłych szefów MON, profilaktycznie oświadczył na Facebooku, że nie ma żadnych problemów i nie zamierza popełniać samobójstwa.

Kolejny bloger Salonu24 "BWalentynski" w swoim wpisie o ironicznym tytule "Tak brutalnego samobójstwa jeszcze nie widziałem" proponuje, by osoby "zagrożone", nosiły w portfelu oświadczenie o poniższej treści: "Ja, niżej podpisany oświadczam, że jestem zdrowy, nie mam żadnych kłopotów natury osobistej lub finansowej i nie zamierzam popełniać samobójstwa".

Nagła śmierć generała w serii tajemniczych zgonów

Na wyeksponowanym w Salonie 24 blogu Skorpiona48 autor łączy sprawę gen. Petelickiego ze śmiercią szyfranta Stefana Zielonki, którego ciało znaleziono nad Wisłą. I Andrzejem Lepperem, który "zmarł po tym, jak zaczął dawać sygnały, że ma drażliwe informacje".

Piotr Bączek (b. asystent Antoniego Maciarewicza, b. członek komisji weryfikacyjnej WSI, b. szef Zarządu Studiów i Analiz Służby Kontrwywiadu Wojskowego do 2007 r., wyrzucony z BBN po objęciu prezydentury przez Bronisława Komorowskiego) wylicza z kolei w "Naszym Dzienniku" wszystkie podejrzane - jego zdaniem - samobójstwa. "Nagłą śmierć generała Petelickiego poprzedziła seria innych tajemniczych zgonów ludzi związanych ze specłużbami oraz zagadkowe samobójstwo b. wicepremiera Andrzeja Leppera - pisze w "Naszym Dzienniku" Bączek. Jego spiskowe koncepcje przedrukował portal wpolityce.pl.

Kibic się nie zabija przed meczem

Z kolei tabloid "Fakt" posunął się do sugestii, że generał nie mógł targnąć się na własne życie przed ważnym dla Polski meczem, bo... był fanem futbolu. "Fakt" opublikował nawet na stronie internetowej sondę, w której pyta czytelników, czy były komandos mógłby popełnić samobójstwo. Zagłosowało już prawie tysiąc osób. 75 proc. z nich uważa, że to niemożliwe.

Dziś ruszyło śledztwo prokuratury ws. śmierci generała.

Socjolog: Prawicowe myślenie - żołnierz nie może mieć kłopotów

Skąd to szukanie drugiego dna i snucie spiskowych teorii? - To typowy mechanizm - tłumaczy dr Jacek Wasilewski, kulturoznawca z Uniwersytetu Warszawskiego i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. - Jeśli ginie ktoś związany z bezpieczeństwem narodowym czy obronnością, generuje się wrogie siły, którym na śmierci by mogło zależeć. W prawicowym myśleniu osoby piastujące stanowiska związane z bezpieczeństwem powinny być pomnikowe, nie mogą mieć prywatnych kłopotów czy chwili słabości - mówi w rozmowie z portalem Tokfm.pl. - Poczucie zagrożenia, eksterminacja kraju, gnębienie katolików i tajemnicze, niespodziewane śmierci - to wszystko może się składać w ciąg myślowy. Człowiek dąży do tego, żeby zrozumieć świat. Jeśli jest za dużo chaosu, to usiłuje odnaleźć schematy myślowe, stąd tyle analiz, np. przyczyn próby samobójczej - tłumaczy dr Wasilewski.