środa, 25 czerwca 2014

Za aferą podsłuchową mogą stać Rosjanie - poszlaki są mocne

Roman Imielski, ricz, mc, wb
24.06.2014 , aktualizacja: 24.06.2014 19:25
A A A Drukuj
Aman Tulejew (po lewej) ma pwoiązania z KTK. Igor Prokudin (po prawej) to jeden z członków zarządu spółki. Czy mają coś wspólnego z

Aman Tulejew (po lewej) ma pwoiązania z KTK. Igor Prokudin (po prawej) to jeden z członków zarządu spółki. Czy mają coś wspólnego z "aferą podsłuchową" w Polsce? (Fot. materiały prasowe rządu Rosji i KTK)

Niewykluczone, że uderzając w ważnych polskich polityków i urzędników, ktoś chciał utopić plany rządu mocnego ograniczenia importu węgla. A ten surowiec sprowadzamy przede wszystkim z Rosji.
We wtorek ABW zatrzymała Marka Falentę, właściciela firmy Składywęgla.pl. To u niego w firmie pracował kilka lat temu Łukasz N., menadżer w restauracji Sowa&Przyjaciele, pierwszy zatrzymany w aferze podsłuchowej, który zdaniem śledczych nagrywał rozmowy polityków tej restauracji.

- Mój klient nie przyznaje się do udziału w tym procederze. Nie miał z tym żadnego związku. To zatrzymanie jest niesłuszne i niepotrzebne - mówił po południu "Wyborczej" Grzegorz Radwański, obrońca Marka Falenty.

CBŚ wkracza do Składów. Aresztuje 11 osób

Składy Węgla to jeden z potentatów na rynku handlu węglem w Polsce. I, co ważne, głównie węgla pochodzącego zza naszej wschodniej granicy - dużo tańszego, choć niekoniecznie równie dobrej jakości jak z polskich kopalń.

Falenta kupił 40 proc. udziałów w Składach w styczniu 2014 r., miał za nie zapłacić ponad 100 mln zł. Po transakcji we władzach spółki niewiele się zmieniło - prezesem był Arkadiusz P., znany w Bydgoszczy karateka, dyrektorem generalnym Marcin W., a właścicielem pozostałych udziałów jego dzieci, ponieważ Składy zostały zbudowane na bazie firmy należącej do ojca Marcina W.

Nie ujawniamy nazwisk wielu osób, bo 3 czerwca policjanci z Centralnego Biura Śledczego zatrzymali 11 osób z kierownictwa spółki, w tym prezesa, dyrektora, radcę prawnego, główną księgową. Prokuratura Okręgowa w Bydgoszczy postawiła im zarzuty m.in. prania brudnych pieniędzy na kwotę 85 mln zł i wyłudzania podatku VAT. Część podejrzanych została zwolniona za kaucją, ale główni podejrzani wciąż pozostają w areszcie. Kierownictwo nad spółką przejął wiceprezes nominowany przez Falentę.

Według osób zbliżonych do Marka Falenty twierdził on, że przed akcją dostał z rządu "propozycję nie do odrzucenia", by sprzedał swoje udziały Skarbowi Państwa, który chciał przejąć kontrolę nad obrotem węglem w Polsce. Odmówił. Po zatrzymaniu zarządu spółki stracił dziesiątki milionów zł. Znajomym mówił, że padł ofiarą rządu i konkurencji.

Wcześniej swoje śledztwo przeprowadzili dziennikarze TVN Uwaga. Zarzucili kierownictwu Składów wprowadzanie klientów w błąd: niedoważanie węgla oraz sprzedawanie rosyjskiego jako pochodzący z polskich kopalni. Te zarzuty potwierdziła kontrola UOKiK, który nałożył na firmę 500 tys. zł kary.

Falenta: Rosjanie się wystraszyli i wstrzymali dostawy

Sam Falenta jeszcze w poniedziałek w wywiadzie udzielonym "Pulsowi Biznesu" zapewniał: "W pierwszym tygodniu po aresztowaniu mieliśmy prawdziwy szturm na Składy. Obroty wzrosły o 700 proc. i dzięki temu firma dalej funkcjonuje. Obecnie ją restrukturyzujemy, dostosowujemy do nowej sytuacji. Rozglądamy się też za nowym dostawcą węgla, bo Rosjanie się wystraszyli, wstrzymali dostawy węgla i wycofali się ze współpracy. Jesteśmy i zawsze byliśmy otwarci na współpracę z polskimi kopalniami. Na razie poza Bogdanką, której węgiel również sprzedawaliśmy w tamtym roku, żadna ze śląskich kopalń nie była otwarta na nasze prośby o sprzedaż węgla. Nasze składy są tak duże, że w boksach może leżeć zarówno polski, jak i afrykański czy rosyjski węgiel. Wybór zostawmy konsumentowi".

Na pytanie, czy możliwy jest scenariusz, że to rosyjska mafia węglowa stoi za wyciekiem do mediów podsłuchów polskich polityków i urzędników, odpowiedział: " O to należy pytać rosyjskie służby - robiących politykę, a nie rodzimych inwestorów - robiących biznes".

Nokia Lumia 630
Wszystkie aplikacje pod ręką! Poznaj Lumia 630!
#
Reklama BusinessClick
Aż 50 proc. swojego węgla rosyjska KTK sprzedawała Składom

Składy Węgla reklamowały się hasłem "Największa polska firma w branży". Ich siedziba mieści się w Białych Błotach pod Bydgoszczą, a surowiec był sprzedawany na 350 placach w całym kraju. Firma działa od 12 lat, ale od trzech ekspansywnie zdobywała rynek. Trudno było nie natknąć się na jej reklamę w prasie, radiu czy telewizji. Sponsorowała akcje charytatywne, klub żużlowy, kajakarzy, karateków.

Węgiel sprzedawała po 599 zł za tonę - to o blisko 200 zł taniej niż ten sprzedawany z polskich kopalń. Bo kupowała je od Rosjan, głównie spółki KTK Polska, która w całości należy do rosyjskiej KTK (to skrót od Kuzbasskaja Topliwnaja Kompanija).

To jedna z największych rosyjskich firm węglowych - oferuje surowiec bardzo tani, bo wydobywany w Zagłębiu Kuzbaskim metodą odkrywkową. Z 10,7 mln ton wyprodukowanych w 2011 r. przez kopalnie KTK (ostatnie oficjalne dane ze strony internetowej firmy) aż 6,5 mln zostało wyeksportowane. I - uwaga! - aż 3,2 mln ton do Polski.

KTK de facto finansowała w dużej mierze działalność Składów, bo udzielała firmie MM Group - właścicielowi Składów - kredytów kupieckich.

Tusk zleca Sienkiewiczowi tropienie nieprawidłowości w branży węglowej

To jednak nie koniec rosyjskiego wątku. Ponieważ wiele polskich kopalń ma dramatyczne problemy ze sprzedażą węgla, a zwałów przybywa, rząd podejmuje próbę ograniczenia importu. 2013 był pierwszym rokiem od 2008, gdy minimalnie więcej węgla sprzedaliśmy za granicą, niż go kupiliśmy.

W maju br. premier Donald Tusk obiecał górnikom w Katowicach, że żadna kopalnia nie zostanie zamknięta i że będzie się starał ograniczyć nieuczciwy import. Dlatego rząd myśli m.in. o zaostrzeniu norm zanieczyszczenia węgla radem i uranem, bo to uderzy w surowiec ze Wschodu. Tusk zleca też szefowi MSW Bartłomiejowi Sienkiewiczowi sprawdzenie, czy w sieciach sprzedaży surowca nie dochodzi do nieprawidłowości.

Wciąż najważniejszy jest tu wątek rosyjski, bo z ok. 11 mln ton importowanego węgla gros stanowi ten z Federacji Rosyjskiej. Jak podał we wtorek "Puls Biznesu", 40 proc. surowca kupowanego przez Polaków do celów grzewczych to właśnie tani węgiel rosyjski. Dla Rosjan to też coraz ważniejsza gałąź eksportu, w ciągu dekady eksport wzrósł o kilkaset procent. Samo Zagłębie Kuzbaskie - tam działa KTK - produkuje aż 200 mln ton węgla rocznie, z czego zdecydowaną większość eksportuje. Głównie do Chin, ale w Europie niezwykle ważnym rynkiem jest Polska.

Jak twierdzi "Puls Biznesu", to właśnie po zatrzymaniu kierownictwa Składów Węgla zaoferowano podsłuchy rozmowy Sienkiewicza z prezesem NBP Markiem Belką kilku redakcjom. Zdecydowało się je opublikować tylko "Wprost".

Właściciel rosyjskich kopalń nie lubi Polski

Sprawdziliśmy koncern KTK. Ma kilka kopalń odkrywkowych w Kuzbaskim Zagłębiu Węglowym na południowym zachodzie Syberii. Należy do dziesięciu największych firm węglowych w Rosji, jego obroty sięgają 500 mln dol.

Firma nie jest jednak związana w wielkim rosyjskim przemysłem, przykremlowskimi oligarchami. Ponad połowa jej akcji należy do miejscowego biznesmena i byłego wicegubernatora obwodu kemerowskiego (to tam znajduje się Zagłębie Kuzbaskie) Igora Prokudina. To typowy dla prowincji rosyjskiej przedsiębiorca, który doszedł do fortuny dzięki wysokiemu miejscu w nomenklaturze i dobrym stosunkom z miejscową władzą.

Kluczowa jest tu jego bliska znajomość z wieloletnim szefem obwodowej administracji Amanem Tulejewem, gubernatorem obwodu kemerowskiego od 1997 r. Za sobą ma karierę typową dla partyjnego aparatczyka z czasów ZSRR. Ten absolwent Nowosybirskiego Inżynieryjnego Instytutu Transportu Kolejnego i Akademii Nauk Społecznych przy Komitecie Centralnym Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego został w 1990 r. kierownikiem Kolei Kemerowskiej. Potem był przewodniczącym kemerowskiej obwodowej rady deputowanych ludowych, potem deputowanym Federacji Rosyjskiej i wreszcie członkiem Rady Federacji - izby wyższej parlamentu składającej się z przedstawicieli poszczególnych regionów.

W Polsce Tulejew zasłynął w 2004 r., gdy opublikował w "Izwiestiach" artykuł o zbrodni katyńskiej, zrównując ją z losem jeńców sowieckich w czasie wojny polsko-bolszewickiej. "Swego czasu podnosiłem kwestie winy Polski za zagładę jeńców czerwonoarmistów w obozach Piłsudskiego - stwierdził Tulejew. - Wobec Rosji nikt za te zbrodnie się nie pokajał. Ale za to skruchy kolejny raz żądają od nas". Tulejew był też jednym z pierwszych szefów rosyjskiego regionu, który zaoferował pomoc "obywatelom Krymu" rzekomo ciemiężonym przez ukraińskie władze. Chodziło nie tylko o zbiórkę pieniędzy czy ufundowanie stypendiów, ale też o ofertę przyjęcia u siebie blisko 2 tys. "uchodźców".

Już po aneksji Krymu przez Rosję Tulejew dostał od gubernatora nagrodę miasta - za "wkład Kuzbasu w ponowne przyłączenie Krymu i Sewastopola do Rosji".


Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75248,16208941,Za_afera_podsluchowa_moga_stac_Rosjanie___poszlaki.html#BoxSlotMT#ixzz35bQ3QpZu

wtorek, 24 czerwca 2014

Brytyjskie media o polskich nagraniach: "Sikorski ośmieszył politykę Camerona"

Michał Wachnicki, pap
24.06.2014 , aktualizacja: 24.06.2014 17:23
A A A Drukuj
David Cameron i Radosław Sikorski

David Cameron i Radosław Sikorski (Fot. Geert Vanden Wijngaert (AP Photo/Geert Vanden Wijngaert / AP / Krzysztof Szatkowski / AG)

"Sikorski skompromitował Camerona, mówiąc, że brytyjski premier uwierzył w swoją głupią propagandę wymierzoną w eurosceptyków" - media na Wyspach komentują fragmenty podsłuchanej rozmowy szefa polskiego MSZ dotyczące Wielkiej Brytanii. Wśród nich jest również wątek związany z burzliwą rozmową Donalda Tuska z Cameronem dotyczący ograniczenia świadczeń socjalnych dla imigrantów w Wielkiej Brytanii.
"Sikorski sądzi, że Cameron sp...ł swoją europejską politykę" - rozpoczyna artykuł "The Guardian".

Dziennik dodaje, że Sikorski, używając wulgarnego języka, ośmieszył "głupią propagandę" brytyjskiego premiera Davida Camerona mającą uspokoić eurosceptyków. Chodzi o propozycję Camerona dotyczącą skasowania zapomogi rodzinnej wypłacanej imigrantom, jeśli ich dzieci nie mieszkają z nimi, która jest jednym z tematów nielegalnie podsłuchanej rozmowy ministrów Sikorskiego i Rostowskiego, opublikowanej przez "Wprost".

"Niekompetentny, nieprzemyślane ruchy"

Chodzi o ten fragment (za "Wprost"):

Rostowski: "On [Cameron] myśli, że pójdzie, wynegocjuje i wróci, żaden polski rząd nie może się na to zgodzić. Tylko w zamian za górę złota.
Sikorski: Albo bardzo zły, nieprzemyślany ruch, albo to taka, nie po raz pierwszy, jego niekompetencja w sprawach europejskich. Pamiętasz? Spier... ł pakt fiskalny. Spier... ł. Po prostu (...)".

Dalej Sikorski stwierdza, że strategia Camerona, obliczona na stopniową neutralizację krytyki po prawej stronie, nie działa. Stwierdza, że brytyjski premier wierzy w swoją "głupią propagandę". A Rostowski komentuje dalej płonne nadzieje Camerona na zmianę polityki imigracyjnej UE:

R: Żeby polski rząd się zgodził, to ktoś musiałby nam dać jakąś górę złota. Brytyjczycy nam złota nie dadzą, a Niemcy, żeby trzymać Brytyjczyków, też nam gór złota prawdopodobnie nie dadzą. Wobec tego więc będzie: spier.....e.
S.: Nie, to nie. (...)
R.: Ja myślę, że paradoksalnie, wiesz, jaki będzie paradoksalny skutek tego dla niego?
S.: No?
R.: Nie dla nas specjalnie dobry.... (...) ogólnie niedobre dla nas, bo my chcemy, żeby Wielka Brytania została [w UE]. Ja myślę, że tak, on przegra te wybory. Wielka Brytania wyjdzie [z UE]. Oni wraz jak wyjdą, utrzymają otwarte granice. Nie dla żebraków, ale otwarte w sensie...
S: Tak jak Norwegia...
R.: - Tak, w sensie takim, że nie będą wpuszczać cygańskich żebraków.

Sikorski to ostry krytyk brytyjskiej polityki

"The Guardian" cytuje obszerne fragmenty podsłuchanej rozmowy, po czym pisze: "Sikorski i Rostowski to najbardziej anglofilscy wśród polskich polityków, choć Sikorski stał się ostrym krytykiem unijnej polityki Camerona".

"The Guardian" zwraca też uwagę, że w podsłuchanej rozmowie Pawła Grasia z prezesem PKN Orlen Jackiem Krawcem padają nieparlamentarne określenia dotyczące telefonicznej rozmowy ze stycznia tego roku, w której Donald Tusk miał ostro skrytykować Davida Camerona za jego propozycje dotyczące zasiłków dla dzieci imigrantów. Zdaniem gazety rozmowa Sikorskiego z Rostowskim pokazuje skalę rozdźwięku między Polską a Wielką Brytanią w kwestii zasiłków.

"Strategia Camerona się rozpadła"

"Guardianowi" wtóruje "The Independent": "Europejska strategia Davida Camerona rozpadła się dzisiaj, po tym jak szef MSZ Polski, sojusznika Wielkiej Brytanii w UE, oskarża premiera o niekompetencję i odwoływanie się do głupiej propagandy w celu przypodobania się eurosceptykom" - pisze dziennik. Jeszcze bardziej kategorycznych słów używa dziennik "The Times", który napisał, że Sikorski "wypatroszył" podejście Camerona do UE. Gazeta uznała, że "jest to oznaką, iż relacje między obu krajami pogorszyły się z powodu twardego kursu Camerona wobec migracji". Tabloid "Daily Mail" wybija w tytule, że Sikorski, używając wulgaryzmów, "zwrócił się przeciwko swemu przyjacielowi Cameronowi" w sprawie jego żądań wobec UE. Twierdzi, że Sikorski ośmieszył zabiegi o renegocjację brytyjskiego członkostwa w UE.

Cameron stracił sojusznika

"Daily Mail", "Telegraph", "The Times" i "The Guardian" zgodnie podkreślają, że brytyjski premier przez długi czas miał sojusznika w Sikorskim i zwracają uwagę, że sprawa podsłuchów w Polsce pojawiła się w czasie, gdy Cameron stoi w obliczu "kłopotliwej porażki", usiłując nie dopuścić do objęcia przez byłego premiera Luksemburga Jeana-Claude'a Junckera stanowiska przewodniczącego Komisji Europejskiej. Wskazuje, że Cameron może być pewien poparcia tylko jednego kraju - Węgier.

Kłopotliwa porażka Camerona

To właśnie zbieżność w czasie głosowania nad wyborem Junckera na szefa KE (odbędzie się ono w piątek) spowodowała, że słowa Sikorskiego odbiły się tak szerokim echem w Wielkiej Brytanii.

Od momentu przejęcia władzy w 2010 roku Cameron zaostrzył eurosceptyczny kurs brytyjskiej polityki. Premier blokował m.in. niektóre istotne unijne inicjatywy, chcąc w ten sposób odpowiedzieć na rosnący eurosceptycyzm własnego społeczeństwa. Doprowadziło to jednak do osamotnienia w unijnej dwudziestceósemce.

Podobnie jest też w tej sprawie - szef brytyjskiego rządu uporczywie zwalcza nieoficjalnie przyjętą już w większości europejskich stolic nominację Junckera.

Słowa Sikorskiego - mimo że o czym innym - podsumowują politykę Camerona również w tej sprawie i jak widać w ocenie brytyjskich mediów, w kontekście całej polityki europejskiej premiera.

Lepsza pewna emerytura niż deklaracje polityków. W ZUS ustawiają się kolejki

autor: Bożena Wiktorowska23.06.2014, 07:20; Aktualizacja: 23.06.2014, 09:19

Emerytura

Emeryturaźródło: ShutterStock

Każda zapowiedź zmian w systemie powoduje, że osoby spełniające warunki do zakończenia aktywności zawodowej natychmiast biegną do ZUS.

Kolejki w oddziałach zakładu. Kadrowe sprawdzające dokumentację coraz bardziej zdenerwowanych pracowników, którzy chcą zdążyć uciec na emeryturę. Biura rachunkowe zasypane pytaniami klientów o konsekwencje zmian w sposobie przyznawania lub obliczania wysokości emerytury. – Faktycznie tak do tej pory kończyły się wszystkie zapowiedzi zmian w systemie emerytalnym – potwierdzają właściciele biur rachunkowych w Lublinie, Białymstoku, Olsztynie czy w Warszawie.

Wielki exodus

Zasady ustalania wysokości emerytur przez ZUS

Zasady ustalania wysokości emerytur przez ZUS

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

2006 rok. Ze względu na wybory samorządowe nikt nie mówi o potrzebie reformy systemuubezpieczeń społecznych. Wtedy wnioski o przyznanie pierwszej emerytury złożyło do ZUS 116,6 tys. osób. 2007 rok. W wyniku przyspieszonych wyborów Platforma Obywatelska zdobyła większość w Sejmie i zapowiedziała koniec wcześniejszych emerytur. Do zakładu trafiła 378,6 tys. nowych wniosków. Kiedy się okazało, że tylko do 31 grudnia 2008 r. będzie można nabywać prawo do wcześniejszego zakończenia pracy, do ZUS wpłynęły dokumenty 340,5 tys. nowych emerytów.

Scenariusz się powtarza w 2012 r. Wtedy Sejm rozpoczął pracę nad podniesieniem wieku emerytalnego. W 2010 roku pierwszorazowe wnioski o przyznanie emerytury złożyło zaledwie 92 tys. ubezpieczonych. W kolejnym roku było ich o 10 tys. więcej. Za to w 2012 roku takich wystąpień było już 120,1 tys. Najwięcej w drugim kwartale, czyli tuż po przyjęciu ustawy podnoszącej wiek emerytalny. Dla porównania w 2013 r. (czyli w pierwszym roku obowiązywania przepisów nakazujących dłuższą pracę) wnioski złożyło tylko 104,4 tys. osób. Nie wiadomo, ile w obowiązującym roku wpłynęło dokumentów. ZUS nie ma jeszcze takich danych.

Proste zasady

Eksperci rozumieją zachowanie Polaków.

– Jest absolutnie racjonalne – zauważa Joanna Staręga-Piasek, była wiceminister pracy, a obecnie wicedyrektor Instytutu Rozwoju Służb Publicznych. – Kolejna zmiana systemu emerytalnego powoduje pogorszenie ich sytuacji. Polacy stracili zaufanie do ustawodawcy, w efekcie każdą nowelizację traktują jak próbę odebrania im uprawnień – dodaje.

Podobnie uważa Krystyna Burzyńska-Kaniewska, psycholog pracy. – Nie ma się więc co dziwić, że kiedy politycy zapowiadają zmiany w emeryturach, to osoby z prawem do zakończenia aktywności zawodowej natychmiast składają wnioski do ZUS. Ludzie boją się zmian – wyjaśnia Krystyna Burzyńska-Kaniewska.

Eksperci wskazują, że Polacy nie mają zaufania do państwa. Nauczyli się bowiem, że tylko prawomocna decyzja wydana przez organ rentowy gwarantuje im zachowanie uprawnień. W ten sposób system sztucznie tworzy emerytów, którzy i tak dalej pracują. Ludzie rezygnują z pracy, aby po kilku dniach znów się zatrudnić u dotychczasowego pracodawcy. Zdaniem specjalistów cel jest tylko jeden. – Odebrać z ZUS to, co się należy, a więc uciec przed zmianami – stwierdza Joanna Staręga-Piasek.

– I tak ryzyko utraty praw minimalizują wszyscy, zarówno profesor, jak i robotnik – dodaje Krystyna Burzyńska-Kaniewska.

Prawnicy również się nie dziwią, że Polacy nie mają zaufania do wielu ważnych instytucji, skoro nawet Trybunał Konstytucyjny tylko w wyjątkowych sytuacjach uznaje, że nowe przepisyemerytalne łamią ustawę zasadniczą.

– Z wyrokami Trybunału Konstytucyjnego się nie dyskutuje. Można jednak z całą pewnością stwierdzić, że budżet państwa wygrywa z ubezpieczonymi – zauważa Karolina Miara, adwokat współpracująca z firmą prawniczą Kochański Zięba Rapala i Partnerzy. – Chociaż trzeba zaznaczyć, że udało się przekonać sędziów, że odebranie dorabiającym emerytom prawa do pobierania świadczeń jest niezgodne z konstytucją – dodaje.

Prawo do emerytury jest uzależnione od rozwiązania stosunku pracy

Niestety przeważnie wygrywa ustawodawca. TK uznał na przykład, że rząd miał prawo pozbawić prawa do emerytur pomostowych np. pilotów czy maszynistów tylko dlatego, że nie przepracowali jednego dnia przed 1 stycznia 1999 r. Za zgodne z ustawą zasadniczą uznano również przepisy podnoszące wiek emerytalny m.in. dla osób urodzonych przed 1948 r., które zachowały prawo do starych emerytur i nie zostały objęte reformą emerytalną w 1999 r.

– Także w tym przypadku nie udało się przekonać sędziów, że zmiana przepisów odbyła się bez odpowiedniego vacatio legis. Z tego powodu obowiązek dłuższej pracy spadł na wszystkie osoby bez względu na datę urodzenia – zauważa Wiesława Taranowska, wiceprzewodnicząca OPZZ, członek Rady Nadzorczej ZUS.

Natomiast Beata Mazurek, posłanka PiS, zwraca uwagę, że ustawa podnosząca wiek emerytalny z zaskoczenia wprowadziła także niekorzystne zmiany dla już pobierających wcześniejsze emerytury. Osoby te po przejściu na świadczenie w wieku powszechnym mają bowiem odliczane już dokonane wypłaty. Przy czym nie wiadomo, czy uda się namówić rząd do uchylenia tych przepisów.

– I to pokazuje, że każdy ubezpieczony musi sam pilnować swoich interesów – dodaje Marian Strudziński z Radomia, pracujący emeryt, który rozpoczął ogólnopolską akcję przeciwko ZUS, a teraz współorganizuje Ogólnopolskie Stowarzyszenie Emerytów.

Wielka niewiadoma

Premier Donald Tusk wielokrotnie przekonywał, że podniesienie wieku emerytalnego będzie korzystne dla ubezpieczonych, gdyż w zamian za dłuższą pracę otrzymają wyższe emerytury kapitałowe. Po blisko 1,5 roku funkcjonowania nowych zasad odchodzenia na emeryturę DGP chciał sprawdzić, ile osób faktycznie objęły zmiany. Zwróciliśmy się do Centrali ZUS o sprawdzenie, ilu ubezpieczonych przeszło na emeryturę w 2013 roku, a więc kiedy już obowiązywała ustawa podnosząca wiek emerytalny. Spytaliśmy także, jak dłuższa praca wpłynęła u tych osób na zwiększenie świadczeń. Okazało się, że sprawdzenie tego jest niemożliwe.

– Niestety nie gromadzimy tego typu danych statystycznych – przyznał Jacek Dziekan, rzecznik prasowy ZUS.

Okazuje się, że brak danych nie jest zaskoczeniem dla ekspertów.

– Działający w ZUS system informatyczny nie jest w stanie wygenerować takich danych. Sprawa jest poważna, bowiem ich brak utrudnia określenie faktycznych potrzeb Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Z tego też powodu w kolejnych latach mogą być problemy z określeniem wysokości deficytu budżetowego – tłumaczy prof. Leokadia Oręziak z katedry finansów międzynarodowych Szkoły Głównej Handlowej.