piątek, 16 listopada 2007

Finały Euro 2008 bez Anglii i Włoch?

misza, lop
2007-11-16, ostatnia aktualizacja 2007-11-15 20:50

Zobacz powiększenie
Fot. EDDIE KEOGH REUTERS

Jeśli Szkocja pokona w sobotę w Glasgow Włochy, Euro 2008 odbędzie się bez udziału mistrzów świata. W tym samym czasie na stadionach Londynu i Tel Awiwu rozstrzygnie się, czy po raz pierwszy od 1984 r. na mistrzostwach Europy nie zabraknie Anglików

SERWISY
"Najważniejszą bitwą XXI wieku" nazywa szkocka prasa mecz z Włochami. To jedyny temat rozmów w urzędach, szkołach, pubach, supermarketach i domach w Edynburgu, Glasgow, Aberdeen, Dundee itd. Najczęściej pada pytanie: "Masz bilet na sobotę?". Wszyscy narzekają, że stadion Hampden Park może pomieścić dziś tylko 52 tys. widzów - a nie 149 tys. jak podczas meczu z Anglią w 1937. Nawet trener Alex McLeish nie zdołał załatwić biletu dla własnej matki.

Szkocja zajmuje w grupie B drugie miejsce - za Francją, z punktem przewagi nad Italią. Sobotni mecz jest jej ostatnim w eliminacjach. Jeśli wygra, środowe spotkanie Włochów z Wyspami Owczymi będzie bez znaczenia, a Szkocja awansuje do pierwszego turnieju od 1998 r.

W co nikt nie wątpi. - Tak świetnie ułożonej reprezentacji Szkocji nie widziałem od lat. Skoro potrafiła pokonać w Paryżu Francuzów, to dlaczego ma nie dać sobie rady u siebie z Włochami? - wspiera rodaków najsłynniejszy szkocki trener Alex Ferguson.

Uczestnik trzech mundialów McLeish motywuje zawodników, odtwarzając im największe sukcesy szkockiego futbolu. - Jeśli w sobotę damy z siebie wszystko, przejdziemy do legendy. Włosi to mistrzowie świata, ale tylko ludzie. Piłkarze Celticu niedawno pokonali w Glasgow Milan, triumfatora Ligi Mistrzów - mówi trener McLeish.

Włosi przylecieli w podłych nastrojach, po pogrzebie fana Lazio, którego śmierć wywołała starcia z policją i zamieszki w całym kraju. - Jeśli te wydarzenia będą w ogóle miały wpływ na naszą grę, to tylko pozytywny. Już udowodniliśmy, że nic tak nie motywuje i nie spaja naszej drużyny jak kontrowersje - stwierdził napastnik Bayernu Monachium Luca Toni, przypominając, jak podczas mundialu w Niemczech nad czołowymi włoskimi klubami wisiała groźba relegacji z Serie A.

Tal Ben Haim uratuje Anglików?

- Koncentrujemy się na towarzyskim meczu z Austrią - powiedział pomocnik reprezentacji Anglii Steven Gerrard. Nikt mu nie uwierzył, cała Anglia będzie wpatrzona na Tel Awiw, gdzie Izrael spotka się z Rosją. Remis lub zwycięstwo gospodarzy sprawi, że Anglicy do awansu będą potrzebowali tylko zwycięstwa nad Chorwacją. Jeśli wygra Rosja, nie pojadą na Euro. Bo nikt w Anglii nie liczy, że drużyna Guusa Hiddinka straci punkty w środowym meczu z Andorą albo Chorwacja z Macedonią. Jeśli Rosja wygra oba mecze, każdy zawodnik dostanie do Romana Abramowicza 100 tys. funtów. - Mam nadzieję, że pokonamy Rosję i sprawimy, że pan Abramowicz zaoszczędzi trochę pieniędzy - mówi obrońca Chelsea i reprezentacji Izraela Tal Ben Haim.

- Ma nadzieję, że nie awansujemy. Szok sprawi, że przyjrzymy się naszemu futbolowi - powiedział wczoraj były zawodnik reprezentacji Paul Parker. Na razie dyskusja sprowadza się do propozycji wprowadzenia limitu obcokrajowców w Premier League i sądu nad trenerem Steve'em McClarenem.

- Chcemy mieć jak najwięcej angielskich graczy w Premier League - mówi Gerrard. Za wprowadzeniem limitu jest minister sportu Gerry Sutcliffe i kilku trenerów Premier League.

Prawdopodobnie skończy się na rozmowach, bo wprowadzenie limitu obcokrajowców jest sprzeczne z prawem Unii Europejskiej. Przeciwni mu są nawet kibice.

Bardziej prawdopodobne jest zwolnienie ostro krytykowanego przez kibiców Steve'a McClarena. Trenera próbują bronić piłkarze i działacze. W prasie pojawiły się plotki, że kapitan John Terry prosił działaczy, by zatrzymali selekcjonera niezależnie od wyniku eliminacji. - Nic takiego nie miało miejsca. Nie od nas zależy, co stanie się z trenerem - powiedział Gerrard.

Nawet ekonomiści twierdzą, że brak awansu będzie katastrofą. Obliczono, że gospodarka straci ok. 1,25 mld funtów.

Brak komentarzy: