Polska nie dostanie ani rakiet Patriot, ani miliardów dolarów za goszczenie tarczy antyrakietowej - mówią dyplomaci USA. Obie strony uważają, że prawdopodobne jest fiasko rozmów
ZOBACZ TAKŻE
- Missile Shield Moving Away from Poland (16-05-08, 08:42)
- USA o tarczy: Uszanujemy decyzję Polaków (08-05-08, 01:00)
- Kolejna runda rozmów w sprawie tarczy antyrakietowej (07-05-08, 01:00)
- Szef czeskiego MSZ: Tarcza poprawi nasze bezpieczeństwo (06-05-08, 01:00)
SERWISY
Tydzień temu wróciła z rozmów w Warszawie ponad 20-osobowa delegacja amerykańskich Departamentów Stanu i Obrony. W ostatnich dniach "Gazeta" usłyszała z trzech różnych, bliskich negocjacjom źródeł w rządzie USA, że "polskie stanowisko jest zupełnie nierealistyczne".
Źródła zarówno w Departamencie Stanu, jak i Obrony, zgodnie twierdzą, że oferowana obecnie przez Amerykanów suma 47 mln dol. na modernizację polskiej armii jest "niemal ostateczna". I że nie ma mowy o przekazaniu za darmo lub choćby przy poważnym współfinansowaniu przez USA rakiet Patriot dla obrony przeciwlotniczej Polski. Takie właśnie stanowisko miał przekazać tydzień temu Warszawie zastępca sekretarza stanu Stephen Mull.
Rząd Donalda Tuska od miesięcy proponuje, by w zamian za goszczenie bazy antyrakietowej (stacja radarowa ma zostać wybudowana w Czechach), Amerykanie rozpoczęli obliczoną na kilkanaście lat pomoc w unowocześnieniu polskiej armii. Jej najważniejszym elementem miałyby być co najmniej dwie baterie rakiet przeciwlotniczych Patriot najnowszej generacji PAC-3. Łącznie pakiet długotrwałej pomocy miałby sięgnąć miliardów dolarów.
Polscy dyplomaci nadal uważają, że ostateczna oferta USA będzie bliska oczekiwaniom Warszawy. Obecne propozycje jeden z nich nazwał w rozmowie z "Gazetą" "prywatnymi opiniami urzędników niższego szczebla" oraz "zasłoną dymną, by nas zmiękczyć". Sam Tusk trzy dni temu też mówił o "nieformalnych pomrukach" Amerykanów, które są "elementem negocjacji".
Nasi rozmówcy w USA twierdzą jednak, że Waszyngton nie pójdzie na większe ustępstwa. Po pierwsze, dla ekipy prezydenta George'a Busha stało się jasne, że nie jest w stanie uzyskać akceptacji Kongresu na więcej niż kilkadziesiąt milionów dolarów dla Polski. Po drugie, budowę tarczy w Europie poparło niedawno NATO, więc przychylne stanowisko Polski "przestało być czymś aż tak cennym". Trudniej więc będzie Warszawie odrzucić amerykańską propozycje, skoro została ona pobłogosławiona przez Sojusz. Po trzecie wreszcie, po rozmowach Bush - Putin Rosja złagodziła swój sprzeciw wobec tarczy w Polsce i Czechach.
- Do tej pory Polacy nam mówili: Musicie dać nam patrioty, bo tarcza zwiększa ryzyko strategiczne Polski ze strony Rosji. Teraz wiemy, że Moskwa po cichu pogodziła się już z tarczą - tłumaczy jeden z amerykańskich rozmówców.
Czy Polska może się zgodzić na budowę tarczy w zamian za niewielką tylko pomoc? Nie jest to jasne. Jeden z naszych dyplomatów powiedział nam, że Polska może dostać dużą pomoc "pozagotówkową", np. w osprzęcie do samolotów F-16. Dodał, że "potrafi sobie wyobrazić dobre porozumienie bez patriotów".
Dla Warszawy możliwa do zaakceptowania jest też inna opcja: że Polska patrioty kupi, ale na mocno preferencyjnych warunkach. Nasze amerykańskie źródła mówią, że i to jest niemożliwe. - Przecież jeśli Polska zapłaci mniej, to rząd USA musiałby producentom patriotów dopłacić. Nie ma na to pieniędzy - usłyszeliśmy.
Urzędnik, który wie, co o negocjacjach myślą premier Tusk i szef MSZ Radek Sikorski, podsumowuje: - Jeśli Amerykanie nie zwiększą znacząco oferty, powrócimy do rozmów dopiero z następcą Busha.
Źródła zarówno w Departamencie Stanu, jak i Obrony, zgodnie twierdzą, że oferowana obecnie przez Amerykanów suma 47 mln dol. na modernizację polskiej armii jest "niemal ostateczna". I że nie ma mowy o przekazaniu za darmo lub choćby przy poważnym współfinansowaniu przez USA rakiet Patriot dla obrony przeciwlotniczej Polski. Takie właśnie stanowisko miał przekazać tydzień temu Warszawie zastępca sekretarza stanu Stephen Mull.
Rząd Donalda Tuska od miesięcy proponuje, by w zamian za goszczenie bazy antyrakietowej (stacja radarowa ma zostać wybudowana w Czechach), Amerykanie rozpoczęli obliczoną na kilkanaście lat pomoc w unowocześnieniu polskiej armii. Jej najważniejszym elementem miałyby być co najmniej dwie baterie rakiet przeciwlotniczych Patriot najnowszej generacji PAC-3. Łącznie pakiet długotrwałej pomocy miałby sięgnąć miliardów dolarów.
Polscy dyplomaci nadal uważają, że ostateczna oferta USA będzie bliska oczekiwaniom Warszawy. Obecne propozycje jeden z nich nazwał w rozmowie z "Gazetą" "prywatnymi opiniami urzędników niższego szczebla" oraz "zasłoną dymną, by nas zmiękczyć". Sam Tusk trzy dni temu też mówił o "nieformalnych pomrukach" Amerykanów, które są "elementem negocjacji".
Nasi rozmówcy w USA twierdzą jednak, że Waszyngton nie pójdzie na większe ustępstwa. Po pierwsze, dla ekipy prezydenta George'a Busha stało się jasne, że nie jest w stanie uzyskać akceptacji Kongresu na więcej niż kilkadziesiąt milionów dolarów dla Polski. Po drugie, budowę tarczy w Europie poparło niedawno NATO, więc przychylne stanowisko Polski "przestało być czymś aż tak cennym". Trudniej więc będzie Warszawie odrzucić amerykańską propozycje, skoro została ona pobłogosławiona przez Sojusz. Po trzecie wreszcie, po rozmowach Bush - Putin Rosja złagodziła swój sprzeciw wobec tarczy w Polsce i Czechach.
- Do tej pory Polacy nam mówili: Musicie dać nam patrioty, bo tarcza zwiększa ryzyko strategiczne Polski ze strony Rosji. Teraz wiemy, że Moskwa po cichu pogodziła się już z tarczą - tłumaczy jeden z amerykańskich rozmówców.
Czy Polska może się zgodzić na budowę tarczy w zamian za niewielką tylko pomoc? Nie jest to jasne. Jeden z naszych dyplomatów powiedział nam, że Polska może dostać dużą pomoc "pozagotówkową", np. w osprzęcie do samolotów F-16. Dodał, że "potrafi sobie wyobrazić dobre porozumienie bez patriotów".
Dla Warszawy możliwa do zaakceptowania jest też inna opcja: że Polska patrioty kupi, ale na mocno preferencyjnych warunkach. Nasze amerykańskie źródła mówią, że i to jest niemożliwe. - Przecież jeśli Polska zapłaci mniej, to rząd USA musiałby producentom patriotów dopłacić. Nie ma na to pieniędzy - usłyszeliśmy.
Urzędnik, który wie, co o negocjacjach myślą premier Tusk i szef MSZ Radek Sikorski, podsumowuje: - Jeśli Amerykanie nie zwiększą znacząco oferty, powrócimy do rozmów dopiero z następcą Busha.
Źródło: Gazeta Wyborcza





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz