- Hańba! - krzyczeli ludzie, gdy wieść o wyroku obiegała Mysłowice. Sąd orzekł, że właściciele dwóch bloków, pobierając drakońskie czynsze, nie oszukiwali lokatorów. - Skandal! - wołali, gdy sędzia uniewinniał małżeństwo Grażynę i Andrzeja B.
- Ceny rosły lawinowo. Według stawek z czynszów regulowanych płaciłabym za mieszkanie 216 zł miesięcznie. Tymczasem nowi właściciele zażyczyli sobie aż 1400 zł. I tak było w przypadku każdej rodziny. Nikt nas nie informował, za co mieliśmy płacić takie kwoty - mówi Teresa Motyl, która przewodniczy grupie 65 lokatorów. To najczęściej osoby starsze - emeryci i renciści.
Lokatorzy poskarżyli się prokuraturze. W akcie oskarżenia prokurator zarzucał Grażynie i Andrzejowi B. oszustwo na kwotę 176 tys. zł i próbę wyłudzenia 70 tys. zł. Proces karny toczył się prawie dwa lata.
Na wczorajszą - ostatnią już - rozprawę ludzie przyszli tłumnie. Kilka osób o laskach. Z nadzieją czekali na wyrok. - Jesteśmy już zmęczeni. Na stare lata musimy po sądach chodzić, prosić i tłumaczyć, żeby nie łamano prawa - mówili na sądowym korytarzu.
Rozprawa zaczęła się od mów końcowych. Prokurator Paweł Mazur wniósł, by sąd skazał małżonków na trzy lata więzienia. - Mecenas Maciej Burda, pełnomocnik poszkodowanych, przywołał zeznania księgowej małżeństwa B., która potwierdziła, że jeśli któryś z lokatorów zalegał z jakąkolwiek opłatą, B. nakładali podwyżki wszystkim. Mecenas powołał się również na opinię biegłego, który wyliczył, że stawki narzucane przez B. nijak się miały do rzeczywistości. - Prosimy o sprawiedliwość! Nie szukamy zemsty na B. Oni nie muszą iść do więzienia. Chcemy tylko, by zrozumieli, że działali ponad prawem - apelowała z kolei pani Motyl.
- Mamy tu do czynienia z konfliktem istniejącym od dwóch tysięcy lat. To konflikt między właścicielem a tym, kto z jego własności korzysta. Jeden chce więcej, a drugi mniej. To spór cywilny, nie karny! - mówił z kolei mecenas Stefan Kamiński, obrońca małżonków.
Po dwóch godzinach sędzia ogłosił wyrok. Małżonkowie B. są niewinni! - Sąd nie dopatrzył się znamion oszustwa. Poszkodowani powinni dochodzić swych praw na drodze cywilnej. Nie ma przesłanek, by sądzić, że oskarżeni działali w sposób celowy na szkodę mieszkańców. Dodatkowo nagłośnienie sprawy w mediach przez lokatorów mogło nasunąć skojarzenia, że będzie to miało wpływ na orzeczenie sądu - uzasadniał sędzia Maciej Michno.
Sąd powołał się jeszcze na fakt, że w czasie gdy miało dojść do szeregu oszustw, Andrzej B. przebywał w więzieniu. - Trudno, by stamtąd prowadził jakąkolwiek działalność - wyjaśniał sędzia. Powszechnie jednak wiadomo, że właśnie wtedy Andrzej B. założył w Sosnowcu Wyższą Szkołę Ekologii.
Małżeństwo B. nie kryło zadowolenia, słuchając uzasadnienia wyroku. Przytuleni, szybko opuścili salę.
- Jak wam nie wstyd!? Jak będziecie dzisiaj spać? Jak sobie w lustro spojrzycie! - rzucali rozżaleni lokatorzy w stronę składu sędziowskiego. Niektórzy nie kryli łez. - Mamy pozakładane sprawy cywilne. Teraz pewnie wszystkie przegramy - mówili ludzie. Długo jeszcze stali pod wejściem do sądu. Na pewno będą składać apelację.
Wyrok nie oznacza jednak końca kłopotów Andrzeja B. Prócz toczących się spraw cywilnych odpowiada on przed sądem za działanie na szkodę spółki Grudynia. Miał z niej wyprowadzić około 2 mln zł. Dodatkowych 12 mln zł stracił wówczas Skarb Państwa.
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz