piątek, 1 sierpnia 2008

Powstańcze sceny rodzinne

Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski
2008-08-01, ostatnia aktualizacja 2008-08-01 11:13

Sześćdziesiąt cztery lata przeleżał na pawlaczu, wiedziała o nim tylko rodzina autora. Do Muzeum Powstania Warszawskiego trafił nieznany film ze scenami z Powstania na Dolnym Mokotowie. To pierwszy odnaleziony dokument z tamtego czasu nakręcony przez cywila amatorską kamerą

Zobacz powiekszenie
Powstańcy - kadr z filmu
Zobacz powiekszenie
Fot. Adam Kozak / AG
Budynek Muzeum Powstania Warszawskiego

Zatrzymajmy się, gdy zawyją syreny



Na początku filmu widzimy młodą matkę z dwoma niemowlętami. Nad bliźniakami pochyla się też szczęśliwy ojciec. Choć jest rok 1940, tutaj nie ma ani wojny, ani okupacji. Inny fragment przedstawia sielankowy piknik z przyjaciółmi w parku. Czas zdradzają wyłaniające się zza drzew ruiny pałacyku w Królikarni spalonego już w 1939 r. Równie sielankowe ujęcia znad brzegu rzeki Świder: upalny dzień, tłumy wylegują się na plaży. Kanikuła. Do obrazów przedwojennej normalności brakuje tylko Żydów, którzy przed 1939 r. zapełniali głównie letniska wzdłuż linii kolejowej z Warszawy do Otwocka.

Wreszcie sceny z Powstania Warszawskiego. Są drastyczne. Oglądamy kamienicę przy Dolnej 41 na Mokotowie rozpołowioną bombą lub pociskiem z ciężkiego moździerza. Jedna ze ścian runęła. Drewniane stropy opadły i bezwładnie zawisły jak firanki. Sprzęty z budynku się wysypały i zmieszały z gruzem. Meble, rury kanalizacyjne, pościel, książki, rozbita porcelana i szczątki ludzi. Kamera beznamiętnie rejestruje, jak mężczyzna w piżamie pochyla się nad zabitą kobietą, próbując ją reanimować. Podnosi jej rękę. Inni mężczyźni dźwigają na noszach zmasakrowane szczątki ludzkie.

Kolejne ujęcie: czteroletni Wojtuś Rowiński w niemieckim hełmie i z parabellum bawi się w żołnierza. Obok stoją powstańcy z oddziału "Granata". Kilkaset metrów dalej świszczą prawdziwe kule i ludzie umierają naprawdę.

- Film znalazł się u nas przypadkowo. Zadzwonił pewien inżynier, który na budowie poznał inspektora nadzoru Wojciecha Rowińskiego. Tego samego, którego widzimy na filmie jako niemowlaka, a potem chłopca bawiącego się parabellum. Po budowach krążyła legenda, że w czasie Powstania jego ojciec chodził z kamerą - opowiada dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski.

Kilka tygodni później Wojciech Rowiński przekazał do muzeum kilka szpul taśmy filmowej 8 mm. Całość ma 54 minuty. - Leżały u nas w metalowym pojemniku na pawlaczu. Jak byłem młodszy, puszczałem to synowi, a mój brat swojej córce - mówi Rowiński.

Większość materiałów nakręcił w czasie okupacji i podczas Powstania jego ojciec Tadeusz. Był współwłaścicielem największej w Warszawie firmy wędliniarskiej Rowiński i Ruszkiewicz. Firma miała siedzibę przy Dolnej 43 i pięć sklepów w różnych punktach miasta. Przetrwała Powstanie i dopiero w 1950 r. została skonfiskowana przez komunistyczne władze. Tadeusz Rowiński zmarł w 1972 r.

- Ojciec kręcił filmy kamerą sprężynową Kodaka z 1921 r. Kupił ją razem z projektorem w Wiedniu, gdzie studiował w Wyższej Szkole Handlowej - opowiada syn autora zdjęć. Kamerę i projektor również przekazał do muzeum.

Filmy zawierają też materiały nakręcone przez Niemców. Polowanie na tygrysa w Indiach, nalot sztukasów na angielskie miasto, ćwiczenia Luftwaffe i widoki Zakopanego. Ośnieżone Tatry są piękne jak zwykle, jednak po stoku Gubałówki zjeżdżają na nartach wyłącznie żołnierze w niemieckich mundurach, Polacy podczas wojny nie mieli tam wstępu. - Ojciec kupił tę rolkę od jakiegoś Niemca. Po co? Nie wiem - mówi Rowiński.

Wśród filmów przekazanych muzeum brakuje bodaj najciekawszego. 18 września 1944 r. Tadeusz Rowiński rejestrował z dachu swojego domu przy Dolnej 43 największy zrzut aliancki z pomocą dla Warszawy. Jedyny zresztą przeprowadzony w ciągu dnia. Niebo nad miastem zaroiło się od 107 latających fortec B-17 z amerykańskiej 8. Floty Powietrznej, które przyleciały tu ze wschodniej Anglii. Większość pomocy trafiła jednak w ręce Niemców. Tadeusz Rowiński utrwalił też zdobycie czołgu przez powstańców. Niestety, tuż po wojnie rolka z filmem wywieziona została przez umówionego kuriera za "żelazną kurtynę" - do Anglii - i ślad po niej zaginął.

- Pisaliśmy do Instytutu Sikorskiego w Londynie, w którego magazynach leżą ponad dwie tony materiałów filmowych, ale usłyszeliśmy: "Nie ma, nic nie wiemy" - ubolewa Jan Ołdakowski.

Lecz i bez brakującej części film Tadeusza Rowińskiego ma ogromną wartość. Został już skopiowany na nośniki cyfrowe, z których będzie odtwarzany. Publiczność po raz pierwszy zobaczy go dziś na ekranie zawieszonym przy Muzeum Powstania Warszawskiego.

Brak komentarzy: