niedziela, 3 sierpnia 2008

Sołżenicyn nie żyje 3.VIII.2008

Bartosz Węglarczyk
2008-08-04, ostatnia aktualizacja 2008-08-04 00:56

Zobacz powiększenie
Aleksander Sołżenicyn
Fot. GAMMA

Aleksander Sołżenicyn, jeden z najważniejszych europejskich pisarzy XX wieku, laureat Nagrody Nobla, zmarł ostatniej nocy w Moskwie na zawał. Miał 89 lat

Zobacz powiekszenie
Fot. Bernhard Frye AP
Aleksander Sołżenicyn 1974 rok
Zobacz powiekszenie
Fot. RIA Novosti / Reuters
Aleksander Sołżenicyn podczas spotkania z prezydentem Putinem w 2007 roku
Zobacz powiekszenie
Fot. Sergei Karpukhin AP
Aleksander Sołżenicyn przemawia w Dumie w 1994 roku
Zobacz powiekszenie
Fot. AP
Aleksander Sołżenicyn w 1953 roku
Jego dzieła opisujące stalinowskie represje, a przede wszystkim gigantyczna historia stalinowskich obozów pracy "Archipelag GUŁag" wstrząsnęły światem. Wielu otworzyły oczy na radzieckie realia. Sołżenicyn był jednym z najgorętszych wrogów bolszewizmu, a w ostatnich latach szczerym zwolennikiem odbudowy rosyjskiego imperium przez prezydenta Putina.

Z wykształcenia matematyk, kapitan artylerii Sołżenicyn trafił podczas wojny w 1945 r. do więzienia, a potem do obozu za krytykowanie strategii Stalina. Na zsyłce zaczął pisać o swych obozowych przeżyciach. Opublikowany po wielu perypetiach w 1962 r. "Jeden dzień Iwana Denisowicza" przyniósł mu sławę, a nawet nominację do Nagrody Leninowskiej.

Sołżenicyn zaczął jednak otwarcie domagać się prawdy o radzieckiej rzeczywistości, co przypłacił artystyczną banicją i coraz ostrzejszymi represjami KGB. Jego książki były już jednak wówczas znane na Zachodzie, dokąd trafiały w przemycanych z ZSRR rękopisach.

W 1970 r. otrzymał Nagrodę Nobla za całokształt twórczości, co jedynie pogorszyło jego sytuację w kraju. Komitet Noblowski napisał, że przyznaje Sołżenicynowi nagrodę "za moralną siłę, z jaką spełnia obowiązek wobec niezastąpionych tradycji literatury rosyjskiej".

W 1973 r. KGB skonfiksowało Sołżenicynowi rękopis "Archipelagu GUŁag". Na szczęście kopia rękopisu była już w rękach amerykańskiego wydawcy. "Archipelag" wydano jeszcze w tym samym roku i od razu trafił do kanonu światowej literatury.

Tego władze ZSRR Sołżenicynowi nie wybaczyły. Został wyrzucony ze Związku Pisarzy, pozbawiony radzieckiego obywatelstwa i wydalony z kraju. Trafił do USA, gdzie w posiadłości w Cavendish w odludnym stanie Vermont pisał wielką epopeję historyczną "Czerwone koło". Nigdy jej nie skończył.

Wraz z pierestrojką jego dzieła zostały zdjęte z indeksu w krajach bloku wschodniego (w Polsce większość i tak została już opublikowana w drugim obiegu). W 1994 r. Sołżenicyn triumfalnie powrócił do Rosji, jadąc koleją z Władywostoku do Moskwy. Na stołecznym dworcu kolejowym witały go wówczas tłumy, które przywitał okrzykiem "Moskwa! Urraaaa!".

Już wówczas dał się poznać jako zwolennik silnej Rosji, niechętny demokracji i wielu swobodom obywatelskim. Ostro krytykował Borysa Jelcyna za miękkość wobec Zachodu, co przypłacił odsunięciem na boczny tor.

Wrócił do łask wraz z nadejściem ekipy Władimira Putina, którego wychwalał w każdym publicznym wystąpieniu. Rok temu zdążył jeszcze odebrać z jego rąk wysokie odznaczenie.

W opublikowanej w "Gazecie" równo dziesięć lat temu rozmowie Zbigniew Herbert tak mówił Adamowi Michnikowi o Sołżenicynie: - Dokonał ogromnej rzeczy. To było niby oficjalnie znane, że są obozy, że tam zabijali. Ale wszystko to było wstydliwe, bo działo się w rodzinie "postępowych". Przez ukazanie setek tysięcy losów ludzkich Sołżenicyn poruszył sumieniami bardziej niż wszystkie upiorne statystyki, jakie można byłoby wysnuć z prac stu dziennikarzy amerykańskich, którzy mają możność rejestrować, pisać o tym.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Brak komentarzy: