Odpowiedzialność za wywołanie wojny ze strony gruzińskiego prezydenta, rządu i parlamentu jest bezdyskusyjna - mówi prezydent Czech. Inwazja na Gruzję przypomina inwazję na Czechosłowację w 1968 r. - uważa premier Czech
- Konflikt rosyjsko-gruziński - niedziela, 31 sierpnia (31-08-08, 18:40)
Jakby nie było tego dość, kilka dni później, w 40. rocznicę inwazji Układu Warszawskiego na Czechosłowację, w czasie, kiedy Rosjanie okupowali już część Gruzji, czeski prezydent ogłosił, że nie czuje dziś żadnego niebezpieczeństwa ze strony Rosji.
Postawa prezydenta, honorowego przewodniczącego Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS), na której czele stoi premier Mirek Topolanek, nie spotkała się ze zrozumieniem ani szefa rządu, ani głównego eksperta od polityki zagranicznej ODS wicepremiera Aleksandra Vondry.
Premier stwierdził, że inwazja na Gruzję przypomina sowiecką okupację Czechosłowacji w sierpniu 1968 r., a Czechy są za jak najszybszym przyjęciem Tbilisi do NATO. A Vondra, który Gruzją zajmuje się od lat, stwierdził: - Nie można tak jednoznacznie zrzucać winy na Gruzję. Każdy, kto śledzi sytuację międzynarodową, wie, że Rosja już od początku lat 90. stara się destabilizować sytuację w tym kraju.
Władze ODS potępiły "rosyjską agresję" i poparły wejście Gruzji do NATO. Klaus, który np. w kwestii niechęci do traktatu lizbońskiego ma w ODS oddanych zwolenników i przytakiwaczy, tym razem został sam. Chociaż nie do końca. Prezydenta pochwalili opozycyjni komuniści, rosyjskie media i rosyjska ambasada w Pradze. Nawet po ostrej krytyce "swojego" ODS Klaus nie ustąpił. - Nie wątpię, że mam rację - stwierdził w typowy dla siebie sposób.
Przed dzisiejszym szczytem Rady UE w sprawie Gruzji Topolanek z Vondrą spróbowali przekonać prezydenta, że w sprawie Rosji i Gruzji popełnia zasadniczy błąd. Skończyło się na komunikacie, że prezydent i rząd wciąż mają w tej sprawie odmienne stanowiska.
Klausowi dano jednak wyraźnie do zrozumienia, aby do tej sprawy już się nie wtrącał. - Zgodnie z prawem prezydent nie odpowiada za politykę zagraniczną. Traktuję to raczej jako komplikację - skomentował wypowiedzi prezydenta premier Topolanek.
Premier nie do końca ma rację, bo konstytucja mówi, że prezydent współtworzy politykę zagraniczną. Odpowiedzialność jest jednak po stronie rządu, tak samo jak możliwość faktycznego izolowania prezydenta. Ponad dwa lata temu ówczesny proeuropejski premier, socjaldemokrata Jiri Paroubek, zagroził, że jeśli prezydent Klaus wciąż będzie krytykował UE, rząd zabroni mu podróży zagranicznych.
Tak daleko Topolanek jeszcze nie idzie, ale jeśli konflikt z prezydentem będzie się pogłębiał, to kto wie... Do końca roku, a więc zanim Czechy obejmą przewodnictwo w UE, rząd chce ratyfikować traktat lizboński. Klaus to odrzuca.
Na poniedziałkowym szczycie UE stanowisko Czech będzie progruzińskie. Rząd przeznaczył 150 mln koron (10 mln dol.) na pomoc dla Tbilisi, chce zorganizować ogólnoświatową konferencję o pomocy dla Gruzji i opowiada się za zdecydowanymi krokami UE w stosunku do Rosji.
- Postaramy się postawić Gruzję na nogi - mówi szef MSZ, książę Karel Schwarzenberg. A odnosząc się do prezydenta Klausa, dodaje: - Będziemy się musieli nauczyć żyć z jego specyficznymi opiniami. Najważniejsze jest to, że za politykę zagraniczną kraju odpowiada rząd.
Tłumaczyła Renata Rusin Dybalska
Źródło: Gazeta Wyborcza





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz