jg, mm, IAR, PAP, AP
2008-11-15, ostatnia aktualizacja 2008-11-15 21:23
W Waszyngtonie zakończyły się obrady grupy G20, poświęcone światowemu kryzysowi finansowemu. George Bush mówił o niebezpieczeństwie nadmiernego protekcjonizmu. Natomiast Barack Obama, choć nieobecny na obradach wezwał Kongres do szybkiego działania, bo "miliony naszych współobywateli co noc nie mogą zasnąć, zastanawiając się, jak mają zapłacić rachunki, zachować swoje domy i oszczędzać na emeryturę".
ZOBACZ TAKŻE
- Miedwiediew: Rosja gotowa rozmawiać z Obamą o tarczy (15-11-08, 23:59)
- Bush przed szczytem G20: Możemy przezwyciężyć kryzys (14-11-08, 22:00)
- Z City odejdzie 35 tys. osób, Wielką Brytanię czeka "katastrofalny kryzys" (13-11-08, 11:11)
- Tusk: będę rozmawiał z Sarkozym o kryzysie i pakiecie energetycznym (12-11-08, 18:31)
Następny szczyt w marcu
W oświadczeniu ogłoszonym na zakończenie szczytu podkreślono, że przywódcy porozumieli się w sprawie rozległej reformy globalnego systemu finansowego. Reforma ma zapobiec powtórzeniu się obecnego ciężkiego kryzysu finansowego.
Konkretne przedsięwzięcia mają zostać wypracowane do czasu następnego szczytu G20, planowanego na wiosnę przyszłego roku.
W szczycie brali udział przywódcy najbogatszych państw świata, największych krajów rozwijających się oraz przedstawiciele międzynarodowych instytucji finansowych.
Podobnie jak wczoraj przed uroczystą kolacją w Białym Domu, George Bush przez ponad godzinę witał delegacje z całego świata. Przed rozpoczęciem obrad amerykański prezydent oświadczył, że waszyngtońskie obrady należy traktować jako pierwsze z serii spotkań poświęconych kryzysowi. Bush wyraził przekonanie, że ustalenia szczytu nie podważą podstawowych idei kapitalizmu.
- Cieszę się, że światowi przywódcy uznają zasady wolnego rynku i wolnego handlu. Jednym z niebezpieczeństw podczas kryzysu jest wprowadzanie nadmiernego protekcjonizmu - podkreślił amerykański przywódca.
Obama wzywa Kongres do szybkiego uchwalenia planu ratunkowego
W sprawie kryzysu wypowiedział się też prezydent-elekt USA Barack Obama. - Jestem szczęśliwy, że prezydent George W. Bush zainicjował ten proces, ponieważ nasz globalny kryzys gospodarczy wymaga skoordynowanej globalnej odpowiedzi - mówił Obama w przemówieniu radiowym, zamieszczonym także jako film wideo na jego portalu internetowym.
Obama wskazał, że działając wspólnie z innymi krajami, Stany Zjednoczone muszą też "natychmiast zająć się własnym kryzysem gospodarczym" i wezwał Kongres do szybkiego uchwalenia choćby "zaliczki" na poczet nowego planu ratowania gospodarki amerykańskiej.
Prezydent-elekt zwracał uwagę na niestabilną sytuację na rynkach finansowych i rosnące bezrobocie w USA. - Tracimy miejsca pracy przez 10 kolejnych miesięcy - prawie 1,2 miliona miejsc pracy w tym roku, wiele z nich w naszym borykającym się z kłopotami przemyśle samochodowym - mówił Obama. - I miliony naszych współobywateli co noc nie mogą zasnąć, zastanawiając się, jak mają zapłacić rachunki, zachować swoje domy i oszczędzać na emeryturę.
Prezydent-elekt podkreślał, że gdyby Kongres nie uchwalił niezwłocznie planu pobudzającego gospodarkę, on nada tej kwestii priorytet, kiedy 20 stycznia obejmie urząd prezydenta.
- Jeśli płynie dla nas jakaś nauczka z tego kryzysu finansowego, to taka, że nie można mieć prosperującej Wall Street, podczas gdy Main Street (zwykli ludzie) cierpi. W tym kraju wznosimy się lub upadamy jako jeden naród (...). I właśnie tak podejmiemy wyzwania tych czasów - razem - podkreślił Obama.
W spotkaniu grupy G20 biorą udział przywódcy państw G8 (USA, Kanady, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Włoch i Japonii oraz Rosji) oraz rozwijających się potęg gospodarczych, a także Holandii i Hiszpanii, reprezentujących Unię Europejską.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz