ga
2009-01-22, ostatnia aktualizacja 2009-01-23 08:03
W piątek przypada pierwsza rocznica katastrofy CAS-y. Uroczystości odbędą się pod pomnikiem, który stanął w miejscu, gdzie zginęło dwudziestu lotników
W przeddzień pierwszej rocznicy katastrofy samolotu CASA RMF i TVN Warszawa podały informację, że to nie błąd człowieka doprowadził do tragedii a awaria maszyny. Według obu stacji, wojsko naciskało na rodziny, aby te nie drążyły tematu katastrofy.- To jest materiał dziennikarski. Nie będę go komentował mówi rzecznik MON Robert Rochowicz.
ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE
- Dziś uroczystości z okazji 1. katastrofy CASY (23-01-09, 06:38)
- Wojsko wyciągnęło wnioski z katastrofy CAS-y (22-01-09, 01:00)
- Zarzuty za katastrofę CAS-y (17-12-08, 01:00)
- Pilot: Wciąż nie wiem, czemu CASA spadła (07-04-08, 01:00)
- Wszystko o CAS-ie jawne (05-04-08, 01:00)
- TOK FM: Ktoś spoza załogi próbował lądować CASĄ? (03-04-08, 19:12)
SERWISY
Rok temu zginęło 20 polskich lotników. Czy pod Mirosławcem doszło do awarii, czy katastrofę spowodował błąd człowieka, jak ustaliła praca specjalnej komisji?
TVN Warszawa: Wina spadła na tych, którzy zginęli
- Wina spadła na tych, którzy zginęli - ale wojsko nie ujawniło wszystkiego - to teza, która stawiają dziennikarze TVN Warszawa. Program "Kawaleria" twierdzi, że dotarł do ukrywanych dotąd podraportów, które - jak twierdzi TVN - nie tylko zostały zignorowane w końcowym
raporcie badającej sprawę komisji, ale w wielu punktach są z nim sprzeczne. Dziennikarzom "Kawalerii" udało się dotrzeć do podraportów.
Według ich ustaleń, kontrolerzy lotów działali bezbłędnie, za to urządzenia aż dziewięciokrotnie sygnalizowały awarię instalacji przeciwoblodzeniowej. Szwankować też miała instalacja elektryczna w tym tzw. szyna energetyczna.
Według raportu MON, zawiniła załoga i właśnie kontrolerzy, a samolot był sprawny. Czy wojsko przyjęło po prostu wygodną dla siebie wersję? - zastanawiają się dziennikarze? Według ich ustaleń, są dwie możliwości: albo raport został napisany tak, by zrzucić winę na błąd człowieka (pilotów i kontrolerów), a nie zawodność sprzętu, albo przyczyna była zbyt trudna do ustalenia i przyjęto wygodną dla wojska wersję.
RMF: Rodziny były zastraszane
Z informacji do których dotarli reporterzy RMF FM wynika, że wojsko nie ujawniło całego raportu i chce ukryć niektóre przyczyny wypadku. Tajne pozostały przede wszystkim fragmenty, których ujawnienie - według mundurowych - mogłoby zagrozić bezpieczeństwu państwa.
Reporterzy RMF "otrzymują z różnych źródeł" informacje, że wojsko naciskało na rodziny, aby te nie drążyły tematu katastrofy. Argumentem były m.in. służbowe mieszkania, które po śmierci wojskowych żony powinny teoretycznie opuścić.
"Zostaw to gnoju"
Z kolei Andrzej Smyczyński, brat drugiego pilota CASY kpt Michała Smyczyńskiego, który kwestionował oficjalne ustalenia przyczyn katastrofy, opowiadał, że groziło mu dwóch mężczyzn. Według jego relacji w TVN Warszawa, mieli podjechać do niego "czarnym mercedesem z zasłoniętymi numerami rejestracyjnymi". Kierowca miał ostrzegać Smyczyńskiego: - Zostaw, gnoju, sprawę Mirosławca, bo jesteś na to za cienki. Wiemy dokładnie, gdzie mieszkasz, co robisz, z kim pracujesz, z kim się spotykasz. Jest to na razie prośba od wysoko postawionych panów w mundurach - miał powiedzieć mężczyzna. Smyczyński relacjonuje też, że człowiek ten wskazał na kaburę i wykonał ruch dłonią, jakby do niego wystrzelił.
MON: To są ustalenia dziennikarskie. Katastrofa jest wyjaśniona
Rzecznik MON nie chce komentować materiałów dziennikarskich przede wszystkim dlatego, że nie widział programu TVN. Jednak odrzuca tezę, że raport został sfałszowany - Dziennikarze kręcili na postawie jakiś swoich doniesień. Ja nie będę podważał ustaleń komisji. Raport o katastrofie CASY jest w internecie i można się z nim zapoznać. Poza tym przypominam, że sprawę bada wciąż prokuratura i nie choćby dlatego nie mogę tego komentować - mówił portalowi Gazeta.pl Robert Rochowicz.
Tragedia w Mierosławcu
CASA C-295 M z 13. Eskadry Lotnictwa Transportowego w Krakowie rozbiła się 23 stycznia w czasie podchodzenia do lądowania w 12. Bazie Lotniczej w okolicach Mirosławca. Na jej pokładzie znajdowało się 16 wysokiej rangi oficerów Sił Powietrznych i czterech członków załogi. Wszyscy zginęli na miejscu.
W kwietniu szef MON zdymisjonował pięciu oficerów bezpośrednio odpowiedzialnych za katastrofę. Odtajniono też raport o tragedii CASY.
TVN Warszawa: Wina spadła na tych, którzy zginęli
- Wina spadła na tych, którzy zginęli - ale wojsko nie ujawniło wszystkiego - to teza, która stawiają dziennikarze TVN Warszawa. Program "Kawaleria" twierdzi, że dotarł do ukrywanych dotąd podraportów, które - jak twierdzi TVN - nie tylko zostały zignorowane w końcowym
raporcie badającej sprawę komisji, ale w wielu punktach są z nim sprzeczne. Dziennikarzom "Kawalerii" udało się dotrzeć do podraportów.Według ich ustaleń, kontrolerzy lotów działali bezbłędnie, za to urządzenia aż dziewięciokrotnie sygnalizowały awarię instalacji przeciwoblodzeniowej. Szwankować też miała instalacja elektryczna w tym tzw. szyna energetyczna.
Według raportu MON, zawiniła załoga i właśnie kontrolerzy, a samolot był sprawny. Czy wojsko przyjęło po prostu wygodną dla siebie wersję? - zastanawiają się dziennikarze? Według ich ustaleń, są dwie możliwości: albo raport został napisany tak, by zrzucić winę na błąd człowieka (pilotów i kontrolerów), a nie zawodność sprzętu, albo przyczyna była zbyt trudna do ustalenia i przyjęto wygodną dla wojska wersję.
RMF: Rodziny były zastraszane
Z informacji do których dotarli reporterzy RMF FM wynika, że wojsko nie ujawniło całego raportu i chce ukryć niektóre przyczyny wypadku. Tajne pozostały przede wszystkim fragmenty, których ujawnienie - według mundurowych - mogłoby zagrozić bezpieczeństwu państwa.
Reporterzy RMF "otrzymują z różnych źródeł" informacje, że wojsko naciskało na rodziny, aby te nie drążyły tematu katastrofy. Argumentem były m.in. służbowe mieszkania, które po śmierci wojskowych żony powinny teoretycznie opuścić.
"Zostaw to gnoju"
Z kolei Andrzej Smyczyński, brat drugiego pilota CASY kpt Michała Smyczyńskiego, który kwestionował oficjalne ustalenia przyczyn katastrofy, opowiadał, że groziło mu dwóch mężczyzn. Według jego relacji w TVN Warszawa, mieli podjechać do niego "czarnym mercedesem z zasłoniętymi numerami rejestracyjnymi". Kierowca miał ostrzegać Smyczyńskiego: - Zostaw, gnoju, sprawę Mirosławca, bo jesteś na to za cienki. Wiemy dokładnie, gdzie mieszkasz, co robisz, z kim pracujesz, z kim się spotykasz. Jest to na razie prośba od wysoko postawionych panów w mundurach - miał powiedzieć mężczyzna. Smyczyński relacjonuje też, że człowiek ten wskazał na kaburę i wykonał ruch dłonią, jakby do niego wystrzelił.
MON: To są ustalenia dziennikarskie. Katastrofa jest wyjaśniona
Rzecznik MON nie chce komentować materiałów dziennikarskich przede wszystkim dlatego, że nie widział programu TVN. Jednak odrzuca tezę, że raport został sfałszowany - Dziennikarze kręcili na postawie jakiś swoich doniesień. Ja nie będę podważał ustaleń komisji. Raport o katastrofie CASY jest w internecie i można się z nim zapoznać. Poza tym przypominam, że sprawę bada wciąż prokuratura i nie choćby dlatego nie mogę tego komentować - mówił portalowi Gazeta.pl Robert Rochowicz.
Tragedia w Mierosławcu
CASA C-295 M z 13. Eskadry Lotnictwa Transportowego w Krakowie rozbiła się 23 stycznia w czasie podchodzenia do lądowania w 12. Bazie Lotniczej w okolicach Mirosławca. Na jej pokładzie znajdowało się 16 wysokiej rangi oficerów Sił Powietrznych i czterech członków załogi. Wszyscy zginęli na miejscu.
W kwietniu szef MON zdymisjonował pięciu oficerów bezpośrednio odpowiedzialnych za katastrofę. Odtajniono też raport o tragedii CASY.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz