piątek, 6 marca 2009

Ostatnie przodownice pracy

http://www.nie.com.pl/art9031.htm

Autor: Jerzy Urban
Strona: 11

Witamy seksrealistyczny produkcyjniak.

Mamy drugi rok bratnich rządów. Bracia i ich bracia łaty odświeżają różne pomysły stalinizmu, np.: wymianę elit, obywatelstwo drugiej klasy i zbiorową odpowiedzialność za złe pochodzenie, pruderię, w tym zakaz nagości, kary za aborcję, czystki polityczne, zmienianie przebiegu historii i jej ocen oraz kult wybranych przez polityków zdarzeń, niszczenie śladów niesłusznej przeszłości, zwalczanie przegięć wszechwładnych kadrowców (casus Targalski), pokazowe aresztowania i procesy (Jaruzelski i in.), kult ideologicznej czystości, edukację przez przymuszanie, tłamszenie i glajszachtowanie, kariery dla absolwentów specjalnych szkół ideowopolitycznych, czyli teraz uczelni katolickich, podsłuchiwanie i wszędobylstwo policji politycznych, samobójstwa, w które nie wszyscy wierzą, były kadet Jan Pietrzak znowu stojący na baczność itd.

Czegoś brakowało w tym déjavu, ale oto już powstał i został wydany produkcyjniak. Pierwszy od 55 lat. Do nabycia jest XXI-wieczna kontynuacja dzieł takich jak „Mirków ruszył”, „Traktory zdobędą wiosnę” czy „Na budowie”. Autorka: Ewa Egejska. Tytuł „Czarodziejki.com”. Temat: wyzwolenie kobiet poprzez pracę z udziałem modlitwy i patriotyzmu.

Akcja reportażu nie rozgrywa się w hucie. Polskie huty są teraz hinduskie, więc spusty stali opisywane są w hindu. Na bohaterów i bohaterki produkcyjniaka epoki Kaczyńskich nie nadają się też kwękacze: wiecznie niezadowoleni górnicy, stoczniowcy czy pielęgniarki. Bohaterkami naszych czasów uczyniono więc pracownice o wypasionych zarobkach związane z nowoczesną technologią pracy. Zatrudnione w dziedzinie stanowiącej jedyną polską specjalność gospodarczą w europejskiej, a częściowo światowej skali (cechuje ją zdolność eksportowa). Jedną tylko mamy taką branżę gospodarczą – kurewstwo, jak każdy odgadnie.

Produkcyjniak, jak to zawsze bywało, nużący jest dla masowego czytelnika. Rozwlekłe opisy pracy w burdelu znudzą ludzi nawet zaprawionych w lekturach monotonnych, takich jak książki Ziemkiewicza, traktaty Legutki, biblia czy książeczka do nabożeństwa. Reportaż Egejskiej tym góruje jednak nad produkcyjniakami socrealistycznymi, że będąc jak i one dziełem artystycznym reprezentuje kierunek, który nazywałbym realizmem edukacyjnym. Po przeczytaniu „Czarodziejek.com” każda dziewczyna uzyskuje wiedzę psychologiczną, fachową, higieniczną i gimnastyczną, z którą może kłaść się na całym rynku europejskim. Sądzę zresztą, że Unia Europejska finansowała wydanie Egejskiej z funduszy aktywizacji zawodowej i zwalczania bezrobocia lub ze środków na równouprawnienie kobiet.

„Czarodziejki.com” mogą stać się lekturą obowiązkową dla uczennic i studentek. Urzędy pracy rekomendować ją powinny młodym bezrobotnym dziewczynom i niskopłatnym pracownicom. Zalecać ją należy znudzonym domem młodym żonom. Przeczytać ją powinna każda ambitna dziewczyna marząca o karierze zawodowej, ciekawym życiu, dobrobycie, interesujących znajomościach i podróżach.

Po zażyciu „Czarodziejek.com” naiwne nastolatki przestaną mniemać, że aby osiągnąć awans społeczny, wystarczy mieć ładny pyszczek, zgrabną sylwetkę i chętnie rozkładać nogi. Z Egejskiej dowiedzą się np., jak zareagować układnie, gdy klient płaci za godzinę, a chce tylko wyjąć z kosza na śmieci zużytą przez innego prezerwatywę i wycmoktać ją w gębie. Otóż trzeba znać sposoby powstrzymywania wymiotów i umieć ze znawstwem opowiadać o różnorodności smaku spermy. A jak się zachować, kiedy klient wejdzie ze swoją żoną i płaci za poświadczenie, że on nigdy wcześniej nie był w tej agencji? W które miejsca dopieszczać dwóch samowystarczalnych Chińczyków z psem? Jakie i kiedy opowiadać wersje swego życiorysu? Podręcznik kurewstwa jest nie mniej szczegółowy i trudny niż podręcznik psychiatrii i chirurgii razem wzięte.

Ewa Egejska wskazuje także, że gdy najpopularniejszy zawód Polek uprawia się na poziomie artystycznym, wymaga niebywałej wiedzy medycz-nej i szczególnych instrumentów technicznych. Tylko dla przykładu cytuję: ... młode dziewczyny, które miały sceny z bzykaniem analnym, to najpierw robiony miały zabieg hydrocolonterapi, taka skomplikowana, trwająca godzinę, komputerowa, zwyczajna lewatywa, żeby na filmie kału nie było, żeby inne dziewczyny, jak brały w buzię wyjmowanego z dupy fiutka się nie obrzydzały.

No i że one jeszcze stosowały do tyłka takie metalowe, rozszerzające szczęki, podobne do tych dopochwowych u ginekologa, ale mniejsze, takie żeby pasowały do zwieraczy odbytu. Powolutku i stopniowo sobie go rozszerzały i jakiś tam czas tak szeroko otwarty trzymały, albo taki krótki ale szeroki korek z małym przewężeniem – żeby się w dupsku trzymał – wsadzały, no i w efekcie przy samym bzykaniu w dupcię to ich już nic nie bolało. Nawet którejś tam się kiedyś zdarzyło, że ponoć zerwała sobie jakieś ścięgna tych zwieraczy, czy coś tam
i potem miała straszne kłopoty z nie trzymaniem stolca. No ale za to wtedy, aż jej to operacyjnie naprawili, kręciła sceny, jak ją bzyka analnie dwóch gości z wielkimi fiutami naraz, albo facet w dupę wsadza jej całą zaciśniętą pięść, głębiej niż za nadgarstek! Taka w efekcie ponoć luźna wtedy była...

Proszę, a ileż to podlotków dyskotekowych ma się za luzaczki!

Zawody wymagające od kobiet wyłącznie siedzenia na dupie, np. zajęcia posłanki, prokuratorki czy prezeski firmy, wydają się w tym świetle wręcz prymitywne.

Ewa Egejska, „Czarodziejki.com”, wyd. Octopus Centre, Arkadiusz Pawełek, Wrocław 2007.

Brak komentarzy: