Miała 15 lat i nie wyobrażała sobie, że może nie przyłożyć ręki do obalenia komunizmu w Polsce. Po 20 latach odnaleźliśmy Martę Ciemniewską, dziewczynę ze zdjęcia kampanii wyborczej "Solidarności" w 1989 r.
Marta właściwie sama się odnalazła. Siostra rozpoznała ją na plakatach, które od kilku dni promują nasz dodatek na 20-lecie czerwcowych wyborów. Tamtą fotografię 4 czerwca 1989 r. zrobił Andrzej Stawiarski na ul. Siennej, tuż obok siedziby Klubu Inteligencji Katolickiej, gdzie mieścił się sztab wyborczy MKO "S". Zdjęcie jest okładką naszego dzisiejszego dodatku, a Marta pozuje na nim owinięta transparentem Małopolskiego Komitetu Obywatelskiego "Solidarności". Nazywała się wtedy Krakowska i chodziła do pierwszej klasy I Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie. Wysłuchaliśmy więc, co się u Marty w tych latach wydarzyło.
Rodzina z tradycjami
Marta - jak wielu licealistów z "Nowodworka" - żyła wyborami, ale z racji wieku nie mogła jeszcze głosować. Kiedy tylko powstał komitet obywatelski, zgłosiła się z siostrą Dorotą na wolontariuszkę. W KIK-u działała jej babcia Izabella Alszer, a w Komitecie Obywatelskim ojciec - Maciek Krakowski. - Czułam, że dzieje się coś superpozytywnego. Nie mogłam w tym nie uczestniczyć! - uśmiecha się.
Rozmawiamy w kawiarni na Kazimierzu. Dzień wcześniej Marta przyjechała z Warszawy, gdzie znalazła męża i pracę; jest menedżerką w dużym zagranicznym banku. Z sentymentem opisuje dawne polityczne zaangażowanie. Rodzinne tradycje i wychowanie nie pozwalały jej na obojętność. Prapradziadek Józef Ziemiański walczył w powstaniu styczniowym, pradziadek Michał Krakowski uciekał w 1914 r. do Ameryki za działalność w PPS-ie, dziadkowie Mieczysław i Czesława Krakowscy byli żołnierzami Armii Krajowej, podczas rewizji gestapo ukrywali ulotki w kołysce syna - przyszłego ojca Marty.
Dokopać komunie
Marta była zbyt młoda, aby świadomie przeżyć karnawał "Solidarności" w latach 1980-81 i włączyć się w podziemną działalność w stanie wojennym. Dlatego z podwójną energią włączyła się w kampanię wyborczą 1989 r. Przed 4 czerwca w szkole rozklejała plakaty i roznosiła ulotki. W dniu wyborów poszła najpierw z całą rodziną głosować. Patrzyła, jak rodzice pierwszy raz uczestniczą w głosowaniu. Następnie obwieszona transparentami z nazwiskami kandydatów "S" rozdawała ulotki mieszkańcom.
Marta: - Reakcja ludzi była niezwykła. Całe autobusy machały do nas z sympatią. Wydawało się, że cały świat nas popiera.
Tego dnia nie zmrużyła oka. W napięciu czekała na nieoficjalne wyniki głosowania. Kiedy zaczęły się pojawiać, przeżyła jedną z największych radości w życiu. Nie zastanawiała się nad konsekwencjami miażdżącego zwycięstwa "Solidarności". - Cieszyłam się po prostu, że dokopaliśmy komunie - śmieje się.
Dar od losu
"Wyborczy karnawał" przerodził się w fascynację polityką. Już w liceum Marta zaczęła działać w młodzieżówce Unii Demokratycznej. Na studiach prawniczych partyjna działalność pochłaniała większość jej wolnego czasu. Akcje plakatowe i ulotkowe, dyskusje partyjne, spotkania z działaczami o mały włos nie przeszkodziły w zdobyciu magistra. Kulminacją politycznego zaangażowania były wybory w 1997 r. Marta startowała wówczas do Sejmu z 17. miejsca lokalnej listy wyborczej Unii Wolności. Była najmłodszą kandydatką w Krakowie. Z pierwszego miejsca startował wtedy Tadeusz Mazowiecki.
Do parlamentu nie weszła. Jej 1100 głosów było jednym z lepszych wyników wśród krakowskich kandydatów UW, ale Marta zaczęła odsuwać się od polityki. Pochłaniała ją praca i rodzina. Wyszła za mąż, urodziła dwoje dzieci, przeprowadziła się do Warszawy.
Do wyborów 4 czerwca 1989 r. wciąż powraca myślami. Następnych 20 lat traktuje jak dar od losu dla jej pokolenia. - Oczywiście, można było wszystko lepiej urządzić, ale i tak żyjemy w pięknym kraju - przekonuje.
Autor fotografii: Andrzej Stawiarski
Nie rozstawał się z aparatem fotograficznym przez całe lata 80. Dokumentował demonstracje uliczne, strajki i inne wydarzenia związane z krakowską opozycją. W dniu wyborów od rana fotografował, co dzieje się w mieście. Współpracował z niezależnym pismem "Czas Solidarności". Doskonale pamięta grupy młodzieży, które w dniu wyborów opanowały centrum Krakowa, namawiając do głosowania na kandydatów komitetu obywatelskiego. - Każdego zarażali entuzjazmem. Było w nich coś symbolicznego, jakby wzięli na siebie cały sens "Solidarności". Czuło się radość, że to pierwsze od pół wieku pokolenie, które może otwarcie prezentować swoje poglądy i tworzyć nową, demokratyczną Polskę - wspomina dziś Stawiarski.
Rodzina z tradycjami
Marta - jak wielu licealistów z "Nowodworka" - żyła wyborami, ale z racji wieku nie mogła jeszcze głosować. Kiedy tylko powstał komitet obywatelski, zgłosiła się z siostrą Dorotą na wolontariuszkę. W KIK-u działała jej babcia Izabella Alszer, a w Komitecie Obywatelskim ojciec - Maciek Krakowski. - Czułam, że dzieje się coś superpozytywnego. Nie mogłam w tym nie uczestniczyć! - uśmiecha się.
Rozmawiamy w kawiarni na Kazimierzu. Dzień wcześniej Marta przyjechała z Warszawy, gdzie znalazła męża i pracę; jest menedżerką w dużym zagranicznym banku. Z sentymentem opisuje dawne polityczne zaangażowanie. Rodzinne tradycje i wychowanie nie pozwalały jej na obojętność. Prapradziadek Józef Ziemiański walczył w powstaniu styczniowym, pradziadek Michał Krakowski uciekał w 1914 r. do Ameryki za działalność w PPS-ie, dziadkowie Mieczysław i Czesława Krakowscy byli żołnierzami Armii Krajowej, podczas rewizji gestapo ukrywali ulotki w kołysce syna - przyszłego ojca Marty.
Dokopać komunie
Marta była zbyt młoda, aby świadomie przeżyć karnawał "Solidarności" w latach 1980-81 i włączyć się w podziemną działalność w stanie wojennym. Dlatego z podwójną energią włączyła się w kampanię wyborczą 1989 r. Przed 4 czerwca w szkole rozklejała plakaty i roznosiła ulotki. W dniu wyborów poszła najpierw z całą rodziną głosować. Patrzyła, jak rodzice pierwszy raz uczestniczą w głosowaniu. Następnie obwieszona transparentami z nazwiskami kandydatów "S" rozdawała ulotki mieszkańcom.
Marta: - Reakcja ludzi była niezwykła. Całe autobusy machały do nas z sympatią. Wydawało się, że cały świat nas popiera.
Tego dnia nie zmrużyła oka. W napięciu czekała na nieoficjalne wyniki głosowania. Kiedy zaczęły się pojawiać, przeżyła jedną z największych radości w życiu. Nie zastanawiała się nad konsekwencjami miażdżącego zwycięstwa "Solidarności". - Cieszyłam się po prostu, że dokopaliśmy komunie - śmieje się.
Dar od losu
"Wyborczy karnawał" przerodził się w fascynację polityką. Już w liceum Marta zaczęła działać w młodzieżówce Unii Demokratycznej. Na studiach prawniczych partyjna działalność pochłaniała większość jej wolnego czasu. Akcje plakatowe i ulotkowe, dyskusje partyjne, spotkania z działaczami o mały włos nie przeszkodziły w zdobyciu magistra. Kulminacją politycznego zaangażowania były wybory w 1997 r. Marta startowała wówczas do Sejmu z 17. miejsca lokalnej listy wyborczej Unii Wolności. Była najmłodszą kandydatką w Krakowie. Z pierwszego miejsca startował wtedy Tadeusz Mazowiecki.
Do parlamentu nie weszła. Jej 1100 głosów było jednym z lepszych wyników wśród krakowskich kandydatów UW, ale Marta zaczęła odsuwać się od polityki. Pochłaniała ją praca i rodzina. Wyszła za mąż, urodziła dwoje dzieci, przeprowadziła się do Warszawy.
Do wyborów 4 czerwca 1989 r. wciąż powraca myślami. Następnych 20 lat traktuje jak dar od losu dla jej pokolenia. - Oczywiście, można było wszystko lepiej urządzić, ale i tak żyjemy w pięknym kraju - przekonuje.
Autor fotografii: Andrzej Stawiarski
Nie rozstawał się z aparatem fotograficznym przez całe lata 80. Dokumentował demonstracje uliczne, strajki i inne wydarzenia związane z krakowską opozycją. W dniu wyborów od rana fotografował, co dzieje się w mieście. Współpracował z niezależnym pismem "Czas Solidarności". Doskonale pamięta grupy młodzieży, które w dniu wyborów opanowały centrum Krakowa, namawiając do głosowania na kandydatów komitetu obywatelskiego. - Każdego zarażali entuzjazmem. Było w nich coś symbolicznego, jakby wzięli na siebie cały sens "Solidarności". Czuło się radość, że to pierwsze od pół wieku pokolenie, które może otwarcie prezentować swoje poglądy i tworzyć nową, demokratyczną Polskę - wspomina dziś Stawiarski.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz